24 maja 2009

Wyprawa do Underworld

Podczas pierwszej wyprawy do Underworld (Tul-Astrae), PC w ciągu 8h jej trwania (właściwie były to dwa wypady z przerwą na sen w mieście i uzupełnieniem zapasów) odkryli trochę sekretów znajdujących się na fragmencie 1 poziomu (będącego 1/3 całości levela). Opisywać wszystkiego mi się nie chce, ale jedna rzecz była naprawdę inspirująca i dyskusja zajęła około godziny. Otóż, zagłębiając się w coraz bardziej absurdalne i kierujące się kosmiczną logiką miejsca Underworld, PC i ich najmitów odkryli dużej wielkości komnatę, będącą salonem wypoczynkowym. Oświetloną ciepłym światłem elektrycznym, z cennymi arrasami przedstawiającymi różne sceny z historii królestwa, etc., etc. W środku, przy stoliku siedziały 4 Neandertale pijące (uwaga) herbatę z filiżanek. Jeden dolewał z imbryczka i przynosił kostki cukru.

Magic-User (z tendencjami do zdominowania napotkanych istot celem sprzedaży lub umieszczania ich w swoim ZOO, które zamierza otworzyć ku radości miejskiej gawiedzi) stwierdził, że to są jednak zwierzęta i trzeba je spacyfikować (dla dobra arrasów i mieszkańców miasta powyżej). Zdania henchów były podzielone, a łuczniczce tego typu praktyki kojarzyły się z niewolnictwem (nawet jeśli rekwizytem uprowadzanym z Underworld byłaby gigantyczna dżdżownica). Rozgorzała bardzo fajna dyskusja nad granicami zwierzęcości i człowieczeństwa, o prawie zniewalania istot rozumnych i ogólnym gdybaniu, co może powodować takie zachowanie wśród zazwyczaj brutalnych Neandertali.

Pech chciał, że wylosowałem gigantyczną Królową Mrówek, która weszła do salonu innym przejściem i PC byli świadkami walki, poprzedzonej skakaniem, waleniem w piersi lub maczugami w podłogę, pohukiwaniami i straszeniem owada przez Neandertali. Jeden z nich został rozerwany na pół, mrówka zatłuczona (wypadł jej fumble, zaplątała się w dywan i przywaliła ją szafa - lol). W czasie walki Magic-User chciał im pomóc, później przecież mogliby się lepiej dogadać, ale z chwilą zdechnięcia mrówki, jedna z neandertalskich kobiet zaczęła pożerać górną połowę zabitego kolegi. Hyh.

Szybko się wycofał i ponownie podjęli dyskusję przy wtórze dźwięków spożywania i dolewania herbatki. Alfar (w moim OD&D są to elfy, których jest kilkanaście w królestwie i są genetycznymi hybrydami ludzi i gigantów - eksperymenty Obcych) pogardliwie napomknął coś o tym, że Magic-User i Fighting-Woman powinni się dogadać z prymitywami, bo to w końcu też ludzie, ich bracia. Rozgorzała kolejna dyskusja o rasizmie, pochodzeniu człowieka, etc. Postanowili w końcu zostawić stwory w spokoju i udowodnić sobie i Alfarowi, że ludzie tak nie robią. Obeszli się przy tym smakiem po arrasach i ew. cennych artefaktach przeszłości znajdujących się w salonie. Obok były kolejne drzwi. Otworzyli je. Wewnątrz była łąka, światło słoneczne padało na pastwisko wśród drzew i kamieni. Pasły się na nim cztery grube i nagie, młode kobiety, a pilnował ich chudy pasterz dzierżący pastucha z dzwonkiem. Wiara w ludzkość upadła w mgnieniu oka, nikt nie miał siły "rozkminiać" tego, co właśnie zobaczył. ;)

I małe resume: Underwold daje ogromne możliwości dyskusji i konfrontowania różnych przeciwnych sobie dyskursów, a sam aspekt przygodowania / badania, etc., to tylko "wehikuł" i oprawa dla zabawy tekstami i wątkami kultury, które powinne być gęsto powplatane w konstrukcę megadungeon. Rozmowy tego typu, bynajmniej nie offtopowe, zajęły nam 1/3 sesji i były podstawowym motorem zachowań grupy.

