9 sierpnia 2009

Theatrum Mundi #3

Cykl artykułów i fragmenty dyskusji jakie zostały opublikowane w The Times (81-83 r.) w erze boomu i początku Witchuntingu. Dzisiejszy fragment przedstawia opinię kanadyjskiej psycholog dziecięcej z Nanaimo (i kilku innych), w którego szkołach nowy target RPG - dzieciaki zaczęły uczestniczyć w sesjach organizowanych i sponsorowanych przez rządową administrację (Parks & Recraction Departament). Był to jeden z pierwszych, rzeczowych artów wpisujących się w późniejsze publikacje naukowe wydawane przez amerykańskie Centers for Disease Control and Prevention.

W kwestii technicznej: wycinki leżały u mnie na HD od kilku lat i nie wiem, z której strony je mam. Nie są to moje skany, wszelkie zaczernienia i wąsy na zdjęciach nie są moim dziełem. :)


Klik na powiększenie



Suma:
* RPG (nadal istnieje na rynku tylko D&D) animuje kreatywne myślenie, kooperację, wyobraźnię. Są czymś innym od planszówek i zasady są drugorzędne - liczy się stymulacja wyobraźni.

* Nie da się okreslić wieku, w którym dziecko nie powinno grać w RPG, a obcowanie ze swoją postacią umożliwia lepsze poznanie siebie. Pytanie: kiedy fantazja może mieć wpływ na patogenne zachowanie?

* Twórcza natura RPG, choć bez porównania uboższa od uprawiania różnego sortu sztuki, posiada podobne sztuce wartości [I tutaj: nie chodzi o to, że ma cokolwiek wspólnego z teatrem, aktorstwem czy profesjonalnym scenariuszopisaniem, a zwykłą pasję budującą w pewnym zakresie tożsamość dojrzewającej osoby, jak i powodującą wzmożone rozrywką procesy twórcze].

* Dzieci (normalne) nie mają problemów z odróżnieniem fantazji i realności. Dzieci (z psychicznymi problemami) mogą być stymulowane negatywnie przez grę, ale to tyczy się każdej gry [żeby tylko gry: Rippera negatywnie stymulowały dziwki, C. Mansona Polański, a Ruskina zanikanie prawdziwego rzemiosła i "taśmowość", so...]. To czy wpływ jest negatywny nie zależy więc od treści samego RPG, a od tego, co kto wnosi ze sobą na sesję. Relatywizm.

* Pytanie 2: Jakiego rodzaju ludzie (rodzice) wszczynają witchhunting? [padają tam tezy, że odpowiednio uwarunkowani światopoglądowo]:

Apland believes the roots of the problems lies in conflict of ideologies and beliefs od proponents of the game and its detractors


I, rzecz jasna, nie do wszystkich to dotarło:


(Klik na powiększenie)


Notka czwartkowa: "Chaos i panika, rząd promuje okultyzm w miejscach publicznych!". ;)

***
Albino: Ja tylko na marginesie i tradycyjnie. Pojawił się nowy czytelnik, Gregory K, prowadzący blog (z autorskimi, całkiem inspirującymi zdjęciami), Cyfrografia. Witamy. :)

6 komentarzy:

smartfox pisze...

Al, O.K.

Zwróciliście uwagę, że Kanada zawsze jakoś "mądrzej myśli" względem sąsiada z południa? Nie wiem, czy nie próbuję się teraz umysłowo masturbować na prokanadyjską nutę, ale właśnie pewne rzeczy są zasadniczo lepiej, obiektywniej oceniane w Kanadzie.

Swoją drogą, kiedy jeszcze studiowałem, zacząłem prowadzić cyberpunka. Cel miałem taki, by nasza rozgrywka jak najbardziej zbliżyła się do Gibsona, Sterlinga, Shirleya i innych ojców-założycieli, a nie była erpegową wariacją na temat spluw i sieci. Pisałem wtedy magisterkę o cyberpunku, więc to miało się przydać do badań cech konwencji etc. ówczesna dziewczyna (obecna żona) zapytała, czy jedną z sesji może obserwować pani doktor z jej instytutu (psycholog rozwoju bodaj, teraz nie pamiętam specjalizacji), bo nasza psychologia (dość zacofana) oceniała RPGi (o ile wiedziano, że coś takiego istnieje) jak literaturę SF --> eskapizm etc.

