20 maja 2009

Anaboria: zaginiona rasa

Zaginiona, piąta rasa zamieszkuje na niedostępnej, subarktycznej wyspie, która w ogólnym charakterze jest podobna pozostałym (ale zawieszona pomiędzy Hyborią a Anaborią). Żaden z szamanów i wróżbitów anaboryjskich nie był w stanie dotrzeć do nich za pomocą magii czy jasnowidzenia. Wydaje się, że wyspa Żółtej Rasy jest odizolowane od reszty Anaborii i tylko najbardziej doświadczeni wędrowcy byliby w stanie na nią dotrzeć. Wyspa nazywana jest w języku natywnych (nieco zmienionym wiekami izolacji anaboryjskim) Aleyeska. W regionie tym, przez 85 dni w roku panują ciemności, a temperatura w ciągu całego roku waha się pomiędzy -30 C a 10 C.



Żółtoskórzy założyli stałe miasteczko Chignik, zbudowane z zastygłej lawy. Rasa żółta to niewysocy ludzie (145 cm u kobiet, 160 cm u mężczyzn). Kulturowo zbliżeni są do ludów środkowej Azji, Buriatów i Mongołów. Wg starej przepowiedni, za kilka wieków Aleyeskę odkryje pewien Duńczyk, a tuż przed tym wyspa odłączy się całkowicie od Anaborii i znajdzie się fizycznie w Hyborii. Żółta rasa zniknie z niej całkowicie. Tłumaczy to ich fatalizm i wrodzony pesymizm oraz głęboko zakorzenioną ksenofobię przed wszystkim co pochodzi z Hyborii (i często z reszty Anaborii). Wyspa i miasto pojawią się w okolicach dzisiejszego Parku Narodowego Katmai. Mit o genezie jest w zasadzie taki sam, żółtoskórzy są świadomi, że ich bracia istnieją na innych Wyspach – tyle, że nie wiadomo gdzie. Z archipelagu Anaborii na jego skraj wyprowadził ich Kruk, będący symbolem mądrości, ale i kapryśności. Motyw Kruka interpretuje się dzisiaj jako zwodnicze złośliwości, które miały doprowadzić skośnookie plemiona na tą odizolowaną wyspę ku ich zagładzie – zespoleniu w jakiś niepojęty sposób z Hyborią. Kruki zabija się za każdym razem, gdy jakiś trafi na Aleyeskę. Sławny wódz, Lo Tang zabił ponad 1600 tych ptaków. Ilość kruczych głów w szałasie podnosi status i reputację całej rodziny.

Skośnoocy mieszkańcy Aleyeski żyją głównie z połowów halibutów i łososi – okazjonalnie wielorybów, które zdychają na plażach tej wyspy. Najczęściej występujące zwierzęta to łosie, wilki, niedźwiedzie brunatne (ogromna populacja; Kenai jest najwyższym tytułem wśród natywnych) i jaskiniowe, renifery, zające bielaki, lisy polarne, grizzly, perkozy, ostrygojady, modrosójki, foki i lwy morskie, maskonury, wydry, śnieżne owce, świstaki oraz rosomaki. Brak dinozaurów. W głębi lądu w cenie są futro i sadło niedźwiedzia oraz mięso łosia.

Żółtoskórzy modlą się do totemów ludzko – zwierzęcych, a roślinami rytualnymi są ayalmasca oraz pomoea. Tradycja nakazuje życie w związkach monogamicznych (heteroseksualnych), ślubów udziela szaman. Ryt przejścia, nazywany patshal, polega na tym, że cała społeczność daje dorastającemu członkowi plemienia drobne dary. W zamian nacina się mu palec, krew miesza z wodą w dużej misie i skrapia nią każdy szałas. Jest to zapewnienie, że plemię przyjmuje nową osobę i obiecuje ją wspomagać, a z drugiej strony jest to symbol określenia przynależności duchowej i cielesnej do rodzimego plemienia. Przez cały ten czas rozbrzmiewa specjalny rytualny bęben, zrobiony z płuc niedźwiedzia i naciągnięty na spreparowane koło z gałęzi krzewu šamarha. Na Aleyesce nie występuje kult druidów (Bogini O Dwóch Obliczach) ani Ulogo (m'loa) – tylko manizm.

