13 sierpnia 2009

Theatrum Mundi #4

Ponownie Kanada, Nanaimo. 1981 rok: Dungeons & Dragons, przy wsparciu Parks & Recraction Departament, pojawia się w szkołach wywołując pierwsze symptomy Niepokoju o Moralność Dzieci Naszych Albowiem (ale jeszcze nie dominowały chrześcijańskie przesądy w stosunku do tej gry, a raczej "i na takie bzdety ida nasze podatki?"). Był to pierwszy, inicjujący 2 letnią dyskusję artykuł Dona Lyonsa w kanadyjskim The Times, który przedstawiał boom RPG w sposób dość obiektywny i dawał głos obu stronom, zarówno zwolennikom jak i przeciwnikom - w przeciwieństwie do odpowiedników takich artykułów w US. Albino zauważył ciekawą rzecz: w Kanadzie źródła ataków powinno się raczej doszukiwać wśród jednostek niż całych wspólnot wyznaniowych / światopoglądowych - jak w USA. Dyskutowalna teza postawiona na bazie artykułu z wypowiedziami pani psycholog z poprzedniej notki cyklu jak i doświadczeń Ala w kraju-kolebce RPG odwołuje się do ogólnej mentalności jego północnych sąsiadów i faktycznie, może być niezłym punktem oparcia w rekonstrukcji źródeł i specyfiki tego zjawiska w Kanadzie. Bawiąc się w archeologa recepcji RPG w dobie boomu, zainteresowało mnie postrzeganie samej gry, to jak ówcześni casuale ją widzieli - poza kontekstem społecznym i zjawiskiem rodzącej się pejoratywnej krytyki i Witchhuntingu. Pod artykułem moja amatorska rekonstrukcja (uzupełnienie tej z notki poprzedniej).


(Klik na powiększenie)

- Dungeons & Dragons to niezwykle popularna, amerykańska gra planszowa osadzona w światach fantasy.

- I ad powyższe. W artykule zwraca uwagę drugie zdjęcie - upozowane i upozorowane jak za dobrych czasów PRL-u. Nie ma na nim żadnych kości, podręczników, zasłonek, pisadeł i papierów z modułami / notatkami. Jest coś w rodzaju tiles'ów i bliżej nieokreślone figurki. Być może The Times uznał, że na potrzeby artykułu o grze PLANSZOWEJ, coś takiego wystarcza. :) Z drugiej strony, jedna kostka leży chyba pod ręką jednego z dzieciaków, a Dungeon Master prowadzi klasyczny Underworld bez mapy i tworzy go w locie (lub wkuł podświat na pamięć niczym Master Arneson). Hmm... :)

- Systemem opisywanym jest Advanced D&D, a nie D&D - stąd te "satanistyczne symbole i postacie". Szkoda, że Ms. Wolfe nie zauważyła w DMG, że PCs mogą też złapać kiłę czy innego syfa narządów rodnych (serio). No, ale pentagram i trójkąt taumaturgiczny bardziej rzucają się w oczy, fakt. Hyh.

- Co ciekawe, J. D. Egbert nie pojawia się nawet w jednym zdaniu artykułu - "wstrząs" i "moralna apokalipsa" tych "diabolicznych gier" była więc wtedy raczej lokalna i ograniczała się do rodzimego stanu (ew. całych US, ale w to wątpię) Egberta.

I reszta dotyczy cech RPG osadzonych w dopiero pojawiającym się kontekście czarostwa, okultyzmu i innych zabobonów wyrastających z mentalności "uwarunkowanych odpowiednim światopoglądem" pary rodziców, które są racjonalnie obalane przez gracza (Geluka). Poniżej collage komentarzy z The Times. Po lewej zwolennicy, po prawej atakujący.




(Klik na powiększenie)


Przypomina się scena z filmu z Karloffem, gdzie przesądny plebs z pochodniami zagania Adama do młyna.

25 komentarzy:

Key-Ghawr pisze...

