30 marca 2009

Eliade i Fantastyka

Mircea Eliade, Tajemnica doktora Honigbergera. Książka jednego z najważniejszych religioznawców XX wieku nie jest może ucztą dla bibliofila o „wybrednym podniebieniu”, ale rozpatrując ją jako krótką formę fantastyczną, jest dość ciekawa. Całość opowiada o poszukiwaniu przez głównego bohatera mitycznej Śambhali – legendarnej krainy na Wschodzie, w której tryumfuje „duch nad materią”. Nawiążę w tym miejscu do H. P. Lovecrafta. Pamiętam, że Eliade z ironią wypowiadał się o jego twórczości, a utwór ten pokazuje pewną alternatywę (równie grafomańską co u HPL-a) w jaki sposób można konstruować i opowiadać „dziwne historie”.

O ile HPL, jak i większość literatury rozrywkowej (fantastycznej) skupia się na zjawiskach czy fetyszyzuje technologię bez głębszej refleksji o człowieku (powtarzam: większość, nie całość), to właśnie książka M. Eliadego w sposób mistrzowski prezentuje proces zmiany percepcji człowieka. Samego siebie i zmian w sobie, otoczenia i owej drogi do mitycznej krainy. Finał jest zaskakujący i interpretowalny na wiele sposobów.

Nie ma tu technicznego bełkotu o działach laserowych, krwawej jatki przy pomocy świetlnych mieczy, Obcych kontra Predatorów czy wymachujących toporami przed nosem Niewypowiedzianie Przedwiecznych Bogów osiłków. Są, oczywiście, tajemne księgi, wątki okultystyczne, a obcość mitu Śambhali potęguje dążenie doń bezradnego w swoim racjonalizmie człowieka poprzez środki pozanaukowe – nawet pozarozumowe. Wszystko to okraszone zostało opisem technik medytacji, fantastycznej metamorfozy zmysłów i mistycznych podróży głównego bohatera.

W przeciwieństwie do HPL-a, z którego twórczością kojarzy mi się Tajemnica doktora Honigbergera, w centrum jest człowiek i jego wędrówka, a nie mackowate i, coby nie mówić, idiotyczne i śmieszne stwory z jego Mitów. Zaznaczę jeszcze, że pozycja ta, to "wczesny Eliade" (1940 r.), więc nie jest to lektura obowiązkowa dla tego, kto lubi jego eseje i rozprawy.

Brak komentarzy: