12 kwietnia 2010

Dojrzewanie idei: Troy Denning

Wieloletni projektanci RPG prawie zawsze mają swój rozpoznawalny, stylowy leitmotif. Nie ważne czy tworzą materiał do sf czy fantasy, piszą o Mitach czy o Królikach & Norkach. Przez lata ich idee ewoluują, nabierają kształtów i po napisaniu X książek z grami czy utworów prozą, wiadomo czego można się spodziewać po danym weteranie. Po latach wyłania się ogólny jego obraz jako twórcy. Wiadomo, że np. Greenwood to perv z zacięciem leiberowsko-cabelowskim, Stafford lubi mitotwórcze sesje z peyotlem, Grubb zawsze wysadzi jakiegoś boga / dwóch w kosmos, a Petersen wciśnie nieopisywalne macki nawet w shootera s-f. Sprawa ma się podobnie z projektanctwem Troya Denninga.


Denning pojawia się w branży dopiero w 1982 roku, w TSR, jako edytor paragrafówki z serii Endless Quest (Pillars of Pentegarn), w której czarnym charakterem jest coś w stylu dracolicha. Co ciekawe, wczesne inspiracje nieumarłymi smokami stają się przyczyną wielu zadym w Forgotten Realms 13 lat później (Veiled Dragon) i 17 lat później (Death of Dragon). Potężne i nietypowe smoki są także znakiem rozpoznawczym settingu Dark Sun. Jego magnum opus do AD&D 2E. Sam motyw potężnych gadów nie stanowi jeszcze o swoistości jego stylu.

Jest nią survival (któremu się zresztą z pasją oddaje) oraz stylistyka gore & gritty. Od samego początku awanturniczej kariery,  postacie walczą nie z dziesiątkami mobów, a z bólem mięśni, potrzebami i ograniczeniami ciała, fizycznym zniewoleniem i z ponurym światem tyranii, w którym ciężko o przetrwanie i sielankowość. I nie chodzi tu tylko o dylematy moralne - te są tylko dekoracją,  czy dominujące zło, a o aspekt fizyczności właśnie - pustynie, brutalna miejska dzicz, potwory nie do zabicia, umieranie z głodu, częste zgony bliskich osób. Znajomy, czytając jedną z książek Troya stwierdził, że gość musiał mieć trudne dzieciństwo, bo trupów ściele się morze od samego początku. ;) Podkreślony aspekt fizyczności (żeby nie napisać: fizjologii) jest niemal zawsze obecny w prozie i growym materiale Denninga - od Dark Suna, Forgotten Realms, Chill, Star Wars, po Planescape.

Idea "ciężkiego świata" pojawia się po raz pierwszy w przygodzie Denninga do AD&D 1E, wydanej przez ś. p. Mayfair Games, Beneath Two Suns (1986). Główne miasto (Zenicce) to City-State z epoki włoskiego renesansu. Podzielone jest ono na wiele dystryktów należących do potężnych rodów, rozdarte walką i intrygami o dominację i wpływy, powszechnym niewolnictwem. Gracze zaczynają w lochu - właśnie jako niewolnicy. Od "bibelotowych" wyborów moralnych (za wolność naszą y waszą, etc.), ważniejsza jest fizjologia / fizyczność, przetrwanie i mordercze wyzwania, głównie dla mięśni i wytrzymałości. Motywy dwóch słońc, modelu Miasta - Państwa i legalnego niewolnictwa - brzmi znajomo?

Można z tego wnosić, że:
a) proto-Dark Sun był jego główną kampanią AD&D i przechodził masę zmian  - od realiów quasihistorycznych, po postapokaliptyczne fantasy.

b) lub, że każda jego kampania i styl jej prowadzenia, niezależnie od systemu czy konwencji, skupiała się wokół powtarzalnych cech: przetrwanie i fizyczność, niszczenie tyranii i zmiany ustroju przez PC, walki z przeważającymi siłami oponentów-psychopatów lub masowymi mordercami u władzy, wyzwolenie się / prawo do wolności. 

P. S. Troy ma niemałą bibliografię erpegową (głównie AD&D, Chill 2E, Time Master) i sporą liczbę książek z półki games/movie-related, ale (podobnie jak David "Zeb" Cook) nie projektuje już od lat RPG-ów. Szkoda - wyobrażam sobie sandboxy jego projektu. Zagranie u niego byłoby (zapewne) dość podobne do sesji z Hargravem, tylko mnie neurotyczne. ;)

2 komentarze:

smartfox pisze...

Mniej neurotyczne, lecz równie śmiertelne? Jasne, nie zabije mojej postaci regiment szarżujących Balrogów, lecz gronkowiec, a wcześniej tzw. "stopa okopowa" sprawi, że postaci zgniją nogi :).

Nie wiem, co gorsze:)

A ogólnie potwierdza się to, o czym gadaliśmy w sobotę. Wariaci zawsze mają coś ciekawego do opowiedzenia:)

Ojciec Kanonik pisze...

Ano. Te anty-nerdy to inna proweniencja, inna mentalność - pewnie temu tak ciekawi i odkrywczy swego czasu byli. W sumie Denninga nie ma sensu porównywać do Hargrave'a na poziomie nowatorstwa, ale warsztat miał znacznie lepszy. W końcu zawodowy pisarz, nie wietnamski dokumentalista. ;)