W środkowo – północnej części wyspy znajduje się najwyższa góra Anaborii, mierząca 8892 metrów n. p. m. DanaliCzapka Lodowca. Jak dotąd nikomu nie udało się jej zdobyć, ale okoliczni górale mówią o licznych ciepłych jaskiniach i fosforyzujących wyziewach ze szczelin prowadzących do tajemniczego i wrogiego ludziom świata Carniborii. Aleyeska, pomimo subarktycznego klimatu, posiada wiele czynnych wulkanów. Z tego powodu nie ma na wyspie drzew, tylko trawy i odporne na mroźny wiatr krzaki. Wyroby z drewna są więc w cenie (podwójna). Znany z naszego świata wulkan Novarupta, położony jest w centrum wyspy, na południe od Danali i ustępuje wysokością tylko temu szczytowi.

Kits: Brushrunner, Dreamwalker, Medicine Man, Seer, Spiritist, Beastmaster, Peasant Hero, Arctic Brute, Sharkfighter, Wu - Jen, Plainsrider. Bonus rasowy: +2 st vs cold-based attacks. Profesje: Barbarian, Shaman, Ranger, Thief.

(OK) P. S. Motyw zaginionych ras kręcił i mnie od zawsze. W podstawowym boxie Dragonlance do 2E była sekcja bestiariusza o takich społecznościach, ale jakoś do przygód w stylu "high romance" mi to nie pasowało, bardziej do sandboxa albo w przygodach osadzonych w świecie Howarda czy Lovecrafta (oj, panowie potrafili stymulować ludzką ksenofobię). PeCetowcy zapewne pamiętają ruiny nieobecnych krasnoludów (Dwemerów) w Morrowind, a czytelnicy fantasy opowiadanie "Klejnoty Gwahlura" Howarda i zaginione miasto. Temat na sesje fajny, a w Anaborii, obok interakcji wewnątrzplemiennej, międzyplemiennej i walce "z dziczą" o przetrwanie, centralny.

17 komentarzy:

smartfox pisze...

Zaginione cywilizacje i pozostałości , to wyjątkowo nośny motyw, choć po wielokroć przerabiany.

Pomysł z Waszymi "żółtkami' setny, zwłaszcza z przepowiednią. Daje ogromne możliwości pokazania odmienności ich kultury, fatalizmu etc.

Klejnoty Gwahlura - całą przygodę do WFRP oparłem na opowiadaniu. Jakoś niesamowicie do mnie przemawiała wizja miasta ukrytego wewnątrz pierścienia niebotycznych gór. Pamiętam nawet komiks :).

Pozdr

Albino pisze...

Dzięki :)

To opowiadanie kojarzę, ale dawno czytałem i nie za bardzo już pamiętam, natomiast skośnoocy to taka metafora w skali mikro społeczności, gdzie występuje silnie zarysowany motyw "kosmicznego końca". Ciekawe czy Aztekowie mieli rację co do 2012 :D

Ojciec Kanonik pisze...

Smart, oczywiście, że to wyświechtany motyw, jak 99,9% wątków w fantastyce. ;) Niemniej, nośny jest, w powiązaniu z fatalizmem odizolowanych barbarzyńców, którzy nie mieli farta jak ich ziomki z rdzennego archipelagu, daje kolejne opcje / konflikty / temat na sesję - i co najważniejsze, nigdzie nie napisaliśmy, że to jest rewolucja w RPG na 4 strony. ;)

Klejnoty są niezłe, zwłaszcza pojedynek na skalnych mostach rozpiętych ponad "niewypowiedzianie głęboką" otchłanią. Howard miał ten dar, że w krótkiej formie zawierał cholernie inspirujący świat/fabułę + kanoniczne już dziś motywy. Long Live R.E.H.

smartfox pisze...

@ Albino
Właśnie ten fatalizm jest inspirujący

@ Ojciec Kanonik
Ano dokładnie, kiedy brałem się za analizę w dysertacji motywów polskiej SF niefajnie to wychodziło. To, czym się chlubią dzisiejsi pisarze było w kółko przerabiane począwszy tak gdzieś od Żuławskiego (w Polsce), a i Mickiewicz mógłby tu stać jako antenat.

