8 maja 2009

Anaboria: rytualne okaleczanie


Poniższa notka zainspirowana została tekstami znakomitego antropologa, filozofa i psychologa, Bruno Bettelheima o roli rytualnych okaleczeń ciała w różnych społecznościach (m. in. "Rany symboliczne. Rany inicjacji i zazdrość męska"). Poniższy tekst bazuje na realnych wierzeniach i obrządkach, ale może wydać się komuś brutalny czy wulgarny, więc ostrzeżenie: OD 18 LAT. ;) Pełniejszy opis kits (mechaniczny) Ulogo i Wizards Slayers znajduje się w "The Complete Barbarian's Handbook".



Ulogo są fanatyczni w swojej misji tępienia wszystkiego co magiczne (magia nieszamańska) i hyboryjskie (opis tej kasty pojawił się w pkt 2 i pkt 5). Z najważniejszych interakcji ze światem cywilizowanym trzeba wymienić fakt, że członkowie kasty Ulogo uczą od lat swoich ziomków (szkolonych przez nich Wizard Slayers) pływać na należących do Hiszpan i Portugalczyków galeonach. Statki te zdołały jakimś sposobem przeniknąć do świata Anaborii, zwykle załogi wymarły, a ocalali rozbitkowie zginęli, zabici potajemnie przez szamanów. Jeśli uda im sie opanować sztukę żeglowania i w jakiś sposób przedrzeć przez barierę międzywymiarową, Europę i północno-wschodnią Afrykę zaleją hordy fanatycznych niszczycieli m'loa (Złej Siły, przeciwieństwo Mana).

To jednak odległa przyszłość, przyjrzymy się teraz sakralnej procedurze przystąpienia do kasty Ulogo. Jak wspomniano wcześniej (w zalinkowanych punktach), okaleczanie narządów rodnych członków Witchmen pozwala tej kaście wyzbyć się popędu seksualnego, który widziany jest przez nich jako jedna z głównych dróg, przez którą oddziałuje na człowieka m'loa. Obrzęd okaleczenia (nazywany Šarxa) jest rytem wejścia do tej wspólnoty.

Polega on (w przypadku mężczyzny) na złapaniu Amazonki - zwykle czynność ta wykonywana jest przez doświadczonych Ulogo. Następnie kandydat musi mieć z nią potomka, którego zabija w trakcie Šarxa. W trakcie prób zapłodnienia i czekaniu na potomka, nowicjusz trenowany jest przez cały ten czas pod okiem szamanki – mistrzyni, jest to zawsze kobieta: udagan, Po urodzeniu dziecka, Amazonka jest torturowana - kładzie się ją na rosnące łodygi bambusa. Po dokonaniu rytu okaleczenia nowicjusza, bambusy na których zginęła kobieta, łamane są na drobne części i naszywane na sakralną zbroję, będącą oznaką pełnej przynależności do Witchmen. Szamani tej kasty nie muszą jej nosić.

Inicjacja kobiet ma się inaczej. Kandydatka własnoręcznie, przed Šarxa, zabija pojmaną Amazonkę lub maginię (np. Anagakok z Hebanowego Dachu) wycinając jej, w określonym porządku, różne części ciała i wrzucając je do ognia. Po usunięciu wyznaczonych regułą rytuału części, nad zwłokami nowicjuszka wykonuje taniec podobny do druidycznego inix (pkt 3), by chwilę później zanieczyścić je odchodami, swoimi i jej szamana - mistrza, zawsze mężczyzny: gende. Nadpalone kości, podobnie jak bambus w pierwszym wariancie, łamane są na mniejsze kawałki i naszywane na skórę, będącą rytualną zbroją kobiety Ulogo.

W obu wariantach rytu wykorzystuje się oczyszczającą sól (od 5 do 10 szczypt; o roli soli napisano więcej w rozdziale Religia i zwyczaje).

7 komentarzy:

Ojciec Kanonik pisze...

No toś przy łikendzie pojechał, ziom. :D

Ostatnio zastanawiałem się nad głośnym kilka lat temu zjawiskiem "farmingu" (wiesz, wybieranie przez dewiantów fekaliów z kibli w hipermarketach w USA - prawdopodobnie w celach spożywczych), ale na poziomie obyczajowo-religijnym oraz o menstruacjach. ;)

Gonzo pisze...

