3 maja 2009

Anaboria: Rodzina

Błądząc po uliczkach pewnego norweskiego miasteczka zauważyłem pootwierane okna w domkach i kamieniczkach. I to nie pierwszy raz i nie tylko w tym miejscu. Ba, nie tylko w Norge, ale i w Danii. Czasami jakiś przechodzień zajrzy do środka, pogada chwilę z domownikami. Myślę sobie: "wtf?". Zauważyłem, że jest to jakaś tradycja / nawyk i dopiero po konsultacjach ze znajomym skandynawistą (i etnologiem) dowiedziałem się, że faktycznie jest to pewien zwyczaj, w sumie to przyzwyczajenie, że zostawia się okna pootwierane. I nie ma to nic wspólnego z ogólną gościnnością czy życzliwością Norwegów. Sprawa sięga głębiej, do czasów wypraw wikińskich, gdy pozostawione same sobie żony musiały mieć otwarte okna, by "czujki" męża mogły je doglądać czy aby go nie zdradza. :) Pomyślałem od razu o Anaboryjczykach i ich żonach mieszkających w szałasach, czy i one zostawiały poły namiotów uchylone? Czy odcinanie się pod nieobecność męża od reszty plemienia nie spotykało się z jakimś ostracyzmem? W Hebanowym Dachu i M'głowie raczej nie - tam gzi się każdy z każdym, żony są wspólne, a pojęcie zdrady nie istnieje. Ale plemiona równinne czy Górale? Hmm... Od tego zacząłem myśleć o ogólniejszych aspektach barbarzyńskich rodzin jako takich - co nieco opisaliśmy z Alem tutaj (punkt 3), ale po lekturze sprawozdań różnych klasyków antropologii (jak i w samym Complete Barbarian's Handbook zwraca się kilkakrotnie uwagę na więzy krwi - moieties) i tej powyższej obserwacji postanowiliśmy uszczegółowić co nieco.


Plemię
Dla barbarzyńskiego Wyspiarza w życiu liczy się tylko kilka rzeczy: rodzina, pełny żołądek i dobro plemienia. Elementy te zapewniają przetrwanie w dzikim i nieprzyjaznym świecie. Gracz, tworzący postać powinien mieć możliwość stworzenia swojej rozległej familii - im większa, tym lepsza. Dungeon Master może zezwolić graczowi na stworzenie nawet całego plemienia, ze wszystkimi jego niuansami, więzami krwi, dziwnymi postaciami, sekretami, ogólną kondycją i osadzić je w kontekście Wyspa-My. Zależnie od twórczego temperamentu, gracz ustala więc każdą (lub tylko kilka) zależności rodzinnych oraz szerzej, plemiennych.

PC przeżywa każdą chwilę w otoczeniu najbliższych. Od małego szkolony jest w wielu rzeczach niezbędnych przetrwaniu na Anaborii. Uczy się zabijać zwierzynę i wrogów tym, co w danej chwili ma przy sobie. Włączywszy w to zęby i pięści. Gdy dorasta, socjalizuje się z plemieniem, na tym etapie zaczyna w pełni rozumieć plemienne tabu, plemienną hierarchię wartości, kto jest najważniejszy, a komu może się narazić. Gdy osiąga pełnoletność, zaczyna sam polować, szuka żony, potem drugiej - i cały czas wie, że swoje życie zawdzięcza nie tylko rodzicom, ale i dziadom, pradziadom, itd. Wierzy, że Duchy Przodków czuwają i są obecne w każdym jego czynie, w każdym udanym polowaniu, tajemnym rytuale plemiennego szamana.

O konieczności posiadania kilku żon pisaliśmy tutaj (punkt 3, ostatni akapit). Ilość żon przekłada się wprost na reputację, jest oznaką zamożności i gwarantuje, że owy barbarzyńca nie będzie umierał w samotności w zbiorczym namiocie czy Jaskini Zmierzchu. Zapewnienie sobie potomstwa, to jednak nie jedyny cel egzystencji Wyspiarza. Tabela Dziedzictwa jest więc bardzo ważna, może być osią konfliktu z rodzicami ("Matko, skąd mam ten kawałek przeklętego materiału w nodze?") lub znamieniem - pamięcią, którą PC obnosić będzie z chlubą. Jeśli pojawi się jego potomstwo, objawi się tez jakaś dziedziczona cecha. Decyzja całkowicie pozostawiona DM.


