5 grudnia 2009

Gygaxa Słów Kilka

Post ten jest moim tłumaczenie wstępniaka Gary'ego Gygaxa o wizji niekumulatywnego rozwoju RPG w ogóle i dwóch podejściach do nich w szczególe (D&D vs AD&D). Artykuł pochodzi z wczesnego numeru Dragona (nie pomnę już którego, coś z lat 77-78).


Pewna szkoła myślenia jest przekonana, że D&D może wejść w okres ciągłych zmian, a każda kolejna edycja będzie “nowa i udoskonalona!”. Z punktu widzenia marketingu, szeroko się uśmiecham na samą myśl o nieskończonym ciągu nowych, wspanialszych, super, wypasionych wersjach D&D, które wkurzą lojalnych graczy - hobbystów w ogóle i fanów fantasy role playing w szczególności. Jako projektant gier nie zgadzam się z tym, ale jako gracz, który zaczynał od szachów - już tak. Oryginały powinny być zmieniane w procesie ostrożnej reorganizacji i rozszerzania – czynienia zasad jasnymi – i tak prawdopodobnie będziemy robić w przyszłości. Jako że niecały system ADVANCED D&D został wydany, jest trochę za wcześniej by snuć daleko idące prognozy, ale przewiduję tylko drobne zmiany oraz stopniowe rozszerzenia / usuwanie reguł, edycja po edycji. Jeśli masz dobry produkt, to przychodzi czas, by go już nie zmieniać i zostawić jakim jest.

Oddani gracze-hobbyści często twierdzą, że DUNGEONS & DRAGONS będzie systemem ewoluującym - o rozwijanej mechanice. TSR i ja widzimy to jednak trochę inaczej. Obecnie D&D zmierza dwiema drogami. Jest “Oryginalny” system gry oraz nowy - ADVANCED D&D. Nowi gracze mogą przejść z “Basic Set” w którąś z tych wersji bez większego trudu — zwłaszcza, że pomoce do gry rosną w liczbie. I to jest ten proces – wizja. Amerykanie często rozumują: zmiana to ulepszenie. Nie uważam, by zapaleni gracze i hobbyści musieli być bombardowani gradem nowych zasad, nowymi systemami i nowymi wydatkami opróżniającymi ich portfele. Zmiany, oczywiście, będą, gdyż gra nie jest idealna, ale osobiście nie wierzę, że jest ona na tyle niekompletna, aby podlegać częstym ulepszeniom.

Czy to oznacza, że D&D umrze z chwilą wydania ostatniego podręcznika AD&D? Absolutnie nie! Moduły i podobny materiał będą nadal wydawane w celu wspomagania pracy DM i ulepszenia jego lub jej kampanii. Szczerze mówiąc, cała atrakcyjność D&D spoczywa głównie na barkach ciężko na to pracujących Dungeon Masterów. Jeśli DM wykonuje ową pracę rzetelnie, żadne unowocześnienia zasad nie są potrzebne. Oczywiście – nowe zasady mogą zostać przez nią lub niego wprowadzone, jeśli mają ułatwić twórcom rzeczoną pracę. Wraz z oszlifowanymi zasadami i dobrymi modułami, wszystkie ważne składowe długotrwałej i ekscytującej kampanii będą obecne i dostępne dla DM.

Czy D&D umrze, gdy przeminie jej nowość? Nie sposób na to odpowiedzieć, ale w moim przekonaniu forma tej gry jest kanoniczna – jak szachy czy MONOPOLY. Czas jednak pokaże. Nie podlega dyskusji, że dla obu form D&D istnieje limit w sile przyciągania ludzi. O ile dziesiątki milionów ludzi gra w MONOPOLY – prostą grę towarzyską, to oczywistym jest, że dalece bardziej złożone gry, takie jak D&D, posiadają o wiele węższe grono odbiorców. Aby ją spopularyzować, nie możemy uczynić jej łatwiejszą – musimy szukać innych sposobów.

Gary Gygax (Dragon)

14 komentarzy:

Key-Ghawr pisze...

