25 listopada 2009

Retroscripting

Niedawno odrobiłem zaległości w oglądaniu filmów z mojej ulubionej półki - tych kręconych "z ręki" w formie paradokumentu. Wiele lat temu obejrzałem kontrowersyjny Cannibal Holocaust (gore'owy pionier wszystkich "Blair Witchów" i "RECów") i od tamtej pory kolekcjonuję wszystkie tego typu obrazy. Paranormal Activity. Wiedziony ciekawością kulis powstania filmu trafiłem na info, że kręcony był w oparciu o retroscripting - podobnie jak Blair Witch Project czy Rejs. wgniotło mnie w krzesło.


Generalnie chodzi o to, że nie ma rozpiski z dialogami, jest bardzo ogólny zarys chronologii scen / lokacji (a i nawet to nie) i wszystko podlega improwizacji. Dokładnie jak w RPGowym sandboxie, tylko w starych grach jest to posunięte jeszcze dalej. Ad retroscripting w filmie. Aktorzy muszą być cholernie elastyczni i o niemałych umiejętnościach w konstruowaniu ad hoc postaci i ich kwestii. Po drugiej stronie kamery, Mózg Operacji musi stworzyć wiarygodne tło będące ramami o wysokim stopniu ogólności. Takie, by nie miało się wrażenia, że istniał wcześniej jakiś liniowy skrypt. Trochę legend, plotek, NPCs i aktorzy zostają wrzuceni w piaskownicę. PA ma bodaj trzy wersje, Rejs to freestyle'owa wirtuozeria powiązania i wykorzystania naturalności postaci. Cannibal Holocaust to improwizowana opowieść o ekspedycji w Dzicz. I, jak twierdzą spece z Paramount, bardzo rzadko trafia się obraz o zadowalających widzów efektach, ale jeśli już się taki trafi, staje się przełomem wytyczającym nowe drogi i sposoby myślenia o filmie - zrywa z kliszowością, formalnymi archetypami i nudą formy scenariusza. To, rzecz jasna, tyczy się improwizacji w każdej dziedzinie i sposobie twórczości. O spisaniu scenariusza można mówić dopiero ex post facto, po zobaczeniu całości.

Stąd też nie dziwi fakt, że w zasadzie nie da się przedstawić sandboxa czy megadungeon w formie pre-skryptu. Tutaj problem nie dotyczy tylko braku filmowych dialogów, ale i storylinii. Można co najwyżej opisać kilka lokacji, zakreślić ogólny charakter / konwencję rozgrywki, wytłumaczyć nieuczestniczącej w kampanii osobie o co chodzi w tych starych modelach grania, z jakich narzędzi się korzysta - i w zasadzie nic więcej. Cała najistotniejsza reszta powstaje w locie - czyli: "poznanie przez granie". Żaden z uczestników sesji  - włącznie z Sędzią - nie wie, co dokładnie się wydarzy i jaka będzie końcowa historia, ile będzie punktów kulminacyjnych (lub czy będą jakieś w ogóle), czy stanie się coś istotnego dla świata / postaci, gdzie znajdzie się ekipa po 2h grania lub czy nie zginą poprzez dokonanie złego wyboru w pierwszej godzinie sesji. Przykładowo: wyruszą nieprzygotowani w teren, trafią w jakieś koszmarnie ciężkie do przetrwania miejsce, popełnią błąd i nie salwują się ucieczką, etc.


Wszystko zależy od umiejętności, aktywności i kreatywności graczy (idziemy, gdzie chcemy - wszak to RPG, a nie paragrafówka), a nie ich postaci i rzutu na abstrakcyjną cyferkę przy cesze "Pomysłowość". Innymi słowy: nie ma się wrażenia, że Sędzia ma jakiś śmieszny twór z paragrafami pełnymi grafomańskich opisów, chronologią wydarzeń, scenami i pilnuje, by gracze (nie daj Odynie) nie wyszli poza śliczne, rozpisane z pietyzmem na X stron, ramki i ploty.

Kto jeszcze nie widział Paranormal Activity - serdecznie polecam. Jeśli zaś ktoś chciałby bliżej poznać ten rodzaj kina, poniżej lista filmów wykorzystujących metodę kręcenia "z ręki" (found footage). Jeszcze niżej wymieniłem filmy oparte na retroscriptingu (bo nie zawsze paradokumenty opierają się na tej technice).


