21 lutego 2009

Spokój Bytu

Będąc nauczycielką małych dzieci (bądź nauczycielem - by zadość uczynić political corectness), często zderzyć się można z pewnym myślowym wątkiem... Czy nasi wychowankowie, których wiecznie się pilnuje - by nie srali w gacie lub nie zrobili innym krzywdy, zostaną w przyszłości znaną modelką, biznesmenem, gwiazdą filmową bądź muzyczną. Jeśli pracuje się w „ekskluzywnej” instytucji edukacyjnej – takiej, w której dzieciaki mogą rzucić w opiekuna taboretem lub podpalić swoją koleżankę, a wszystko to, by wychować je „bezstresowo” – jest to dość prawdopodobne. Wiadomo wszem, że duże pieniądze, stanowiące nierozłączny element ich rzeczywistości, w końcu ułatwią im ową drogę.


I faktycznie. Oto dziecko, nasz wychowanek zostaje tym kim chce (lub wydaje się mu, że chce): osobą sławną, medialną czy po prostu znaczącą lub wpływową. Widząc ją lub o niej słysząc przypominamy sobie nagle, że tej właśnie pani minister podcieraliśmy nosa lub tłumaczyliśmy do czego służą sztućce. Powstaje czy też uderza w nas, zaraz potem, myśl: czy ten smarkacz lub smarkula pamiętają nas jeszcze? Czy pamiętają chociaż ulicę na której mieści się nasz ośrodek wychowawczy? Czy gdybyśmy jakoś do nich dotarli, poznaliby nas i w jakiś sposób mogli pomóc w marnym, nauczycielskim życiu? Wszak wiadomym jest, że nie każdy z nauczycieli wykonuje swą pracę z powołania czy oddaje się jej z satysfakcją...


Odpowiedź nasuwa się sama po krótkiej obserwacji historii kultury i postaw w niej zawartych. Osoby medialne wspomną, w najlepszym razie, o liceum lub studiach. To wszystko... Ci na szczytach (raczej nie intelektualnych) mają krótką pamięć. Właściwie to chcą, aby była ona jak najkrótsza i obejmowała swoimi granicami początki ich sukcesu. Nawet tak charakterystyczna rzecz jak swoista retrospekcja czy wręcz powrót do dawnych nawyków u ludzi sędziwych, zdaje się jednak omijać Szanownych Wychowanków szerokim łukiem. Czy żywe wspomnienie bycia zasmarkanym brzdącem jest aż tak deprymujące i nie licuje z postawą prezydenta państwa czy szybko gasnącej gwiazdki „Idola”? Jest to z pewnością element ważny. Czy jedyny? Na pewno nie. Problem braku intelektualnej zadumy, stawianiu pytań bez odpowiedzi spłyca i w pewien sposób „kastruje” nasz etos. Dlaczego? Ponieważ tracimy tak ważny przecież pierwiastek stanowiący o naszej tożsamości. Tracimy dzieciństwo – w każdym razie sporą jego część. Oczywiście, że pamiętamy z tamtego okresu nasze pierwsze miłości, naszych rodziców lub krewnych, pierwsze przeczytane książki... i muzykę.

Właśnie... To ona jest często okruchem czasu, który nagle „wbija” się w naszą percepcję i ewokuje jakieś niejasne emocje i wspomnienia... Rytmikę w przedszkolu, bale przebierańców, jakieś rozmowy nauczycielek o „etiudach, sonatach”, etc. Jednak czy na pewno owe nauczycielki mówiły o tych formach muzycznych? Czy na „tańcach” nie leciały „kaczuchy” i Niekończąca się opowieść, które to narzucają się nam w sposób najbardziej oczywisty? Czy może to my, czując się okaleczeni poprzez wieczne uciekanie od pierwszych nauczycieli i żłobków, staramy się zabarwiać zatarte i sponiewierane przez czas (bo na to pozwoliliśmy) wspomnienia. Może w ten sposób pragniemy uzupełnić naszą tożsamość, naprawić nasz ontyczny status – byle pełniej, byle koherentniej.


