22 maja 2009

Homo Delicatessen


Ostatnimi czasy coraz bardziej popularnym wątkiem w teorii wyginięcia Neandertali staje się ten, który zakłada kanibalizm homo sapiens. Nasi przodkowie nie tylko wyrzynali Neandertali, nie tylko (całkiem po ludzku przecież) robili sobie z ich zębów ozdoby, ale także wsuwali ich ze smakiem. I nie była to jakaś patologia zachowań, a (prawdopodobnie) rozpowszechniona "technologia żywieniowa", być może o znaczeniu rytualnym. Stąd pewnie wszystkie defekty naszej rasy, wszak spożywanie mózgu (cokolwiek) bliźniego nic dobrego w geny nie wnosi. I na nic to nasze całe myślenie abstrakcyjne, konstruowanie bytów metafizycznych i głód epistemiczny świata, kiedy mamy chrapkę na pośladek mniej rozwiniętego sąsiada.



Z punktu widzenia typowego mieszkańca dowolnie wybranej galaktyki, który potrafi na weekend wskoczyć w spodek i uprawiać intergalaktyczną seksturystykę z uprowadzonymi samicami homo sapiens sapiens, rasa ludzka musi być czymś obyczajowo ohydnym, paradoksalnym kosmicznym kuriozum. Z jednej strony potrafią pitolić o dasein i redukcji ejdetycznej, a z drugiej, bez pieprzenia i solenia zeżreć kumpla z mieszkania obok. Przy założeniu, że taki szary ufoludek istnieje sobie gdzieś w kosmosie i obserwował (jakże chlubną i wspaniałą) historię naszej pacyfistycznej rasy, można stwierdzić, że każdego "ufoka" w RPG cechują dwa podstawowe podejścia do nas:


Inwazyjne: Ludzie nie są nierozwiązywalnym paradoksem na drodze do bogatych zasobów ziemskich - wystarczy działo atomowe albo antymaterii, jakaś niewidzialność, masowa dominacja umysłowa i Ziemię z łatwością daje się przejąć (to stosuję w OD&D, w przypadku Marsjan, na drodze stoją awanturnicy i magia - mają upierdliwą zdolność rozpracowywania planów militarnych Barsoom lub potrafią przekierować wiązki dezintegrujące homo sapiens z powrotem na wysyłających). Inwazyjnych cechuje skrajny rasizm, ekspansywizm oraz brak chęci uczenia się na błędach ludzkości i wyciągania nauk ze złego sposobu odżywiania się.

Obserwujące: To fascynujące jak te dziwne, obleśne z wyglądu istoty, których nie chce zeżreć nawet wygłodniały Sith, potrafią robić z siebie kretynów na skalę kosmiczną. Ingerować w ich pokręcone relacje nie ma sensu (jeden z ich myślicieli pisał o "patrzeniu w Otchłań" i było jakieś przysłowie o wronach i krakaniu, etc.), ale obserwacja prowadzona przez milenia pozwala wspaniale wypracowywać sposoby omijania wszelkich pułapek społeczno - kulturowych. Aż szkoda byłoby niszczyć tak unikatowe w skali kosmosu zjawisko, będące elementarzem "Kulinaria Jako Źródło Cierpień" czy "Złe Odżywianie - Przykłady Empiryczne Na Bazie Wielomilenijnych Badań Kognitywnych". Wenusjanin (w moim OD&D mieszkańcy tej planety są nieinwazyjni, obserwujący) uczy się na błędach, najlepiej cudzych.


Przenosząc te zależności w czasy obecne (powiedzmy do współczesnego BRP), człowiek stał się na tyle groźny i w pewnym sensie rozwinięty, że jego kulinarne gusta mogą poszerzyć się na szarych i zielonych. Nic nie pomogły moralne wytyczne agentów Wenus z przeszłości ("Nie żryj bliźniego swego, ani żadnej rzeczy, która jego jest" oraz "Błogosławieni jedzący zdrowe jarzyny, albowiem do nich należy zdrowa wątroba"), które zostały przekształcone tak, by legitymizować nawyki kulinarne. Odkąd wszamano (w wyszukanych potrawach z kawioru i batatów lub przerobiono w MacDonaldzie na UFOBurgery) kilku rozbitków w XX wieku, Obcy postanowili działać bardziej dyskretnie. Inwazyjni zaczęli podstawiać klony (czasami dwa!) wśród głów ziemskich państw, a Obserwatorzy postanowili uprawiać wojeryzm z okolic Księżyca. Wszak obie nacje "ufoków", zarówno ci ekspansywni z Marsa jak i zdystansowani z Wenus, znają przerażającą przepowiednię o niewypowiedzianie przerażającym końcu ich ras, który ma nadejść z nienazwanego źródła i zacząć się od słów wypowiedzianych Wielkim Głosem Na Pustyni: "Mmm, albowiem palce lizać".

6 komentarzy:

Luc du Lac pisze...

fajna jest koncepcja armii ludożerców - nawet niekoniecznie ludzi, mogą być inną rasą - która najeżdża imperium ludzkie :)

Ojciec Kanonik pisze...

No, no, bardzo w temacie. Gadałem z Alem coby wśród nielicznych plemion Czarnych i Czerwonych wprowadzić kanibalizm oparty na historycznych odpowiednikach, a będących lekkim wypaczeniem manizmu - takie wyalienowane plemiona, postrzegane przez inne jako zdegenerowane. Chodzi mi o pożeranie zmarłych współplemieńców, by ich dusze i (symbolicznie) ciała pozostawały w plemieniu, by było czuć ich bliskość i nadal to plemię konstytuowały. Kanibalizm też niezły ma potencjał. :)

smartfox pisze...

Świetny felietonik, przyjemnie się czytało :). Pomysł z wykorzystaniem rytualnego kanibalizmu i fajny, i mroczny. Zazwyczaj ludożerstwo pełni tylko rolę "zohydzającą" w RPGach :D

Pozdr

Luc du Lac pisze...

heh,
wyobraźcie sobie armię orków ( wizualnie podbnych do tych z Władcy) która niespiesznie maszeruje na stolicę jakiegoś imperium posilając się mieszkańcami przgodnie napotkanych miast i wsi :) całkowicie samowystarczalna.
albo jeszcze lepiej, w '41 dywzje Warmachtu wkraczające w głąb Rosji i pożerające ludność cywilną i jeńców.
W końcu było ich 4 miliony (państwa osi)

Ojciec Kanonik pisze...

Kanibalizmu brakuje w RPG, ale nie takiego "źłe potwory żrą ludzi", albo "mroczny nekrol szamał trupy", a właśnie takiego osadzonego wprost w kulturze ludzkiej (ew. jakichś standardów humanoidalnych).

Luc, nie wiem czy pamiętasz, ale w Dark Sun były halflingi kanibale. Tam miało to rolę czysto kulinarną, ale łatwo podciągnąć je było pod inny "model" kanibalizmu z naszego świata: wsuwanie ciał wrogów w celu usunięcia jego śladów ze świata i przejęciu jego wiedzy / siły, itp. ;)

Albino pisze...

W Anaborii można spokojnie założyć, że Blady Lud (Beast-Men, Mongremen, Broken Ones i te wszystkie krzyżówki ludzko-zwierzęce) są kanibalami i w nocy (zabija je światło dzienne) taka inwazja jest dość prawdopodobna przecież. :)