18 września 2009

Anaboria: płeć i początki


Rozmawiając niejednokrotnie z Albino o aspektach RPG w rodzaju "grupa", "drużyna", "seksistki z toporami" w odniesieniu do Anaborii, doszedłem do wniosku, że te klasyczne schematy, a także równouprawnienie płciowe, są zbytnim nagięciem realiów świata opartego na realnie istniejących modelach plemiennych. Jako że i u mnie i u niego gra sporo przedstawicielek płci pięknej, potrzeba było powymyślać parę rzeczy, by nie uciekać się do idiotycznego: "- Stworzyłam szamankę, Słoneczną Panterę. - Ok, to jest Twoja ekipa, idziecie szukać questa". Wiele z kast szamanów dopuszcza w swe szeregi zarówno kobiety jak i mężczyzn. Tu problemu nie ma. Natomiast ciężko jest sobie wyobrazić naparzającą maczugą Melanezyjkę czy Indiankę. Dodatkowo sprawę komplikuje męska nieznajomość ciała kobiety, cyklów, różnic w postrzeganiu świata, etc. Wystarczy poczytać jakże genialną i przez niektórych uznawaną za ponadczasową Biblię - old schoolowa gynofobia wylewa się Niagarą w niektórych miejscach. To samo w rojeniach Hitlera, de Torquemady, czy, jeszcze do niedawna, w różnych środowiskach akademickich i konserwatywnych. Jako że Anaboria przetwarza te pierwotne wątki w relacjach płciowych i na nich bazuje, mizoginizm przejawia się chociażby w rytualnym oczyszczaniu ciała menstruującej kobiety szczyptą soli, a same kobiety spełniają w plemieniu tradycyjne (i nudne, nie AD&D-owe) role. Po drugiej stronie "barykady" Amazonki prezentują stary model społeczności oparty o kult matriarchalny. Tu seksizm jest w swej najradykalniejszej postaci - uniemożliwia istnienie jakiegokolwiek autochtonicznego społeczeństwa na Tęczowej Wyspie i opiera się na zwykłej kradzieży dzieci w celach przedłużania istnienia społeczności.



W tym celu wprowadziliśmy grupę Amada, w której są także kobiety. Anaborejskie potomkinie Druidów z terenów dzisiejszej Anglii takoż są liczne. Rzecz jasna, można standardowo przymknąć oko i stworzyć jedną, dwie postacie "ciężkozbrojnych" barbarzynek w rodzaju Brute czy Ravager. Byle byłoby to rzadkim zjawiskiem. Wykluczenie jednej płci, to dość istotna kwestia w wielu systemach, zwłaszcza tych historyzujących (ale nie tylko). Pendragon, CoC 1890., CoC: Dark Ages, Ravenloft: TMoRD, Macho Women With Guns, Dzikie Pola, BRP Rome, GURPS: Vikings, AD&D: A Mighty Fortress, etc. - zwykle ucieka się do naginania realiów ze stratą dla spójności świata. Uważam, że te systemy są zwyczajnie niegrywalne by the book czy też "historyzująco" jeśli grupa jest mieszana. Wracając do Anaborii, osobiście - jeśli grupa jest różnorodna, gracze stworzyli postacie z różnych ludzkich ras / plemion / regionów lub któraś z graczek zażyczyła sobie grać Amazonką - poradziłem sobie z tym tak:

Na wielu Wyspach znajdują się Świątynie Pierzastego Węża. Są to monumentalne bryły równo ociosanych kamieni o płaskim dachu, na którym znajduje się jedyne wejście do środka. Na dach prowadzą kamienne schody. Anaborejczycy kojarzą je z Carniborią, ale ich budowniczowie i cel tych budowli pozostaje nieznany. Nazwa wzięła się od dziwnych płaskorzeźb niewystępujących w naturze skrzydlatych węży na zewnętrznych ścianach. Raz na pokolenie składa się tam ofiary z najprzedniejszej, młodej krwi - członków plemienia, niewolników, jeńców wojennych i Amazonek. Ma to zapobiec przebudzeniu się Mogoj - rasy Pierzastych Węży [prawdopodobnie Quatlów] uśpionych w lodowych głębiach Carniborii. Każda z poświęcanych osób dostaje kościany lub onyksowy nożyk, pochodnię i krzesiwo, pakunek z jedzeniem i naczynie z wodą. Po wyekwipowaniu, zostają opuszczeni do wnętrza Świątyni.


