21 sierpnia 2009

Theatrum Mundi #6

Ok, dotarłem do końca cyklu i zakończę go materiałem najcięższym: chrześcijańską krytyką RPG. Don Lyons, który (jak wspominałem dawał głos obu stronom konfliktu) powraca w artykule dającym pole wypowiedzi krytykom i dokumentuje wydarzenia z 83 roku jakie miały miejsce w Nanaimo. Z punktu widzenia archeologicznego, nie ma tutaj nic ciekawego. Ew. wartość przy rekonstrukcji stanowi sposób argumentacji ruchów religijnych, ale jest on tak oczywisty i niezmienny, że równie dobrze można poczytać coś współczesnego, a tyczącego się Harry Pottera czy krytyki ruchu New Age. Tu artykuł z The Times:





1) Warto zauważyć, że liczba aktywistów osiągnęła "zawrotną" liczbę ~40 osób (w 80 tysięcznym miasteczku). Petycję do rady miejskiej o wycofanie sponsoringu sesji i popularyzowania RPG podpisało ok. 700 osób. Głównie Ewangelicy i fundamentaliści chrześcijańscy (jeszcze jakieś argumenty, że protestanci od katolików różnią się m. in. otwartością i zdrowym podejściem do zmian cywilizacyjnych?). Przeciwnicy wpisali samych siebie w ruch Born Again Christians, powstały w połowie lat 70-tych i zdobywający w 80-tych największą popularność. Dziś należą do nich m. in. (uwaga): Alice Cooper, Nicko McBrain i Dave Mustaine. Oto garść listów przeciwników:


2) Lyons cytuje także znacznie bardziej obiektywną i racjonalną opinię z periodyku Psychology Today (znaną z poprzednich notek Theatrum Mundi) i zauważa coś, co jest właściwie sednem całego zjawiska:

At the heart of the controversy is a basic conflict in belief systems which goes to the root of people's lives.

I tutaj mała ciekawostka z tym związana. Wyodrębniła się trzecia grupa, znacznie bardziej zdystansowana do jednej i drugiej strony, wiążąca całe zamieszanie z szerszą problematyką: polityczno - światopoglądową. Szkoda, że dzisiaj, jeśli w ogóle toczą się jakiekolwiek dyskusje na ten temat, grupa ta właściwie nie istnieje. I tu teza: w którymś momencie, prawdopodobnie w latach 90's, RPG wyleciało ze sfery społeczno-obyczajowej, w jakiej znalazło się w dobie pierwszego boomu i stało się na powrót nic nie znaczącą, rozrywkową niszą w pop-kulturze, z tradycyjnymi fanami i tradycyjnymi przeciwnikami i z niczym ogólniejszym pośrodku. Tutaj co ciekawsze opinie rozpolitykowanej "III Kolumny":


I na sam koniec, dość świeża recenzja (właśnie kogoś z boku, ani fana, ani anty-fana) popularnej w pierwszej połowie lat 90-tych w Polsce książki (kilka wydań) ks. Jeffreya Steffona, Satanizm jako ucieczka w absurd. Książka ta, to jedyna w języku polskim, pełniejsza reminescencja Witchhuntingu lat 80-tych (wiele z tez i obserwacji egzorcysty zaczerpniętych zostało z programu B.A.D.D. oraz "A Christian Response...").

10 komentarzy:

smartfox pisze...

Ale tu się nic nie zmienia. To ciągle ten sam, absurdalny sposób argumentacji połączony z kompletną nieznajomoscią zjawiska. Podobnie jak w artykule tej babeczki z którego z polskich katoczasopism: "Popatrzcie, oni mają tabelę trafień krytycznych, więc chcą ludziom wywlekać flaki". Czytam te artykuły, za każdym razem widzę to samo, te same argumenty, ten sam brak gotowości do dyskusji i wreszcie to samo przeświadczenie o tym, że ma się absolutną rację a nikt inny jej nie ma (pod tym względem niczym nie różnią się od marksistów-leninistów i psychoanalityków).

Przypomina to sposobem funkcjonowania program TV Pospieszalskiego, tytułu nie pomnę. Przeciwników ustalonej i jedynej słusznej opcji, zachowania czy poglądu zapraszano nie po to, by rzeczowo rozmawiać, a by pokazać, że nawet publiczność go na wizji obsobacza, bo jest wcielonym złem.

Ojciec Kanonik pisze...

No to wiadomo - tą argumentację, chociaż każdemu znaną, przytoczyłem, by pokazać jak Lyons i S-ka bardzo fajnie (po kanadyjski właśnie, jak pisałeś, bez paranoi) przedstawiali problem, jakie listy dopuszczali na łamy (w sumie każdy normalny, bez względu na stanowisko). Mnie jednak nadal ciekawi dlaczego dzisiaj brakuje tego "oka zewnętrznego". Dlaczego ludzie z zewnątrz, spoza konfliktu / fundomu / so-called ludologów / krytykujących RPG wyznań, nie piszą czy wypowiadają się za wiele o tych grach. RPG od 2 dekad jest w niszy, kojarzy się potocznie z grami komputerowymi i MMO, na Zachodzie z "czasami szkolnymi" i brak jest tej III kolumny. A szkoda.

smartfox pisze...

A dlaczego mieliby się wypowiadać? Przede wszystkim musieliby najpierw wiedzieć, o czym mówią. Choć z innej strony politycy zwykle nie wiedzą, o czym prawią :)

Ojciec Kanonik pisze...

A po to, że takie administracyjne inicjatywy były opłacane także z ich podatków. I, rzecz jasna, żyją w tym samym mieście, co dany ruch wyznaniowy / klub RPG, a obywatel ma prawo komentować co mu się podoba w jego otoczeniu. Oui? Poza tym, "nie wiedzą o czym mówią" nie znaczy, że nie mogliby się zapoznać, RPG było prawie w każdej księgarni / quickstopie - tyle, że to nie lata 80-te, niestety.

smartfox pisze...

Pardon, z kontekstu zrozumiałem, że mowa jest o Polsce współcześnie. U nas takie inicjatywy nie dostaną wsparcia pieniędzy publicznych, a jeśli już to sporadycznie.

Borejko pisze...

Uff. Na szczęście. Bo obawiałem się że bedzie dalej o białostoczyżnie i kieleckim "tałojta" i wpływie scyzoryków na rpg.

Ojciec Kanonik pisze...

A nie lwowskie "ta joj ta"? :D

Borejko pisze...

No coś w stylu Szczepcia i Tońcia prekursorów hipchłopu in da PL. Resztę ocenzurowałem.

Luc du Lac pisze...

pospieszalski - "warto rozmawiać", ale nie warto oglądać

btw. tak sobie myślę że u nas jedynie o.dyrektor byłby w stanie rozpalić żagiew nienawiści do rpg wśród dziadków

Borejko pisze...

@Luc...albo ulubiony vortal.