31 maja 2010

Tolkien a D&D

Ojciec Kanonik wywołał wilka z lasu (zob. post dotyczący cytatów). Kwestia wpływu twórczości Tolkiena na powstanie i rozwój D&D była (i nadal jest) dyskutowana. I jak to często bywa, niekompetencja argumentów przytaczanych przez jedną stronę kontrapunktowana bywa przez ortodoksję drugiej. Na temat „Tolkien a D&D” funkcjonują dwie zasadniczo sprzeczne opinie. 

1. W powszechnym mniemaniu (niestety również wielu erpegowców) D&D zostało ukształtowane (w dużej mierze) na wzór twórczości profesora z Oxfordu. Powszechna wśród laików fama głosi, że (oczywista oczywistość) elfy, krasnoludy, niziołki, orkowie, trolle i inne smoki „wymyślił” Tolkien. A fantasy to głównie Tolkien i jego naśladowcy.[ ;) - O. K.]

2. Z kolei ortodoksyjni Grognardzi upierają się, że Tolkien nie miał żadnego wpływu na powstanie D&D, oraz że Ojcowie Założyciele nie inspirowali się książkami autora Hobbita (o czym świadczyć mają chociażby wypowiedzi udzielane przez Gygaxa i Kuntza na łamach Dragon Magazine. D&D to wyłącznie estetyka „pulp fantasy” i basta! Wystarczy przeczytać wstęp do OD&D (Men & Magic) - wśród źródeł inspiracji NIE MA Tolkiena.[To też bzdura, goście łapali KAŻDĄ fantasy i przerabiali na O/B/A D&D - O. K.]

Wiadomo – nie ma nic gorszego niż uproszczenia (tylko prości ludzie potrzebują prostych czarnobiałych odpowiedzi). Skoro historycznie rzecz biorą główne źródło inspiracji dla Arnesona, Gygaxa i Kuntza stanowiło Sword & Sorcery w stylu Howarda i Leibera oraz Science Fantasy a la Borroughs, to skąd wzięła się potoczna opinia o stolkienizowaniu D&D? Na początek pamiętajmy o jednej sprawie, którą wypada uznać za zupełnie elementarną – odróżnieniu tego jak grali/prowadzili twórcy D&D w latach 70-tych od tego, jak grali i czym inspirowali się zwykli gracze. Niezależnie czy Gygax i Arneson lubili książki Tolkiena czy też nie, twórczość profesora z Oxfordu święciła triumfy w krainie Wuja Sama w latach 60- i 70-siątych ubiegłego wieku. Nie jestem tolkienistą, ale jeśli mnie pamięć nie myli, recepcja i interpretacja Władcy pierścieni w duchu etyki katolickiej nie była wówczas szeroko rozpowszechniona (pamiętajmy, że Silmarilion ukazała się dopiero w 1977 roku). Chyba trudno uznać hipisowską fascynację Śródziemiem za przejaw zainteresowania dzieci-kwiatów kulturą chrześcijańską. Zresztą bez znajomości Ainulidale, Valaquenty i innych ksiąg Silmarilionu chrześcijańskość zawartej we Władcy filozofii wcale nie musi wydawać się taka oczywista. Co więcej, twórczość Tolkiena robiącą międzynarodową karierę można uznać za jeden z ważniejszych katalizatorów rozkwitu zainteresowania się szerszego grona odbiorców literaturą fantasy w latach osiemdziesiątych. Wydaje się, iż to właśnie Władcy pierścieni zawdzięczamy pewną kodyfikację gatunku epickiej fantasy (na dłuższą metę okazało się to koleiną, z której trudno wybrnąć).

Wracając do samego D&D, pojawienie się wątków tolkienowskich można zaobserwować już w słynnym „fantasy supplement” stworzonym na potrzeby Chainmail. We wstępnie dwaj autorzy zostali wymienieni z nazwiska - Tolkien i Howard. Dalej pojawiają się odniesienia nie do hobbitów, entów, balgorów i nazguli, a także wielu mitologicznych stworzeń, których nazwy wykorzystał w swej twórczości autor Władcy pierścieni. Obecność trolli czy goblinów kojarzy się jednoznacznie. I nie ma tu nic do rzeczy, iż wizerunek trolla Chainmail i D&D zawdzięczają raczej powieści Andersona (Three Hearts and Three Lions) niż twórcy Śródziemia. Przy opisach czerwonego smoka oraz orków mamy znowu wprost odniesienie do Tolkiena (konkretnie Smauga z Hobbita, oraz orczych klanów w Władcy – padają nawet nazwy takie jak: Mordor i Isengard). Nota bene, w Chainmail nie występuje jeszcze kształt typowego dedekowego orka ze świńskim ryjem, którego wygląd utrwaliło AD&D (chodziło tu o grę słów: ORK/PORK). Również w 3LBB występują balrogi, entowie, nazgule i inne, wiadomo skąd znane stwory.