12 komentarzy:

smartfox pisze...

Zapachniało mocno groteską. Sam nie wie, co o tym sądzisz. Neandertale z herbatką jak najbardziej mi się podobają, ale potem kolejne wątki: mrówka, maczugi, bicie w klaty, pożeranie współplemieńca. Wydaje się to takie mocno niespójne.

Nie mnie oceniać, skoro Wam odpowiada taki styl grania :).

Pozdr

Nukereal pisze...

Heh, mi z kolei herbatka lekko zgrzytała a reszta była jak najbardziej w porządku. A humor przy RPGu zawsze się pojawia, więc nie widzę nic przeciwko wrzucaniu go bezpośrednio w grę (zabawne, w sumie to korzystne, bo gracze bardziej się angażują w grę) .

Dla każdego coś dobrego, czekam na więcej takich raportów. ;)

Ojciec Kanonik pisze...

Dlaczego niespójne? Przecież da się to uzasadnić (czego nigdy się u nas nie robi) na wiele sposobów:

a) Miejsce nadało im jakieś oderwane, być może z innego wymiaru, nawyki.

b) Ktoś majstrował w ich psyche i im to wprojektował.

c) Dzieło szalonego czarodzieja i jego zaklęć.

d) Podpatrzyły picie herbaty to w domach w mieście, ukradły imbryk i wyczaiły jak się to robi.

e)Genetyczne eksperymenty.

I pewnie ze setka innych. Dla mnie na tym polega RPG, że nie opiera się na jakiejś ograniczonej konwencji, jest to (jak pisałem) wehikuł w mniej lub bardziej fantastycznym świecie, gdzie wszystko może się zdarzyć. Dlatego wolę proste toolboxy niż podręczniki z opisami jakichś światów (oczywiście te drugie tez lubię, ale jako przerywnik). Jak oglądasz np. Beetlejuice albo skecze Pythonów to też racjonalizujesz? ;) Przykładem starych modułów i majstersztykiem nie do pobicia są dla mnie dwa, Gygaxa, osadzone w parafrazie Krainy Czarów i Po Drugiej Stronie Lustra osadzonych w lochach Greyhawk i pozostaje mi tylko marudzić, że D&D poszło na łatwiznę i wyprodukowało labiryntówki z goboskami, elfami i innymi gnomami, a większość innych systemów RPG to jakiś określony setting, a nie ramy dla wolnej wyobraźni. :)

Acha, i na koniec - tego typu wtręty to tylko coś w rodzaju rzadkich, "dziwnych miejsc", urozmaiceń, których odkrycie jest same w sobie nagrodą Dla graczy, bo odgrywają fajnie role i uczestniczą właśnie w takich dyskusjach, dla Referee, bo ich zaskoczył czymś osadzonym i mogącym dać się wytłumaczyć logiką miejsca, ale zupełnie innym niż zazwyczaj spotykane rzeczy w przygodach nie zakładających, że jest to jakiś slapstick czy absurd. :)

Ojciec Kanonik pisze...

@Nuke

Herbatka była podstawowym powodem kłótni i wyznaczała granicę "zwierzę - człowiek". chociaż tego nie przewidziałem. Ot, taki poziom absurdu, który im się wkręcił. ;)

smartfox pisze...

Niespójne w sensie zbioru motywów, postacie i innych elementów świata przedstawionego. Pewnie, że da się wytłumaczyć, wszak ludzka wyobraźnia granic nie zna. Nie w tym rzecz. Piszę z osobistego punktu widzenia, toteż nadal to uważam za niespójne, mocno groteskowe. A jak ktoś lubi groteskę, jego sprawa. Gra tak jak mu się podoba i chwała mu za to.

Nie racjonalizuję Pythonów, choć w wielu przypadkach można by ich spokojnie racjonalizować, o ile tylko poprawnie by się odczytało ich skecze, które dość często były komentarzem do spraw codziennych, nurtujących ówczesnych Angoli (mówię w tej chwili głównie o programie "Flying Circus..."