Po sesji kobieta stwierdziła, że ta rozrywka rozwija umysł, wyobraźnię, jest świetnym (ale co ciekawe niebezpiecznym) narzędziem wpływania na innych.

Jej wnioski pozostawiam bez własnego komentarza (nie jestem psychologiem :))

Albino pisze...

Z tych artów z Timesa co je OK wrzucił na bota więcej jest tych pejoratywnych, zarówno z Kanady jak i z US, ale wśród moich starszych znajomych RPGowców (z US) też jest taka opinia, że u nich nie było aż takiej paranoi. Rząd US zaczął finansować te inicjatywy na wzór kanadyjskiego (wcześniej były środki standardowe, dla klubów i gildii hobbystów, później stało się to bardziej masowe). W Kanadzie, tak na marginesie, mogłeś przedstawić projekt i statut klubu czy stowarzyszenia, ew publikacje zrzeszonych i zdobyć od administracji środki na:

a) Zarejestrowanie klubu i wystąpienie o dotacje na działalność (trochę coś podobnego do modelu działania fundacji w Polsce), czyli finansowanie siedziby klubu, ułatwienie ze strony danego miasta organizowania wypadów LARP na jego terenie.

b) Prowadzić zbiórkę publiczną pieniędzy (po dodatkowej zgodzie departamentu).

c) Wydawać - dotowane z kasy miejskiej - podręczniki (obejmowało to też kanadyjskie zespoły muzyczne, inicjatywy w rodzaju galerii promujących ichnią sztukę i tak dalej). Był (nie wiem czy jest nadal) specjalny kredyt, który po ocenie komisji eksperckiej zaciągało się bezzwrotnie na wydanie płyty, utworzenie galerii czy właśnie na publikacje klubowe (z myślą o szerszym rynku).

Tak więc, jak napisano w powyższym artykule, krytyka była słabsza, bo wychodziła od przypadków jednostkowych - "rodziców uwarunkowanych odpowiednim światopoglądem", a nie "łowów czarownic" wychodzących pierwotnie od większych wspólnot religijnych, jak w US.

Poza tym, kanadyjczykom więcej rzeczy zwisa i nie mają obsesji na punkcie szukania diabła wszędzie. :)

Ojciec Kanonik pisze...

Bleeh, RPG jako eskapizm, lit. dziecięca jako eskapizm, ćpanie jako eskapizm, czytanie Freuda jako eskapizm. Nienawidzę organicznie psychologii, bo to w 99% bełkot i sami dobrze zdają sobie sprawę - co bardziej samokrytyczni - że ta "-logia" w nazwie jest co najmniej nie na miejscu jeśli nie idiotyczna. Jeszcze głębi czy ta nadbudowana nad medycyną, ale to już w sumie psychiatria - coś wspaniałego. :)

Smartfox, co do tej babki - i o to chodzi, wyjść poza bezsensowny "eskapizm" i fajnie, że i w Polsce ktoś myślał o RPG jak ta babka z artykułu. :)



Fenomenolog
Canonicus

smartfox pisze...

Od tamtego czasu pojawiło się sporo psychologów, którzy wyszli poza etykietki i badają RPG, więc nie jest aż tak źle.

Psychologie są różne, jak zapewne wiesz. Ja np. nie cierpię psychoanalizy.

Ojciec Kanonik pisze...

Psychoanaliza to tylko w wydaniu Lacana = "lekarzu lecz się sam". ;) Tak czy siak, omijam, podobnie jak wypociny socjobiologów. :)

smartfox pisze...

E tam, Morrisa lubię, choć fakt oni są jak marksiści - sami siebie tłumaczą i udowadniają. :)