Jeśli wierzyć słowom Gygaxa, które pojawiały się w wielu wywiadach, współautor D&D nie lubił Władcy pierścieni (chociaż doceniał Hobbita, którego czytał swoim dzieciom). Wydaje się, że nie ma powodu, by kwestionować jego zdanie na temat znikomego wpływu twórczości Tolkiena na kształt D&D. Wątki tolkienowskie (czyli elementy bestiarium) Gygax umieścił wyłącznie po to, by przyciągnąć do gier fabularnych miłośników twórczości profesora z Oxfordu. Mimo, iż w prowadzonych przez Arnesona i Gygaxa kampaniach nie było właściwie śladów inspiracji Tolkienem. Wystarczy spojrzeć chociażby na opublikowane moduły do A/D&D z końca lat 70-siątych i początku 80-siątych, czy powieść Andre Norton by przekonać się, iż styl przygód dla potrzeb których stworzono D&D inspirowany był raczej klasycznym amerykańskim Sword & Sorcery i literaturą pulpową niż Śródziemiem Tolkiena (hobbici i entowie stanowiły raczej element decorum niż główne narzędzie nadające ton całej grze).

O. K.: Hobbici zawsze byli "z dupy" w D&D do czasów "skenderyzowania" ich w AD&D: Dragonlance. W niesławnym RuneQuest III wprowadzono halflingi tylko po to, by zagarnąć kawałek sytego tortu zrobionego przez TSR. Zero pomysłu, zero wpasowania. Można sobie wyobrazić metrowego Conana w przepasce biodrowej, z włochatymi stopami i pulchną Hobbitką w chainmail bikini XXS przy nodze? AŻ&Ż i Sromota.eu.

Jednakże wraz ze wzrastającą popularnością gry Gygaxa i Arnesona, D&D brali do ręki także ci, dla których główną pożywkę wyobraźni stanowiły twórcy hobbitów. Nawet studiując dyskusje na forum serwisu Dragonsfoot, natknąłem się na Grognardów, którzy jeszcze za czasów gołego 3LBB usiłowali odtwarzać w swych kampaniach elementy tolkienowskiego Śródziemia. Można powiedzieć, że chwyt marketingowy wymyślony przez Gygaxa powiódł się znakomicie. Tak dobrze, iż autor ten na łamach Dragon Magazine musiał tłumaczyć dlaczego wizja elfów w D&D nie jest tak naprawdę kompatybilna z tą znaną z Władcy pierścieni, czy Slmarilionu. Jednak Tolkien, dzięki zabiegom Gygaxa, okazał się być skutecznym magnesem zachęcającym miłośników jego twórczości do sięgnięcia po A/D&D.

Można powiedzieć, że już u zarania gier fabularnych w konwencji fantasy, posiane zostało ziarno funkcjonujące do dnia dzisiejszego. Dla wielu casualowych graczy, twórczość Tolkiena była dużo bardziej atrakcyjna, niż stare opowiadania Leibera czy Howarda, stąd pragnęli oni naśladować ten styl w swoich kampaniach. TSR w latach 80-siątych (gdy Gygax tracił stopniowo wpływy), starał się podążać tą ścieżką, a punktem zwrotnym w stronę „epic/heroic fantasy” stała się publikacja modułów Dragonlance. Za dekoracjami podążyła także stylistyka całej gry, co stało się niezwykle widoczne za czasów Drugiej Edycji AD&D (w PHB mamy nawet elfy, które nie umierają lecz znużone światem odpływają do tajemniczej krainy – zupełnie jak Noldorowie udający się do Valinoru). Kolejnymi elementami utrwalającymi wizję A/D&D jako odwzorowania fantasy w duchu Władcy pierścieni stały się chyba gry komputerowe oraz ekranizacja "trylogii" w początkach tego tysiąclecia.

