7 sierpnia 2009

Sandboxowe Cross Purposes

Kolejna notka z cyklu "Theatrum..." przesunie się na niedzielę. Dzisiaj spontanicznie - komentatorsko. Smartfox (jak i Paladyn) konstruują sandboxy i będą eksperymentować z tą old schoolową formą RPG. Zaskoczył mnie ten pierwszy pewnym "mykiem" - in minus ;). Po wielu mailach z nim wymienionych, stwierdziłem, że to prawdopodobnie moja wina, bo nigdzie nie wspomniałem o bazie, która jest oczywista retrogamerom i posiadającym stare podręczniki, a może być kompletnie obca początkującym adeptom. Otóż, Smartfox zamieścił mapę do eksploracji, która powinna być znana tylko prowadzącemu, a którą mogą zobaczyć gracze Smarta. Podstawowy błąd - to jak pokazać graczom scenariusz oraz wyjawić a priori wszystkie miejsca, w których będzie toczyć jego się akcja. I zapomniałem wspomnieć o takiej oczywistości (dla siedzących w temacie) jak to, że gracze dostają PUSTĄ mapkę heksagonalną. Bez niczego poza miejscem startowym (miastem, bazą wypadową, traktem, whatever).



Ujawnienie graczom mapy automatycznie niweluje najistotniejszy element obok swobody wyboru - eksplorację, odkrywanie. Sprowadza sandbox do "klikania w miejsca na mapie". Wystarczy przypomnieć różne komputerowe sandboxy (np. Gothic, Fallout czy TES), gdzie PCs mają zaznaczone tylko kilka miejsc na mapie, reszta ujawnia się w procesie eksploracji. Od czasów 3LBB chodziło o to, że PCs dostają na początku pustą matrycę, garśc plotek, legend i ew losowy lub wynikający z wiedzy każdej z postaci background miejsc / NPCów / mobów / zjawisk / skarbów. Często też, po prostu, odnajdowali się na obcym terenie i odkrywanie wszystkich jego wymienionych wyżej cech stanowiło o przeżyciu / dobrej zabawie "w odkrywców". I jak wspomniałem - to raczej moja wina, bo w tekstach źródłowych wymienionych przez Smartfoxa w PDFie nie ma ani 3LBB, ani żadnych artów (może poza Points of Light, ale nie pamiętam czy w demówce jest zaznaczone: "macie pustą mapkę, jesteście tutaj, działajcie") o podstawowych założeniach Wilderness (no a mój stary art poszedł się walić dawno temu). Koniec końców: wszystko sprowadza się do ekplorowania ew. na poły losowych fabuł w znanym i niezmiennym settingu, a nie nowych, tajemniczych miejsc, miast czy całych państw i ich kultur oraz całego morza nowych możliwości, spontanicznych fabuł, nieoczekiwanych bitew oraz myku: "ciekawe co leży za tamtym wzgórzem / lasem/ górą?"

Przykład mapy sanboxowej z moich (ponad) 20-stu sesji. Na mapie oznaczone są tereny odkryte przez PCs. Jest to jakieś 1/20 Królestwa Astrae (Whitelion), które mam zmapowane na wielkim arkuszu kreślarskim (przez 15 lat istnienia tej kampanii trochę się terenów nazbierało :) ) oraz niektóre jego tereny zmapowane sposobem Judges Guild, czyli #heksu/opis. Sam nie wiem, co jest dalej poza granicami tego państwa. Na początku dostali pustą matrycę heksagonalną z zaznaczoną stolicą i następnie, w oparciu o ich postacie, ich historie i ich własne pomysły dołożyłem odkryty trakt i wieś Fishburg nad jeziorem, nanosząc wokół traktu lasy oraz rzekę, po której pływała jako kupiec postać graczki. Reszta to klasyczne badanie Niepoznanego, wiele plotek o istnieniu tej czy innej wsi okazały się nieprawdziwe, etc. Trójkąt w kółku oznacza wejście do dziwnych miejsc pod ziemią oraz odkryte leża rożnych istot.

Tak więc sorry, Smart *batoży się*! Skupiliśmy się na narzędziach i zapomniałem w tym wszystkim o podstawowych zasadach, ale mam nadzieję, że i tak ta hybryda wypali i będzie dobrym ćwiczeniem dla Ciebie i ekipy przed klasycznym sandboxem. ;P

Aktualizacja: Co nieco się wyjaśniło, nie wziąłem po uwagę także gustów graczy Smartfoxa i tego, że Warhammer może kompletnie nie nadawać się do czegokolwiek stricte old schoolowego (tak to jest jak się w to to ostatni raz grało 15-16 lat temu). ;) Notkę zostawiam, może się komuś przyda, etc.

19 komentarzy:

Borejko pisze...