Tu właśnie pojawiają się PCs - jako potencjalne ofiary. Najlepiej jest stworzyć wtedy postacie 0-levelowe i obserwować kto ku jakiej profesji ma skłonności lub świadomie dąży (tu przydadzą się zasady dla takich postaci - są w różnych podręcznikach do AD&D). Odpada też problem Amazonek i wielorasowości - co najwyżej będą się żreć i tłuc z córami Pentesilei - ale DM powinien ukazać samo ofiarowanie i Świątynię jako swoisty rytuał przejścia PCs w "inny świat", gdzie tylko wspólne działanie zwiększa szansę na przeżycie i, być może, znalezienie drogi na zewnątrz. Im więcej rzeczy wzmacniających przyjaźń, zaufanie i tolerancję postacie doświadczą, tym lepiej na później. Co po drugiej stronie? Któryś z settingów TSRu, XVII wieczna Hyperboria lub inny historyczny setting, plany, baśniowe neverlandy, inne planety, wnętrze ziemi - whatever.


Ilustracja: F. Frazetta

9 komentarzy:

smartfox pisze...

Świetny rzut oka na klasyczny problem obecności w pewnych światach postaci kobiecych wśród graczy. Chociażby Pendragon, który próbował z problemu jakoś wybrnąć (celtyckie wojowniczki).

W Dark Ages IMO, nie jest aż tak źle. Wszak i gospodyni domowa z pogranicza którejś z marchii może mieć pecha i wdepnąć z Mi-Go. U mnie przyjaciółka grała słowiańską przepatrywaczką.

Ojciec Kanonik pisze...

Masz racje co do CoC ( a tym samym BRP), w zasadzie tam nie gra się grupami awanturników, bo role (zawody) są przecież bardzo różne i większość może uczestniczyć w wydarzeniach "przygodowych" przez przypadek, wbrew własnej woli - i nie ma tak jasnego podziału na "awanturników" i resztę. Przy czym: jeśli dwie osoby stworzą sobie np. rycerzy / centurionów, koncepcja pada - wychodzi problem różnic klasowych i wątpię by dało się poprowadzić wiarygodnie 10+ sesji (nie adventures path) w takim składzie.

Reszta systemów cierpi, niestety, na niespójności z postu. Nie wiem czy próbowałeś grac facetem w Macho Women With Guns? ;D

Te wszystkie społeczne i płciowe różnice nieźle rozwiązuje historyzująca Ars Magica (Grogs / Companions), ale w wymienionych przeze mnie problem pozostaje - no, w Anaborii już raczej nie. ;)

smartfox pisze...

Anaboria ma tę zaletę, że przedstawia społeczności plemienne, które wydaje się, że był dużo mniej hierarchiczne niż np. świat feudalny czy kastowy (średniowiecze, starożytność).

Wtedy fakt, dwu rycerzy w Dark Ages i problem z wrzuceniem babeczki jest (można w sumie kombinować z wprowadzaniem arystokratki, księżniczki, przeoryszy etc., ale i tak wyjdzie pewnie kaszana, bo ile przygód może takowa szwendać się po świecie?)

Macho Women With Guns nie znam kompletnie, kiedyś tylko o systemie czytałem.

Ale w zasadzie trudno się nie zgodzić. Najgorzej (w systemach, w które grałem) jest w Pendragonie. System stara się być zgodny z realiami społecznymi ukazanymi w legendach arturiańskich.