Jak widać poprzez tą krótką, przykładową retrospekcję znaleźliśmy się w labiryncie, w którym powstają kolejne pytania – u nas tylko na jednej płaszczyźnie: czy nie „wprojektowujemy” (ohydny psychologizm) obecnych doświadczeń w przeszłość? Oczywiście „wielcy i sławni” mnożyć pytań nie lubią. Wolą zamartwiać się, że ich partner ma siódmą kochankę lub łapówki już nie są takie fajne jak kiedyś... Stwarzają sobie „dojrzałość” pełną kręcenia się w kółko; wymyślają kolejne problemy z brakiem czasu i romansami na boku; porzucają swe prawdziwe pasje (o ile takie kiedykolwiek posiadali) na rzecz tych modniejszych „na salonach”. Inaczej rzecz ujmując wymyślają całą masę głupich problemów (np.: postmodernizm, który dzieje się tylko w ich rozbitych, pustych głowach). Po co?

Może dlatego, by odejść od tego co stanowi o ich tożsamości; by być modnymi; by (co najbardziej prawdopodobne) nie stracić zajmowanej pozycji. Słowem: uciekają. Bardzo podobnie do ogłuszonych przed ubojem świń czy baranów. Nawet podobnie beczą o kryzysie kultury i niemocy poznawczej, ale w jakiż to sposób maja poznawać skoro odrzucają to co już poznali? Wyrzucają pierwsze doświadczenia by później rozpaczać, że wszystko zostało powiedziane, napisane, zagrane, wyśpiewane etc. Stają się podobni swym rodzicom, którzy byli tacy sami jak dziadkowie, a ci z kolei jak ich dziadkowie, którzy byli... Można tak cofać się, aż do czasów pierwszych form komunikacji międzyludzkiej. Ktoś zakrzyknie gromko: „A gówno prawda! Wierzymy w ewolucję! Jesteśmy lepsi od jakichś tam neandertalczyków! Doświadczenia się sumują! Mamy rozwiniętą cywilizację i [sic!] kulturę! Jesteśmy rozumni, tolerancyjni, mamy różnych bogów, piszemy książki, tworzymy muzykę, kochamy Darwina i innych freudów!”. Ludziom takim wydaje się, że faktycznie są lepsi od – dajmy na to – murzynka Bambo z Afryki, bo mają ciepłą wodę w kranie i „dylematy” podczas codziennej redukcji ejdetycznej. Gdyby tak choć poczytali sobie książki ludzi, którzy nie bali się powrotów do „dzieciństwa”... Takiego Russeau, Paracelsusa czy współczesnych, ledwie „żywych” antropologów... Wiedzieli by, że zbytnie przywiązanie do empirii (w przypadku tego drugiego) lub europo / amerykoocentryzm (w przypadku pierwszego myśliciela) są żałosne poznawczo i dawno „nie w modzie”... Ale oni wciąż tłumaczą sobie świat tak, jak to czynili ich prapraprapra (i tak z tysiąc razy) przodkowie...

Pierwsze doświadczenia i ich zachowanie w pamięci stanowią o tym, że powoli i mozolnie budujemy naszą tożsamość. Uzyskujemy pełną i płynną perspektywę NASZEJ historii. Nie naszych rodziców czy babć – ubarwioną modnym i szybko przemijalny chłamem pop - kultury (na przykład!), ale NASZĄ własną – pozwalającą na refleksję, zadumę, a przede wszystkim: dającą komfort istnienia. Spokój bytu.



Game Material

Przy tworzeniu postaci należy rzucić na poniższą tabelę przypadłości dziedziczonych po rodzicach (d20):

1 Nieudaczność (zawsze -1 do testów cech)
2 Niesława (-4 do rzutów na reakcję w stronach rodzinnych)
3 Antymagiczność (PC rzuca czary o sile jednego poziomu mniej)
4 Bieda (PC zaczyna z połową startowego złota)
5 Znamię (z jego powodu grupa NPC-ów ściga PC)
6 Chorowitość (st vs choroby zawsze na -4)
7 Głupota (PC obniża współczynnik Intelligence o 2)
8 Brzydota (PC obniża współczynnik Charisma o 2)
9 Apetyt (PC je dwa razy więcej niż normalnie)
10 Magiczny przedmiot (DM ustala jaki)
11 Uroda (rzuty na reakcję tej samej rasy +2)
12 Zwinność (PC podwyższa współczynnik Dexterity o 1)
13 Wytrzymałość (PC podwyższa współczynnik Constitution o 1)
14 Krzepkość (PC podwyższa współczynnik Strenght o 1)
15 Magiczność (detect magic na życzenie)
16 Znajomości (d6+2 przyjaznych NPC-ów)
17 Zamożność (startowe złoto: d20 x 100)
18 Sława (+4 do rzutów na reakcję w rodzinnych stronach)
19 Rzuć dwa razy ignorując wynik 19-20
20 Rzuć dwa razy ignorując wynik 19-20

Brak komentarzy: