23 kwietnia 2010

WFRP - dark fantasy?

Poniżej fragment recenzji podręcznika do fabularnego Warhammera. Autorem tekstu jest Ken Rolston (Dragon Magazine #124, sierpień 1987). Wieszcząc sukces nowemu (ówcześnie) systemowi RPG, porównał WFRP do innych, popularnych w połowie lat osiemdziesiątych gier (m.in. AD&D, MERP-a, RQ, Pendragona). Fragmenty recenzji (które pozwoliłem sobie przytoczyć - pogrubienia tekstu moje) ukazują sposób postrzegania klimatu Starego Świata w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Dziwnym trafem, kiedy po raz pierwszy prowadziłem Warhammera w latach dziewięćdziesiątych, miałem bardzo podobne odczucia odnośnie klimatu tego systemu - był to bardziej czarny humor połączony groteską, niż li tylko deszczowo-jesienno-błotniste dark fantasy.



WFR deliberately aims at adventures and settings with a less elevated tone - grubby fantasy, as its designers call it. WFR also invites adventures with grotesque horror elements in the Lovecraftian tradition. This shift in emphasis from genteel to grubby, gory fantasy, and the simplicity of the tactical and magic systems, are distinctive assets of WFR as it competes for a slice of the FRPG audience.
(…)
The thematic tone is dark - the eventual triumph of Chaos is inevitable. The tide of Chaos may be turned, but it never recedes so far as it has advanced. This epic antagonist provides the WFR campaign with a distinctive, grand, and gloomy atmosphere. This sober background gloom contrasts effectively with the light and humorous tone encouraged in session play, giving WFR a subtle and stylish depth - just the thing to suit the FRPG player`s taste for epic tragedy while satisfying his more vulgar affection for adventure and farce.

Ken Rolston – Dragon Magazine #124.

3 komentarze:

Inkub pisze...

No to chyba jest oczywiste dla kazdego, kto siedzi/siedzial odrobine w temacie, ze ujecie autorow i to, co z WH zrobilo sie w Polsce - nie z winy Maga dodam - to zupelnie inna historia:) Wystarczy przeciez spojrzec na okladke oryginalna gry czy poczytac scenariusze z Imperium w plomieniach. Tam jest MNOSTWO komizmu, lzejszych sytuacji itd. - a takze MNOSTWO calkiem powaznych problemow i opisow. Ale na pewno nie jest to jedynie bloto, flaki, deszcz i gowno.

Borejko pisze...

Te humorystyczne elementy u Kena i w WFRP i w TES 3 to najlepszy atut tego designera. Po dziś dzień wspominam sesję (choć raz prowadziłem tylko) w Chernozawtrze, gdzie karczmarz do swoich ozywieńczych pomagierów mawia m.in. "Dalej żwawo, z życiem!". Inny typ to Holmgar (czy jak mu tam było) w TES - barbarzyńca stojący po pas w wodzie, z której nie może wyjść bo ...jest bez majtek.

Inna rzecz że recenzowanie swojego produktu to np. jak porównywanie Wolsunga i Klanarchii.
Sam przymierzam się do porównania (najlepiej w czteropaku) Nicotine Girls i D&D.

Key-Ghawr pisze...

@ Inkub

Jasne, oczywiste że WFRP to nie tylko błoto, flaki itp. Jednak chyba nie dla wszystkich, co widać jak czyta się potoczne opinie wypowiadane pod adresem tego systemu. 2 edycja WFRP zraziła mnie swoją monotonną monotematycznością. Fakt, wiele zmian w settingu zostało wprowadzonych po to by wprowadzić jedność między tym co mamy w podręcznikach do Battle`a i RPG. Na temat WFB nie wypowiem się szerzej, bo to nie moja brosza, ale zdaje się, że wiele zmian w klimacie Starego Świata zaczeło się wraz z czwartą i piątą edycją bitewniaka (np. wywalenie starego systemu magii i zastąpienie go 8 kolorami). Ciekawe, w którym momencie zniknęli bogowie prawa?

Patrząc z perspektywy historycznej, WFRP 1st ed. było rodzajem skrzyżowania AD&D (1st ed.) z Zewem Cthulhu - fantasy + elementy horroru. Obecnie gdzieś się to zagubiło...