1 lutego 2010

Anvil of Dawn

Anvil of Dawn była bardzo dobrą, swego czasu mocno niedocenioną grą z gatunku cRPG. Kiedy kupiłem ją w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, gra zachwycała piękną, dwuwymiarową grafiką, rozmachem fabuły i klimatem. AoD był dla mnie powrotem do starych gier cRPG, przy których spędzałem długie godziny w czasach Amigi i C-64. Kiedy gra się w Anvil of Dawn, pierwsze porównania, które przychodzą mi na myśl, to klasyczna trylogia Eye of the Beholder, Dungeon Master, Black Crypt, itd. Omawiana przeze mnie gra podobna jest też do serii TSR / SSI osadzonych w Forgotten Realms i Ravenloft, a działających na podobnym silniku: Menzoberranzan, Strahd's Possession oraz Stone Prophet. AoD jednakże ma znacznie ładniejszą grafikę, bardziej przejrzystą automapę i ciekawszych NPC-ów oraz potwory.


Oprócz powrotu do starych gierek, AoD przyczyniło się w tamtych latach do odnowienia mojej fascynacji AD&D. Rozmach fabularny, tło, ciekawe questy i nietuzinkowi NPC-e były wprost nasiąknięte klimatem dziecka Davida "Zeba" Cooka. Ten cRPG, jak rzadko który, zainspirował mnie do światotworzenia, takiego z masą różnych dziwnych miejsc o pompatycznych nazwach oraz do wywalenia standardowej menażerii potworów na rzecz bardziej pokręconych i dziwacznych. Kilkanaście sesji przypominało więc bardziej Dungeonland Gygaxa (i jego sequel), niż powielało materiał z settingów TSR do 2E.


Anvil of Dawn zachwycała projektem potworów. Niejednokrotnie szczęka człowiekowi opadała, gdy widział błazny żąglujące śmiercionośnymi czaszkami lub płyty pieców hutniczych atakujących jęzorami ognia. Do tego gama różnorodnych NPC-ów. Ciężko było nieraz stwierdzić czym są. Questy były bardzo przyjemne, mniej lub bardziej złożone, i wiązały się z odwiedzaniem rozległych, tematycznych lokacji. Na przeszkodzie stawały nie tylko dziwaczne stwory, ale i ciekawe, niezwykle dobrze wyważone zagadki i pułapki. AoD w wielu momentach był połączeniem zręcznościówki, przygodówki i hack 'n' slasha.


Grający nie tylko eksplorował podziemia, zamczyska, wymarłe miasta czy kieszenie między-wymiarowe, ale mógł poruszać się po powierzchni pomiędzy nimi. I tutaj dało się napotkać NPC-a, pohandlować, zdobyć wskazówkę czy rozwiązać jakąś zagadkę. W sumie lokacji jest kilkanaście, wiele z nich dzieli się na mniejsze, a gracz ma w paru momentach gry możliwość wybrania opcjonalnej trasy lub powrotu do niezwiedzonych lokacji. AoD nie jest jednak sandboxem w rodzaju The Elder Scrolls - gra jest dość liniowa i "na jedno przejście". Mimo to, olbrzymi obszar i zróżnicowane lokacje wystarczają na dość długą grę.


Gra nie była pozbawiona wad. Największą był fakt, że postać nie mogła położyć się spać w celu szybszego odzyskania HP. Jeśli skoczyła jej się mana, trzeba było poczekać na długą regenerację HP lub punktów magii. Wtedy nieodzownym stawała się dobra książka lub załatwienie kilku palących rzeczy w domu. ;) Drugą wadą była dość mała ilość fajnych broni i zbroi. W połowie gry mamy maxy obu i tyle. Trzecim felerem jest sama walka, monotonne klikanie myszą, rzucenie 1-2 mało skutecznych zaklęć. Zero odskoków, zasłony tarczą, wykorzystania otoczenia, itd. 


Kanonik, maniak wszelakich starych gier [bez przesady, nie trawię Tric Traca, Little Wars i brydża ;) - O. K.], podesłał mi link, z którego mogłem ściągnąć i zagrać ponownie (po 12 latach) w Anvil of Dawn. Niestety, gra w tej formie pozbawiona jest głosów postaci oraz wstawek filmowych, które były bardzo fajne i zwiększały przyjemność z gry. Jest to taki pół-produkt, ale  w pełni grywalny. Stronka jest o tyle fajna, że zamieszczone tam starocie mają wbudowany w instalkę DosBox. Jest to duże udogodnienie dla nieobytych z emulatorami, czyli mnie. Instalacja trwa niecałą minutę i od razu, bez mieszania w boxowskim configu, można odpalić grę. Polecam wszystkim fanom starych cRPG oraz Drugiej Edycji.


Link do rzeczonej, słowackiej stronki z abandonware: DJ OldGames.

3 komentarze:

smartfox pisze...

Stronka z abandonami! Dzięki :). Dawno się już nie bawiłem starociami, a teraz mam dwa tygodnie wolnego :).

Kurcze, był taki pseudoerpeg na Amigę, w którym podróżowało się po krainie w pełni opancerzonym rycerzem. Mooonstone to było? Może ktoś wie?

Ojciec Kanonik pisze...

Ta gra z innej stronki:

http://www.abandonia.com/en/games/153/Moonstone+-+A+Hard+Days+Knight.html

Musisz pobawić się Dosboxem sam.

smartfox pisze...

Dzięki, pokombinuję. Pamiętam jak jako gówniarz się fascynowałem.