4 czerwca 2010

Karnawał Blogowy: Gadżetomania

Jedenastą edycję KB RPG prowadzi Darken. Temat: Dodatki. Yhh. Już od dawna nosiłem się z zamiarem opisania patologii RPG z pierwszej połowy lat 80-tych, pn.: Gadżetomania, która zapoczątkowała bezpośrednio hype na settingi (Settingomanię © O. K.). Na przykładowe zdjęcia "dodatków" można klikać dla powiększenia. Szybki resume posta: pokazuję środkowy palec przemysłowi RPG, z którym w najmniejszym stopniu nie utożsamiam mojego erpegowego hobby. Lubicie dodatki i kolorowe książeczki z wtórnymi opisami kolejnych nerverlandów i mechanik? Olejcie ten wpis. Jeśli zaś macie dystans do RPG, wiecie, że jesteście "dmuchani" z każdą kupioną książką i nie przepadacie za kupowaniem niepotrzebnej makulatury w liczbie d6 / rok... Read on, gentle readers (jak pisywał Gygax).

Owy marksistowski, cynicznie wykorzystywany pomysł jakim są dodatki i kolejne wariacje na temat 3LBB, a na który wpadli kolesie z Lake Geneva w chwili, kiedy RPG święciło największy komercyjny sukces ever, zmienił kompletnie oblicze klubowo-piwnicowego hobby i skutecznie zarżnął pierwotną ideę DIY & Share oraz skutecznie usunął na kilka dekad coś, co dzisiaj nazywa się erpegowym "old schoolem". Wprowadził coś tak bezsensownego, jak prawa autorskie (np. na beholdery czy drowy, hyh), przekonywał, że kupienie tylko firmowego dodatku gwarantuje prawdziwą zabawę w X systemie / settingu, etc. Wracając do gości z Lake Geneva. Zauważyli w pewnym momencie, że dymając bezlitośnie nowy typ gracza - małoletnie nerdy - mogą zarobić grube miliony zielonych na:

a) tobołkach dla graczy, które wypełnione były kościami, ekranami dla graczy i broszurami "jak grać lepiej X klasą". Każda profesja miała osobną walizeczkę i śliczny obrazek przedstawiciela/ki danej klasy,  w mniej lub bardziej wyuzdanej pozie i wpatrzonej dokładnie w śliniącego się nerda.

b) kartach postaci, bo wiadomo, że zwykła kartka papieru nie miała szans udźwignąć rozrostu systemu i inflacji mechanicznej. Poza tym, tylko firmowa karta postaci umożliwia szybkie odszukanie potrzebnej informacji, a z biegiem lat ludzie i tak zajmowali się plusami, minusami, kropkami i manewrami, niż roleplay.

c) ekranach i indeksach Dungeon Mastera, które przyspieszały i ułatwiały prowadzenie jak nic i nigdy dotąd.

d) tematycznych kościach, dobranych pod odpowiednią profesję, a także losujące pogodę, reakcję , płeć oraz Alignment napotkanych NPC-ów. Szczytem dymania tym produktem był legendarny Zocchihedron.

e) podręcznikach zapakowanych w gustowne etui, często przypominających skórę, ze złotymi napisami dorównującymi kiczem i fajansem klejnocikom z okładek "D&D 3E". Oczywiście, każda z książek zapakowana była w perfect hardbound, by Mistrz idący na sesję czuł, że żyje.

f) kolorowankach i flamastrach z beholderami i ikonicznymi postaciami z Basic D&D. Wszak zadbanie o kolejne pokolenie młodziaków do dymania było bardzo wysoko na liście priorytetów T$R.

g) multimedialnych RPG (jak Mystara, chociaż dużo wcześniej [83 r.] tego typu RPG, z kasetą magnetofonową, pojawiło się w UK i nazywało się Dragonroar). Teraz mogliśmy usłyszeć skrzypienie drzwi i fonosferę karczmy. Brakowało tylko smrodu trolla i smoczej kupy (ponoć Basic Słoje & Kisiel eliminują tą niedogodność).

