23 lutego 2009

Muzyczność Teatru

Zagadnienie muzyczności teatru wydaje się zbytnio nie różnić od muzyczności filmu czy opery. Nie jest to dalekie od prawdy, szczególnie jeśli weźmiemy na analityczny warsztat film. Niemniej pewne istotne różnice pojawiają się po bardziej szczegółowym przypatrzeniu się wszystkim trzem kwestiom. Celem niniejszej notki, poza dostarczeniem ogólnej inspiracji potencjalnemu graczowi, jest sprecyzowanie i bliższe określenie, czym jest muzyczność teatru. Będę przy tym odwoływał się do porównań z podobnym zagadnieniem w filmie.

Pierwszą ważną rzeczą, jaką należy zaznaczyć, jest to, że pojęcie „teatr” można rozumieć jako teatr pantomimiczny, teatr muzyczny Schaeffera, teatr „ubogi” Grotowskiego i wiele, wiele innych. W przypadku ostatniego o muzyczności mowy być raczej nie może – tam liczyła się czysta „teatralność”. Nie był on próbą syntezy muzyczno – teatralnej. W pantomimie i teatrze „klasycznym” muzyka, podobnie jak w filmie, podporządkowana jest akcji.

Wydaje się, że fakt funkcjonalności muzyki w teatrze ma się tak samo jak w filmie. Muzyka także jest fragmentaryczna, zakłócana przez dialogi, krzyki, odgłosy sceniczne etc. Uważam jednak, że istnieje tu pewna jakość, o której w filmie nie byłoby mowy. Muzyka w teatrze i pantomimie wyznacza swą energetyką, dynamiką i rytmem tempo akcji. Zauważmy, że aktorzy teatralni (lub mimowie), w przeciwieństwie do filmowych kolegów, ową muzykę słyszą, a co za tym idzie - są nią poniekąd powodowani do takiej czy innej ekspresji scenicznej. Muzyka daje znak początku, poprzedza węzłowe punkty akcji, zwiastuje koniec. Aktorzy często kierują się tymi sygnałami – nie tylko samą listą dialogową. Muzyka w pantomimie i teatrze nie zostaje wiec zanihilowana w całości. Nie pełni ona roli wyłącznie tła akcji - nie tylko ilustruje sferę emotywną, a wręcz może ciągnąć za sobą bieg wydarzeń. Zauważmy, że muzyka działa w równym stopniu na przedstawiających jak i na odbiorców.

Jeszcze dalej w poszukiwaniu syntezy idzie teatr dźwiękowy B. Schaeffera. Weźmy na przykład
TiSMW2, gdzie aktor i muzyk grają w pobliżu siebie. Widać też, co każdy z nich zamierza względem drugiego. Tu ani muzyka, ani tekst sceniczny, ani też scenografia nie są anihilowane przez siebie nawzajem. Oczywiście muzyka może być odebrana (z punktu widzenia bardzo ogólnego) jako programowa, ale uważam, że taka nie jest. Jej „partytura” inspiruje wykonawcę, daje możliwość nieskończonej improwizacji i tworzenia dźwięków ex nihilo. Otóż, jak nadmieniłem wcześniej, tu również aktorzy powodowani są muzyką i tę muzykę mogą tworzyć (w pewnej chwili muzycy również grają aktorsko na scenie!). Co więcej, tekst mówiony jest tak artykułowany, że przypominać może jeden z towarzyszących instrumentów. Co najciekawsze, wciąż pozostaje tekstem. W tym spektaklu występuje jeszcze mim i balerina. Mamy tu wiec niemal idealną syntezę teatru z muzyką. Oddziaływania są obustronne: taniec, mimika, aktorstwo wchodzą w interakcję ze sobą z osobna i z muzyką / muzykami, która raz słucha, co reszta ma do powiedzenia i gra pod nich, a raz chce być słuchaną prowadząc narrację i dyktując momenty węzłowe.

Innym rodzajem muzyczności w teatrze mogą być piosenki śpiewane na scenie przez aktorów. W przeciwieństwie do opery piosenki owe nie składają się na sposób narracji przedstawienia tylko na podkreślenie pewnych zdarzeń bądź odzwierciedlenie pewnych talentów granej postaci. Jeśli postać (w opozycji do operowych bohaterów) nie umie śpiewać, to tego nie robi. Nawet jeśli jest do tego zmuszona akcją sceniczną to i tak fałszuje, zapomina tekstu czy też tylko nuci melodię. Mamy tu do czynienia z muzycznością, że tak powiem, podaną wprost: muzycznością „realistyczną”. Jest ona z natury funkcjonalna. Służy do zbudowania wiarygodnego „aspektu muzycznego” charakteru postaci. Jeśli piosenka, nucenie etc. pojawia się w jakimś miejscu akcji, to również oddaje tylko pewien nastrój i realizm danej sceny. Posłużę się dwoma przykładami: śpiewanie hymnu narodowego przed scenicznym meczem piłki nożnej lub nucenie znanego motywu symfonicznego przez postać wracającą, powiedźmy, z filharmonii.

Jak starałem się wykazać, muzyka w teatrze „klasycznym” czy pantomimie cieszy się sporą autonomicznością, przez co można z całą pewnością stwierdzić, że taka muzyczność istnieje. Czasem nawet pomimo swej fragmentaryczności i pomimo bycia tłem uwidacznia się silniejszy związek (na zasadzie syntezy) muzyki z teatrem niż na przykład: w operze (programowość), filmie (szczątkowość) i literaturze (rzadkie przypadki, raczej tekstualność muzyki niż odwrotnie). Niektóre teatry awangardowe czy takie jak wspomniany teatr dźwiękowy Schaeffera są muzyczne w swej istocie. Muzyczność pozostawia w nich najwyraźniejszy ślad – porównywalny chyba tylko z muzycznością dzieł plastycznych...



Game Material

Jedną z brakujących rzeczy w światach osadzonych w późnym średniowieczu (czy u początków renesansu) jest brak profesji / zawodu / umiejętności kompozytora muzyki. Czasy "Anonimów" czy autorów zbiorowych odeszły dawno w niepamięć i można już mówić o zawodzie "nadwornego kompozytora" w tym okresie.

Composer Kit (Any Class; Noble Background)
Secondary Skills: academic
Weapon Proficiencies: Wizard group only; 2 slots.
Nonweapon Proficiencies: Bonus: Music; Required: Read / Write; Recommended: Musical Instrument (design), Sound Analysis, Etiquette, Sound Imitation, Whistling / Humming, Voice Mimicry, Style Analysys, Sign Language, Sage Knowledge (Music: Composition, History, Personas), Numeracy, Light Sleeping, Heraldry, Enamour, Crowd Working, City Familiarity
Equipment: Bonus: small house, 2 x instruments, lots of paper & quills.
Specjalne Benefits: keen hearing (surprise rolls +1); nobility;
Special Hindrances: -4 st vs sound attacks; good motivation to go questing
Wealth Options: d20 x 10
Races: Any, excluding dwarves.

Brak komentarzy: