12 grudnia 2009

Flashback #2: Welcome to the Jungle

Omlet na swoim blogu przypomniał mój stary wpis sprzed ponad roku. Jeszcze z czasów, gdy warhammerowcy pykali sobie beztrosko w drugą edycję, nieświadomi nadciągającej "wojny" - którejśtam z szeregu podobnych w historii RPG. Wtedy byłem ciekaw jak będzie wyglądać nad Wisłą stareńka jak hobby, anglosaska "Wojna Edycji"  i nie zawiodłem się - równie idiotycznie jak za Oceanem. ;) Przypomniał mi się czas, gdy fani AD&D ciskali na potęgę chujami w nazistowskie T$R Lorraine Williams, a po roku - dwóch od wydania 3E, na WotC. Dotarło to i do nas. Zamiast pocisków poleciały jakieś "śmiechowe" listy i pitolenie o śmierci WFRP jako RPG. Dodatkowo, na marginesie zjawiska "komercjalizacji" retrogamingu, w świetle tego, że OSR (którego nie jestem zwolennikiem) zawodzi, bo staje się maszynką do wyciągania kasy za byle bzdet na 5 stron, za odgrzewane kotlety, które nie mają nic wspólnego z pierwotnym kotlet de la kotlet lub za pseudo-retroklony (Swords & Wizardry) - gubi się gdzieś pierwotna idea, tożsama dla klubów lat 70-tych: wolnego i "antykroporacyjnego" create & share.Inc., a Gygax nie pływał z "Fioną" po koce w hollywoodzkiej yakuzzi. No, ale do rzeczy - repościk: Wiecie, jeszcze przed czasami, gdy pojawiły się dziwne skróty przy nazwach firm, w rodzaju


***
Wyobraźcie sobie Waszego ulubionego Warhammera, który doczekał się kolejnej edycji – jeszcze bardziej kolorowej, świat jest jeszcze bardziej wykastrowany niż w 2e (mówię o podstawce), a autorzy, to zupełnie ktoś inny niż pierwotni. Mało tego – robi się z FRP zwykłe MMO, tyle, że bez prądu.

Nagle fani, którzy grali w ten system od połowy lat 80-tych postanawiają reaktywować (w ramach jakiegoś koszmaru w rodzaju OGL) „old schoolowego” Młotka. Wydają klona, przykładowo pt. Battlehammer Fantasy Roleplaying - kolorowa okładka, wewnątrz szaro-buro z szaro-białymi tabelkami profesji, etc. Oczywiście – PDF za free. Przewidująco wrzucili trochę zasad z 2e i najnowszej – tak pro forma. Robi się system dla wszystkich i dla nikogo - dla starych i młodych, dla "n00bów i pr0", dla fanów retroklonów i dla nu-schoolowców. Podstawka jest bardzo atrakcyjna – przypomina dawne czasy. Nostalgia, itepe. Została jednak tak okrojona, żeby dać tylko zajawkę tego, że autorzy czują ten old feel Młotka. Reszta, równie rzetelna i bardzo old schoolowa w płatnych dodatkach. Wiadomo – dobry marketing, to podstawa. Mimo powyższych nadal mamy wrażenie, że to tylko namiastka podręcznika Games Workshop, że to tylko jego dubler, a w środku jest stuff, który niewiele ma wspólnego ze starą wersją.

Tego typu zjawiska z pewnością „dotkną” i Warhammera FRP. Za 5 – 10 lat [hehe, się przeliczyłem deczko], kiedy ponownie zniknie jego gwiazda na Zachodzie. Teoretycznie już się tak powoli dzieje i można mówić o "powrotach" - np. dodatek do WFRP 1e, pt. Cathay. Jeśli będzie to robione z prawdziwą pasją hobbystyczną – to jestem za, jak w przypadku nielicznych klonów czy dodatków do oryginalnego D&D (np. Carcosa czy Solistice). Jeśli będzie jak powyżej, i jak to ma miejsce z 90% retro-klonów, to lepiej jednak wrócić do starego podręcznika i nie dać się zwariować najbardziej idiotycznej i marksistowskiej idei, jaka panuje wśród poniektórych fanów RPG: „nowe jest lepsze – ewolucja”.


Go Retro, Guys!

***
I jeszcze na koniec. Nie jestem fanem żadnej z edycji WFRP, notkę pisałem z dystansu, przenosząc doświadczenia wynikające z obserwacji podobnych sytuacji w przeszłości RPG. Trójka mi się podoba, gdyż (podobnie jak Dragon Age) wraca do tradycji Boxów w RPG, ale od strony merytorycznej kompletnie mi wisi - podobnie jak poprzednie i następne.

15 komentarzy:

Borejko pisze...

Mamrotasz i bałamucisz maluczkich na swoją modłę(heh). Dodatki do WFRP zawsze robili fani, a te lepsze w czasach 2 edycji zwłaszcza tylko oni. Przy czym podobnie jak Ty nie jestem zwolennikiem ed 1 ed 2 ed 3 ani ed 2.5. Lubię ten swiat.
Go Altdorf! Boyz!

Ojciec Kanonik pisze...

Mała lokalna ściema - i tak będzie jak zwykle: popłaczą, ponarzekają zaczną grac przez kilka lat i później znowu zaczną pisać "List Zamknięty" jak wyjdzie 4 Edycja WH. Nie wierzę w polską "historyczność" RPG - nawet porządnej "Edition War" nie zrobili. ;)

Omlet pisze...

(...) bo staje się maszynką do wyciągania kasy za byle bzdet na 5 stron.
Kurde, właśnie pogrzebałem na RPGNow i faktycznie, wiele produktów (nie tylko zahaczających o OSR - w zasadzie panuje to wśród wszystkich kategorii) liczy po kilka, kilkanaście stron. Niektóre wydają się być niezłe, ale za powielanie schematów (bo na to większość niestety wygląda) płacić nie będę ;)

Borejko pisze...

Ja to jak widzę właśnie te k10+5 str. dodatki na RPGNow to przepona rusza mi się jak przy przeglądaniu Kraju Rad eRpegowych.

Jetmaniac pisze...

Faktycznie - ceny za dodatki do retroklonów są, delikatnie mówiąc, zbójeckie. Szkoda, że ze szczytnej idei znowu robi się darcie kasy. Tym nie mniej, póki co, podstawki są za free, a na dobrą sprawę to jest wszystko czego potrzeba do grania.

Mnie w ruchu retro wkurza jedno: ciągłe masturbowanie się rokiem 1974. Ja rozumiem, że chce się być jak najbliżej korzeni itd., ale robienie wszystkiego żeby emulować pierwsze podręczniki tak w treści jak i w formie jest dla mnie śmieszne. Np. grafiki: sorry, można mieć sentyment do grafik z 3LBB, ale bez jaj. Wypuszczanie kolejnych podręczników z rysunkami stylizowanymi na tamte "dzieła" to już przesada moim zdaniem. Powiem wprost, uważam, że są po prostu prymitywne (być może nie do końca łapię idee czy coś, więc proszę o wyrozumiałość). Ale z drugiej strony: jestem tendencyjny. Dla mnie wszystko mogłoby być ilustrowane przez Jarka Musiała.

Z kolei największym atutem tak starych edycji, jak i, siłą rzeczy, współczesnych retroklonów jest... mechanika. A właściwie jej szczątkowość i elastyczność. Ten element jest moim zdaniem niewystarczająco eksponowany. Po przeczytaniu Finchowskiego "Quick Primer..." byłem w szoku, bo nagle uświadomiłem sobie, że moje pierwsze w życiu sesje, kiedy nie miałem żadnego systemu, a całą wiedzę opierałem na artykułach z MiMa, to był typowy oldschool: improwizacja i swoboda działania postaci (praktycznie sandbox w czystej postaci). I teraz po latach właśnie do tego wracam, bo nie mam ani czasu, ani chęci uczyć się nowych mechanik (a stare już dawno pozapominałem), zaś gotowe światy męczą mnie brakiem elastyczności (są tak zapchane, że ciężko dodać coś od siebie).

Ciekawi mnie jedna rzecz: jak zareagowałaby polska scena RPG gdyby pojawiło się tłumaczenie np. S&W White Box. Obawiam się, że znalazłby się ze 3 osoby, które by to doceniły. Kolejne 10 rajcowałoby się zapewne, że to "jakieś nowe indie wyszło", a cała reszta nie wiedziałaby w ogóle o co chodzi...