Blair Witch Project
Cannibal Holocaust
Cloverfield
Diary of the Dead
Last Broadcast
Paranormal Activity
Poughkeepsie Tapes
Quarantine
REC
REC 2
Zombie Diaries



---


10 Items or Less
Aqua Teen Hunger Force
Curb Your Enthusiasm
Dr. Katz
Family Guy
Home Movies
Outsider's Inn
Professional Therapist
Rejs
Reno 911!
Spadkobiercy
Summer Heights High
Trailer Park Boys

10 komentarzy:

Paladyn pisze...

Ściągnąłem kiedyś Cannibal Holocaust. obejrzałem na podglądzie, żeby sprawdzić kopię. To co zobaczyłem, zobrzydziło mnie i przeraziło. wywaliłem plik z dysku.

Ojciec Kanonik pisze...

Ano, film mocno zryty - szczególnie, że giną prawdziwe zwierzęta. Obraz był tak sugestywny, że reżyser miał przecież proces o zamordowanie swoich aktorów. ;)

Oglądałem raz, dawno temu i nie zamierzam drugi. Mimo to, film prekursorski i, abstrahując od gore i tego konkretnego filmu, technika surowego realizmu "z ręki" nadal mi się podoba.

Omlet pisze...

Wygląda na to że zbyt poryte dla mnie... Ale pewnie gdyby nie te ginące zwierzęta to bym obejrzał, lub przynajmniej spróbował.

Seji pisze...

Serio Paranormal A. Cie wgniotlo? BO ja nie widzialem tam nic, czym sie tak zachwycala krytyka, poza fajnym filmem za ekstremalnie male pieniadze. Rec byl o wiele lepszy i straszniejszy. Nawet pierwszy Blair Witch rowniez postawilbym wyzej.

Ojciec Kanonik pisze...

PA jest innym filmem od REC czy BWP. REC to jednak film akcji, BWP to etiuda ze szczegółowym backgroundem. PA bazuje na innego rodzaju strachu, więc i środki straszenia są inne. Koniec końców jest równie nowatorski co i BWP, REC czy Last Broadcast. Wydaje mi się, że ta technika jest jednak zbyt rzadko stosowana (retroscripting też), bo by było więcej oryginalnych rzeczy w fantastycznej filmografii, a nie gówna w rodzaju 2012, Zmierzch etc. :)

Omlet - wysłałem maila, nie wiem czy doszedł.

Omlet pisze...

Doszedł, wysłałem.
Mi się Cloverfield całkiem podobał, ale podejrzewam że gdyby był klasycznie nakręconym filmem, to nie nadawałby się nawet do podtarcia dupy :D

Ojciec Kanonik pisze...

No właśnie. Bez techniki "found footage" byłby to kolejny monster movie, ładny i lipny zapewne.

Krzysztof Baranowski pisze...

Reżyser Cannibal Holocaust stanął nawet przed sądem.
Przed wypuszczeniem filmu wysłał aktorów na długie wakacje. Podejrzewano, że urządził swoim aktorom prawdziwy horror. Ponoć w sądzie mógł szybko się wybronić ale nie chciał zdradzać swoich sekretów (głównie chodziło o scenę nabitej kobiety na pal).

smartfox pisze...

Jakoś samo kręcenie z ręki nie podnosi moich doznań, nie sprawia, że czuję się nie jako "wewnątrz" opowieści. BWP nie poruszył mnie kompletnie. Cannibal Holocaust obrzydził (z jego powodu nie zdecydowałem się oglądać innych włoskich slasherów). Dla mnie równie popierdolone (sorry, ale popieprzone to za lekkie określenie), co seria "Guinea Pig" czy film o jednostce 731 (nie pamiętam tytułu).

Natomiast Cloverfield miło się oglądało, ale dokładnie, bez zabawy z kamerą byłoby to kolejne oglądadło.

Ojciec Kanonik pisze...

Facet od Cannibal po prostu ukrywał aktorów, by nakręcić hype na film, co mu się udało, ale fakt - mało co do pierdla nie poszedł. Film miał bana w kilku krajach ze względu na przemoc w stosunku do zwierząt - prawdziwych.

Smart - zgadzam się. Cannibal nie jest dla mnie filmem dobrym czy wartym obejrzenia, ale obiektywnie rzecz biorąc jest pionierski i na pewno kultowy. Ale wolę Mastroianniego. ;)