Gratuluję przetłumaczenia tego tekstu na język polski. Tp bardzo ważny fragment historii RPG. Szkoda, że rzeczywistość poszła inną drogą. Wydaje mi się, że wielu graczy czuje się głęboko nieszczęśliwa jeśli nie dostają sterty "nowych, super, hiper wypasionych" dodatków, splatbooków itp.
- pytanie z gatunku "jajko czy kura". Czy to firmy produkujące RPG nakręciły graczy na kupowanie chłamu wszelakiego, czy może pewna grupa graczy zaczęła wymagać od wydawców "official rules & expantions"?

smartfox pisze...

Heh świetnie to się czyta z perspektywy 30 lat. Tak jakoś nostalgią powiało i proroctwem :).

Jetmaniac pisze...

Szkoda, że wizja Gygaxa się nie spełniła. Mielibyśmy swoje RPG i nie byłoby nam potrzebne inne RPG (a tak mają, jak wiemy, tylko KaCetowcy).

Ojciec Kanonik pisze...

@Key
Jak kiedyś napisałeś u nas w komentarzach - mając B/X można poprowadzić wszystko. Ja nadal twierdze, że podstawkę kupuje się raz na całe życie i można spokojnie olać resztę niepotrzebnych bzdetów z półki "rules expansions". Ten art to etos Grognarda i manifest / sedno retrogamingu - "do it yourself if you need something, it's your hobby not our business".

@Smart
Dla niektórych to nadal opis wyczerpujący i najlepiej obrazujący czym jest ich hobby. ;)

@Jet
Ciekawie zauważyłeś to z KC-towcami. Podziwiam ich za to, że mają w zasadzie w dupie pitolenie o "ewolucji" RPG i owczy pęd za nowościami a la dresy-metkarze (yo yo disco-błysko) za nowymi modelami dresów. ;)

Paladyn pisze...

Sporo racji, zasadniczo zgadzam się z myślą, ale czuję się jak hipokryta. Też uważa, że do gry potrzebny Ci fajny system (nie może przeszkadzać, jeszcze lepiej, jak będzie fajny i da możliwości), kilka kostek, ołówków, kartek oraz WYOBRAŹNI i GRACZY.

@ OK Podoba mi się sentencja o kupowaniu podstawki raz na całe życie. Podpisuję się obydwiema rękami. :).

Dlaczego wiec czekam na nowe systemy i je kolekcjonuję?

Ojciec Kanonik pisze...

Dlaczego wiec czekam na nowe systemy i je kolekcjonuję?

Można by to zapewne podciągnąć pod mechanizm "sztucznego wytwarzania potrzeb". Wziętego z popkulturowego boomu z pierwszej połowy lat 80's. Neurochirurgicznomarketingowe kuku, które zafundowało graczom TSR, JG, GDW, Chaosium, et al. ;)

smartfox pisze...

Eeee teoria spiskowa. Paladyn przypuszczam jak ja ma mentalność chomika. Też lubię zbieractwo, kupowanie nowości. Nawet jeśli po przeczytaniu najchętniej sięgam po mechaniki sprawdzone i prostsze.

Po prostu fajnie jest mieć :).

Ale sporo też racji masz, mówiąc, że cały ten rynek suplementów to stwarzanie potrzeb.

To już nie jest wołanie do odbiorcy: "Musisz to mieć", to już raczej "Musisz to chcieć".

Wszelkie storylinie miały duży wpływ na stworzenie takich potrzeb ("O Jeżu, nie będę mieć czwartej części kampanii o tym jak po oblężeniu Pipaszowa Mroczny i Zły Cysorz ruszył na Pitolowice. Nie dowiem się, co się dalej stało ze światem, aaaaaaa!!!!")

Omlet pisze...

Kiedyś istniały tylko dwie gry które "musiałem mieć" - były to Zły Cień oraz Runequest. Obie dopadłem, niestety RQ drugą edycję.
No i przydałoby się dorwać jeszcze Aphalon, ale to może być trudne :D
A co do nowych gier - potrafię sobie poradzić bez nich, a mizerna sytuacja materialna tylko ułatwia sprawę :D

No, chyba że znacie jeszcze jakieś wybitnie gówniane systemy, to z chęcią będę na nie polował (tylko nie myślcie że uważam RQ za szit - on się znalazł w tym oborowym towarzystwie jedynie przypadkiem ;)).

