31 marca 2009

Eliade i Harlequiny

Post niejako polemiczny z notką Albusa o wyższości Eliadego–prozaika nad Lovecraftem. Przeglądając zawartość zbiorów w Projekcie Gutenberga, natrafiłem na (zaległą) lekturę pn. The Willows (1907) Algernona Blackwooda – klasyka pulpowego horroru i fantasy. Jedno z kluczowych i kanonicznych opowiadań konstytuujących XX wieczny horror, a właściwie utwór, który wywarł duży wpływ na twórczość jego ojca, czyli H. P. Lovecrafta. Abstrahując jednak od zachwytów i peanów Lovecrafta na cześć tej broszurki, przejdę do niej samej i skonfrontuję z prozatorstwem Eliadego.


Jest to typowy wytwór późnego romantyzmu, gdzie modnym było wyszukiwanie jak najsurowszych miejsc, dzikiej przyrody i stymulować tym swoje wyrastające z kultury fobie. Jeśli przyroda była nie dość dzika, ubarwiano ją alkoholem, opium lub „udzikszano” w mniej lub bardziej grafomańskich wyskokach w tzw. powieści gotyckiej. Tyle, że robiono to z taką pasją i prostotą, że Eliade, na polu poromantycznych weird tales, po prostu odpada. Nie ma najmniejszych szans z A. Blackwoodem, H. P. Lovecraftem, A. Derlethem czy C. A. Smithem. 
The Willows są takim właśnie exemplum na prostą, zmanierowaną prozę późnoromantyczną. Czyta się to o wiele lepiej niż powieści i opowiadania Eliadego (ba, jego Maitreyi to przecież gniot jakich mało, do tego prawie tak sławny jak powieści Danielle Steel). Opowiadanie Blackwooda jest, po prostu, pisane szczerze, nie jest wydumane i gdybym miał przyrównać to do czegoś ze sfery sztuki, to jest to literacki odpowiednik malarstwa naiwnego. Eliade - prozaik płodził po prostu żenującej jakości Harlequiny i w powyższym porównaniu: malował "jelonki na rykowisku".
Opowiadanie Blackwooda czyta się dobrze, przy odpowiednim podejściu i z „nakładką”, że to archaiczna już dziś proza, pisana przez niezbyt wykształconego literackiego autodydaktę. Takiego samego jak Lovecraft czy Howard. Blackwood czuje się w takiej formie dobrze, łapie (już wtedy stare i wyświechtane) sztuczki wybitnych romantyków i stara się w takiej konwencji straszyć i „udzikszać”. Eliade pisał coś, czego nie czuł, nie potrafił lub kierował się zwykłą intuicją w tym, jak napisać fantastyczne opowiadanie. 
W centrum, tu się zgodzę, nie jest człowiek, a nadnaturalne. Percepcja ludzka jest żenująco sztucznie przerysowana i zmanierowana. Teren opowiadania (genialna lokacja - gotowiec na moduł, btw.), bohaterowie, nadnaturalne wydarzenia są kiczem i po prostu śmieszą. Jak 99% literatury fantastycznej, ale co z tego? Można, wzorem Parowskiego, pobełkotać sobie o zawieszeniu niewiary, zrobić krucjatę i naiwnie nobilitować na siłę taką literaturę i wciskać ją „na salony” (jak pamiętne małe książeczki Marksa swego czasu). Tylko po co? Nie strzela się do muchy z armaty i pop-literaturę trzeba rozpatrywać na jej własnym poziomie, a nie przez lupę formalizmu i oceniać ją pod kątem „człowieka w centrum”. 
Jeśli ktoś szuka prostej rozrywki, sięga po fantastykę – jasne. Do The Willows należy podejść jeszcze z dodatkowym nastawieniem, że taka klasyka, to z reguły kiepsko napisany gniot, ale na własnych warunkach niepowtarzalny, niedościgniony i nie mający pretensji do bycia wiekopomnym-dziełem-literatury-światowej. I to, wykpiwane w poprzedniej notce przez Albusa Niewypowiedzianie Przedwieczne, jest o wiele bardziej prawdziwsze, szczere i autentyczne tutaj, niż w wydumanym, wymęczonym i sztucznym gniocie napisanym przez Eliadego.

2 komentarze:

Albino pisze...

Spoko, ale ja właśnie piję do "nobilitowania" czegoś (fantastyki), co w wydaniu Eliadego było młodzieńczym wygłupem / nieudanym eksperymentem, a dla Lovecrafta jedyną drogą pisarską. I pewnie, że żaden mainstreamowiec nie napisze sensownego utworu, który będzie się naprawdę czymś wyróżniał i vice versa. Np. P. K Dick jak i King pisali beznadziejne gnioty eksperymentując z inną niż fantastyczna literatura.

Blackwooda nie czytałem, ale nie wiem czy zestawianie tuza na polu horroru z miernym "Eliadem-prozaikiem" ma sens...

Ojciec Kanonik pisze...

I pewnie, że żaden mainstreamowiec nie napisze sensownego utworu, który będzie się naprawdę czymś wyróżniał i vice versa

Oui? No to w kontrze podam Ci takie nazwiska: E. A. Poe, W. Blake, E. T. A. Hoffman, J. Verne i nastu innych.

Nobilitowanie - zgoda, to jest bezsensu, o czym wspomniałem. Tak samo jak zestawianie "Eliadego-intelektualistę" z "po-prostu-Lovecraftem".

Na co dzień też zestawiasz np. Konstancję Gładkowską z Florence Foster-Jenkins? ;)

Porównania nie mają sensu - i w porządku: Tajemnice mają swoje plusy, ale niewiele, bo to nie jest "naturalne środowisko" pisarskie M. E., Lovecraft jest niepowtarzalny w opisywaniu paranormalnych zjawisk i żenująco kiczowaty w portretowaniu człowieka. Pomimo podobnej tematu (w szerokim sensie - horror, mistycyzm, fantastyka) target obu jest jednak inny.