1 czerwca 2009

Anaboria: życie seksualne dzikich

W różnych notkach napomknięto zdawkowo o seksualności anaboryjczyków. Postanowiliśmy przybliżyć nieco więcej szczegółów związanych z tą sferą życia człowieka.

Czarnoskórzy oraz mieszkańcy M'Głowy traktują jako normę wielożeństwo i stosunki biseksualne oraz homoseksualne. Nie wytworzyli określonych tabu związanych z seksem i dzielenie się parterkami / partnerami nie jest wstydliwą rzeczą. By nie być zbyt niepoprawnym, założono na potrzeby realii fantastycznego świata jakim jest Anaboria, że seksualność obu tych ras, swoją otwartością i nieskrępowaniem zbliżona jest do świata zwierząt. Oprócz prokreacji liczy się więc także przyjemność i stosunek płciowy z partnerem/ką tej samej płci jest niczym niezwykłym. Co za tym idzie, ojcostwo potomka nigdy nie jest w 100% pewne i bardzo często jest tak, że dziecko wychowywane jest przez innego mężczyznę lub (w wypadku zgonu biologicznej matki) inną kobietę. Obie płcie, aby przyciągnąć uwagę potencjalnego partnera / partnerki, malują swoje ciała na jaskrawo, lub przyozdabiają włosy piórami bądź barwioną żywicą. Czerwonoskórzy posiadają do tego bardzo złożony system zalotów - tańczenie na wzór tańca godowego ptaków, naśladowanie godowych dźwięków zwierząt oraz cała gama specyficznych kroków, spojrzeń, zrytualizowanej wymiany podarków. Zwykle mężczyźni są aktywną stroną, chociaż, w przypadku ochoty na szybki numer w cieniu triceratopsa, pomija się powyższe procedury. Pozycje tych ras nie są wyszukane, a prostota i krótkotrwałe stosunki mają charakter czysto hedonistyczny. Te, które w zamiarze mają zapładniać, odbywają się zazwyczaj w towarzystwie szamana (czasami przy jego aktywnym współuczestnictwie). Pozycje jakie te rasy podpatrzyły u zwierząt, są dla nich wystarczające do obu celów i nikt nie chce za bardzo tego zmieniać.

Inaczej sprawa ma się z białymi rasami zamieszkującymi Zieloną Pierś oraz Mrozostopy. Czytelnicy zapewne pamiętają znany obraz Walka o ogień, gdzie główny bohater był wprowadzany w arkana seksu przez obcą kobietę z rasy bardziej rozwiniętej. Oczywiście, biali barbarzyńcy równin i gór nie są lepiej rozwinięci pod żadnym względem (wystarczy porównać w różnych notkach odkrycia technologiczne każdej z ras, a myślenie abstrakcyjne jest właściwie takie samo). Wytworzyli natomiast daleko bardziej złożone tabu, niż ich kuzyni z ciepłych regionów Anaborii. Jak pisaliśmy wcześniej, Na Równinach homoseksualizm jest tolerowany, ale jest także rzeczą wstydliwą. Mężczyzna posiada jedną, maksymalnie dwie żony i żadna nie może być jego siostrą. U górali orientacja homo jest wyśmiewana (także ze wstydu i nie przeradza się w agresję), ale posiadanie kilku żon nie jest już czymś niezwykłym. Często kobieta "oświadcza" się i może mężczyznę rzucić, jeśli ten nie jest zbyt wydajny w karmieniu jej i ich potomstwa. Obie białe rasy powoli odkrywają głębszą, pełną niuansów i nowych doświadczeń sferę seksualną. Jak w przypadku malarzy naściennych w jaskiniach powstał podział na malarzy ze skłonnościami do uwieczniania Śmierci i drugich, uwieczniających Życie, wyłania się coś w rodzaju myślenia seksualno - obyczajowego, obcego jeszcze dwóm pierwszym rasom. Normy starają się ująć tak tą sferę, by człowiek cierpiał przez nią jak najmniej i by była ona wartością wzmacniająca związki. W przypadku tych ras, poszukuje się róznych dróg do przyjemności, eksperymentuje z pozycjami, stosunki są zawsze intymne i nie na widoku, a sam seks zaczyna wiązać się z uczuciami i wyrazem miłości / oddania czy przywiązania. Zanika obyczaj płacenia (w modelu "przysługa za przysługę") seksem za usługi czy zdobywanie uznania (to wróci na Hyborię w XIX-XXI wieku, hehe - O. K.).