h) książkach, tzw. games related, które jak nic i nigdy dotąd pokazywały uroki, cokolwiek wykastrowane i nie zawierające wstawek porno, realia sterylnych settingów 1,5E +. W tej dziedzinie dymania udało się z szarego tłumu wyłowić kilku flagowych grafomanów (np. Salvatore) tego typu "literatury".

i) taliach kart spotkań, potworów, skarbów, mocy psionicznych i czarów Magic-Usera i Clerica. Bo przecież zapis na kartce w kratkę nie jest dżezi i trzeba mieć przy stole kilka Advanced Kartoników & Sztonów.

j) broszurach instruktażowych o tym, jak rysować trójwymiarowe lochy - niczym Sutherland. I Ty możesz zostać drugim Tampierem, dude!

k) obleśnych komiksach AD&D produkowanych po pijaku przez Marvel TM, do których scenariusze pisał J. Grubb.

Nie można, rzecz jasna, zapominać o książkach z opisem ras i klas dla graczy. Przecież typowy RPG-owiec potrafi tylko trawić gotowce stąd i owąd, ale w chwili imaginacyjnego zaparcia łyka tabletkę z opisem elfów i automatycznie gra nimi lepiej. Ale powróćmy do dalszej wyliczanki wypaczeń hobby:

l) specjalnych sakwach na kości. Każda ze złotawym logiem TSR. Podobne wyroby innych firm, to podróby i zazwyczaj "materiał bardzo kiepskich lotów" [cyt. Gygax, AD&D]

ł) na Kołach Walki [Fighting Wheel; na końcu notki], które (jeśli ekrany i indeksy dla DM-a nie wystarczały) jeszcze bardziej przyspieszały tempo rozgrywki. 3 Warpy i majty zrywało.

m) na puzzlach, z których składało się tajemniczą mapę do skarbu (ilustracja na początku notki). Dostawaliśmy kilkanaście elementów, na których SAMI MOGLIŚMY RYSOWAĆ MAPY. Szał.

n) na klamrach do pasów z dumnym logiem TSR. Ze względu na tani materiał i znikoma wagę semantyczną, nie można było dostać wpierdol od łysego - ten czatował na jupę, ew. przypinki z AC/DC.



o) RPG-owych przypinkach. No właśnie. Można było sobie taką wpiąć w dżinsową katanę i każdy wiedział, że szukamy dziewczyny.

p) naprasowankach i kalkomanii z masą TSR-owego stuffu. A to logo, a to napis: "I'm The Magic-User". Laski leciały wtedy na Jacksona i chłopaków z Mötley Crüe, ale nierozprawiczone nerdy wolały na t-shitrcie obnosić przynależność do RPGA.

r) na firmowych koszulkach z powyższymi przekazami. Ta opcja zarezerwowana była dla kogoś, kto nie umiał obsłużyć żelazka. Droższa, bardziej dżezi.

Pomniejsze wynalazki (za bardzo nie ma sensu o nich wspominać, więc szybka wyliczanka - każdy wie o co chodzi), takie jak:
Settingi w boxach, albumy z ilustracjami z podręczników, breloczki, wisiorki i plastikowa biżuteria, kolejne księgi potworów zapełnione kwasowymi rojeniami, rozkładane modele 3D zamków, serie modułów / przygód, gier komputerowych, plastikowe monety z Greyhawk, komiksy D&D w popularnych dziennikach "niebranżowych", figurki do określonych systemów czy kilka pism o jednym systemie RPG. Dzisiaj fani płaczą, że "D&D 4E" i Warhammer 3E mają zbyt dużo zbędnych akcesoriów? Dude... W dzisiejszych czasach, RPG jest zaledwie cieniem tego, co można było kupić wtedy z logiem ulubionej gry albo dodać dziwacznego na sesję. Serdeczny palec w górę.

38 komentarzy:

Key-Ghawr pisze...