Srogie ale takie obrzędy są prawdopodobne. Nie takie rzeczy ludzie sobie robili z nudy...

Pytanie czy w swiatach fantasy/RPG musi byc az tak mrocznie? Ja bym wolal jednorozce za przyjaciol i platoniczna milosc paladynow ku ratowanym ksiezniczom. Syfu i makabry jest dosc w realu.

Albino pisze...

To jest świat quasihistoryczny, Anaboria leży na Atlantyku, XVI wiek. Z Kanonikiem (w zasadzie, to on lubi mieszać realność z mitologicznością bez podziału na SF czy fantasy) tak to konstruujemy, że większość rzeczy związanych ze społecznym życiem barbarzyńców pochodzi z opisów klasyków antropologii kultury, etnologów, itp. Nie uważam, że jest to mroczne i takie w zamiarze ma nie być - jest po prostu ludzkie, bazujące nie na mroczno-deszczowym (nudnym) modelu, a bardziej na mainstreamie z dodatkiem magii AD&D i wymieszaniu faktów historycznych (dinozaury - ludzie).

Jednorożce i cały typowy bestiariusz fantasy po prostu nie pasują do takiego modelu świata - tu liczy się raczej przeżycie, nakarmienie rodziny, spłodzenie potomka itp. Proza życia w fantastycznawej oprawie AD&D. :)

Ojciec Kanonik pisze...

No, no. Taki fantastyczny naturalizm. Dziś takich rzeczy raczej już w podręcznikach nie ma - ot, jakieś gówniane dark fantasy albo systemidła bazujące na popkulturze (horrorze) only. Anaboria podobna jest Tekumel, oryginalnemu, napisanemu przez prof. Barkera. To se ne vrati i jest niepoprawne (bazowy target dzisiejszych RPG-ów musiałby się wiekowo wywindować) w przeciwieństwie do bazującego stricte na fantastyce mainstreamu RPG-owego.

Btw. Moje BRP, pomimo, że PC są agentami z rodzaju X-Files w kompletnie abstrakcyjnej utopii zwanej PRL-em, to czysty mainstream. Szufladki gatunkowe są nudne i dla nerdów-fantastów. ;)

smartfox pisze...

E tam zaraz jazda po bandzie. Rzeczywistość bywała przecież gorsza, o czym pewnie wiecie. Rytualne usuwanie łechtaczek w Afryce, zabiegi inicjacyjne w plemionach prerii, wszelkie tatuaże bliznowe w różnych kulturach, preparowanie czaszek tudzież innych elementów ludzkiego ciała, zamykanie przez niektóre plemiona Polinezji bodaj kobiet w jaskiniach przed zamążpójściem na ileśtam dni. Oj, jest z czego czerpać, jest :).

Kurcze, zacząłeś z Amazonkami. Człowiek myśli, że akcja się ciekawie rozwinie, a tu tylko bambus ;).

A tak na serio, te wtręty kulturowe są najciekawsze w Waszym settingu. Czekam na więcej, inspirująco na mnie działacie. Choć u siebie w WFRP opisując gobliny, raczej odwołuję się do ord koczowniczych ze wschodnich stepów (heh, gracze byli zdziwieni, gdy gobbosom dałem poczucie honoru niczym koczowniczym Węgrom z IX wieku).

Albino pisze...

Dokładnie, Smartfox. Nie ma o co kruszyć kopii i szukania "mroku" i sensacji w tego typu relacjach (mówię o Bettelheimie i przenoszeniu tego na grunt RPG). Homo sum; humani nil a me alienum puto.

Kanonik jest radykalny co do antropocentryzmu w AD&D, a mi nijak nie pasują te wszystkie goboski, pegazy i orki, więc poniekąd jakiś konsensus jest. :)

Albino pisze...

PS Co do bambusa... oklepane, ale jakie widowiskowe (no i rośnie w tym pasie klimatycznym). Myślałem o wężach i jakimś hipnotycznym tripie po ich jadzie, ale niech będzie jak jest. :)