Reputacja
Każdy chce być prawy względem swego plemienia i przestrzegać jego nakazów. Budując reputację na czynach służących dobru plemiennemu, stwarza sobie miejsce w jego pamięci na wieki. Szacunek plemienia objawia się także w tym, że mało kto będzie miał sumienie lub odwagę oszukać poczciwca w wymianie handlowej [o modelach handlu na Anaborii pojawi się osobny artykuł - i nie będzie to nic o Wymianie Kula czy kultach Cargo ;) - Al. ]. Raczej nikt nie będzie szerzył kłamstw na temat zasłużonego, a w razie ważnych narad plemiennych, jego głos będzie brany pod uwagę.

Jak mierzyć reputację postaci bez tworzenia dodatkowych zasad? Można to robić na dwa sposoby - prowadząc coś w rodzaju dziennika, w którym po każdej sesji DM lub gracz spisują rzeczy, które uważają za wpisane w "czyny dla dobra plemienia" oraz łatwiejsze do prześledzenia materialne dobra, żony, upolowane nietypowe zwierzęta. Drugim sposobem (równie starym co same RPG) będą tytuły przy każdym poziomie. Tytuły te przekładają się na renomę PC w Anaborii, mogą być nadawane przez znaczących starszych, wodza albo szamana. PC musi jednak uważać, by nie pohańbić plemienia, nie naruszyć tabu czy źle traktować swoją rodzinę. Wtedy traci tytuły (poziomy pozostają bez zmian, oczywiście). Niestety, nawet Unearthed Arcana Gygaxa nie podaje konkretnych tytułów.

My stosujemy drugą metodę i wymyśliliśmy następujący schemat. Do PC tytułem (w Mrozopaszczy i na Równinach dodaje się do niego imię) zwraca się przy okazji ważnych narad, podczas wędrówek plemiennych w poszukiwaniu nowego miejsca pod osadę oraz w trakcie rozmów "dyplomatycznych" z innymi plemionami (jeśli PC bierze w nich udział). Nie ma większego sensu podawać kolejnych tytułów dla określonej nacji. Przyjęliśmy, że są to nazwy zwierząt swoiste dla danego rejonu. Im wyższy poziom, tym zwierze groźniejsze / większe / rzadsze / bardziej legendarne.

Przykładowo: pierwszopoziomowy barbarzyńca z Mrozostóp może być tutułowany per Nietoperz. Na 5 lvl będzie to Niedźwiedź, na 9 lvl (name) Górski Lew. Name Level jest bardzo ważny nie tylko ze względów mechanicznych, ale ze względu na tytuł z nim związany - jest to zawsze określone mitologiczne zwierzę, odgrywające ważką rolę w historii plemienia. Po 9 poziomie, tytuł już się nie zmienia i symbolizuje najwyższe uznanie plemienia dla PC.

Powyższa hierarchia wartości i zależności międzyludzkie nie dotyczą mieszkanek Tęczowej Wyspy (Amazonek).

16 komentarzy:

smartfox pisze...

To, co piszesz o otwartych oknach pasuje do tego , co słyszałem, dlaczego zasłon i rolet w oknach nie ma, choć czytałem ,ze to bardziej wywodzi się z okolic wieku XV, XVI, może XVII. Wiem, że Pasek w pamiętnikach dziwił się obyczajom Duńczyków (między innymi nagości, czyli pełnej otwartości)

Rodzinę w Anaborii wyobrażam sobie, jak opisywał relacje w plemieniu Malinowski. Może to przestarzałe, ale przecież wdzięczne. Dla widowiskowości sięgnąłbym po motywy z książek Cejrowskiego. Sporo mięcha fabularnego.

Ojciec Kanonik pisze...

Tia, Cejrowski... o ile gościa nie trawię kompletnie, to Rio Anaconda i Gringo (koszmarnie napisane, niezłe merytorycznie) znam i przyznam, że uwypukliły rolę rodziny w świecie dzikim i nieprzewidywalnym (Na gromy! T. Rex w obozowisku!). Punkty dla niego (w sumie). ;)

Co do okien / otwartości, to akurat jest raczej starszy zwyczaj (nawyk), musiałbym posiedzieć bardziej w historii Norge lub popytać nie jednego, a kilku speców, ale zdaje się, że tak datuje się to zjawisko. Ciekawe i inspirujące w każdym razie. :)

smartfox pisze...

Cejrowskiego nie trawię od strony poglądów, ale jego Rio Anaconda mnie zachwyciło. Ze stylem nie całkiem się zgodzę, że kiepski, po prostu schizofrenik z niego wyłazi :). A merytorycznie słyszałem, że wali ostre babole, ale tu za słaby jestem z dziedziny, którą się WCet zajmuje.

Pozdr

Ojciec Kanonik pisze...

