27 marca 2009

Książkakomiks

Zwykła - niezwykła pozycja w kanonicznym nurcie "uczy i wychowuje bawiąc Obywatela Czytelnika", znanym co starszym Polakom. Niezwykłość Dwaj z galaktyki Gryfa to mariaż formy powieści z komiksem. W 1987 roku, kiedy komiksy, obok resoraków z Matchbox były cenną "walutą" w różnych podwórkowo-szkolnych transakcjach, taka pozycja była co najmniej dziwna. Ni to książka przygodowo - fantastyczna, ni komiks pełną gębą.


Komiks - książka opowiada o perypetiach dwóch zielonych kosmitów, którzy rozbijają się na Ziemi, w PRL-owej Polsce i starają zrozumieć zasady ruchu drogowego. Wszystko opisane prozą z wstawkami komiksowymi, kreską zbliżonymi do dzieł Papcia Chmiela. Czyta się to szybko, żonglerka dwoma mediami, średnio udana, nie przeszkadza, ale razi coś innego. Wszędobylska indoktrynacja marksistowska. Z książki Boglar i Tokarczyka dowiemy się, że USA to nieprzyjemny kraj, pełny paranoicznych burżujów, rasizmu i wyzyskiwania biednych. Starożytny Egipt i inne kraje o ustroju monarchicznym są zacofane, pomimo jakichś tam osiągnięć. I wyzyskują biednych. W Grecji panował beznadziejny ustrój, demokracja - w której najważniejszą rolę pełniła burżuazja, panowało niewolnictwo i wyzyskiwano biednych. I taki bełkot ciągnie się przez cała książkę.

Młodociany czytelnik, jaki był w założeniu targetem tej pozycji, obok niepodważalnych prawd marksizmu poznawał zasady ruchu drogowego oraz znaki. Dowiedział się też, że w egzotycznych republikach na północnym wschodzie ZSRR są igloo-hotele z rosyjskimi szyldami, w Chinach panuje porządek i równość, a w Polsce Obywatel Sierżant MO zawsze jest wyrozumiały, cierpliwy i ogólnie Superman.

Nie wiem dla kogo ta książka tak naprawdę była. To jak z muzyką socrealizmu, ani dla chłopstwa, ani proletariatu, a tym bardziej nie dla melomanów. Tu bibliofil nie znajdzie nic dla siebie, komiksiarza znudzi nieudany miszmasz i kiepska fabuła. Poza tym, Papcio pokazał jak mistrzowsko można tworzyć w tym nurcie, oddać władzy, co się jej należy, edukować i okrasić to wspaniałym, ponadczasowym absurdem i humorem.

Typowa, obleśna i infantylna propagandówka ery (na szczęście) minionej.

2 komentarze:

Krzemień pisze...

Mam tą książkę, czytałem ją kilka razy. Do dzisiaj nie wiedziałem, że jej propagandowośc była z góry zamierzona :D

Albino pisze...

Była i jej feler polega właśnie na tym, że nie wyśmiewała ustroju, czy ogólnie, nie ironizowała świata - jak np. komiksy Papcia, tylko wspierała pranie mózgów dzieciakom. :) Traumatyczna lektura - jak słuchanie "Ballady o żołnierskim kubku" Lutosławskiego. ;)