Dla mnie to akurat oczywista, oczywistość jeśli chodzi o to ze ja miałem wyspę, a gracze puste kartki - o tu przypomniał mi się myk.
Graczom dałem mapę do skarbu. Różniącą się od tej oczywiście którą miałem ja, choć zaznaczyłem na niej kilka kluczowych elementów.
____
W Twój tekst wkradł się jednak błąd. Wedle słów jednego z byłych Zast. Redaktórów Naczelnych Najwiekszego Vortalu Poświęconego Szeroko Pojętej Fantastyce, komputerowe sandboxy nie istnieją. Także mam nadzieję ze liczysz się z Autorytetami i poprawisz swoją notkę.

smartfox pisze...

Ale ja to wiem, Ojcze. Ino specyfika raz - świata WFRP, dwa - tego, ze gramy weń od kilkunastu lat, uniemożliwiła mi stwierdzenie: "Sorry, lads, nagle zginęły wszystkie mapy Sylvanii". Owszem, mogłem ich wysłać do Lustrii, ale póki co moja Sylvania to zaledwie próbka z SB. Jeśli wypali, w ten sposób poprowadzę kolejny system, po zakońćzeniu przygody z Warhammerem.

Natomiast wybrnąłem tak, że gracze mają ogólną mapę, która w zasadzie niczym się nie różni od tej oficjalnej, którą można znaleźć chociażby na warhammerowej stronie Mad Alfreda. Natomiast, moja wersja jest dużo bogatsza i zawiera szereg miejsc, o których BG nawet nie słyszeli.

Wiem, wiem, ze to średnie wyjście z sytuacji, jeśli ktoś ma lepsze, z chęcią skorzystam.

Póki co w ten sposób uczyniłem Sylvanię "terra nieco incognita":)

JAsne to jest wybryk, hybryda, zwłaszcza, ze po Sylvanii wracam do systemu scenariuszowego (no może poza jednym wyjątkiem, ale tu dużo zależy od gracz, w którym kierunku pociągną moją kampanię). W naszą sagę ze spójną fabułą budowaną na wielkim zagrożeniu skierowanym przeciw Imperium budujemy od ok. 4 lat, teraz nie wyobrażam sobie porzucenia całkowicie fabuły.

Tak jak napisałeś mi kiedyś Jarl, że z SB najlepiej zaczynać od samego początku, od stworzenia postaci.

Noo, uffff, trochę się potłumaczylem :).

Ojciec Kanonik pisze...

@Smartfox
Nee, to raczej ja się tłumaczyłem, bo wyszło, że z mojej winy będzie taki sandbox new schoolowy. :) No dokładnie - z tym "SB najlepiej zaczynać od samego początku, od stworzenia postaci" - dlatego jasne, że nie ma sensu zmieniać istniejącej od 4 lat kampanii na rzecz czegoś innego. W każdym razie powodzenia z Sylvanią. ;)

@Adrian
No jasne, emo-grzywkie se zaczesze na bok i będę się chlastał czerstwą bułką, bo jakiemuś obszczymurowi coś się przyśniło. ;)

Paladyn pisze...

Ojcze Kanoniku, dwie uwagi. Pierwsza to odrobinę wyważanie otwartych drzwi (Open Door [7]), test udany. :) Sylvania jako taka jest znaną krainą i jej ogólne zarysy (główne trakty, rzeki, góry, lasy w ogólnych obrębach) są znane i za kilka ZK pewnie można kupić taki plan. Rzecz druga, wydaje mi się, że na taką mapę dla graczy można nanieść jakieś elementy geograficzne,czy to widoczne gołym okiem (góry na horyzoncie), czy to powszechnie znane ("Kaj się kończy las, biedzicie mieli takom skuśkę, a dalej wodospad i jezioro, co w niem ryby som".).

Ojciec Kanonik pisze...

Paladynie, temu napisałem w aktualce, że Warhammer średnio się do tego nadaje, sandbox wyrasta z pulpy (chociażby Hyboria czy jakieś wieloświaty) + średniowiecze, czyli mało kto widział mapę czegokolwiek, bo są one niezwykle cenne i tylko dla klasy wyższej. Plus myk, ze mało kto z ludu, a nawet klasy średniej umie czytać i pisać. Temu Greyhawk Gygaxa jest dla mnie bardziej brudny i średniowieczny niż jego potomek Stary Świat. Co do widoczności - masz rację, ale czy te widziane w dali góry leżą X kilometrów od PC i oni potrafią to z góry określić? Jasne - można okreslić gdzie są lasy, gdzie góry, a gdzie morze, ale póki nie dotrą do plaży, na dokładnej mapie (hex) mogą co najwyżej zaznaczyć ołówkiem, że coś tam jest (np. jakaś majacząca na horyzoncie ruina wieży). Myślę, że najlepiej po prostu nanosić miejsca, gdzie PC byli / wychowali się / eksplorowali / słyszeli o nich w legendach jeszcze przed rozpoczęciem przygód. No i nie mówiąc, że między górami a PCs może być rozpadlina - póki nie podejdą, nie ma tego na mapie (a heks to dość duży obszar - standardowo 5 mil, ale to zależy od systemu eksplorowania).