Key-Ghawr pisze...

Zgadzam się. Komercjalizacja ruchu "retro" pozostawia uczucie niesmaku. Po kiego wyciągąć po kilka zielonych za produkt, którego i tak pewnie zbyt wielu ludzi nie kupi.
Wspomniana przez Jetmaniaca fetyszyzacja roku 1974 rodzi pytania o sensowność tworzenia aż tylu rozmaitych wersji retro gier, a także ich formę. W tym całym zalewie produktów jedyne prawdziwe klony to OSRIC i LL (tu zgadzam się z Danem Proctorem). Reszta to mniej lub bardziej udane wariacje na temat oryginałów. W tym miejscu stanowczo (i poraz kolejny) nie zgodzę się z krytyką S&W autorstwa O.K. (S&W nie traktuję jako klonu 3LBB sensu stricte). O ile zdobycie przeze mnie originału B/X spowodowało posłanie LL do lamusa, o tyle S&W traktuję jako udaną współczesną grę w starym stylu.
Pomysł przetłuczenia na polski którejś z retro gier nie jest zły. Warto to zrobić chociażby dla propagowania samej idei retrogamingu. Pytanie tylko, którą grę wybrać?

Ojciec Kanonik pisze...

@Jetmaniac
Wiesz, rysownicy z prawdziwego zdarzenia pojawili się trochę później, a to, co jest w 3LBB, to rysunki D. Arnesona lub kopie kadrów komiksowych (głównie Marvela, a to samo w sobie jest dla mnie fascynujące w odgrzebywaniu). Natomiast na uwagę zasługują dobre, całostronicowe 3 obrazki w estetyce psychodeli hippisowskiej.

1974. Dla mnie fetysz, a im dalej w hippisowo, tym większa podnieta. ;) Należę do mniejszości, którą fascynują tylko Trzy Małe Brązowe. Zauważ, że większość OSR wraca "wprost" zazwyczaj do Classica / AD&D, a zaledwie "intuicyjnie" do 3LBB.

"Oko" - mam podobne doświadczenia, wczesniej podobnie było z "Fantasolo ale nie solo" + Dungeon! TSR-u. No a co do recepcji wydania S&W PL. Wiesz, jak się tutaj e-ziomale pytają "a co to Pathfinder?", to ja pas. ;)

@Key-Ghawr
Ej, przecież napisałem, że S&W to pseudo-retro "White Box", z którym ma niewiele wspólnego. ;) Zresztą mam starą reckę S&W i nie zostawiłem na tej grze suchej nitki - 4/10 postawiłem.

Co do dobrych retroklonów - poszukaj GORE, naprawdę udany remake okrojonego BRP. :) Nie najgorszy w klonowaniu jest też Original Edition Delta (ale tu znów - kasa, kasa, kasa - jeśli idzie o dodatki).

A sumując - dla mnie, jeśli ktoś już coś tworzy w classic gamingu, to niech to robi w stylu Carcosy, starego Stonehell, Megadungeon Maliszewskiego, One Page Dungeon Contest (wypasiona antologia, z której można wycinać masę ciekawych pomysłów na Underworld) lub Fight On!. Naprawdę inspirujący stuff - i za coś takiego mogę zapłacić (chociaż, jeśli kolesie robią to w stylu 10€ za 20 stron, to nadal odchodzenie od pierwotnych idei).

Ojciec Kanonik pisze...

P. S.

A "lewe" retroklony/symulakry, jak AD&D 3E, Gray Box oraz Unearthed Arcana, biją wszystko na głowę. ;)

Key-Ghawr pisze...

Cytat z blogu Thomasa Denmarka (tak a propos graczy pragnących nowości). Dyskusyjne, ale coś jest na rzeczy.

"We could just play an older edition of D&D, but there is something vital about a game that is alive with supplements continuing to come out.

And this is why I feel unsettled. I want to play D&D, but I feel like D&D only exists in the imaginations of the fans and in dusty old out-of-print books".

http://originaleditionfantasy.blogspot.com/2009/06/whats-in-name.html

Borejko pisze...