Świetna notka. Dawno się tak nie uśmiałem z przejawów ludzkiej głupoty. O niektórych genialnych pomysłach na dojonko usłyszałem pierwszy raz (klamry do pasków, puzzle, koła walki). Można, wzorem Savonaroli, ułożyć stos erpegowej próżności.

Jest tylko jedna różnica między dawnym a nowym gadżeciarstwem (a przynajmniej na to wygląda). Wszystkie w.w. śmieci nie były potrzebne do grania w A/D&D. Natomiast figurki/żetony oraz battle gridy w 4.0 wyglądają na rzeczy bez których poprowadzenie gry graniczy z niemożliwością. To samo karty w WFRP 3ed. Ale tutaj musieliby zabrać głos użytkownicy tych produktów.

Albino pisze...

Kurde, a ja myślałem, ze Hasbro robi dzisiaj małolaty 4E w uja sprzedając tenisówki i kubki z logiem D&D. Chyba tylko *Urodzona Cipa* jara się takimi rzeczami. Huehuehue.

Aureus pisze...

Cała Wasza trójka skupia się na głupocie wydawnictwa. A czy debilizmu wiązać nie należy z Klientami, a wydawnictwo po prostu na tym debilizmie zarabia?

No chyba, że produkowanie klamer do pasa i wyprasowanki przejmuje kontrolę nad ludzkim umysłem i sprawia, że w pełni normalni ludzie zaczynają kupować niepotrzebne im pierdoły, ale wydaje mi się, że to raczej wydawcy tworzą potrzebę w szarej masie i potem sami na tę potrzebę odpowiadają.

Swoją drogą - klamra do pasa TSR... So lame.

Key-Ghawr pisze...

@ Aureus

Dzięki za komentarz. Oczywiście, masz rację, że wydawnictwa tworzą sztuczny popyt na pierdoły a głupie nerdy lub dzieci się na to nabierają. Tym niemniej, suma sumarum, na krytykę zasługuje w pierwszej kolejności wydawnictwo, które nakręciło rynek na tego rodzaju głupoty i żeruje na naiwności klientów. Może to zbyt daleko posunięte porównanie, ale nie wierzę w tezę, że głupia ofiara kradzieży/oszustwa jest sama sobie winna. Stosowanie tego rodzaju praktyk świadczy bardzo źle o samym wydawnictwie. Tylko proszę nie argumentować, że jest to "normalny" przejaw kultury naszych czasów.

Jetmaniac pisze...

Klamry? Hmm... A myślałem, że tego nic już nie przebije. :)
Tutaj muszę się przynajmniej częściowo zgodzić z Aureusem: gdyby nie klienci, którzy są gotowi wydawać pieniądze na tego typu rzeczy, to tego szajsu nie byłoby nawet na rynku. Podobna sprawa ma się ze zmianami w kolejnych edycjach D&D. Tak naprawdę "odpowiadają one żywotnym potrzebom naszego społeczeństwa" (R. Ochódzki): z listów do TSR już od samego początku wynikało, że gracze chcą przypakować postaci i kombinować z bronią magiczną ("Mój MG nie chce pozwolić na podłączenie granatnika do różdżki kul ognistych - co robić?"). Koniec końców wychodzi takie błędne koło: popyt kreował podaż, a podaż popyt.

Piotr Koryś pisze...

Hej, wydaje mi sie, ze najwieksze przegiecie to byly kosci z fazami ksiezyca do wilkolaka :)

A z drugiej strony, ja lubie niektore gadgety, jezeli po prostu pomagaja.

Ojciec Kanonik pisze...

@Aureus
Jakbym zaczął jebać tępych kretynów składających się na 90% fandomu RPG i kupujących warianty tego gadżeciarstwa po dziś dzień, to byś zaczął jęczeć, że jestem nazi i się w ogóle w gównie taplasz zaglądając tutaj. No ale chyba to lepsze niż WIADOMO CO. ;)

@Piotrek
Oczywiście. Fighting Wheel jest wypas i potrzebne. BARDZO. ;)

Albino pisze...