Kwestia (nie)obecności wątków tolkienowskich we wczesnych edycjach D&D nie jest taka jasna i oczywista, jak można by z pozoru sądzić. Pamiętajmy, że OD&D stanowiło uniwersalne narzędzie do odtwarzania historii w stylu fantasy. Pulp fantasy, będące (co prawda) najbardziej naturalną pożywką dla tej RPG, nie stanowi (i nie stanowiło) jedynej słusznej drogi. Nawet geneza pulpowego przecież Wilderlands tkwiła w kampanii Bledsawa, rozgrywanej na dzikich obszarach Śródziemia, a w Basic Set Holmesa (1977) wprost czytamy, że „imaginary universe od Dungeons & Dragons lies not to far from the Middle-Earth of J. R. R. Tolkien`s great Lord of the Rings trilogy”.

Czyli jednak coś było na rzeczy już w latach siedemdziesiątych. Czy rzeczywiście tworzenie pseudotolkienowskich elementów dekoracji stanowiło wyłącznie chwyt marketingowy? Wszak Gygax i Kuntz obrażeni na Tolkien Enterpisess mogli celowo deprecjonować (bądź minimalizować) wpływ twórczości Tolkiena na flagową grę TSR-u. Tego się jednak nigdy nie dowiemy. Wydaje się, że taka a nie inna konstrukcja bestiariusza w D&D przyczyniła się do powstania potocznej opinii: Fantasy RPG = Tolkien. Kiedy zupełnie przypadkowa osoba lub nieznający materii początkujący gracz otwiera podręczniki, sama obecność elfów, krasnoludów, niziołków, orków, trolli i smoków skutecznie ewokuje określone skojarzenia o tyle silne, gdyż chyba nie ma obecnie w miarę wykształconej osoby, która nie słyszała by o Tolkienie. Wyrobienie sobie zdania o właściwym stylu przygód w D&D (pytanie jeszcze, o którym D&D mówimy :) ) wymaga już czasu i rozegrania kilku sesji, a obecnie - również znajomości historii hobby.

O. K.: Podobne do Key'a, który, jak ja, nie polega na stereotypach i nie bazuje na brakach w wiedzy o historii naszego hobby: w starym D&D jest tyle Tolkiena, co w Travellerze Star Wars. Do czego piję? Ano do historycznej faktografii i rozmytej wśród fanów fantastyki w Europie chronologii. Jak Arneson rozkminiał Braunstein z Majorem, to przeciętny Amerykanin (w tym wargamerzy) nie słyszał o Tolkienie. Kiedy grał w piwnicy w proto-D&D, Tolkienem zachwycali się tylko hipisi i pierwsi fantaści. Tak naprawdę źródła D&D są w 99% w amerykańskiej pulpie Złotej i Srebrnej Ery - nic ponad to. Wystarczy zaznajomić się z wypowiedziami Ojców Założycieli. Dodatkowo, z Tolkiena wzięte są w zasadzie tylko 3-4 potwory i 3 rasy. Wg Gygaxa, miało to na celu sprzedanie większej ilości grainwood boxów. Podobny zabieg ma się ze zdobywającym wielka popularność w US (w tym samym czasie co Tolkien) Moorcookiem. Nie wiem do dziś, dlaczego europejczycy uważają, że na amerykańską literaturę i gry fantastyczne do końca lat 70-tych  Tolkien miał jakikolwiek wpływ, skoro był prawie nieznany za Oceanem do końca lat 60-tych. Zgodzę się natomiast, że na późniejsze edycje B/A D&D, proza Tolkiena miała większy wpływ na rzecz zaniku weird / science fantasy z rynku wydawniczego. W Original rzeczy takie jak Hobbit, Elf (który i tak wygląda jak skandynawski Alfar - broda, niski wzrost) i Krasnolud są i tak na doczepkę - zauważcie, że Demiurdzy nawet nie mieli na nie mechanicznego pomysłu i wsadzili je jako rasa = klasa. Btw. Tolkien, generalnie, jest "śmiechowy" w odniesieniu do jego wpływów na Original D&D.
Albino: Jeśli sięgniemy po D&D Mentzera oraz AD&D 2E, wpływ Tolkiena staje się bardziej widoczny, ale faktycznie: jeśli weźmiemy do ręki podręczniki sprzed wydania Dragonlance na początku lat osiemdziesiątych... Ostatnim wpływem, jaki tam widzę, po mitologii greckiej, skandynawskiej, celtyckiej, hinduskiej i arabskiej, Mitach Cthulhu i oryginalnych stworach / lore gości z TSR, to proza Tolkiena. Obrazek O. Ka. najlepiej ilustruje, co się dzieje, gdy na siłę chce się pogodzić fantasy o zupełnie różnej proweniencji.