Setting owszem wyznacza pewne ramy, ale czy ogranicza? Jak się dasz ograniczyć, to twój problem. Pozostaniesz kreatywny, to wykorzystasz zastaną konwencję do jej złamania i zaskoczenia graczy.

Pozdr

Ojciec Kanonik pisze...

Oczywiście, że wszystko zależy od prowadzącego/graczy tyle, że tendencja jaką można zaobserwować czy to w wypowiedziach graczy czy na rożnych stronach pokazuje, że uwielbiają przywiązywać się do określonych w podręcznikach wyglądów miast, ras, logiki świata, polityki, linii chronologicznej i jego konwencji gatunkowej. Sporo z tych settingów stworzona jest tak, by gracze kupowali kolejne podręczniki, które jeszcze bardziej definiują świat i pozostawiają mniej pola dla twórczej imaginacji. Cały czas mówię o większości ludzi, którzy potrafią Cię zagryźć jeśli stwierdzisz, że np. w Forgotten Realms nie było Times of Trouble w 1358 DR tylko wielki potop i teraz Faerunu to wysepki. Albo w Warhammerze, Nuln wybudowały roboty na usługach przeniesionego w czasie Da Vinci (przykłady z dupy, ale wiesz o co chodzi :) ).

Co do sceny - groteska, owszem, jako urozmaicenie, dodatek, który właściwie był najfajniejszym momentem sesji, a po jej skończeniu dalej debatowali czy wrócić do salonu i próbować nawiązać kontakt / zabić prymitywy i wyczyścić pokój z dóbr zapomnianej kultury / zniewolić i sprzedać (lub wstawić do ZOO). Jeśli uprzedzasz graczy, że nie ma w Twoich przygodach konkretnych cech gatunkowych ani nastawienia na komizm/horror, tego typu rzeczy stają się po prostu integralnym elementem i, mimo że nadal groteskowe i absurdalne, raczej zaskakują niż zgrzytają alogiką.

Wszystko sprowadza się do tego ile grający się już w te gry bawią, czy zachwyt standardami mają za sobą i grywali w róznych konwencjach, dojrzałość, zabawa w nadawanie znaczeń lub odkrywanie nawiązań do tego, co jest tu i teraz. Wiesz, te Neandertale wymyśliłem dużo wcześniej niż to, o czym pisałem w poprzedniej notce, a co jest dość popularną tezą o żarciu ich przez homo sapiens. Tak się złożyło, że i oni te wieści znają, no i spontan się zrobił, dysputa z punktu widzenia ich ról/postaci. Całkiem w pytę, zabawne dla nas i zupełnie naturalne, że coś tak przerysowanego ma miejsce. :)

smartfox pisze...

Czuję się przekonany :). A ten przykład z Nuln fpyte:), ale gracze by mnie zabili. Dość, że każę jaszczuroludziom zrzucać góry na ludzkie miasta.

Pozdr

Ojciec Kanonik pisze...

Ok, ale ja nikogo nie przekonuję, tylko dzielę się spostrzeżeniami. Tu nie pezetpeen. ;) A co do tych jaszczurów, znaczy jak? Mają balony czy inne machiny? Magia? [Pomysł spoko, się mi widzi :)]

smartfox pisze...

wysadzenie góry od środka, tak że te kilka milionów sześciennych skały zsunęło się lub spadło w odłamkach na kilkutysięczne miasteczko, zmieniając je w swobodną wariację na temat postapokaliptycznego środowiska miejskiego :).

smartfox pisze...

A sposób wysadzenia? Super-duper magia. Potężny strumień energii bijący niemal z wnętrza Ziemii i rozrywający trzewia masywu górskiego. Czyli wiesz, takie mega przegięcie pały :)

Ojciec Kanonik pisze...

No to puryści i kupowacze dodatków by Cię zarznęli w dyskusji, że nie ma "jesiennej gawędy", deszczomroku, i w-ogóle-tak-bez-błota-i-kiły. ;)

smartfox pisze...

Przejąłbym się, gdybym miał 16 lat. Mam dwa razy więcej i wali mnie, co powiedzą puryści.

ha, doszły do mnie dzisiaj Szable Szahrazaru. Biorę się za czytanie :)