@ O. K.
"No ale chyba to lepsze niż WIADOMO CO. ;)"

O kurwakurwakurwa. Hehehe (!). ;D;D

Albino pisze...

@Key
Chyba pentada Laswella ma tutaj kluczowe znaczenie. Nie da się też zapomnieć o piętnowanym przez O. K. marksizmie: jesteś tym, co masz na półce. Omg.

Kanonik podesłał mi więcej fotek tych gadżetów (postanowiliśmy nie wrzucać, bo Blogger ma limit na MB obrazków) i przyznam, że jestem szczęśliwy mając circa 60 dodatków do GURPS 2-3E, bo one COŚ wnoszą, a Jackson raczej nie szedł w aż taki konsumpcjonizm.

smartfox pisze...

Eeeee nastawiłem się na wirtualny wpieprz, że kupuję dodatki, a Ty mi tu wyskakujesz z puzzlami, klamrami, kółkami i innymi chujami-mujami. :)

Swoją drogą, ja to powiem., Key. To normalny przejaw kultury naszych czasów :).

Co do tego, że wtedy więcej wychodziło gadżetów. Jesteś pewien, Jarl. Nie siedzę w temacie, ale w sumie to by przeczyło temu, co się w ogóle wokół dzieje.

Ps. Może zacznijmy bić na tym kasę? Np. zestaw drewnianych makiet mieczy dopasowanych do różnych poziomów premii do walki wręcz. Pluszowy smok z regulowanym wskaźnikiem hapeków, a może gumowa lala dla nerdów, by nie tracili czasu na szukanie dziewczyny...

A nie, to ostatnie już wymyślono.

Ojciec Kanonik pisze...

bo one COŚ wnoszą

Co? Dokładnie to samo co tobołki i classbooki. ;) SJG przejęło pałeczkę po TSR (właściwie połowę, drugą chapnął Biały Reksio) i wydawało masę idiotycznych dymaczy fanów. GURPS: Traveller, GURPS: Werwewolf: TA. Widziałem też koszulkę, firmową, z logiem SJG. No weź przestań. ;)

Ojciec Kanonik pisze...

Ps. Może zacznijmy bić na tym kasę? Np. zestaw drewnianych makiet mieczy dopasowanych do różnych poziomów premii do walki wręcz. Pluszowy smok z regulowanym wskaźnikiem hapeków, a może gumowa lala dla nerdów, by nie tracili czasu na szukanie dziewczyny...

Epickie! :D

A co do tego czy jestem pewien. Wiesz, boxy i ponowny wzrost popularności akcesoriów na sesjach (figurki, karty, żetony), to przecież 5 lat wstecz max. Settingi / systemy w boxach dopiero zaczynają odzywać od roku / dwóch. Mimo to, nie jest to nadal na taką skalę jak wtedy z prostej przyczyny: RPG jest znacznie mniej popularne, inne media / gry dominują wyobraźnię i kieszeń nasto / dwudziestoparolatków, etc.

Key-Ghawr pisze...

W XIX wieku Salonowe Lale kolekcjonowały niedopałki cygar Franciszka Liszta. Erpegowe Gadżeciarstwo tego nie przebije. Choć może tak - oryginalne notatki Roba Kuntza za 3500 zielonych.

Koledzy blogerzy - zacznijmy pisać i sprzedawać limitowane kolekcjonerskie wersje naszych postów. Co prawda, nie mam zielonego pojęcia jakby to miało wyglądać i czemu służyć, ale wietrzę szmaaaaalec ;)

@ O.K.
Głupota głupotą ale zachowajmy kulturę dyskusji.

@ Smartfox
Kultura każde okresu ma swoje dobre i złe strony. Może gadżeciarstwo jest teraz normalną cechą naszej kultury, ale dla mnie jest to "nienormalne". Tak normalna nienormalność, zupełnie jak oczywista oczywistość.

Piotr Koryś pisze...

Ojcze Kanoniku, ja mowie wyraznie, ze niektore :) Lubie sie pobawic kartami czy figsami firmowymi. Ale kolo walki jest... ciekawe, to fakt. Za cholere nie wiem, co to moze byc :)

Ojciec Kanonik pisze...