13 komentarzy:

Borejko pisze...

A to temu del Toro nie robi Hobbita

smartfox pisze...

Hmmm na początkach RPG znacie się świetnie, więc i ten artykuł został przeze mnie skopiowany (sorry :)). Natomiast co do popularności Tolkiena w USA, to wedle danych, które posiadam, datuje się od początku lat 60-tych, wówczas wydano wersję nieautoryzowaną "Władczy Pierścieni", czyli nie wiem jak z wpływem na pierwsze RPG, ale ich autorzy spokojnie mogli już znać dzieło Tolkiena.

Co do reszty trudno mi się spierać, mam mimo wszystko za mało wiedzy w tej materii, natomiast powiedzcie mi, kiedy do typowych klas (Fighting Man, Magic User etc.) dołączył np. Elf?

Co do pulchnej hobbitki. E tam, nie takie rzeczy sobie wyobrażam :). Fakt, że Frazetta nie namalował czegoś takiego, nie znaczy, że to niemożliwe. Conan ryćkał wszystko, co miało jakiśtam wygląd i na drzewo nie spitalało. Owłosione stopy, to chyba ostatnia rzecz, która mogłaby go do baby zniechęcić :).

Pozdr

Krzemień pisze...

By udowodnić swoją tezę posługujecie się uproszczeniami a to samo zarzucacie innym. Ten rzekomo skandynawski elf w OD&D ma tyle samo wspólnego ze skandynawskimi alfami co z hipopotamami.

W mitologiach skandynawskich występują dwie osobne gałęzie "elfów". Pierwsza znana jako Liosálfar czyli elfy światła odpowiada własnie tolkienowskim elfom - piękni, wiecznie młodzi i praktycznie nieśmiertelni. Drugi odłam to Svartalfar - elfy ciemności. Svartalfar opisywane na przestrzeni wieków są coraz niższe i brzydsze co ostatecznie prowadzi do wyobrażnia ich jako małych brudasów przypominającyh gnomy z AD&D. Oprócz nich istnieli także Dverg, którzy żyli pod ziemią a potocznie zwani byli karłami. Z czasem zaczęto czasami łączyć ze sobą Dverg i Svartalfar i granice się zatarły. Karły - wypadkowa Svartalfar i Dverg podobnie jak u Tolkiena były mistrzami rzemiósł i wykonywały piekne i cudowne przedmioty np łańcuch Gleipnir, którym to związano wilka Fenrisa by zapobiec Ragnarok

U Tolkiena te dwie rasy "elfów" występują pod nazwami Noldor - czyli elfy dostojne/wysokie i Avari czyli "niechętni", którzy nigdy nie widzieli Drzew Valinoru.

Swoją drogą ów brodaty elf z OD&D mocno zalatuje elfami przedstawionymi w Hobbicie gdzie Tolkien nie miał jeszcze tak sprecyzowanej wizji tej rasy i czerpał otwarcie nie tylko z mitologii skandynawskiej ale także celtyckiej - elfy z Hobbita są niczym Sidhe, tańczą, śpiewają i robią rzeczy, które nie przystoją dostojnym alfom. Tolkien nawiązuje także do owych skandynawskich rodów i leśne elfy z Mrocznej Puszczy są właśnie takim opowiednikiem Svartalfar - Avari według terminologii Śródziemia. Jakby było tego mało sam nazywa ich gnomami.

Tolkien jest dość niekonsekwentny w opisywaniu elfów, Cirdan na przykład jeden z elfich władców wspominany jest jako brodaty, także elfy z Hobbita we wczesnych wyobrażeniach przypominają wysokie skrzaty. Dopiero Silmarillion i Niedokończone Opowieści uporządkowały jego wizje podtrzymując wizerunek elfów jak we Władcy Pierścieni.

Key-Ghawr pisze...

Dzięki za komentarze. Postaram się pokrótce sprostować kilka spraw (choć mam wrażenie, że koledzy w niektórych miejscach niedokładnie przeczytali tekst)

@Smartfox

Pisałem przecież, że twórczość Tolkiena była znana już w latach 60-siątych. Nie omawiałem historii wydań WP u USA, gdyż uznałem (może błędnie), że kwestia tego kieszonkowego wydania jest powszechnie znana w naszym środowisku.

@ Krzemień

O której tezie myślisz? Ja utrzymuję, że jednak twórczość Tolkiena miała wpływ (choćby i niewielki) na kształt D&D.

