26 sierpnia 2009

Blog Karnawał: Niezapomniany Nehwon

Stareńka sesja sprzed "wielunastu" lat, zafascynowani nehwońską prozą Leibera, gracze stworzyli sobie Fafhrda i Szarego Kocura. Graliśmy w AD&D Lankhmar TSR-u - rzecz jasna, bez scenariusza, z dwiema tabelkami losowymi i planami jakiejś wielkiej hiszpańskiej fortecy. Założenie było proste, para słynnych łajdaków została w twierdzy uwięziona za bałamucenie i kradzież żon z haremu możnego z Miasta Tysiąca Dymiących Kominów.


1) Postacie były na pierwszych poziomach, Fafhrd ze Strenght 18/98 (to zadecydowało, że postanowiliśmy wybrać Nehwon na tamtejszą sesję i nazwać wojaka Fafhrd). Z celi wydostali się, bo Kocur rozsierdził kata - sadystę siedzącego w komnacie tortur niedaleko. Podlazł wściekły do awanturników z rozgrzanym pogrzebaczem, zbyt blisko. Fafhrd "z impetem w głąb" starał się przeciągnąć go przez kraty na ich stronę. Po wymianie serdeczności, dzielni wojacy otwarli swoją celę, a pogrzebacz posłużył im za pierwszą broń.

2) Spenetrowali komnatę "przyjemności" i odkryli, że sadysta - wzorem jego młodszego kolegi z Melniboné - przy przesłuchaniu leczył swoich pacjentów, by za szybko nie zeszli. Zdobyli po dwa potions of healing. Zbadawszy piwnice i nie znalazłszy z nich wyjścia na zewnątrz, udali się na parter.

3) W dyżurce dziwka zajmowała się strażnikiem (chłopina miał 10 hp-ków; szansa na to wynosiła 1/d20). Zaczęli oglądać i po paru chwilach na głos komentować - wrednie i ze swadą przechwalając się jak każdy z nich by coś zrobił na miejscu strażnika. Strażnik z rykiem pędzi do gongu alarmowego, dziwka piszczy na podłodze, Fafhrd rzuca pogrzebaczem - bingo, max obrażenia (d6+5), strażnik ląduje metr przed tarczą gongu. Uspokoili dziewuszkę, Fafhrd wziął ją na barana (Kocur mocno oponował) i ruszyli ku nieokreślonemu wyjściu.

4) Parter okazał się ciężki, ale nie niemożliwy do uprzątnięcia. Była noc (50/50), więc większość zwykłych strażników spała. Zwiedzając kolejne komnaty (zakneblowali dziwkę, nie ufali jej), ogłuszali wszystko co napotkali i narodziła się w ich głowach myśl: mamy już broń, mamy zbroje i wspomagacze - po co wiać z takiej fajnej, dużej twierdzy, skoro można ją złupić? Przy jednym z wejść do twierdzy zawrócili i rozpoczęła się noc horroru. Dla załogi i kobiet z zamkowej kuchni.

5) Walk, podchodów, bałamucenia i pyskówek było bardzo dużo, czasami z przeważającą liczbą strażników. Co było niesamowite to rzuty - na tabele i podczas walk, wszyscy wpadliśmy w jakiś "trans", gracze odgrywali prawdziwie śmiałych i denerwujących dwóch kolesi "nie do ruszenia", a ja bezsilnie mogłem generować kolejne grupy sfrustrowanych i z czasem coraz bardziej zalęknionych przedstawicieli załogi Wielkiej Twierdzy Więziennej. Dopiero przy walce z rycerzem panującym w niej otrzymali poważniejsze rany, ale gość był w płycie, a ich obciążała tylko dziwka (na bieżąco wynosili kufry z kosztownościami pod boczną bramę) i zdołali uciec.

Suma precjozów:
- Pierwszopoziomowe postacie, pracujące głową i układające sprytne strategie - sesja trwała 11 h, spenetrowali 80% ogromnego zamczyska; przeżyli. Plus, doskonałe roleplay i oddanie pierwowzorów literackich - były momenty, że nie mogliśmy grać, bo przepony nam siadały i oczy łzawiły. ;)

- Nocny klimat ponurej twierdzy, płynność otoczenia wynikająca z losowości (90% zawartości komnat, patroli, liczby strażników, łupów i cywilnych NPC-ów była tworzona w locie, bez najmniejszego przestoju) oraz niesamowite szczęście postaci i pechy obsady twierdzy. Od tamtego czasu spisane a priori scenariusze przygód zaczęły znikać z naszych sesji.

- Jeden rzut, przy tworzeniu postaci, zadecydował o wyborze świata, motywie startowym i charakterze głównych aktorów.

- Ten losowy moduł prowadziłem jeszcze 3 razy, dla innych postaci, innych graczy, w różnych światach - prawie za każdym razem było podobnie, ale z poprawką na inne osobowości postaci graczy (inne priorytety, strategie, etc.). Podczas tych 3 "powrotów", rycerz - szef zginął tylko raz. Żadna z postaci graczy nie umarła podczas ucieczki / eksploracji twierdzy. To pokazuje bezsens istnienia tych wszystkich CR-ów, przygód pisanych "dla X level" i innych bzdetów, które zmieniają świat otaczający PC pod ich levele.


Wszystkie 4 sesje dedykuję pamięci Fritza Leibera.

4 komentarze:

Seji pisze...

Ech, musialo bys niesamowicie na tej sesji. :)

smartfox pisze...

Ogromne dzięki dopisuję Cię. Fafhrd i Gray Mouser (w jednym z tłumaczeń Szary Myszak?:)). Obecnie wróciłem do Conana, łykam tom za tomem, ale na czytnik mam już wrzuconego Leibera, CAS (za link raz jeszcze dzięki) i kilka innych rzeczy. Teraz mam motywację do Leibera:).

A swoją drogą, Albino może też coś pod Karnawał napiszesz? Może to byłą sesja z Anaborii?

Albino pisze...

Miałem pisać do tego, ale z czasem średnio stoję ostatnio. Może w następnym.

Ojciec Kanonik pisze...

Oj działo się. Już po napisaniu posta przypomniało mi się, że jak siedzieli jeszcze w piwnicach, to odnaleźli innych więźniów. Poczuli ogromną solidarność, obiecali ich uwolnić i naprawić wyrządzoną im (z pewnością niesprawiedliwie) krzywdę. Podczas kilku debat "o niesprawiedliwym ucisku i wyzysku" z uwięzionymi, wyszło, że to różni mordercy, gwałciciele i podpalacze, hyh. Nikogo nie wypuścili, rzecz jasna. :)