Ojciec Kanonik pisze...

Ano własnie - rozumiem jednostrzałówkę, jakąś dłuższą adventure path, ale co potem? Nie ma szans na wiele sesji z pojedynczymi "opowieściami". Za każdym razem składanie takiej ekipy wygląda coraz bardziej groteskowo. :) Gdybym prowadził Anaborię w OD&D (wiesz, bez scenariuszy, etc.) wątpię by udało się nakłonić w wiarygodny sposób Amazonkę, kobietę z Mrozostóp i dwóch kolesi z M'Głowy do wspólnego sandboxowania czy kierowania się motywacjami i konceptami ich postaci. Na pytanie "co chcecie robić?" byłoby: "to ja napierdalam Amazonkę" - albo: "Uprowadzam kobietę Górali do swojego haremu". :D Fajne, na dłuższą metę niegrywalne.

W Dzikich Polach było podobnie w tej materii - system stricte dla męskich nerdów (jeszcze z pojemnymi łbami i sympatią do tego średniego okresu historycznego). :)

smartfox pisze...

Średniego? Oj, wywołasz burzę :).

A co do konstruowania ekipy, to akurat problem niemal wszędzie. Nawet w cyberpunk. Co na dłuższą metę może łączyć corpa i jakiegoś lumpa z przestarzałą giwerą?

Samo ZC też w zasadzie na logikę nie nadaje się na kilka/kilkanaście przygód/sesji oderwanych od siebie. Już kiedyś to zauważyliśmy. U HPL koleś wariował po jednym spotkaniu z ghoulami lub Kozą :). A w ZC grasz detektywem/bibliotekarzem/czuj-wie-czym przez kilkanaście sesji. Spotykasz trzech przedwiecznych, ośmiu Bogów Zewnętrznych, czternaście Istot z Mitów i po wszystkim wracasz do domu, piszesz pamiętniki, by kolejny raz znów napitalać się z kolejnym bogiem/przedwiecznym. Groteska.

Albino prowadzi Anaborię bez scenariuszy, prawda? Ale postacie ma z jednej wiochy. W sumie to chyba jedyne rozwiązanie.

smartfox pisze...

Tak swoją drogą to tępa dzida ze mnie :). To Satha na ilustracji, tak? Świeeeeetny motyw:). Kurde, coś takiego chciałbym graczom wykręcić

Ojciec Kanonik pisze...

Średniego, bo ja Piastowczyk (do Kazika Wlk. - wyłączywszy). ;)

Przykład z ZC: ehehehe. A wyobraź sobie Murzyna, Irlandczyka albo Polaka nabijających Mity w ekipie Anglosasów. :D Rasizm, polakożerstwo i wgl.

Cyberpunk: nie prowadziłem, ale grałem w wiele sesji u kilku mistrzów (MG w Cyberpunku nazywa się Wyszukiwarka ;) ) i raczej problemów nie było z płcią i rasami. Fakt, gorzej ze statusem społecznym.

Ilustracja: Ee, raczej Conan i awatara Seta? ;)

smartfox pisze...

Hmmm mi się kojarzy ze sceną ze Szkarłatnej Cytadeli, kiedy Conan jest przykuty do ściany i Satha (chyba nie porypałem imienia) nadciąga, niemożebnie wielki i skurwysyńsko zły :).

Rasy, kolor skóry w CP to koloryt sesji, wręcz fajnie było, gdy w ekipie był mix narodowości, ale tak jak piszesz, tu chodziło mi o pozycję w piramidzie społecznej.

Wyszkiwarka, dobre :).

Ojciec Kanonik pisze...

Szkarłatną czytałem wieki temu, być może. Frazetta zilustrował wszystkie ikoniczne sceny z opowiadań Howarda (Córka Ymira, Dom Łotrów, etc.)