Bardzo fajny cykl tekstów dotyczących recepcji RPG za Wielką Wodą. O ile wiem to afera z D&D znacznie ucichła (chłopcem do bicia jest teraz Harry Potter). Ponieważ temat średnio mnie kiedyś interesował z niecierpliwością wyczekuję dalszych odcinków :)
Pozdro

smartfox pisze...

Kolejna część potwierdza (albo mam swoje idee fixe:)), że Kanadyjczycy to jednak mądrzejszy naród od gumożujów

Ojciec Kanonik pisze...

@Key
Dzięki - mam w planie jeszcze 2 części, może 3. :)

@Smart
True, Amerykanie lubią paranoję - cecha narodowa. ;)

Key-Ghawr pisze...

Ciekawe jak to w Polsce było. Erpegowałem w małym miasteczku w bardzo ograniczonym gronie miłośników tego rodzaju rozrywki i tego typu nigdy mnie ani nikogo ze znajomych nie dotknęły. Żadnego witchhuntingu. Stąd średnie (jak dotąd) zainteresowanie tematem. Jakieś uwagi odnośnie kraju nad Wisłą?

Borejko pisze...

Ja u siebie w Bielsku też nie zauważyłem podobnych zjawisk, a o specyficznych przypadkach dowiadywałem się później z MiMa.
Zresztą to nie było jakimś dla mnie znaczącym problemem dla nastolatka ówcześnie.
Bardziej kłopotliwe było przyznanie się na rauszach pod mostem i bankietach na ławce że zajmuję się "ratowaniem księzniczek" i "zabijaniem smoków" w przerwach oczekiwania na dowód osobisty.
Ludzie mieli zerowe pojęcie o RPG, a tłumaczenia że to gry fantastyczne kojarzyły się ludziom (tym advanced) z Encore, lubo kwitowane były "aha to coś takiego dla tych co nie mają mikrokomputerów?"
W momencie kiedy takie wzmianki zaczęły pojawiać się w MiMie raczej już nas to nie interesowało, mieliśmy parę gier w które łupaliśmy i problem nas nie dotyczył, może dlatego że bylismy już pełnoletni, pracowaliśmy i inaczej trochę patrzyliśmy na rzeczywistość.
Pisałem o tym kiedyś Smartfoxowi - wydanie bańki na grę z Anglii, na którą czekało się pół roku, rok, czy 495 tys. na WFRP, nie było jakąś wielką przeszkodą.
Zresztą dilowałem wtedy soft, Amigi i insze hardware na giełdzie komputerowej także cały czas miałem styczność z ludźmi którym podobały się Dungeon Mastery i EOBy i co ciekawsze jednostki z tej giełdy zapraszaliśmy na sesje.
Może trochę zboczyłem z tematu, ale tak jak piszę nas problem raczej nie dotyczył, co najwyżej nauczyciel wlepił mi szmatę na lekcji, kiedy miast słuchać jego prawa Ohma, ja rysowałem k66 level Mrocznego Labiryntu Mrocznego Czarnoksięznika Mroku.
W pózniejszych czasach gromadziłem tylko jakieś "Przebudźcie się" o sataniźmie w Stanach i parę wycinków miałem zpolskiej prasy. Niestety mimo iż wszystko staram się skrzętnie archiwizować nie mogłem znaleźć tych ścinków.

Ojciec Kanonik pisze...

W US, ze wspomnień grognardów, nie było tak kolorowo - nawet jak w Kanadzie. Niektórzy zaliczyli bęcki za "RPG-nerda" i bzdetne hobby od szkolnych kafarów, rodzice zabierali / niszczyli podręczniki / figurki - tak jak dziś banują dzieciakom dostęp do kompa np., no i księża / pastorzy i ich propaganda.

Ja miałem w Polsce styczność z Witchhuntingiem w postaci jechania po muzyce rockowej / metalowej. RPG w pierwszej połowie lat 90-tych w Polsce było praktycznie nieznane, dzisiaj bardziej, ale jest już tak oswojone, przebrzmiałe i często niezbyt zrozumiałe dla casuali, że łatwiej jest butować Pottera i gry komputerowe.

