11 marca 2009

17-letni Tim

Niemiecki siedemnastolatek urządza strzelaninę, razem z nim zginęło 16 osób. Zawsze, gdy słyszę taki news, zastanawiam się w ciągu ilu godzin pojawią się hipotezy o tym, że to wina gier komputerowych czy ciężkiej muzyki. Pierwsza pojawiła się w Tok FM, „być może ma to związek z tym, że grał w Counter Strike, tam się chodzi po korytarzach i morduje ludzi”. Cytat niedokładny, ale miarodajny, czytelnik od razu załapie o co chodzi. Człowiek zaczyna być znużony tego typu zabobonnym bełkotem. Gdyby to były lata 80-te, doszukiwano by się przyczyn tego traumatycznego dla wielu wydarzenia w podręcznikach D&D oraz muzyce Ozzy'ego Osbourne'a. Klasyczne cele witch huntingu. Kilka lat temu był to Marylin Mason i gry komputerowe. Co teraz? Ten jeden komentarz jeszcze nie rozpoczął większej burzy i szamańskich tańców gawiedzi zaklinających deszcz. Wiadomo, że rodzice sprawcy masakry mieli w domu sporo broni i młodziak miał do niej dostęp. Pytanie: gdzie byli jego rodzice, kiedy ładował do torby armament? A wcześniej? To przecież takie normalne, że my, jako kultura dekadencka trzymamy w domu różne, kompletnie niepotrzebne nikomu gówna do zabijania bliźniego.

Po raz kolejny zdumiewa mnie idiotyzm w szukaniu winnego, poczekajmy kilka dni, pewnie się zacznie. Jak przy każdej masakrze. Dostanie popkultura, w pierwszej linii. Później różni liberałowie i zwolennicy posiadania broni palnej w domach (tu słusznie). I jak zwykle nikt nie zapyta czy np. wina nie leży po stronie ojca, który miał w dupie potomstwo, bo preferował pouprawiać „wyścig szczurów” i nie miał czasu na „chów” dzieciaka. A molestowanie lub bicie w domu? Chłopak dobrze się uczył, zdał bez problemów maturę - i co z tego? W takie skrajności popadają raczej ludzie, którzy poddają w wątpliwość taką czy inną cechę otaczającego ich świata. Nie łebki "spod budki z piwem", a ludzie, którzy świadomie nie zgadzają się na otaczający ich stan rzeczy i, powodowani różnymi czynnikami (kulturą, brakiem zainteresowania rodziców, dekadencją, filozofią, środowiskiem, ideologiami i setką innych możliwych elementów) po prostu go zmieniają.

To są przynajmniej logiczne hipotezy, nie wyjęte ze łbów żądnej teraz kozła ofiarnego czeladzi. Chłopak był młody, zbuntowany, miał dostęp do broni, jak każdy nastolatek chciał jakiejś tam rewolucji czy zmiany świata – zwłaszcza, że mieszkał na podstuttgardzkim zadupiu. Może po prostu nikt z jego bliskich nie interesował się tym co myśli, co mu dyktowało jego młodzieńcze rozumienie świata? Witch hunting to przecież lepszy towar, a każdy fan metalu, RPG czy gier komputerowych jest potencjalnym seryjnym mordercą. Wiadomo.


P. S. Przy okazji, chociaż sam fanem nie jestem i mi Behemoth zwisa i powiewa, to gratuluję wygranej Nergalowi z przedstawicielami XXI - wiecznych Witch Hunterów
.

P. S. S. Mam nadzieję, że jeśli zajrzy tu jakiś dziennikarzyna, to na tyle się zainspiruje szerszą perspektywą oglądu tego typu rzeczy i zacznie snuć domysły w sposób racjonalny. Chociaż pewnie nie - przecież powyższe napisał koleś, który sam gania za smokami po lochach. Lol!

6 komentarzy:

Krzemień pisze...

Przeca oczywiste jest, że niezależnie od ilości broni w domu tego ziomka wina spadnie na CSa/rpg/metal. Gdzieś się musiał tej nienawiści nauczyć a te hobby są idealne...

Bronienie naszych ulubionych form rozrywki nie jest dla mnie zbyt oczywiste. Faktem jest, że niektóre rzeczy faktycznie wypaczają umysł, jeśli poda się je niedojrzałemu emocjonalnie odbiorcy. Dziwnym trafem nie słyszy się o filatelistach robiących masakry, zawsze są to gracze i metale ;p

Ojciec Kanonik pisze...

Lubił słuchać muzyki klasycznej i oper - mówił dziennikarzom "Sterna" znajomy Tima. No to teraz się dostanie melomanom. :D

A co do bronienia hobby, filateliści, numizmatycy itp. - nie są częścią popkultury per se. Nie jest to ani popularna subkultura / styl życia, ani nie są medialni, nie stanowią części rynku. Na nich się po prostu nie zarobi, więc nawet jeśli któryś ze sprawców masakr zbierał znaczki, to nigdy się tego nie nagłośni - Satan / Sex Sells Better. A bronić trzeba, tak jak np. czytania książek - nie każdy po przeczytaniu Malleus Maleficarum staje się inkwizytorem, Mahabharata nie robi z niego wyznawcy Hindu, jak i Mein Kampf nie robi z czytelnika nazisty. W XXI wieku mam często wrażenie, że to jakiś XIX wiek jest.

Ojciec Kanonik pisze...

A nienawiścią czy brutalnością można nasiąknąć oglądając zwykłe wiadomości w TV. Ba, czytając oryginalne baśnie braci Grimm też. ;)

Nukereal pisze...

Bo taki dres nie zabije nikogo w desperacji lub dla swoich wyśnionych ideałów. Chce pieniędzy, przypodobać się i na tym kończy się jego percepcja. Nie lubię szukać zależności na linii intelekt-hobby, ale mimo wszystko metalowcy/RPGowcy/komputerowcy mają większe średnie IQ od gościa z blokowiska. Często prócz gier sięgają mimo wszystko po inne źródła, poszerzają horyzonty. Oczywiście zawsze znajdzie się część buntowników, nieprzystosowanych do środowiska i wtedy coś takiego wynika. Jednak problem nie leży w rozrywkach a w mentalności tych osób - oraz konflikcie pomiędzy ich poglądami a reszty ludności. Również moralności której ich wyuczono.
Generalizuję, jak cholera, ale tak to widzę.

Albino pisze...

Hmm, chyba się jednak trochę w mediach zmienia albo to tylko wyjątek od reguły, bo na razie nie szczują popkulturowych rozrywek. :)

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6374104,Sprawca_masakry_zapowiedzial_ja_w_internecie.html

Ojciec Kanonik pisze...

@Nuke

I o tym właśnie m. in. pisałem. Poza tym, jak się powoli okazuje, koleś był po prostu takim outsiderem, słuchał innej muzy niż słucha się na wsiach (operetka? LOL), pewnie swój światopogląd budował a nie po prostu brał gotowca jak quasi-ludzkie dresy, których jedyną frustracją jest fakt, że mogą nie znaleźć partnerki do prokreacji, jedzenia by napchać brzuch albo kasy na "kulturalne" balety. ;) I masz rację, częściej znaleźć outsidera wśród fanów cięższej muzy (czy hip-hopu), RPG, gracza komputerowego czy nawet zapalonego internauty (zresztą ten wątek, dość nowy u Witch Hunterów, też się pojawia: internet źródłem przemocy). Masa truizmów, a wszystko i tak sprowadza się do psyche i otoczenia mordercy, a nie do Dungeon Master Guide (heh).