REH, ech brachol przeputał mi moją serię Conana, by to szlag. Do mnie REH zawsze przemawiał: Tulogh, Solomon, kurcze, każdy jak Conan, ale te światy - hipnotyczne :).

Ojciec Kanonik pisze...

A własnie mi przypomniałeś jedno opowiadanie o Solomonie, gdzie wieje przed jakimiś Zulusami, z aryjską laską na ramieniu obowiązkowo, i w końcu wchodzi w konflikt ze skrzydlatym neandertalem, którego w końcu wykańcza podstępem (spoiler: słonie). Nie pomnę teraz tytułu, ale majstersztyk pod względem klimatu. Magia Afryki i pulpowe wątki po prostu urywają głowę, jeśli idzie o koloryt tej krótkiej formy.

Co do polskiej fantastyki - zacząłem ją i skończyłem na Lemie i Zajdlu. Toleruję Kresa, reszta ropier.. mnie grafomanią lub sileniem się na "naukowość" lub posiada garażowe ambicje psycho-filozoficzne. Daleko temu do Dicka, Lovecrafta, plastyczności i pomysłom Howarda, a językowo nawet za Andre Norton są daleko w tyle. Zajdel ujął mnie opowiadaniami (do dziś mam kupioną w PRL-u antologię "Wyższe Racje"), błyskotliwymi komentarzami rzeczywistości socu. Ale oryginalnych i powalających pomysłów także tam nie ma i jest to literatura "na tamte czasy". Z kolei Lem, to jedyny prawdziwy erudyta bez idiotycznego zadęcia jakże wszechobecnego wśród maluczkich polskiej fantastyki próbujących na siłę nobilitować i wpychać ten gatunek "na salony". Facet pisał bez takich kompleksów, świetną prozą, z dużym potencjałem imaginacyjnym, o rzeczach ważnych nie tylko dla sf-nerdów - jedyny polski pisarz fantastyki światowej klasy, po prostu. :)

Imho - powinni w końcu zacząć przyznawać nagrody im. Lema za literaturę nie tylko fantastyczną, ale i taką z pogranicza jak cykl Krajewskiego "Breslau" (kiepski przykład, nie cierpię ani kolesia, z którym miałem zajęcia, ani tych czytadeł - ale wiadomo o co chodzi).

Balgator pisze...

Ojcze Kanoniku, ciężko mi zrozumieć definicję sandboxa, czy modułu w rpg. Słyszałem, że niegdyś specjalizowałeś się w objaśnianiu ignorantom znaczenia tych słów; co więcej - udzielałeś porad, jak prowadzić w taki sposób. Pytanie jest takie: czy kiedykolwiek porady i definicje pojawią się ponownie na jakiejś stronie internetowej (tej być może?).

Pozdrawiam

Ojciec Kanonik pisze...

Definicji żadnych nie ma, raczej ogólny opis elementów. ;) Jeśli znasz "lengłydż" (bo na polskich stronach tego nie uświadczysz), to znajdziesz na ten temat sporo fajnych rzeczy, sporo materiału w postaci starych podręczników, etc.

Ad rem:
Moduł porównałbym, dla większej jasności, do przygody bazującej na lokacjach, ale z dynamicznym miejscem akcji (losowość - w tym losowość opowiadanej fabuły, a właściwie jej elementów, z której powstaje), ogólnym opisem (background) i plotkami, które PC mogą usłyszeć przed przygodą. Miejsce musi być frapujące, plotki i background źródłem motywacji (poza tą, związaną z samymi postaciami) i jego zmienność powinna doprowadzać do chęci rewizytacją lokacji przez graczy. Inaczej rzecz ujmując - nie ma na końcu wielkiego bossa i finalnej komnaty ze skarbami, nie ma "jednej drogi przez loch", a tajemnice mogą się mnożyć i stawać się dalszą motywacją dla powtórnych wypraw badawczych (nowe plotki, wydarzenia, etc.). Gracze (jak i prowadzący) do końca nie wiedzą jaka będzie historia, która układa się "w locie" - nie jest zapisany w scenariuszu żaden jej wariant (uproszczona fabularna formułka przygody to zazwyczaj "jeśli X - to Y"). Plus, moduł, jak wskazuje na to sama nazwa, jest elementem, częścią czegoś większego i pasującego do każdej kampanii (w sensie świata) w określonym gatunku lub miszmaszu gatunkowym. I na koniec - sam moduł może być kampanią (światem).