Osobliwością jednakże, była książka księdza Steffona (Satanizm jako ucieczka w absurd), o której wspominałem, a o której coś jeszcze napiszę. Wyszła w Polsce rok po premierze w US (a dzieła Levi-Straussa czy Geertza wychodzą po 20-50 latach - buehehe) i do dziś ma kilka wznowień - i tam było trochę o "satanicznym RPG", taka kompilacja BADD i "A Christian Response..." + jego własne wynurzenia (gość jest/był egzorcystą i tropił diabła wszędzie). W Polsce tamtego okresu książka ta rozprowadzana była w oazach, a później sporo kompletnie niszowych katolickich publikacji jadących po RPG opierało się na niej.

Jeśli idzie o ojczyznę, to nie zapomnę cytatu z jednego artykułu (z pamięci):


Gary Gygax, będąc słabo zarabiającym komornikiem z Lake Geneva z dużą rodziną na utrzymaniu, postanowił wymyślić grę Dungeons & Dragons w celach poprawy swojej sytuacji bytowej

:D

Borejko pisze...

offtopowo: No z tym satanizmem w muzyce to faktycznie tak było. Wystarczyło mieć telewizor drunk metalowego Motorheadu, a juz miałes etykietę "spalone k6 kotów i jeden złamany krzyż". By nie wspomnieć o najczarniejszym z czarnych wcielonych szatanów pokurczu Glennie D., który to oszukał mnie niezmiernie i po dziś dzień nie mogę mu wybaczyć że sie nie pochlastał w wieku 33 lat.
Naobiecywał a ja się zawiodłem.
Na szczęście nosiłem wtedy naszywkę "Boże chroń mnie przed katolikami" która skutecznie mnie broniła przed takim tałatajstwem.

Z jakiej gazety ten cytat z komornikiem?

smartfox pisze...

O.K. Cytat z anglojęzycznego artykułu? Brzmi jak zjawisko przefiltrowane przez polską rzeczywistość:).

Ja się z witchhuntingiem osobiście nie spotkałem. Moi rodziciele (zwłaszcza mama) z przyjemnością przysłuchiwali się odgłosom sesji zza ściany, choć mięcho leciało jak to przy emocjach :). Pamiętam, że prawie zawsze pytała po sesji moich kumple: "Kogo dziś zabiliście?" :)

Ale wiem, że kilka osób miało problemy. Heh, ostatnio znajomi (średnia wieku 28) przyjęli do ekipy gracza niespełna 18letniego. Jego matka na początku strasznie się bała, bo chłop znikał na 5-6 godzin i wracał trzeźwy. Znaczy sekta :).

A artykułów trochę było. Nie jestem pewien , czy jakiś durny program młodzieżowe w rodzaju odmóżdżonego roweru Błażeja nie jechał po erpegach. Nawet w MIMie publikowali wycinki z artykułów, ale fakt głównie atakowano muzykę metalową, a raczej to, co za nią uważano (do dziś pamiętam księdza, który przestrzegał przed słuchaniem Beatlesów, bo metal nas zmieni, a bzdur o bacmaskingu usłyszałem wtedy więcej niż na spotkaniu stowarzyszenia miłośników teorii spiskowych).

Key-Ghawr pisze...

Witchhunting trwa, zmieniają się tylko jego ofiary. Niestety nie podam źródła, ale kilka lat temu spotkałem się z artykułem opisującym to zjawisko w kontekście literatury popularnej czytanej w Polsce lat międzywojennych. Środowiska klerykalne i konserwatywne za szczególnie groźne uznawały powieści Doyle`a, rozbudzające w młodym czytelniku niezdrową chęć przeżywania przygód. Kiedyś Holmes (ale nie ten od Basic D&D), później D&D, teraz Potter. Co następnę?

Ojciec Kanonik pisze...