Koło wyliczało coś, co później (AD&D 2E / Rules Cyclopedia) ujęto w THAC0. Wcześniej było więcej różnych modyfikatorów, tabele To-Hit, etc. Ściągnij sobie ADDICT:

http://www.dragonsfoot.org/php4/archive.php?sectioninit=FE&fileid=263&watchfile=0

Jest to rekonstrukcja procedury walki w AD&D 1E w quasinaukowej manierze. Takie Fighting Wheel (prawdopodobnie) naprawdę przyspieszało i upraszczało wyliczenia w walce.

Ojciec Kanonik pisze...

Drogi Albino

Dostałem dzisiaj kilka maili, dokładnie 5, i ich nadawcom wydaje się, podobnie jak mnie, że masz profetyczne właściwości. Pojawiła się teza, że to może nie wróżbiarstwo, a przywoływanie niewypowiedzianie nieopisywalnych UC z otchłani Web 2.0. Nawet nie śmiem podejrzewać, że znasz zaklęcia 9 Kręgu i Wish nie jest Ci obce, ale wszystko i wszyscy, którzy napisali owe maile, na to wskazują. Nie wiem co palisz / wsuwasz pod język, ale byłbyś cennym nabytkiem dla firm produkujących RPG ze względu na ten dar.

Łączę wyrazy bojaźni
Kanonik

flinstone pisze...

Ale BEKA! Zastrzeliła mnie sytuacja z UC przy sobocie....

Albino pisze...

Dzień Dobry wszystkim!

O. K.
Random Encouter. Żadna magia. ;P

smartfox pisze...

Kurde, chciałbym takie randomy trzaskać swoim. Gracze zaczęliby mnie podejrzewać o podpiłowanie kostek.

Ojciec Kanonik pisze...

E, chyba raczej byś nie chciał. Ujowa przyjemność. ;) Że tak zacytuję (trochę zmienione ze zrozumiałych względów):

Ciekawe, czy Urodzona Cipa [Smartfox (C)] popełni elaborat, że trzeba się kochać i być tolerancyjnym, ale przecież inni są głupi i bezmyślni. A potem może to spuentuje Kołakowskim lub Fubinim.

;)

Ale powiem Ci, Smart, że robimy rezerwat dla kuriozów i pokazujemy palcami. Nie po krześcijańsku. ;)

Albino pisze...

Wystarczy że ten obciachowy szmelc z posta przygniata. *Urodzona* to za dużo jak na jeden dzień...

Ojciec Kanonik pisze...

:D

Weź się za korektę postu Keya, wpadnę koło północy to wstawię grafę, dodam ew. komcia i ustawie w zasobniku.

Key-Ghawr pisze...

@ O.K., Albino

Ze swojej strony poprawiłem. Poczekajcie z zasobnikiem bo może zrekomciuję.

A tak przy okazji: ale was wzięło :)

Piotr Koryś pisze...

Gdzies przy tej UC sie gubie, nie wiem, o co chodzi.

A co do samych gadgetow - lubie takie rzeczy, nie tylko w rpgach, wiec mi nie przeszkadzaja. Ale klamry do paska bym nie kupil.

Ojciec Kanonik pisze...

Piotrze, to taki hermetyczny żart. Nie zawracaj sobie nim głowy. ;) Btw. Prawdopodobnie w sobote idziemy ze Smartfoxem na browca, będziesz we Wratislavii (i nie boisz się dewianta Jarla)?

Piotr Koryś pisze...

O, dzieki za info! We wratislawi jestem (w pewnym sensie), jak nie bede mial sesji, to wpadlbym na jakies bezalkoholowe.

A i tak was wtedy zapytam o UC :)

Albino pisze...

O nieeee :D

Lehr pisze...