Sandbox to pojęcie wzięte z gier komputerowych - jest to model/styl grania stawiający na kompletnie dowolną eksplorację świata. Swoje początki w RPG wziął od OD&D (jak twierdzą różne indi-pindi, 3LBB nie było nakierowane tylko i wyłącznie na eksplorowanie lochów, ale i Dziczy oraz zarządzanie ziemskimi włościami) oraz produktów Judges Guild, które stworzyło kanoniczny materiał do tego typu grania. PC powodowani określoną przez graczy motywacją, a może zwykłym rzutem monetą "gdzie iść", ruszają w świat w poszukiwaniu "wrażeń" z konfrontacji z Nieznanym. Bazuje to na mapach heksagonalnych (gracze dostają czysty heksagonalny arkusz na mapowanie terenu) - każdy heks zawiera w sobie całą masę możliwości, które, jeśli prowadzący chce, pomaga mu wybierac tzw. Oracle Dice (w żargonie retrogamerów jest to po prostu rzut na określoną tabelę losowego stuffu stworzoną dla danego heksu lub części świata, którą eksplorują gracze). Dodatkowo prowadzący może wplatać normalną fabułę. Wszystko polega na tym, by (znowu) "w locie" tworzyć interesujący i nieprzewidywalny dla żadnego z grających świat. Sam opis np. królestwa musi być dość szczegółowy - dający ciekawe ramy dla improwizacji, a tabele muszą oferować różnorodne opcje i zajmujące zdarzenia, na których bazuje końcowy opis prowadzącego i akcje graczy. Pewnie wiesz, że źle zaprojektowany, pusty lub monotonny sandbox gry komputerowej potrafi automatycznie zabić produkcję. TESIV: Oblivion uważam własnie za kiepściutki sandbox, a fabułę znasz właściwie od początku - czyli, jeśli grasz kilkadziesiąt lat w RPG-owe przygody z ustaloną fabułą, po prostu ziewasz na kolejne przewidywalne wariacje tej samej sztampy w nieciekawym, dziurawym świecie i wszystko sprowadza się do tego, że musisz zaliczać kluczowe węzły i wytyczne założone przez scenariusz.

Zignoruj gościa w karczmie na początku lub olej w dowolnym momencie wątek i namów resztę na wyprawę "gdzieś tam, po coś tam" (nowa motywacja dowolna, może bazować na koncepcji Twojej postaci - w końcu to RPG). Powinieneś zobaczysz wielkie oczy mistrza albo zabije Cię cegła lub d50 + 10 orków albo, po prostu, w jakiś sposób wrócisz do scenariuszowej klatki, bo stałeś się nie wygodny dla przebiegu sesji. I to nie jest dla mnie ani RPG, ani ich pierwotne założenia, a zwykła paragrafówka z elementami "teatru" (czyli RPG 80's+, z wyjątkami, rzecz jasna).

Ojciec Kanonik pisze...

P. S. Wyślij swój mail do Albino (planebard@gmail.com), to Ci powrotnym odeśle mój moduł Glubbdubdrib - prosty, w zasadzie zalążek modułu z instruktażem co i jak - mam nadzieję, że Ci coś lepiej rozjaśni. ;) (Al mi tez wyślij, bo go nie mam - buehehe).

smartfox pisze...

Kane'a czytałeś w oryginale? Tego opowiadania nie znam niestety. Ja pamiętam to harpiami/ Niesamowite, za gówniarza wracałem do niego raz po raz.

A co do polskiej SF. Aż tak krytyczny nie jestem. Mam na przykład dobre zdanie o tym, co potrafi stworzyć Sapkowski, Dukaj. Nieźle pisał Pacyński. Fakt, Zajdel był świetny, ale to, co jest teraz trudno porównywać. Inne czasy, inny zbiór motywów lub inaczej wykorzystywanych.