@Adrian $ Smartfox ad cytatu

Wziąłem to z książki wzorującej się na "dziele" Steffona, a napisanej i wydanej u nas. Można ją było dostać (obok innych katolickich pozycji) w przedsionku kościoła na pl. Dominikańskim (we Wro) - jeszcze z 7 lat temu. Książka miała jasną okładkę - nie pamiętam ani autora, ani tytułu. W każdym razie - widziałem kilka tego typu "dzieł" autorstwa polskich księży / oazowców jeszcze w tej dekadzie. Motyw z wtrętem polonizacyjnym jest więc na miejsu - przeciez wiadomo, że wargamerzy wszystko robili dla kasy, bo mieli masę dzieci. :) Bazowa nieznajomość rynku RPG, a właściwie jego braku w pierwszej połowie 70's.


U nas zawsze padały teksty:

"I co, znowu będziecie sprzedawać świnie?" albo "znowu wywołujecie duchy?". ;)

@Key
W międzywojniu pewnie i Mistrz Boy-Żeleński oberwał nie raz. Dzisiaj Gombrowicz i tenże też są "na skraju anatemy". ;)

Co do tej wyliczanki celów Łowców: wraz z D&D obrywała muzyka rockowa / metalowa właśnie (schizy z Ozzym czy Led Zeppelinami i backmaską, o której wspomniał Smartfox), KISS to wg Steffona skrót od Kingdom In Satan Service. ;) Zapomniałeś też o głównym chłopcu do bicia - grach komputerowych, ale i patologiach internetu (chociaż z netem, to nie jest Witch Hunt, bo i racjonaliści napier** w mediach ten szary, sfrustrowany plebs). Od skrajnych chrześcijan obrywał zarówno Lewis jak i Tolkien (sic). Oni muszą mieć kogoś do poniżania inaczej by im się religie sypnęły - zabrakłoby zagrożeń i grup, którym trzeba udowodnić, że ichnie racje i mitologia biblijna (jedna z setek w historii ludzkiej) są najwspanialsze na świecie, etc.

A czy to się skończy? Wątpię - dodaj do tego Łowy w aspektach obyczajowym czy społecznym jak ksenofobia, homofobia, seksizm, imperializm (zarówno US jak i Rosja / Chiny), etc. Jak to się wygasi, przyjdzie coś nowego, taka ludzka natura. :)

Borejko pisze...

"A czy to się skończy? Wątpię - dodaj do tego Łowy w aspektach obyczajowym czy społecznym jak ksenofobia, homofobia, seksizm, imperializm"
Zapomniałeś o terroryźmie, kryzysie i swińskiej grypie.

Luc du Lac pisze...

w polszy nie było "polowania na czarownice" bo i czarownic nie było za bardzo :) - lata '90 to naprawdę nieduża grupa fanów/wyznawców których można by spalić na stosie :) - a my (Polska) mieliśmy 100 tys. innych problemów.

i choć wichhuntingu nie było to roleplejowcy mieli swojego "systemowego" wroga - Dominikański Ośrodek Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach + oczywiście kościół + nawiedzeni :) - choć faktycznie to oni nas zlewali (ze wzajemnością) puszczając czasami jakiś paszkwil na nasz temat...:)

choć kiedyś, przy okazji organizowania szkół na jedną czy drugą Szedariadę zdazyło się zetkąć się z pewnymi objawami "zwalczania" rpg - raz to jakiś rodzic z rady rodzicielskiej zaprostestował, innym razem ksiundz...

Key-Ghawr pisze...

@ O.K. Spokojnie. Gombrowicza chyba trudno zaliczyć do grona twórców eskapistycznych powieści przygodowych. Naraził się konserwie zupełnie czymś innym.

I mały off-top. Coś mi się wydaje, że niedługo do grona gier old-schoolowych dołączy I ed. WFRP :). Ciekawe czy nowa (trzecia) edycja Warmłotka spowoduje rozpowszechnienie się grognardztwa w ramach tego systemu. Warto obserwować toczące się koło historii...:)

Ojciec Kanonik pisze...

