23 marca 2010

Sandbox Cadracha

Cadrach podsumował swoje doświadczenia i wrażenia z prowadzenia sandboxa w G.U.R.P.S. Jest to naprawdę dobry artykuł, z masą porad i uwag. Każdy, kto chce dowiedzieć się czegoś więcej o SB, a nie zna angielskiego czy nie ma dostępu do starych podręczników, ma dobrą okazję po temu, by nadrobić braki lub porównać swoje doświadczenia z doświadczeniami innej osoby. Ponownie, jak to miało miejsce w moim przypadku (czy setek tysięcy graczy rozgrywających sesje w tej stareńkiej formie do dziś) jest to empiria, konkretne rzeczy, żadne teoretyzowanie i bełkotliwe mahabharatyzowanie kolorami.
Wiele z obserwacji podzielam, kilka rzeczy nie pojawiło się u mnie, ale pojawiły się inne - to też jest piękne w SB, każdy wygląda inaczej, bo w każdy grają inni ludzie. Tutaj, w przeciwieństwie do nowoszkolnej formy i jednorodnego modelu rozgrywki za pomocą scenariusza i "grzania po paragrafach fabuły", widać kontrast i różnicujący całość czynnik ludzki. Free-form w czystej postaci. Bardzo fajny wpis, Cadrach!


P. S. Zapytałeś o różnicę pomiędzy sandboxem i modułem. To drugie to element pierwszego, coś mniejszego i dookreślonego (w miarę określona tematycznie lokacja, którą Sędzia opracowuje w wolnym czasie - niekoniecznie licząc, że ją gracze odkryją). Sandbox składa się (chociaż nie musi, rzecz jasna) zarówno z lokacji (Megadungeon, City), jak i zupełnie otwartej dla graczy Wilderness. Wszystko jest organicznie połączone - co już przecież sam wiesz. ;)

P. P. S. I jeszcze jedno - fajnie, że zauważyłeś, że tabele nie służą turlactwu, a sam SB nie współgra kompletnie ze scenariuszem czy jakimś tam z góry ustalonym, fabularnym wątkiem głównym. Krew mnie zalewa jak widzę teksty w stylu: "prowadzę sandboxa z wątkiem głównym" (tu absolutnie nie piję do Ciebie Smartfox - już o tym gadaliśmy nie raz! :D), ale siły i chęci nie mam na tłumaczenie, że koleś nie ma pojęcia co z czym zestawia. ;)

8 komentarzy:

Robert pisze...

Cóż... to ja się mocuję z tym, co zwykle, czyli dogodnym dla wszystkich terminem sesji :/

Jeżeli chodzi o "wątek główny", to gracze zahaczkę ode mnie dostali do czegoś, co może pod to określenie podpaść. Chociaż bardziej adekwatny byłby tu "motyw przewodni". Jeżeli chwycą, to fajnie, jak nie, to pchnę świat dalej rękami NPC-ów i też będzie dobrze.

Karol pisze...

Ja też prowadzę "Sandbox z wątkiem głównym", choć raczej działa to u mnie na zasadzie głównej fabuły łączącej pojedyncze moduły. Ten style gry daje naprawdę dobre rezultaty, łączące dowolność i elastyczność klasycznego sandoboxa z większa liczbą dobrze przygotowanych i "wyreżyserowanych" scen. ;] Jako inspiracje, polecam wszystkie cRPGi BioWare'u, zgodnie z ich wersją monomitu. (Link: http://gza.gameriot.com/content/images/orig_320200_1_1257581825.png )

Robert pisze...

Gry komputerowe mi do sandboxa ni chu.. chu.. nie pasują :-)

Jest przecież tyle innych rzeczy, którymi można się inspirować. Ja rozumiem, że sporo ludzie właśnie od Baldur's Gate czy któregoś z jego klonów zaczynało swoją przygodę z rpg, ale dobrze by było wyjść poza schemat ratowania świata, które one reprezentują.

Tajemniczy Pan C pisze...

No cóż, za taką reklamę mogę tylko podziękować i mieć nadzieję, że zbiór tych kilku uwag komuś się przyda.

W zasadzie odzywam się z innego powodu, do wyżej podpisanego Karola. Wymaga to woli, ale może w niebiosach zostanie mi to poczytane za dobry uczynek? ;)

Warto niekiedy przeczytać tekst dwa razy i upewnić się, że wiemy, o czym mowa i o czym piszemy, by nie być posądzonym o nieumiejętność zrozumienia jednej linijki zdania. Ojciec Kanonik stwierdził, że mieszanina "sandboxa z wątkiem głównym" nie wzbudza w nim żadnego zachwytu, a nie na odwrót. Zapewne po twoich słowach krew go zalała gęstym strumieniem ;)

Ale by nie być złośliwym i nie prowokować sporów:

W pewnym sensie szczątkowy motyw się u mnie pojawił od początku - są to awarie magicznych portali. Ale to chyba lepiej nazwać wydarzeniami z tła? Bo jak się do nich odniosą gracze (i czy w ogóle), to rzecz odrębna. By nie zaśmiecać, na tym skończę.

