30 maja 2009

Let's talk about sex

8 komentarze
Od początku istnienia takiego wynalazku jak karty cech postaci, pośród wielu tabelek i linijek zawsze znajdowała się rubryka Sex (tzn. może nie od początku, bo na kartach TSR-u z 1976 roku tej pozycji nie ma). Tak nazwana i interesująca każdego gracza linijka znikła w okolicach 2E. Bezpowrotnie – zdaje się. Zastąpiono ją nijakim określeniem: gender, który nieodmiennie kojarzy mi się z pretendującymi do naukowości gender studies. O ile sex miał precyzyjniejsze znaczenie, o tyle gender rozmywa się na szerszej płaszczyźnie i jest określeniem nieostrym, złagodzonym. M. in. z tego względu ulizano 2E wywalając z niej pojęcia demon / devil i zastępując je pierdopodobnie brzmiącymi: Tanar'ri oraz Baatezu. Wyrzucono klasę assassina, rasę pół orka, gołe sukkuby i sylfy, symbole okultystyczne (Gygax, DMG 1E), pulpowy seksizm, nieheroiczny charakter D&D / AD&D, etc.

28 maja 2009

Anaboria: pomysły #3

4 komentarze
FLORA (TEREN)
Hebanowy Dach - Jest to kraina sawann, palm i setek gatunków traw i krzaków. Drzewa nie występują tu dość często, głównie wokół oaz i w chłodniejszych, południowych częściach Dachu. Kokos jest bardzo ważnym owocem – pod względem żywnościowym jak i użytkowym. Banany traktowane są jako chleb i stosowane w większości potraw jak i sposób na przetrwanie na dalekich wyprawach łowieckich (suszone).

M'Głowa - Jest to najbogatszy, zróżnicowany pod względem flory teren. Im dalej od Zielonej Piersi, tym więcej roślin znanych jako liany, rosiczki, palmy, fosforyzujące mchy i setki gatunków ziół – od kwiatów i traw po korę i minerały. Z wnętrza kory drzewa tsunga (40-50 materów wysokości) wytwarza się gorzki chleb. Często tego typu mąkę dodaje się do chleba z manioku.

27 maja 2009

Anaboria: Soap Opera

0 komentarze
Podstawowym motywem przygód na Anaborii jest coś, co nazwaliśmy dinosaur opera (opera mydlana z T. Rexem w tle - O. K.). Posiadanie sporej rodziny (do czego zachęca sam CBH), sporego plemienia i jego sąsiadów skłania do rozgrywania sesji nieprzygodowych, skupionych bardziej na interakcjach wewnątrz społeczności barbarzyńskiej. Do plotkowania i całodniowych zabaw z ziomkami, dochodzą rodzinne rozmowy, podejmowanie różnych decyzji w skali para - rodzina - plemię. Odpada całkowicie motywacja związana z gromadzeniem dóbr materialnych ponad te, które niezbędne są do przetrwania. "Farmienie" kasy jest po prostu bezsensowne i zupełnie nie pasuje do obrazu barbarzyńskich społeczności (w CBH i Anaborii) opartych na realnych odpowiednikach, nie na barbarzyńcach z kart literatury fantasy. Np. na wyspie Aleyeska reputację i szacunek mierzy się głowami zabitych kruków, a wśród Wizard Slayers - niezależnie od rasy - zniszczeniem magicznego przedmiotu noszącego cechy hyboryjskie (ułudne i złe dla anaboryjczyków; np. różdżka latania czy metalowy miecz+1). Im PC staje się bardziej zaawansowana, tym więcej otwiera się przed nią możliwości interakcji. Dochodzi międzyplemienna "dyplomacja", długie posiedzenia i dyskusje z sąsiadami nad warunkami współegzystencji na jednym terenie. Do tego mariaże, nowe przyjaźnie lub zatargi, wspólne polowania na legendarne zwierzęta, organizowanie żywności na większą skalę lub zwykła wymiana handlowa. Wewnątrz rodzimego plemienia, PC powinna spędzać czas na wypełnianiu swoich obowiązków jak i zdobywaniu szacunku klanu rodzinnego. DM może ubarwiać taką tematykę przygód wyprawami, których celem jest bezpieczeństwo / dobro / wzmocnienie plemienia. Niczym niezwykłym jest napad jakiejś groźnej bestii, a w skrajnym przypadku istot Carniborii.

25 maja 2009

5000$

4 komentarze
Na portalu Noble Knight Games pojawił się dawno niewidziany pierwszy print OD&D (woodgrain box; ręcznie składany przez Gary'ego & Co; stan VG/VG+; jest tylko kilkaset takich na świecie). Jest to drugi czy trzeci egzemplarz jaki pojawił się w ciągu dwóch ostatnich lat na internetowych aukcjach / sklepach. Cena rekordowa: 5000$ (dotychczas, wg strony dla RPG-owych kolekcjonerów The Acaeum, było to 4200 - 4300$).