Drogi autorze, a mógłbyś się odnieść w związku z tą gadżetomanią do najnowszego warmłotka? Słyszałem że zawarte w nim pierdoły wbrew pozorom bardzo uprzyjemnaiją grę, z drugiej strony wydawać tak duże pieniądze na takie pierdy to przegięcie. Chciałbym poznać Twoją i Waszą opinię na ten temat - właśnie w kontekście tych gadżetów wszelkich.

Key-Ghawr pisze...

@ Lehr

Tutaj proponuję pytać kolegę Paladyna. Nie grałem w WFRP 3ed i nie zamierzam ryzykować moich kochanych pieniążków - właśnie z powodu gadżetów, których nie potrzebuję.

Ojciec Kanonik pisze...

@Ramel
Napiszę do Ciebie jakoś w tygodniu, jak ze Smartem się ustawimy - pewnie na Gramelowy mail czy coś.

@Lehr
Drogi czytelniku. Podobnie jak kolega Key nie orientuję się ani w "D&D 4E", ani w Warhammerze. Znam tylko obiegowe opinie, raporty i filmiki z sesji i wydaje się, że w tych grach owe gadżety są integralną częścią systemu. Wysunę nawet tezę, że właśnie mamy do czynienia ze współczesną, kolejną z rzędu ewolucją patologii, którą opisałem w artykule.

Też radzę zapytać Paladyna, bo to fachura od WH:

http://scrollofskelos.blogspot.com/

Lehr pisze...

Rozumiem że nie jesteście specami w dziedzinie tych systemów (szczególnie nowych części) - ale mi zależy na Waszej ocenie jako osoby które wolą ścieżkę "zrób to sam" miast "kup to, i jeszcze to". To czy nowy młotek to jedno, ale chcę wiedzieć jak Wy widzicie tą wspomnianą ewolucję.

Key-Ghawr pisze...

@ Lehr

Skoro prosisz... Dawnymi czasy grałem sporo w WFRP 1st ed., kilka lat tamu trochę w 2nd ed. Jeśli mam radzić z perspektywy "minimalistycznej" to zostań (lub kup, jeśli nie posiadasz) przy podstawce do pierwszej edycji + ewentualnie pierwszej części kampanii "Wewnętrzny Wróg" (chodzi mi o nieco rozszerzony opis Imperium, nie samą przygodę). Resztę olać.

Ojciec Kanonik pisze...

Ja to widzę tak samo jak pierwszą falę gadżetów w poście, jak późniejszą settingomanię, etc. Wiesz, dyskusja zbliżyłaby się chyba blisko "to nie jest już dla mnie RPG", ale to chyba zbyteczne [bo RPG to było, ale w 70's - wiadomo ;)]. Poza tym, oczywistym jest, że tego typu rzeczy mają określony target wiekowy i bez takich lśniących dodatków i elementów, jak choćby w WH 3, ciężko byłoby przyciągnąć nowe pokolenie wychowane na MMORPG, etc. Na pewno sens kupowania czegoś takiego nie leży w młodym wieku konsumenta, ale ma to fundamentalne znaczenie dla producenta (i jak pokazała historia, miliony dają się nabierać).

kuglarz pisze...

@Lehr
Olej WH 3 i D&D4E (3E też wyrzuć). Jak już koniecznie chcesz pieniądze wydawać na RPG to zaryzykuj Savage Worlds. Cztery dychy mocno mnie nie zabolały, a silniczek całkiem przyjemnie śmiga w piaskownicy. Podejrzewam, że nawet ktoś napisał konwersję Warhammera na SW (gugluj?).

Albino pisze...

U Borejki widziałem taką konwersję.

http://gryfabularne.blogspot.com/

Piotr Koryś pisze...

@OK - Smartfox ma mojego prywatnego maila, juz z nim rozmawialem, podesle tez moj telefon, zeby sie dogadac.

@ Kuglarz - dziekuje :)

kuglarz pisze...

@Piotr
Nie za ma co ;) Jakbyście schrzanili robote to bym wszędzie odradzał. Dobry produkt wart jest bezinteresownego polecenia.

Ojciec Kanonik pisze...

@P.K.

Oki.