@Luc
Prawda, ludziom w Polszy jednak zwisa jeszcze więcej rzeczy niż Kanadyjczykom. ;) Co do "Dominikańskiego..." - oni sami (bodaj) zostali uznani za sektę. Co do Szedarek, a pamiętasz (chyba) na VII jak policja wjechała, bo widziano dziwnych ludzi z bronią palną biegających po okolicy? ;)

@Key
Ja pisałem o możliwości zbudowania się polskiego "old schoola" w oparciu o WFRP / KC jeszcze rok temu i że zapewne będzie standardowa w US "Edition War" - to naprawdę nic nowego i przewidywalnego, że podzielą się u nas na kolesi od Old Ways WFRP i bimszitopodobnych kretynów twierdzących, że role-play to zarówno cRPG jak i stosy plansz, żetonów, figurek i laptopów na stole i innych bajerów na które trzeba wydać 500$, etc.

Jak napisałem kiedyś w rozmowie z Adrianem (mimo, że się nie zgodził) - w old schoolu kupowałeś jedną jedyną podstawkę złożoną z d3 podręczników - raz na całe życie. No ale dziś RPG to nie tylko hobby, ale i biznes, więc takie podejście jest absolutnie niepożądane i wypierane przez korpy zajmujące się tą rozrywką. To nie "pure-hobbism" z lat 70's, niestety.

Szczerze mówiąc, ja już mam dość patrzenia na międzyedycyjne wyrzynki - tyle ich było, że to po prostu nudne. :)

Borejko pisze...

Nie chcę już tam wygrzebywać starych pogaduszek bo to na Polterze, ale z czym sie nie zgodziłem?
Przeca ostatnio nawet pisałem że znam ludzi którzy mają WFRP 1ed PL + 1k2
0-żadnego dodatku
1-jeden dodatek - 1k3 1- Liczmistrz, 2- Potępieniec, 3- Księga W.T.

Ojciec Kanonik pisze...

No to ja się w pezetpeenowca pobawię. :)

http://bialylew.blogspot.com/2009/07/rpg-70s.html

ja:
"kiedyś" kupowało się podstawkę raz-na-całe-RPGowe-życie, dzisiaj to nieprzynoszące zysków i "nie na czasie" (czyste PR właśnie) myślenie, bo liczy się Monster Manual #38 z prezentacją po raz 526 beholdera

Ty:
Ale to z kolei co piszesz że "kiedyś" kupowało się podstawkę raz-na-całe-RPGowe-życie" to też właśnie nie nasze hobby a trend (czy jak to zwał) we wszystkim, począwszy od sprzętu elektr. a skończywszy na żyletkach jednorazówkach.

Ni i nie było konsensusu, nadal uważam, że RPG biznes to rzecz końca lat 70-tych, kiedy kolesie nagle stwierdzili, że jak ładnie spiszą po d10 sesjach rozegrany właśnie moduł albo sandbox, opublikują go - to zarobią trochę więcej kasy. To samo z kartami postaci (te zaczęły pojawiać się w ~76r, ale jeszcze długo jechało się na zeszytowej kartce papieru), i całą masą różnego typu dodatków: od settingów (później boxów), przez podr. o rasach/klasach, po nowe zasady, "tobołki dla graczy", osłonki, gridy, figurki, etc. Wbrew pozorom w OD&D nie było żadnych gridów (prędzej klasyczne makiety do wargamingu), a figurki były kompletnie opcjonalne i zbędne:

Miniature figures can be added if the players have them available
and so desire, but miniatures are not required, only esthetically pleasing; similarly, unit counters can be employed — with or without figures — although by themselves the bits of cardboard lack the eye-appeal of the varied and brightly painted miniature figures.


I nie stawiam w opozycji biznesu vs hobbyzm, bo to nie tak, tyle, że w chwilach (zaledwie dwóch) boomów tylko biznes było widać.

Ojciec Kanonik pisze...

P.S. No i zapewne pamiętasz jak pisałem o tym, że i WFRP doczeka się "retro" gamerów i może być wojna edycji, bo 3E będzie klonem D&D 4E - czyli MMO bez prądu + planszówka i flafmetaprzepoloty ciśniętyme gdzieś pomiędzy. Typowa Editions War jakich było wiele, plus tylko biznes - jak napisałeś, "od czasów AD&D 2 gracze robieni są w bambuko". W sumie to już od początku lat 80-tych, ale bez wazeliny dyma się ich od 90-tych.