Jeśli chodzi o tego elfa z brodą w 3LBB, to raczej powiedziałbym, że źródło jego wyglądu tkwią nie tyle w mitologii nordyckiej, co raczej w powszechnym wyobrażniu elfów w kulturze anglosaskiej (typu elfy od Św. Mikołaja :). Jeśli przyjrzeć się dokładniej ilustracjom elfów na kartach Dragon Magazine z lat 70-siątych (i początku 80-siątych) zauważymy niewysokich gości w szpiczastych czapeczkach na głowach. I w tym miejscu masz rację - wizerunek elfa we wczesnym D&D (gdzieś do 1982 r.) bardziej pasuje do tego z "Hobbita" niż "Władcy". O tej kwestii miałem pisać osobną notkę, ale Twój komentarz mnie ubiegł :)

Aha. Wedle słów Steve`a Marsha, który napisał większość Expert Set z 1981 r., klasa elfa jako combo fighter/magic user była inspirowana raczej elfami Andersona ze wspomnianego "Three Hearts and Three Lions" niż dzieł Tolkiena. Jeśli nie miałeś okazji czytać, to polecam. Zdaje się było nawet polskie wydanie.

Krzemień pisze...

Chodziło mi o konkretnie o fakt, iż podkreślacie znikomy wpływ Tolkiena na OD&D - gdyby był faktycznie tak znikomy to elfów mogłoby tam w ogóle nie być. W zasadzie w epoce grania tak jak sie chce a nie tak jak mówią cyferki można było sobie zrobić fighting mana z łukiem i na górze(na dole? - nie znam się) karty wpisać że jest elfem. Tymczasem ktoś zadał sobie tyle trudu by nawet w formie rasy-klasy je umieścić.

Elf w OD&D jest taką wypadkową skandynawskiego Svartalfar i angielskich Sidhe(czyli właśnie elfów jak u św mikołaja). A czymś takim są właśnie elfy w Hobbicie.

Zabawne jest, że późniejszych edycjach - przynajmniej tych, które znam elfy zmieniają się tak by łączyć w sobie wszystkie elfie cechy. W AD&D i D&D3e elfy są niższe od ludzi, szczuplejsze(co nie znaczy słabe fizycznie) ale też piękne i długowieczne. Czyli takie kombo skrzatowatych elfów z OD&D i elfów Tolkiena.

Ojciec Kanonik pisze...

Krzemień
Elfy w fantasy to prekursorski Dunsany. Gygax mocno zżynał z Lorda (np. Gnolle, które są czymś innym niż w późniejszych edycjach, etc.). Klasyczna powieść Andersona, o której pisał Key, też miała ogromny wpływ - chyba największy jeśli idzie o ideę Alignment (obok koncepcji światopoglądów u Moorcooka; i tam też są elfy). Brodaty elf to skrót - rzecz jasna - i masz też rację co do Hobbita i późniejszego combo.

Ojciec Kanonik pisze...

@Smartfox
kiedy do typowych klas (Fighting Man, Magic User etc.) dołączył np. Elf?

Jeszcze przed D&D, u Arnesona. Gygax wykorzystywał nieludzi tylko jako tło. W OD&D są echa idei Arnesona, gdzie zakłada się, że można grać dowolną klasą=rasą. W Dragons at Dawn, jak to zrekonstruował Hobbs, są już Elfy oraz Elfi Magowie (klasa, którą może być także człowiek). U Hargrave'a, mimo że to już trochę późniejszy okres, także można było grać dowolną postacią z mitologii / lit. fantastycznej. Innymi słowy: nieludzie byli w RPG od początku, ale nie u każdego jako rasy grywalne.

Key-Ghawr pisze...

@ Krzemień

No dobrze, doszliśmy do pewnego konsensusu w kwestii elfa, ale ... zauważ, że należy wyraźnie odróżnić obecność demihumans w OD&D od preferowanego stylu rozgrywki w OD&D. Tak więc, o ile Tolkien miał niejaki wpływ na kształt bestiariusza, o tyle stylistyka koncepcji świata Śródziemia, jak i przygód opisanych we "Władcy pierścieni" kompletnie nieprzekładały się na styl przygód, z myslą o których powstało D&D. Jak twierdził Gygax, wielu miłośńików Tolkiena pod koniec lat 70-siątych brało do ręki D&D skonstatować, że styl dungeon i wilderness adventures kompletnie nie pasuje do estetyki świata Tolkiena. Potwierdzało by to tezę o czysto marketingowym, wręcz instrumentalnym potratowaniu twórczości profesora z Oxfordu przez amerykańskich twórców gier fabularnych. Swoją drogą - motywy tolkienowskie trafiły do trylogii planszówek heksowych SPI wydanych bodajże w 1977 r. - Gondor (wydany przez Encore jako Bitwa na polach Pelennoru) , Sauron i Wojna o pierścień (w PL też wersja Encore).