Wzdech...

24 maja 2009

Wyprawa do Underworld

12 komentarze
Podczas pierwszej wyprawy do Underworld (Tul-Astrae), PC w ciągu 8h jej trwania (właściwie były to dwa wypady z przerwą na sen w mieście i uzupełnieniem zapasów) odkryli trochę sekretów znajdujących się na fragmencie 1 poziomu (będącego 1/3 całości levela). Opisywać wszystkiego mi się nie chce, ale jedna rzecz była naprawdę inspirująca i dyskusja zajęła około godziny. Otóż, zagłębiając się w coraz bardziej absurdalne i kierujące się kosmiczną logiką miejsca Underworld, PC i ich najmitów odkryli dużej wielkości komnatę, będącą salonem wypoczynkowym. Oświetloną ciepłym światłem elektrycznym, z cennymi arrasami przedstawiającymi różne sceny z historii królestwa, etc., etc. W środku, przy stoliku siedziały 4 Neandertale pijące (uwaga) herbatę z filiżanek. Jeden dolewał z imbryczka i przynosił kostki cukru.

22 maja 2009

Homo Delicatessen

6 komentarze

Ostatnimi czasy coraz bardziej popularnym wątkiem w teorii wyginięcia Neandertali staje się ten, który zakłada kanibalizm homo sapiens. Nasi przodkowie nie tylko wyrzynali Neandertali, nie tylko (całkiem po ludzku przecież) robili sobie z ich zębów ozdoby, ale także wsuwali ich ze smakiem. I nie była to jakaś patologia zachowań, a (prawdopodobnie) rozpowszechniona "technologia żywieniowa", być może o znaczeniu rytualnym. Stąd pewnie wszystkie defekty naszej rasy, wszak spożywanie mózgu (cokolwiek) bliźniego nic dobrego w geny nie wnosi. I na nic to nasze całe myślenie abstrakcyjne, konstruowanie bytów metafizycznych i głód epistemiczny świata, kiedy mamy chrapkę na pośladek mniej rozwiniętego sąsiada.

20 maja 2009

Anaboria: zaginiona rasa

17 komentarze
Zaginiona, piąta rasa zamieszkuje na niedostępnej, subarktycznej wyspie, która w ogólnym charakterze jest podobna pozostałym (ale zawieszona pomiędzy Hyborią a Anaborią). Żaden z szamanów i wróżbitów anaboryjskich nie był w stanie dotrzeć do nich za pomocą magii czy jasnowidzenia. Wydaje się, że wyspa Żółtej Rasy jest odizolowane od reszty Anaborii i tylko najbardziej doświadczeni wędrowcy byliby w stanie na nią dotrzeć. Wyspa nazywana jest w języku natywnych (nieco zmienionym wiekami izolacji anaboryjskim) Aleyeska. W regionie tym, przez 85 dni w roku panują ciemności, a temperatura w ciągu całego roku waha się pomiędzy -30 C a 10 C.

18 maja 2009

Anaboria: pomysły #2

0 komentarze
WYSPA WIELOKULTUROWA

Na styku rejonów Zielonej Piersi i M'Głowy, wszystkie cztery rasy zamieszkały na sporej, rzadko zalesionej i pagórkowatej wyspie o przyjemnym, w miarę stałym przez cały rok klimacie. Wody wokół niej są spokojne, a sztormy nawiedzają to miejsce raz na pokolenie i rzadziej. Występuje tutaj dziwne zjawisko zwane cheenokah, swoiste dla tej wyspy, powodujące krótkie zimy. Słońce w mroźnym okresie, gdy jasno zaświeci, „pożera” śnieg (stąd nazwa) i kończą się jego opady. Magia Matki Natury, z jej łagodniejszego aspektu, wyczuwalna jest tutaj w każdym zakątku. W koronach wysokich drzew wiją gniazda rzadkie gatunki ptaków, wody pełne są ryb – tak w jeziorach, jak w morzu. Tutaj właśnie, niewielkie grupy barbarzyńców wszystkich nacji stworzyły zalążek cywilizacji. Poprzez dekady wymiany doświadczeń i osiągnięć technicznych z rodzimych terenów wybudowali stały gród na bagnach (Xoto), otoczony palisadą z licznymi groblami wiodącymi przez moczary.