Btw. Stąd w większości old schoolowych systemów były podane zasięgi widoczności postaci (w AD&D 2E, chyba nawet w Playersie też)

Btw 2. Teraz mi się tak przypomniało. Przecież Earthdawn stawiał właśnie na odkrywanie odrodzonego świata i kartografowanie go (chyba, że to był wymysł mojego dawnego prowadzącego). W każdym razie, jeśli są tam zasady ruchu w terenie (na heksach), gubienie się i chociaż kilka tabel z tych co to się pojawiły ostatnio w maila, to Earthdawn powinien być jedynym wydanym w Polsce (poza okaleczoną 2E) gotowcem pod sandbox. :)

smartfox pisze...

Paladyn tam lepiej wyjaśnił o co biega :).

5 mil wydaje się o tyle sensowne, że w takim na Ziemi linia widnokręgu znajduje się ok. 3,5 km od nas, zakładając, iż patrzymy z wysokości 1 metra(wiadomo góry widać dalej etc.), 5 km jak patrzymy z ok. 2 metrów.

Z innej strony wstrętny BG nam wlezie na K2 i kurde, widzi świat w promieniu dziesiątek km:)

Ojciec Kanonik pisze...

No a tego... miraże, magia, magiczne zasłony, dziwaczna pogoda zmniejszająca widoczność, opary spod ziemi, mgła? ;) Z tym K2 niezłe - goście widzą miasto w dole, idą tam, docierają w nocy i się okazuje, że to iluzja Yeenoghu przykrywająca bramę do jego sali biesiadnej. Hyh, zawsze jakiś sposób na wkręcenie PCs w większe bagno i zmianę świata. ;)

smartfox pisze...

Taaa, na swoje zawsze przekabacisz. Kurde, obliczyłem, ze z ok. 8100 metrów linia widnokręgu jest prawie 320 km dalej. Jeśli się nie machnąłem, to nieźle:D Twój potwór można obiadować 250 km od BG, a Ci za sprawą czarodziejskie lunety to dostrzegą :)

Borejko pisze...

Po mojemu Smartfox teren Sylvanii to kiepskie miejsce, ja postawiłbym na stepy gdzieś w Kislevie i przede wszystkim zawęził obszar (rozpisanie Sylvanii to dużo roboty), a najlepiej to Lustira i wrzucić graczy na Warmagadaskar, albo inne Oldbaleary lubo Neopoltery.
Ja bynajmniej zawsze cierpiałem na agarofobię i bałem się że gracze wyeksplorują cóś czego nie mam na kartce.

smartfox pisze...

Masz rację Borejko. Moja Sylvania to tylko próba, zamiana pierwotnie założonej kampanii w sandbox. W zasadzie przewróciło to wszystko do góry nogami. Ja już pisałem Jarlowi, ze Lustria byłabay lepsza, ale nie planuję wyprawy do Lustrii. Poza tym jest jeszcze Ind etc., ale skośnych na razie mam dość:)

Co do samego obszaru, nie jest źle, w zasadzie mam hexy po 5 mil i mapę z 4 stron A4. Obszar ok. 300 mil na 200. Wcale nie taki ogromny. Nieco tylko większy od mapy w Points of Light.

Ojciec Kanonik pisze...

Ano, ważne coby pobawić się w coś nowego-starego, poćwiczyć, przyzwyczaić graczy, a potem kombinować już z w pełni klasycznym SB w jakiejś Hyborii czy Midnight (z tego co pisałeś, bo nie wiem czy to drugie się w ogóle do SB nadaje). Pomysł Borejko z Kislevem (z tego co pamiętam o tej krainie) też ok.

smartfox pisze...

Ktoś u Was na blogu pisał, że Midnighta prowadzi jak SB i ponoć się sprawdza.

Ojciec Kanonik pisze...

To chyba Balgator, coś mi się kojarzy. Wydaje mi się, że pod SB najlepiej pasują własne kampanie, wiesz - możesz w locie zmienić gatunek / kształt / konwencję świata i jest ok. W sumie to nigdy nie rozumiałem settingomanii (chociaż wychowałem się przecież na prekursorkach takiego podejścia, AD&D 1-2E). Dzisiaj firmowe ruszam, bo mam i gdy szukam jakiegoś wygodnego przerywnika, gdzie nie trzeba za wiele kombinować i wsio jest podane na talerzu. :)

arctic_lizard pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Jetmaniac pisze...

