26 lipca 2009

Andre Norton: OD&D

Powieść Andre Norton z 1978 roku pn. Twierdza na moczarach, była absolutnie pionierską próbą prozatorskiego zmierzenia się z materią RPG i stanowiła zarazem pierwszą powieść z gatunku games related - osadzoną w old schoolowym Greyhawk EGGa. Do Polski książka ta trafiła w okresie wczesnoMiMowym (1994) i ukazała się nakładem REBIS.


W czasach premiery AD&D (1 podstawowy podręcznik na rok; 1977-1979), z Gygaxem współpracowało już kilka znanych piór amerykańskiej fantastyki. Do grona złożonego z J. Vance'a, F. Leibera, D. Wollheima dołączali kolejno Moorcock i później Feist. Znalazła się w nim i Andre Norton, chyba jedyna zawodowa pisarka, która w ogóle grała w RPG (u samego EGGa, w OD&D: Greyhawk) i w odróżnieniu od grafomanki i kompletnej ignorantki w materii podręcznikowej, M. Weis, opisała w książce swoją własną wizję i rozumienie czym owe gry są. Abstrahując od samej fabuły, konstrukcji postaci i jakości tłumaczenia (dobrej jakości powyższych nigdy nie szukam w lit. fantastycznej, btw. - od tego są zacznie odpowiedniejsze nurty niż drukowana popelina), archeolog znajdzie w powieści naprawdę sporo ciekawych spostrzeżeń autorki co do jej doświadczeń z RPG w ekipie Gygaxa. Żałuję, że nie przeczytałem tej książki ze 20 lat temu - przynajmniej miałbym materiał na krytykę kolejnych, wtórnych jak się okazuje, prób przedstawiania zależności "Gracz i jego na poły świadoma postać" / "Przenikanie się światów", etc. Generalnie, bełkot nużący potwornie, obecny w 100 innych powieściach traktujących o RPG w ogóle (nie games related) - wiecie, te późniejsze cliché, gdy PC słyszą jak Bóg turla kostki, albo gracze zostają wessani do świata z gry itp.

Norton prezentuje całą gamę elementów świata, które bazują na gygaxiańskim Greyhawk, ale wychodzi daleko poza niego - wychodzi poza ramy świata, czego nie robiły później różne Hickmany, et al, i wplata w narrację różne ciekawostki o samym hobby. A to, że wraz z rozwojem RPGs pojawiły się pod koniec lat 70-tych kolorowe gridy i figurki przedstawiające już nie żołnierzy, a fantastyczny inwentarz. A to, że grający w te gry są klasycznymi nerdami lubiącymi wielościenne kostki, dziwaczne ubrania na sesjach oraz są na bieżąco co w którym klubie piszczy. Jest także ślad, że rozrywka ta zaczyna wydobywać się ze wspomnianych klubów i zaczynają w to grać dzieciaki z college'ów i starsze dzieciaki z uniwersytetów. No i Mroczna Firma Produkująca Nowoczesne Figurki (zwie się to to OK Productions - hyh). Co ciekawe, Norton rozróżnia już gry role-playing od wargames, ale prezentuje grających jako target obu, a obie gałęzie są u niej komplementarne - dzisiaj wygląda to trochę inaczej, jest jaśniejszy podział gatunkowy i nie każdy nerd-figurkowiec jest zarazem nerdem-(c)erpegowcem, nerdem-karciarzem czy nerdem-planszówkowcem.

Andre ukazuje także całą gamę ciekawych, fantastycznych cech / zdarzeń świata przedstawionego, stanowiącą właściwie największą wartość każdej książki fantastycznej - niespotykane fenomeny, magia, utopijne krajobrazy, ufoludki rozmnażające się przez składanie jaj i inne takie Geigery. Z Twierdzy na moczarach dowiemy się, że Chaos i wszystko co z nim powiązane śmierdzi. Jest to wyczuwalne tylko przez wysokich rangą kleryków i istoty wyczulone na pływy między Law/ Neutral / Chaos. I dalej tym tropem, bardzo łatwo zatem wytłumaczyć i wizualizować w grze zaklęcia typu wykrycie charakteru / zatajenie charakteru, które straciły sens wraz z wprowadzeniem dwuczłonowych światopoglądów. Awanturnicy nazywani są Adeptami i z zasady wplątani są w wojnę Law <-> Chaos, przykładowo Fighting-Man posiada kodeks i przysięgi podobne Paladynom z Greyhawk Supplement. Amazonki powiązane są z magią księżyca, a drużynowy berserk (dzikołak na dodatek) jest czymś w rodzaju rangera (chowańce, przetrwanie w Dziczy) i klasycznego faceta "od rąbania wszystkiego co stoi". Druidzi są sługami Chaosu i odpowiadają swoim celtyckim pierwowzorom - żadni eco-warriors. Kapłani noszą różańce - co współgra z pierwotnym, chrześcijańskim monoteizmem OD&D.