17 maja 2009

Wędrówki

3 komentarze
Al urządzał sobie muzyczne wędrówki, więc i ja sobie pozwolę. :) Sam utwór The Cramps "Human Fly" jest ok (na uszy rzuciła mi się sekcja i gitara rytmiczna, które brzmią jak w starym dobrym black metalu z połowy lat 80-tych w rodzaju Bathory i wokal à la Mick Jagger), ale raczej spodobał mi się fanowski teledysk. Klasyczna pulpa z Bella Lugosi w roli szalonego naukowca. Tego typu klimat i nurt w fantastyce od zawsze mnie inspirował (stąd naturalne ciągoty do pulpowych OD&D czy CoC) i dzisiaj stanowi pożywkę dla mojej kampanii w Basic Roleplaying. W realiach PRL-u lat 70-tych tego typu "science terror" nabiera jeszcze fajniejszego, lokalnego kolorytu socrealistycznego epoki Gierka. :)



Btw. Bella > Karloff ;)

15 maja 2009

Vintage Month #5

0 komentarze
Okołogrowe

- Petter Mullen, grafik Swords & Wizardry oraz Knockspell, założył stronę z galerią swoich prac:

- Wywiad Jamesa Maliszewskiego z Liz Danforth, ilustratorką pierwszych edycji Traveller, Tunnels & Trolls, et al.

- Wywiad z genialnym Erolem Otusem, jednym z pierwszych ilustratorów w hobby.

13 maja 2009

Anaboria: pomysły #1

2 komentarze
Rozpoczynamy serię składającą się z naszych obgadanych, luźnych pomysłów, związanych z Anaborią.

11 maja 2009

Anaboria: handel

0 komentarze
Jedyną podstawową zasadą w handlu jest to, że podczas procesu wymiany (międzyplemiennej) wódz i jego rodzina, później szamani i ich bliscy mają prawo do pierwszeństwa. Zazwyczaj prawo to jest akceptowane przez resztę plemienia, a wyjątki zdarzają się w razie, gdy któryś ze współplemieńców potrzebuje danego artykułu, by przeżyć. Wtedy wódz zwykle sam kupuje dla niego potrzebną rzecz, choć jest to rzadkie, gdyż obowiązek taki posiada raczej rodzina potrzebującego, a nie niespokrewnieni z nim współplemieńcy.

8 maja 2009

Anaboria: rytualne okaleczanie

7 komentarze

Poniższa notka zainspirowana została tekstami znakomitego antropologa, filozofa i psychologa, Bruno Bettelheima o roli rytualnych okaleczeń ciała w różnych społecznościach (m. in. "Rany symboliczne. Rany inicjacji i zazdrość męska"). Poniższy tekst bazuje na realnych wierzeniach i obrządkach, ale może wydać się komuś brutalny czy wulgarny, więc ostrzeżenie: OD 18 LAT. ;) Pełniejszy opis kits (mechaniczny) Ulogo i Wizards Slayers znajduje się w "The Complete Barbarian's Handbook".

5 maja 2009

Anaboria: ad rodzina

0 komentarze
Z lęku przed samotnością i wyobcowaniem w plemieniu (co zmniejsza znacznie szansę przetrwania w tym nieprzyjaznym świecie) narodził się specyficzny mit, który występuje w nieco zmienionej formie wśród każdej z ras Anaborii. W najdzikszych ostępach Wysp żyje dziwna i zła istota. Przypomina ona człowieka, choć nim nie jest. Włada ona niedostępnymi i nieprzyjaznymi człowiekowi terenami, nawet wyspiarscy druidzi nie ważą się tam zapuszczać. 

3 maja 2009

Anaboria: Rodzina

16 komentarze
Błądząc po uliczkach pewnego norweskiego miasteczka zauważyłem pootwierane okna w domkach i kamieniczkach. I to nie pierwszy raz i nie tylko w tym miejscu. Ba, nie tylko w Norge, ale i w Danii. Czasami jakiś przechodzień zajrzy do środka, pogada chwilę z domownikami. Myślę sobie: "wtf?". Zauważyłem, że jest to jakaś tradycja / nawyk i dopiero po konsultacjach ze znajomym skandynawistą (i etnologiem) dowiedziałem się, że faktycznie jest to pewien zwyczaj, w sumie to przyzwyczajenie, że zostawia się okna pootwierane. I nie ma to nic wspólnego z ogólną gościnnością czy życzliwością Norwegów. Sprawa sięga głębiej, do czasów wypraw wikińskich, gdy pozostawione same sobie żony musiały mieć otwarte okna, by "czujki" męża mogły je doglądać czy aby go nie zdradza. :) Pomyślałem od razu o Anaboryjczykach i ich żonach mieszkających w szałasach, czy i one zostawiały poły namiotów uchylone? Czy odcinanie się pod nieobecność męża od reszty plemienia nie spotykało się z jakimś ostracyzmem? W Hebanowym Dachu i M'głowie raczej nie - tam gzi się każdy z każdym, żony są wspólne, a pojęcie zdrady nie istnieje. Ale plemiona równinne czy Górale? Hmm... Od tego zacząłem myśleć o ogólniejszych aspektach barbarzyńskich rodzin jako takich - co nieco opisaliśmy z Alem tutaj (punkt 3), ale po lekturze sprawozdań różnych klasyków antropologii (jak i w samym Complete Barbarian's Handbook zwraca się kilkakrotnie uwagę na więzy krwi - moieties) i tej powyższej obserwacji postanowiliśmy uszczegółowić co nieco.