No własnie, poglądy i postawa. Merytorycznie - to przecież amator, a nie badacz. To o merytoryczności - miałem na myśli to, na co zwraca uwagę, a nie w jaki sposób (tu już z niego WuCet wychodzi ;) ). A co do stylu - hmm..., mi brakowało tylko emotikonek w tekście i maniery dziuń z Onetu, wiesz: "wiDziaŁem baVoUa i tEh kRuFFkĘ TeSh, MEh, dZizAs". Piktogramy neandertali. ;)

Albino pisze...

Nie dałem rady przebić się przez Rio Anaconda, pewnie dlatego, że rzadko udaj mi się rozdzielić twórcę i dzieło. Z tego typu książek prędzej T. Halika bym pewnie od dechy do dechy przeczytał.

smartfox pisze...

Dobrze Cię rozumiem Albino. Kumpel mnie pół godziny do Rio Anacondy namawiał, wiedząc, że nie cierpię WC jak dżumy (miałem okazję widzieć go na żywo, jak robi z siebie zwykłego chama).

@ Ojciec K.
No i coś w tym jest, choć WC to pewnie by się zbulwersował, będąc osobnikiem konserwatywnym i w ogóle na anty do nowości :).

Pod koniec Rio robi się fantasy zmiksowane z SF. Wędrówki duchów, które doświadcza i insze takie. No i to można właśnie wykorzystać w RPG.

Ojciec Kanonik pisze...

Pod koniec Rio robi się fantasy zmiksowane z SF. Wędrówki duchów, które doświadcza i insze takie. No i to można właśnie wykorzystać w RPG.Tu jest mały rozdźwięk w mojej i Ala "wizji". :D Pewnie wiesz, że Azory są, wg niektórych hipotez, wierzchołkiem Trójkąta Bermudzkiego - pomiędzy wierzchołkami leży właśnie Prawdziwy Świat, ziemskie kontynenty to Hyboria - u mnie tak to wygląda. Jak myślisz, gdzie te wszystkie wraki (lub całkiem sprawne maszyny) samolotów i statków powędrowały? :D Ostatnio wrzuciłem nawet bunkry, które są postrzegane przez barbarzyńców na równi z zakazanymi kamienno-metalowymi budowlami wzniesionymi przez istoty Carniborii. Broń z różnych okresów czasu też tu trafia (kampania bazowo osadzona jest w AD&D od okresu elżbietańskiego po XIX wiek, ale zagięcie czasoprzestrzeni można wykorzystać jeszcze szerzej :>). No ale Al to Al. ;)

smartfox pisze...

Faktycznie ciągnie Cię do pulp fiction :). Ale w sumie pomysł nośny i pozwala na zaskakiwanie graczy, nawet jeśli wiedzą, że coś takiego można spotkać :).

Ja czekam na ciąg dalszy kulturowych materiałów o Anaborii.

Pozdr

Albino pisze...

Jutro coś nowego wrzucę. Pulp fajne, ale jako opcja, liczy się otwarta podstawa, dalej co kto lubi :). Ja na przykład wziąłem się za spotkania z Hiszpanami i Portugalczykami i to będę na razie eksploatował. :)

Paladyn pisze...

@ Ojciec Kanonik - mam prośbę, czy możesz podać link lub przesłać mi obraz do pierwotnej wersji okładki Basic Roleplaying System pióra ludzi z Chaosium. Wiem, że go podawałeś, ale za cholerę nie pamiętam gdzie.
Pal.

Borejko pisze...

Pootwierane okna i drzwi domostw były również w okresie Inkwizycji z zupełnie innych przyczyn.
A persony WC nijak nie da się strawić.

Ojciec Kanonik pisze...

@Paladyn

To dziełko wrzuciłem na NewPlay, a tutaj link do Knights & Knaves:

http://knights-n-knaves.com/phpbb/viewtopic.php?p=40136#40136

@Borejko
A persony WC nijak nie da się strawić.W "celach badawczych" da, ale gość nieteges mocno. ;)

Borejko pisze...

Kowboj karwa czacza i tyle. Piznałby się tym kubkiem w łeb dawniej to dziś już Yerba by mu nie pomagała. Może go kiedyś w buszu wpiehdolą. Mało jest ludzi do których czuję aż taką antypatię, a widziałem go parę minut bo na żywo to już wogóle jest masakra gościu.

Borejko pisze...

parę minut bo dłużej bym nie wytrzymał.

Luc du Lac pisze...

ech, od czasów WC kwadransu troche się jednak zmienił i jest bardziej medialnie strawny. Boso przez świat czasami oglądam jak sie napatoczy, i zazwyczaj jest OK

Ojciec Kanonik pisze...

Z książek wyziera stary, (nie)dobry europocentryk, egomaniak i katocentryk. ;) O ew. schizofrenii (o której wspomniał Smartfox) nic nie wiem - stawiam na ostrą neurozę.