Amazonki to zupełnie inna sprawa. Można by je nazwać córami Safony, przy czym, używając freudowskiego aparatu pojęciowego, sublimują libido w kucie żelaza, studiowaniu magii Hyborii i podjazdach na rdzenne rasy Anaborii. Gwałty na Amazonkach są znane, ale rzadkie i nieakceptowane przez większość plemion każdej z ras. I nie chodzi tu o ew "spaczenie" lub "splugawienie" się m'loa (złą siłą), a o etykę, która zabrania brać kobietę przeciw jej woli. To oczywiście tylko teoria. Jeśli Amazonce uda się uciec, a jej siostry udowodnią, że miała stosunek z mężczyzną (gwałt lub dobrowolny), jest zabijana jeśli urodzi chłopca - jeśli będzie to dziewczynka, zostaje jej ona odebrana. Jeśli nie wyda na świat żadnego potomstwa z takiego związku, tak czy siak traci swój status i jest od tej pory postrzegana jako zhańbiona, nie mająca większych praw na Tęczowej Wyspie. O seksualności człekokształtnych istot Carniborii, Wyspy Środka czy Aleyeski nie wiadomo na chwilę obecną nic.

3 komentarze:

Ojciec Kanonik pisze...

A ten tego, jak rozwiązałeś paradoks, gdy graczka chce grać "wyemancypowaną" barbarianką idąca z kolesiami na polowania, itp.?

Ja nie mam pomysłu, tzn. można zrobić to w political corectness stajl i założyć, że babki nie zajmują się tylko ogniskiem domowym i rodzeniem dzieci, ale noszą brody i walą toporami jak, etc. Na razie jedna graczka stworzyła sobie Plainsrider-kę, którą wyznaczył plemienny szaman do opieki nad końmi (i sama zaczęła się uczyć jazdy itd). Przypomniało mi się przy tej okazji, jak naciągane były role kobiet w grupach szlacheckich w Dzikich Polach oraz Pendragonie - to mniej więcej to samo - patriarchalne światy oparte o historię pełne wyemancypowanych feministek poszukujących przygód. Jedną, dwie - nawet trzy rozumiem, ale nie kolejnych 10 postaci kobiecych, które są uber-adventurous...

Albino pisze...

Zwykle, jak jest więcej postaci kobiecych, zakładam, że pochodzą z plemion, których męska populacja została wybita przez konflikty lub drapieżniki. Niewiasty muszą sobie radzić, nauczyć się walczyć o przetrwanie, etc. Zazwyczaj wędrują w poszukiwaniu większego plemienia i asymilują się z nową ludnością. Stąd awanturniczki.

Myślałem też o wprowadzeniu wpływów z dawnych wieków w postaci prehistorycznego matriarchatu (z Afryki), ale to mi na razie jest zbędne. Poza tym jest taki mały rozdzialik w CBH o nazwie GENDER ( ;) ) i tam trochę pomysłów też jest.

Ojciec Kanonik pisze...

Całkiem sensowne, a wpływy hyboryjskie (te z Afryki), to niepotrzebne "zamulanie" specyfiki modelu patrymonialnego Anaboryjczyków - przecież są już Amazonki i lepiej zarezerwować gynokrację jako swoistą dla Tęczowej Wyspy. Silniejszy kontrast powstaje aniżeli w przypadku dodatkowych plemion na rdzennych Wyspach zdominowanych przez kobiety.

"GENDER"

No tak... fucking Second Edition..