Brak jest hobbitów i krasnoludów, jest jeden elf, reszta to ludzie, pseudo-dragon oraz lizard-man. Bardzo fajna ilustracja typowej drużyny w kampanii Greyhawk (gdzie nie odgrywano nieludzi - zwłaszcza tych pochodzących z prozy Katofantasty). Złoty Smok nie jest "majestatem dobra", potrafi zabijać dla kaprysu jak Czerwony - tyle że jest bardziej towarzyski. Licze - tu mnie Norton zaskoczyła, są to po prostu szkielety wojowników będące pod wpływem Geas / Quest, którzy walczą nawet po rozczłonkowaniu - ot, i wszystkie marzenia czarodziei o lichedom idą w niepamięć. :) Ciekawa istota, howardowska femme fatale, Imitatorka - przybiera postać Amazonki i kusi wojownika, by podążył za nią samotnie w głąb Morza Pyłu. Dodatkowo miedziany, wredny smok (takoż niezbyt przyjazny i zabójczy w przeciwieństwie do jego późniejszych inkarnacji), nienazwani sojusznicy Jaszczuroluda w głębinach bagien, dziwaczna flora (liście służące za pomost) i metody suvivalowe w rożnych nieprzyjaznych okolicach Dziczy, zatopione w piaskach pustynnych okręty mogące pływać po Morzu Pyłu, etc.

Pomysłów i inspiracji jest dużo więcej. Począwszy od przedstawiania konfliktu Prawo - Neutralność - Chaos, przez rasy, bestiarium i klasy, po sam Greyhawk widziany oczami Norton. Jeśli odrzuci się całą fabularną materię, to te najwartościowsze rzeczy (dla książek powiązanych z grami RPG) Twierdza na moczarach spełnia nieźle i jest dodatkowo historycznym zapisem wielu jakości pojawiających się na wargamerskich sesjach tych gier.

9 komentarzy:

Luc du Lac pisze...

kurcze, ciekawa rzecz.
15 lat temu czytałem jeszcze Nortonke a ta pozycja umkneła mej uwadze - czas nadrobić zaległości :)

Balgator pisze...

A dla mnie właśnie ta książka (którą do tej pory mam na półce), książka Krainy Chwały oraz Złote Smoki były preludium do poznania rozrywki znanej jako gry fabularne :) Nie wiem ile razy czytałem tą pozycję...

Ojciec Kanonik pisze...

Luc - ale uważaj, bo ta książka trochę zgrzyta po latach. ;) Poszukam gdzieś rozdziałów w oryginale, bo nie wiem czy tłumaczenie nie spieprzone (Norton pisze zazwyczaj bardziej komunikatywnie ;) ).

Balgator - mi wpadła w ręce kilka miesięcy temu, słyszałem o niej dawno i nawet nie wiedziałem, że coś takiego po polsku jest. :) Jest jeszcze jej kontynuacja, ale już chyba nie w rodzimym języku.

smartfox pisze...

Czytałem toto ok. 10 lat temu. Przerażające od strony języka (nie wiem, może tłumacz zawalił sprawę) i konstrukcji fabularnej. Byłem już po innych książkach Norton, która dla mnie zawsze byłą taką "pop-wersją" Le Guin. I powiem szczerze, "Świat Czarownic" też nie jest za cudowny, zwłaszcza kolejne części, ale "Twierdza na moczarach" to z mojego punktu widzenia straszny kicz.

Ojciec Kanonik pisze...

No toć pisałem, że nie to jest ważne w takich książkach. A i tłumacz na pewno spieprzył. Le Guin, w przeciwieństwie do jej ojca, bym nie przeceniał - napisała też trochę gniotów, nie tylko Gedy i lewe ścieżki. ;)

smartfox pisze...

Toteż i nie robię z niej Joyce'a. Nie wszystkie Gedy są też dobre, za Tehanu bym ją w mizoginistycznym, machoistycznym odruchu rozstrzelał :). Jednak mimo wszystko Norton sporo do niej brakuje.

A jej ojca chyba niczego nie czytałem.

Albino pisze...

Ja tam Kroebera lubię, Le Guin nie bardzo. ;P

Pablo pisze...

Ja właśnie świeżo przeczytałem "Twierdzę na moczarach". Tłumaczenie jest na pewno dobre. Jarosław Kotarski jest tłumaczem całej serii Honor Harrington Davida Webbera. Więc wątpię że odstawił jakąś fuszerę. A co do autorki to cóż muszę przyznać że Andre Norton jest nierówna tak jak sama książka. Ma po prostu dobre i słabe momenty. Ale warto przeczytać, choćby po to aby zobaczyć jej spojrzenie na stary świat DnD GreyHawk. Ma kilka fajnych pomysłów, sama drużyna jest intrygująca... A ja na dodatek mam zamiar parę pomysłów i kilka opisów przystosować do najbliższej sesji DnD 3.0, którą będę prowadził. A kilka smaczków w tej krótkiej powieści jest.

Ojciec Kanonik pisze...

Z Norton różnie bywa, to prawda, ale ta książka jest jaka jest. Dla mnie jej główny walor, to pamiętnikarstwo z sesji z Garym w połowie 70's i jej własna interpretacja świata OD&D.

Greyhawk w "D&D 3E"?! ;D