Balgator pisze...

@Ojciec Kanonik

Nic innego, jak złożyć dozgonne wyrazy wdzięczności za wykład w powyższym komentarzu. Lengłydż znam w miarę dobrze - już poczytałem o sandboxie na stronach dungeonmastering.com oraz gnomestew.com.

Odnośnie railroadingu, sprawa jest na tyle skomplikowana, że sam - jako MG - mam takie tendencje. Uświadamiam je sobie niestety za późno, jak już do takiego faktu doszło. Idea modułu kusi mnie by wykrzesać coś więcej ze swojego prowadzenia (a prowadzę od 95 roku, wychowany na MiMach). Chciałbym polepszyć swój warsztat... O twojej stronie Demons & Dragons dowiedziałem się... w ostatni jej dzień istnienia :P Słyszałem o Glubbdubdrib i usilnie go poszukiwałem. Dzięki za możliwość się zapoznania z nim.

Pozdrawiam.

@Albino - wysłałem na podany adres maila :)

Ojciec Kanonik pisze...

@Smartfox

Nie, nie - to opowiadanie o Solomonie było albo z tego tomiku, gdzie czytałeś o harpiach (bodajże wydawnictwo Iskry i te cienkie zeszyciki) albo z zebranych dzieł Howarda w twardej oprawie (chyba PiK lub Alfy). Co do polskiej fantastyki, poza anglosaską wolę już rosyjską / radziecką. Kwestia gustu. :)

@Balgator
Jasne. Chodzi o to, by mieć świadomość i ogląd jak wyglądały stare RPG, bawić się konwencjami / modelami / stylami, kompilować, syntezować - byle nie ograniczać się do tego co modne lub co wydano u nas. I o to chodzi. :)

Dużo o Wilderness / Sanbox pisze autor świetnego dodatku wydanego przez Goodman Games pt. Points Of Light - remake idei ekploracji Judges Guild i starych RPGs - Rob Conley:

http://batintheattic.blogspot.com/

Poszukaj tez na jego liście blogów, sporo tego, tyle, że rozproszone. Np. na blogu Kellri'ego, w dziale "PDF Dwonload" jest seria jego suplementów (CDD#1-4), które możesz wykorzystać w sandboxie (raczej stricte fantasy, AD&D).

Powodzenia ;) (Al mi wysłał już moduł, sprawdź skrzynkę)

Balgator pisze...

Glubb... dotarł - dzięki Wam i za moduł, i za linki. Zabieram się do czytania :)

smartfox pisze...

Hmmm ten w twardej oprawie, to był chyba tylko Conanowski, a w tym zbiorku Iskier było tylko jedno opowiadanie z harpiami i chyba jedno z świątynią sumeryjską na Saharze (Płomień Assurbanipala), w którym bohaterem jest jakiś amerykański awanturnik (XIX wiek), kolejny z bohaterów REHa. Kurde, zabiłbym brata za to, że mi przesiał wszystkie Conany.

Ojciec Kanonik pisze...

@Bal

No problem. Linka zapomniałem do Kellri podać:

http://kellri.blogspot.com/

@Smart

E nie, w twardej oprawie wydano kilka tomów zawierających resztę opowiadań Howarda, i tych "ktulowych" i Solomonowych i wiele, wiele innych. Poszukaj np. "Wysłańców Walhalli" czy "Zaginiona Dolina Iskandera". Było tego kilkanaście tomów, w każdym po kilka - kilkanascie opowiadań i mini-powieści. :)

"Płomień" w pytę - czytałem z miesiąc temu. ;)

Balgator pisze...

@Ojciec Kanonik

Poradziłem sobie. Zapytałem wujka Google ;)

smartfox pisze...

Wpadłem na ten pomysł już wczoraj. Poszukałem na Allegro. Efekt, kilka tomów niepublikowanych opowiadań powinno za kilka dni nadejść. Niestety Kane'a muszę licytować. Oby skutecznie :)

Pozdr

Ojciec Kanonik pisze...

Powodzenia! Zawsze warto uzupełnić sobie lekturę klasyki. :)