Tak, tak z tym Pathfinderem to dowalili. To jest skandal. Pousuwali mi troche komci, przy okazji. Ale ubaw był przedni.
Pamiętam coś w tym guście "Ja wogóle nie rozumiem całego tego zamieszania tym Pathfinderem"
I dwa njósy dalej przy polskiej gierce ta sama osoba: "Ostrzę sobie pazurki na tą gierkę - zapowiada się rewelacyjnie"

Zaś co do retro in da PL.
Po co to komu.
Sprzedać tego się nie da.Chyba ze liczyć k10 zainteresowanych + k10 kolekcjonerów i k10 działaczy.

Ktoś straci tylko cenny czas na tłumaczenie, skład itp.
Ale spróbować można... Jak się komuś chce.

Niedługo wrzucę cały tekst Ciesielskiego Fantosolo... (oceeruje się-heh)

Omlet pisze...

Sprzedać się nie da, ale w darmowca pewnie by ktoś grał :)

Ojciec Kanonik pisze...

Key-Ghawr
Fakt, jest coś na rzeczy. Pewnie dlatego, że my wychowywani byliśmy już w czasach "RPG na rynku" i nie znamy innej rzeczywistości niż ta, wypełnina boxami, suplementami i przygodami co miesiąc. No i dobrze podkreśliłeś w cytacie nierozwiązywalny paradoks - szukam nowego D&D, znajduję, ale to nie to.

Borejko
Po tym co dzieje się z OSR mam takie same zdanie - po co to komu? Zbyt wielu nowych graczy i tak nie trafi do starych gier - kto zechce, to znajdzie źródła, systemy i relacje oldskulowców bez zaliczania pośredników w rodzaju retro-klonów. I tu odpowiedź o Remizie PZPN: "przeca wszystko je na necie!!11". ;)

Key-Ghawr pisze...

@O.K. Ten nierozwiązywalny paradoks mnie bardzo interesuje. Prawdę mówiąc, coraz bardziej wydaje mi się, iż jedynym sposobem jego rozwiązania jest... porzucenie D&D. Nowe pseudo D&D (od 3.0 w górę) be, bo to tylko pusta nazwa. Stare (O)(A)D&D też be, bo to trup w szafie. Retro również be, bo brak liter D&D na okładce. Jakby nie było, nostalgia i magia nazwy D&D działa niezwykle mocno.
No nic, może na Świętach uda się przetesować SWEXa

Ojciec Kanonik pisze...

Ja nie widzę potrzeby porzucania czegoś, co lubię. po prostu nadal gram i dla mnie nowościami są kolejne odkrycia, ciekawe inspiracje, które wymieniłem wcześniej (Stonehell, One Page Dungeon). Nie mam też potrzeby, by system w który gram był obecny na rynku. Jak pisałem nie raz - wymiar "rynkowy" RPG nie ma najmniejszego wpływu na to, w co gram. Dla mnie to hobby, a nie konsumpcja nowych/modnych rzeczy co sezon. ;)

Key-Ghawr pisze...

Wydaje mi się, że nie chodzi tu wyłącznie o szeroko pojętą konsumpcję i kupowanie nowych systemów, dodatków tylko dlatego, że są nowe. Ja raczej poszukuję jakichś nowych, ciekawych i inspirujących projektów, kupując nowe produkty rpgowe od wielkiego dzwonu. Przypomina mi to trochę ludzką potrzebę poznawania nowych rzeczy i szukania nowych inspiracji. To trochę tak, jakbyś lekturę fantasy ograniczył do czytania w kółko Howarda, Leibera, Vance`a i Lovecrafta. Wiadomo jakie jest współczesne fantasy, ale ze sterty gniotów da się wyłowić coś interesującego.

Wracając do meritum, Denmark wybrał S&W (a nie 3LBB) właśnie z uwagi jego potencjalną "rozwojowość". Zauważ, że z pośród wszystkich retro (nie mówię tu o Carcosie, która jest rozwinięciem OD&D) właśnie gra Fincha dostała bodaj jeden z najciekawszych suplementów - Majestatic Wilderlands. Chociaż, jak wiesz, lubię stare gry, cały czas poszukuję również czegoś nowego co mnie zainspiruje i rozwiąże paradoks, o którym pisałeś