Innymi słowy, kwestia ile Tolkiena było u zarania D&D jest dosyć zagmatwana i jak widać, trudno o absolutnie jednoznaczną interpretację. OD&D stanowiło taki konglomerat różnych pomysłów. Jednak patrząc z perpektywy stylistyki ówczesnego modelu gry, zdecydowanie dominującą inspiracją było amerykańskie pulp fantasy, a nie Tolkien

Krzemień pisze...

Wydawało mi się od zawsze, że Śródziemie pasuje do stylu gry typu sandbox czy też wilderness(wybaczcie ignorancje). Mamy miasta jako tako znane typu Minas Tirith i wielkie obszary wokół nich które na dobrą sprawę znane są tylko z nazwy np Lamedon z jednym(chyba)miastem i bandami górali w stylu Braveheart wokół. To mi podpada pod points of light obecne chyba własnie w OD&D. Podejrzewam że moje postrzeganie w ten sposób Śródziemia bierze się z MERPa gdzie własnie eksploracja dziczy była jednym z motywów przewodnich sesji.

A przecież Moria to dungeon crawl z bosem na końcu ;-)

Ojciec Kanonik pisze...

@Key
Innymi słowy, kwestia ile Tolkiena było u zarania D&D jest dosyć zagmatwana i jak widać, trudno o absolutnie jednoznaczną interpretację.

Dokładnie. I nie zgadzam się z casualami, ani z Grognardami. Zawsze widziałem w tym marketingowy chwyt. Należy też pamiętać o kwestii najważniejszej: NIGDY nie było jednego OD&D - to kocioł idei, pole do szerokiej interpretacji, często wychodzące poza współczesne pojmowanie (powiedzmy od lat 80-tych) RPG. Na pewno nie system RPG, ani żadna określona w pełni gra.

Ojciec Kanonik pisze...

@Krzemień
Moria to prekursor nju skulowych (jedna słuszna droga, fabuła, tematyczny level, boss na końcu) dungeon crawli, tak. ;)

smartfox pisze...

@ Key
W zasadzie odpowiadałem Jarlowi, który napisał, ze popularność Tolkien zdobył w USA jakoś na przełomie lat 60-70.

Co do wydania kieszonkowego, ukazało się w 1965 roku wedle moich danych, może są błędne. To wcześniejsze paperbackowe Dona Wolheima to chyba nie to samo?

A fakt faktem, ze dwa pierwsze tomy w USA wyszły jeszcze w latach 50tych, więc fan fantasy spokojnie mógł się z nim zapoznać (nawet biorąc pod uwagę, ze to było wydanie hc).

@ Jarl
Dzięki. Co do dyskusji, skąd autorzy czerpali inspiracje do postaci elfów w OD&D, sprawa stosunkowo jałowa. Jak napisał Key, trudno jednoznacznie przesądzić.

Key-Ghawr pisze...

@ Krzemień

Co do kwestii Śródziemie a Points of Lights, co świat Tolkiena, zwłaszcza w III Erze (głównie Eriador i Rhovanion) rzeczywiście przypomina ten znany z wczesnego D&D - w końcu Bledsaw zaczynał tworzyć Wilderlands w oparciu o swoją kampanię w Śródziemiu. Powiem nawet, że same Dzikie Kraje chyba najbardziej nadają się do tego stylu gry.

Pisząc o braku kompatybilności między Władcą pierścieni a D&D miałem raczej na myśli kwestię stylu. W "trylogii" mamy raczej epicki, liniowy quest niż swobodną eksplorację. Natomiast do D&D bliżej jest estetyce "Hobbita". Zresztą zawsze chodziło mi po głowie stworzenie kampanii na podstawie tej książki z pominienciem wszystkich wątków znanych pozostałych dzieł Tolkiena. Oczywiście musiałbym uzupełnić mapę własnymi detalami, a wiele wątków wytłumaczyć po swojemu, w sposób zupełnie niezgodny z kanonem Śródziemia.