Nimsarn pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Nimsarn pisze...

Dzięki za tłumaczenie - bardzo potrzebne teksty dla naszego światka (pół-światka).
U siebie zaobserwowałem trochę tak:
Jak kiedyś przez długi okres miałem Młotka (WH) i Mechwojownika na krzyż to czułem te światy i mogłem w nie zagrać choćby i o drugiej w nocy. Teraz, gdy kolekcja moja rozrosła się do kilkunastu podręczników, to muszę przyznać, że żadnego z nich już nie czuję - a w każdym bądź razie bardzo mało.
A jak napisałem swą autorkę (Ścieżkę), to już nic do innych - wogłóle nic - nie czuję. Nawet nie potrafię się nimi cieszyć - przekleństwo jakieś, czy co?
Inna sprawą jest, dlaczego kupuję RPG? Odpowiedź prosta: z braku gry!
Nie mając szans na grę, szukam innej drogi (podświadomie) na realizację swego hobby - kompensacja.

Omlet pisze...

"A jak napisałem swą autorkę (Ścieżkę), to już nic do innych - wogłóle nic - nie czuję"
Przez bardzo długi czas czułem to samo. W sumie nadal żadna "fabryczna" gra nie rusza mnie zbytnio... Przykładowo, gramy w Dark Heresy od kiedy wyszło, ale system nie wspiera uniwersalnych pomysłów na postacie / wydarzenia, i np. właśnie przez kijowość uniwersum (wydawało się fajne przez jakieś 5 pierwszych lat znajomości z nim) za żadne skarby nie tknę gry związanej z tym światem.
A jako że pracuję nad swoją symulakrą, to pewnie za szybko nie będę babrał się w cudzych grach ;)

Ojciec Kanonik pisze...

O w mordę. Zrzędzicie gorzej niż ja. ;D

Powiem tak - po dwóch dekadach grania i już trochę po trzydziestce, nadal potrafię się z moimi znajomymi cieszyć RPG-ami, plus znalazłem przed kilkoma laty dopalacz w ryciu w ich historii. W sumie mam już zaledwie 3-4 systemy, góry podręczników i boxów sprzedałem, zwłaszcza w ostatnich dziesięciu latach. Dla samego zbieractwa kolekcjonuję tylko stare RPG-i, wiecie - te z lat 70-tych i początku 80-tych. Jeśli coś mnie zaskakuje, to jak WFRP 3E i powrót do boxów w RPG - no ale to estetyka, a nie zawartość. Takie kurioza, obok historii wczesnych RPG też lubię śledzić. Grać w to to? A w życiu - szkoda cennego czasu!

Prowadzę wyłącznie 3LBB, od czasu do czasu Hollow Earth Ex., a raz na ruski rok AD&D 1 lub 2 E. Dlatego omijam pułapkę grania we wszystko jak leci i pomimo, że sesje są już dość rzadkie (1 długa na miesiąc / kilka godzinnych, pulpowych historyjek w miesiącu), to jednak nie czuję potrzeby sublimacji "RPGowego libido" w kupowanie wszystkiego, co nowe (np. D&D 4E, WFRP 3E, nowe podręczniki do BRP, i wiele, wiele innych) lub uzupełniania kolekcji o wszystko do, np. AD&D 2E. Mi od dawna styka 3LBB i niewiele więcej, ot taka emerytalna Nirwana. ;)

Ojciec Kanonik pisze...

P. S. No i mniejsza ilość pozwala mi skupić się i nadal czuć, czy też poprowadzić zawsze-wszędzie, "w środku nocy pod obstrzałem" moje ulubione rzeczy. Poza tym, z wiekiem baniak nie ten i po prostu nie wchłaniam nowych mechanik, a wręcz mnie drażnią wtórnością i ponownym robieniem czegoś, co kiedyś działało na nowo i pod nową nazwą. ;)

Omlet pisze...

No co do mechanik to można by zrzędzić jeszcze przez kilkanaście postów, więc się wstrzymam :D