Key-Ghawr pisze...

Ad. O.K

Co do Retromłota owszem pamiętam, że prorokowałeś rozwój grognardztwa w obrębie tego systemu. Jednakże, patrząc z perspektywy czasu nic nie zapowiadało WFRP 3ed, a już zwłaszcza w postaci uplanszówkowionej (chyba że sam fakt oddania FFG licencji na ten system można uznać za symptom nadchodzącej zmiany). Druga edycja Warmłotka wydawała się jednak kontynuacją pierwszej i mimo pewnych zmian (magia, Bretonia) nie spowodowała (jak mniemam) powstania aktywnego ruchu retro. Jeśli się mylę proszę o sprostowanie.

Nowa "Edition War" jest mi emocjonalnie obojętna. Nie identyfikuje się z żadną edycją WFRP Jednak interesuje mnie, czy w obliczu tak radykalnych (prawdopodonie) zmian w systemie nie wytworzy się za jakiś czas silna społeczność fanów poprzednich edycji (w przypadku D&D otrzymaliśmy chociażby taki Dragonsfoot). I tylko to mnie w tej aferze interesuje.

Ojciec Kanonik pisze...

Ano, jak ktoś lubi WFRP, to na pewno będzie te zmiany śledził, w US wątpię by powstało coś na kształt Dragonsfoot czy Knights & Knaves [chodzi nie tylko o fora, ale i częste publikacje, znane persony w wątkach Q&A; za mały fame ma ten system - chociaż może się to zmienić po wydaniu tej nowej edycji, w końcu wydaje się być "kids-friendly" :)]. Mnie z kolei ciekawi czy w Polszy będzie coś w rodzaju lokalnych "retro" gamerów. KC-ty nie przyjęły się jak WH i tylko tutaj widzę taką możliwość (trzeci najstarszy system w Polsce - jeśli liczyć "Oko" Sapkowskiego).

Borejko pisze...

I nadal twierdzę że ludzie produkują DVD ROMy do naszych PCtów po to aby działąły rok,Iphony z wbudowaną baterią i biurka z płyty, które rozpadają się po 2 skręceniach i rozkręceniach.
Całkiem możliwe że w 76 roku wydawano już gry w tej formie, ja jednak miałem wtedy dwa lata i interesowałem sie wszystkim tylko nie RPG.
Natomiast pisałem to co znam niejako z autopsji, czyli "listy dodatków" i katalogi do ADD 2ed, potem klanbooki i chromebooki, które niewiele nowego wnosiły poza k66 +35 gadżetami dla solosa + k10 firm w których takowy pracować może.

Ojciec Kanonik pisze...

Adrian, porównujesz coś, co u nas na kulturce we Wro nazywane było "pożytkami" (czyli narzędzia i ewolucja technologiczna) z przedmiotami znajdującymi się w sferze kultury / hobby. No chyba, że kolekcjonujesz kolejne nośniki danych lub kolejne modele stolików pod kawę z Ikea. Przecież to dwie różne rzeczy.

Borejko pisze...

OK bastuje.
Chodziło mi o porównanie rynku OGL z rynkiem hardware (uwolnionych PCtów i kazdy Chińczyk trzepie swoją kartę graf.).

Luc du Lac pisze...

JfO - a jakże pamiętam :)i na logikę dziwić się nie ma czemu, bo zwykły ludź widział grupkę jakiś "subkulturowych" z białą bronią w rękach:)... dyrektorkę też wezwali :) - a nas to nauczyło że trzeba policję o takim fakcie (jak konwent) informować :)

co mi przypomina o dzielnicowym który przyszedł z wizytacją, i wsiąkł na pół dnia na szedarce :)

ps. a kojarzysz historię: Muczachan + gra w mafię + tajniacy ?:)

Ojciec Kanonik pisze...

LOL, to z ganami na dansingu w Liverpool czy Imperium (nie pamiętam w którym)? Miał farta, że go nie udupili na dłużej :D

Luc du Lac pisze...

:)