@Ojciec - Earthdawn faktycznie z założenia jest eksploracją i odkrywaniem świata. Podręcznik o tym wyraźnie mówi, chociaż z drugiej strony ogólna tendencja była taka, że przygody (te z którymi miałem styczność) raczej nie szły w tym kierunku. Ciekawe, że po przeczytaniu Twojego wpisu zacząłem myśleć nad przygodą właśnie w Barsawii, która IMHO nadaje się idealnie do opisywanego modelu sandboxa. Zważcie na to, że świat niby jest dobrze opisany, ale wiele informacji (w tym mapy!) dotyczą świata sprzed Pogromu. Numer polega na tym, że wiele rzeczy zmieniło się naprawdę drastycznie. Hmm... Trzeba będzie coś przygotować. :)

I tutaj mam małą prośbę: może jakiś cykl artów nt. retrogrania. Tzn. jak się za to zabrać, jaki tryb myślenia wrzucić, na co się nastawić. I to takim językiem jak dla dziecka. :) Ja sam, chociaż w rpg siedzę od bardzo dawna, w kwestiach retrogrania (oldschoolowego grania, czy jak to tam nazwać, żeby mnie zaraz z błotem nie zmieszano) jestem zielony. Prawda jest taka, że bliższy jest mi model MiMowski, na którym się wychowałem (i boleję, że jest tak niesłusznie opluwany, ale cóż - de gustibus...), ale jestem otwarty na nowe (w tym wypadku stare :)) patenty i chętnie bym je wypróbował u siebie (np. takie combo jak Earthdawn + retro-sandbox).

Trochę już grzebałem w temacie i z ciekawszych rzeczy znalazłem to: http://steamtunnel.blogspot.com/2008/10/how-to-set-up-sandbox-campaign.html

hołk!

Ojciec Kanonik pisze...

No tak myślałem co do Earthdawna - po paru poprawkach powinien być całkiem w porządku pod SB.

1) Jet, ja pisanie o old schoolu zarzuciłem, jak powiadają w PZPNie - wszystko jest na necie i szczerze mówiąc, od pewnego zdarzenia, które zapewne pamiętasz, mam w dupie czy w Polsce ktoś w ogóle wie co to sandbox, underworld i zna tą masę niuansów związanych z RPG lat 70-tych. Nie mam misji, a to i tak nigdy nie był żaden sensowny rynek docelowy dla RPG i ciekawych zjawisk z nimi związanych. Kropka.

2) Ale jest rada! ;) Napisz do Smartfoxa, bo nadal całkiem sporo piszę z różnymi ludźmi o old schoolu i niektórzy mają wymianę mailową, którą Ci udostępnią (i jak ładnie poprosisz, to może jakieś pomoce ;D). Smartfox ma nasze ostatnie Q&A i rozkminę o sandboxie, a ta notka jest tylko komentarzem (już nieaktualnym). Możesz też pobrać jego PDF Sylvanii, gdzie w opisie wykorzystał sporo cech pojemnego modelu sandboxa i wymieszał z nowoszkolnym podejściem. Tu jest jego blog, kontakt z łatwością załapiesz i powinno być git. ;)

http://smartfox.wordpress.com/

Jetmaniac pisze...

@Ojciec - dzięki za link, skorzystam. :) Na mailowanie to ja się raczej nie rzucę, bo później mam problemy z regularnym odpisywaniem, więc nie będę chłopakowi gitary zawracał. :)
Zresztą - zaczynając od linku w moim poprzednim komentarzu można sporo znaleźć idąc po kolejnych sznurkach (jedni odsyłają do drugich - spory łańcuszek :)), więc może i faktycznie nie ma co pisać o tym samym kolejny raz.
Swoją drogą, taka nasza Neuroshima jest kolejnym systemem, który wręcz idealnie nadaje się na sandboxa. Wiadomo - świat po wojnie itd., a do tego dochodzi nasza, bardzo symboliczna, znajomość mapy Stanów - nic tylko eksplorować.

Ojciec Kanonik pisze...

E tam, tylko zapytaj o nasze maile, to Ci zapewne Smartfox wyśle. :) Co do Neuro - niestety nie mam pojęcia co jest w środku, ale jako że to coś w rodzaju Gamma World czy Mutant Future (tak ogólnie, postapokaliptycznie), to na 100% się nadaje. Fallout PnP to samo, no ale nie wiem czy jest w języku polskim.

smartfox pisze...

Spoko, pisz. Na blogu podałem GG, więc nie ma problemu. Prześlę Ci maila, z przyjemnością wymienię doświadczenia. Jak coś jest jeszcze Paladyn, który grzebie przy swoim SB.