Pozdrawiam :)

semaiko pisze...

Spoko, nie odebrałem tego osobiście. A jak coś to wiesz, zawsze można kogoś w nerwach piwem oblać ;).

Inna rzecz, iż wątek główny poległ, a gracze eksplorują krainę. Niestety ostatnio zmagam się z tworzywem i póki co mam problemy. Miejscami jest monotonnie i nudno, ale to już do obgadania na żywo :).

Co do gier Bioware. Dla mnie mała inspiracja do sandboxowania. Prędzej Morrowind, ale tu nic odkrywczego nie powiedziałem.

@ Robert
Termin sandbox wyszedł właśnie z gier komputerowych, choć oczywiście rozumiem, że ogólnie dla Ciebie gry komputerowe inspiracją nie są (i w sumie nie muszą, nic mi do tego), dla mnie zresztą też nie są :).

smartfox pisze...

Powyższy komentarz jest mój. Znów nie zauważyłem, że mi żona Google przelogowała :). Pardonnez-moi

Ojciec Kanonik pisze...

Terminologia
Smartfox ma rację. Termin "sandbox" wzięty jest z gier komputerowych. W latach 70-tych nikt tak tego nie nazywał. Były zwykłe Wilderness Adventures. Tak samo jest z pochodzeniem terminów "retrogaming" / "classic gaming" używanych w Europie (w US dominuje "old school gaming").

Sandbox na maszynach
Nie raz pisałem, że SB w grach komputerowych raczkuje i w zazwyczaj jest bardzo kiepsko zrobiony - z jednego względu: maszyna to nie Referee. Nie potrafi interpretować przedmiotów abstrakcyjnych. Nie ważne ile algorytmów wsadziliby w grę, nadal nie ma sandboxowej możliwości "zrobisz co chcesz" (no i nie ma czynnika ludzkiego). Stąd właśnie muszą wsadzić do SB jakiś wątek fabularny, bo i tak świat jest zwykle dość pusty / powtarzalny. Ale to jest cRPG, powyższe jest zbędne w RPG. Pokaż mi komputerowy sandbox, gdzie możesz uszyć sobie ubranie ze skóry mantikory i występować (spontanicznie, jeśli znajdziesz) z wędrowną trupą aktorską wchodząc w masę interakcji z aktorami i widownią + improwizować występ tak, by zaimponować dzierlatce na widowni, która nagle wpadła Ci w oko podczas przedstawienia? ;) Ale to problem maszyn i cRPG-owców, nie RPG-owców. ;)

Sandbox a wątek główny
Rozwinę powyższe. Co znaczy wyreżyserowane sceny w sandboxie? Jesteś w stanie szczegółowo "reżyserować" 30 scen w ciągu godziny, w chwili gdy nie wiesz nawet co i gdzie będą robić gracze i co wypadnie Ci w tabelach? Poza tym, co powiesz na 5 punktów kulminacyjnych w miejscach, gdzie ich się nie spodziewałeś w ciągu całej sesji? Albo 0 punktów kulminacyjnych przez 5 sesji? Jak chcesz coś takiego "reżyserować" (cokolwiek to znaczy)? I po co w ogóle ograniczać się do formy cRPGowej rozgrywki?

Nie ma czegoś takiego jak "sceny", "wątek fabularny" czy railroadingu "musicie być tu i tam, zrobić to i tamto". Jak napisał Robert i Cadrach, jest tło całego świata, tło całego miasta, tło całego terenu. Nie ma z góry narzuconego wątku, ciągu fabularnego, intryżki, które miałby dominować i sztucznie wytyczać decyzje graczy i ich poruszanie się w świecie. Są motywacje i koncepty bohaterów, decyzje i role-play ich graczy. I masa losowego czynnika (co nie równa się turlactwu, rzecz jasna)

Jest też jakaś ogólna konwencja (proponuję by była jak najszersza, bez wąskich szufladek wytwarzanych w literaturze fantastycznej od lat 70-tych+). To wszystko. Żadnego wątku, żadnego scenariusza, żadnych sandboxów z wątkiem głównym: "X zrobił Y i PC muszą zrobić Z, ale w bliżej nieokreślonym czasie". Po co? Oni nic i nigdy nie muszą, na tym polega witz.

Pozdrówka Karol i ćwicz. ;)

Ojciec Kanonik pisze...

@Robert & Smartfox
P. S. A pomyśleć, że te 35-40 lat temu RPG-i były oparte wyłącznie na literaturze (i często nie popkulturowej) - nie komiksie, filmie, dramach, operach i co tam jeszcze. ;) W dobie gier wideo i "filmowości", korzystaniu z każdego możliwego medium nadal nie zaszła jakaś wielka przemiana (poza uproszczeniami i niezrozumieniem bazowych idei). ;) Books Uber Alles.

@Cadrach
Ja się tam na sferach niebieskich nie znam, ale pewnie jakiś mały odpust dostałeś w promocji. ;)