20 lipca 2010

Basic RolePlaying: Nauczyciele


Idea rozwijania skilli poprzez szkolenia (nie tylko przez ich używanie) u nauczycieli jest bardzo inspirująca. W AD&D 1E nie istnieje coś takiego jak automatyczny "skok o level". Postać, po zdobyciu odpowiedniej ilości XP, musi znaleźć przedstawiciela określonej profesji (na poziomie przynajmniej o jeden wyższym niż ten, na który PC może awansować), wybulić "trochę" złota i poświęcić czas na szkolenie. W BRP-owym sandboxie, idea ta nabiera jeszcze większego znaczenia narzędziowego.

W BRP rozwija się umiejętność poprzez jej używanie, ale istnieje druga droga: Mentorzy i samodoskonalenie skilla / atrybutu "pomiędzy" sesjami. W podręczniku znajduje się komplet zasad do tego sposobu rozwijania postaci. System Mistrz - Uczeń, jest cholernie pomocny przy planowaniu kampanii sandboxowej. Pojawiają się całe szkoły, stronnictwa (w oryginalnym RuneQuest są to różnorodne Kulty) akademie i pojedynczy NPC-e, którzy mogą szkolić awanturnika. Podobnie jak w AD&D Gygaxa, mentor w BRP musi mieć wyższą wartość skilla od PC oraz rozwiniętą umiejętność Teach. Im szkolona umiejętność wyższa, tym kurs droższy, zajmuje więcej czasu i jest (standardowo) trudniejsza do rozwinięcia przy pomocy XP Roll. I co najlepsze, jeśli rzuty będą kiepskie, PC może stracić kilka punktów umiejętności. ;)  

Tworząc jakiś background do SB, Master musi więc pamiętać o przynajmniej kilkunastu NPC-ach, którzy są nauczycielami - znanymi lub początkującymi, albo i zupełnie przypadkowymi (w końcu Teach ma określoną bazę i każdy może próbować uczyć inną osobę). W bardziej szczegółowy sandbox, można wprojektować różnego rodzaju zakony i szkoły - to też automatycznie dodaje kolorytu kampanii. Oczywiście, gracz nie musi do żadnego należeć czy specjalnie szukać odpowiedniego nauczyciela - w końcu rozwija skille poprzez ich używanie, a niektóre przez samodoskonalenie (jak podręcznikowy przykład z językiem rosyjskim doskonalonym w trakcie przebywania w Rosji, wykorzystywania rozmówek X-Rosyjskich, biowszczepów ze słownikami, etc.). 

Rozwiązanie takie sprawia, że umiejętnie rozlokowani nauczyciele stają się kolejną motywacją do wędrowania dla awanturników. Niektóre lokacje stają się strategiczne, niektóre zyskują element w stylu "na wysokiej górze mieszka odludek, który ponoć potrafi siłą umysłu podrywać pannom kiecki". Cenny nauczyciel rzadkiej umiejętności, może mieć różne kłopoty, albo wysokie wymagania (czyt. dodatkowe questy). Może też być chroniony przez danego władykę i PC muszą najpierw stawić czoła złożonej biurokracji, nim do niego dotrą. Już widzę te tabele pod Oracle Dice w stylu Judges Guild, wspomagające Walkę Z Systemem. ;) Dodatkowo, w fantastycznych settingach, nauczycielem może być przedstawiciel innej rasy, albo konstrukt, albo AI. To świetne narzędzie do zaskakiwania graczy, którzy (np.) idą rozwinąć Insight (coś w rodzaju Empatii, Wyczucia pobudek lub Postrzegania Emocji) i napotykają smoka albo robota z ludzką świadomością i emocjami, itd.  Albo chcąc rozwinąć First Aid, PC trafia do nimfy w chainmail bikini (z wodorostów, rzecz jasna), która uczy go niuasów reanimacji podtopionego z wykorzystaniem 75 D. Możliwości jest multum, a dzięki podwalinom położonym przez takie systemy jak AD&D 1E czy BRP, rola Mentora w sandboxowej kampanii jest naprawdę ważna, strategiczna i motywująca do poszukiwań.

6 komentarzy:

kuglarz pisze...

Odwieczny problem MG: Patrzeć graczom na ręce co tam sobie rozwijają czy zaufać i oczekiwać uczciwości i zaangażowania...




Głupio się pytam. Patrzeć na ręce, a za wałkowanie mordować postaci bez litości ;)

P.S. Czy tylko mi się zdarzyli gracze co nieuczciwie rozwijali postać?

Key-Ghawr pisze...

Nie tylko Tobie. Wszystkie systemy opierające się na optymalizacji postacie - d20, WFRP 1ed i 2nd ed - sprzyjają myśleniu "wykupię sobie tego skilla, feata lub to rozwinięcie z takiej a takiej profesji i będę pałernyyyy". Grzechy młodości :)

kuglarz pisze...

Albo dopisywanie sobie PD jak MG rozdaje nie po równo.

"No przecież jak dojdzie ile ja rzeczywiście tych PD miałem?"

A podobno w RPG nie chodzi o wygrywanie... ;)

Key-Ghawr pisze...

Co prawda nie grałem/prowadziłem zbyt długo Zewu Cthulhu, ale mechanika Basic Roleplaying sprzyjała ograniczeniu krętactwa, oszukiwania i powergamingu wśród graczy. A spośród wszystkich edycji Lochów i Smoków, najlepiej wypada OD&D.

Se'Bastian vel Kaellion pisze...

Co do rozwijania postaci to ciekawie wypada Burning Wheel czy Burning Empires. W BW mam za soba juz kilkanaście sesji i pomimo że jest to trochę skomplikowane na początku to teraz robię to już automatycznie. Ciekawe jest to że nieraz by rozwinąć sobie skilla czy zdobyć potrzebny test pcham się w sytuację która skomplikuje mojej postaci życie. XPków jako takich nie ma w ogóle a punkty Fate, Persona czy Deeds to wspólna decyzja wszystkich uczestników gry a nie tylko widzimisię Mistrza Gry. Dodatkowo przerwy czyli dłuższe okresy można poświęcić na naukę samemu co trwa niestety długo, lub poszukać właśnie nauczyciela. Co znacząco może przyspieszyć ten proces.

Niestety w większości RPGów nauka i rozwijanie umiejętności jest załatwiana w najprostszy sposób: Dostaliśmy XPki = rozwijamy to co chcemy pomijając przy tym nauczycieli, szkolenia, treningi czy częste korzystanie z danej cechy lub umiejętności.

Dzięki za przypomnienie tak trywialnych rzeczy, o których każdy powinien pamiętać a wszyscy zapominają. Już sobie zapisuję tą notatkę :)

Ojciec Kanonik pisze...

@Kuglarz / Key
Pewnie nie uwierzycie, ale nie miałem na sesjach powergamerów / maxerów. Zdarzył się może jeden, dwóch - te naście lat temu, ale szybko wylatywał z ekipy.

@Kaellion
Nie ma za co. W AD&D 2E (chyba w Creative Campaigning) był taki pomysł, że DM pytał graczy, ile by sobie dali XP. Kilka razy stosowałem, ale sprowadzało się to do postawy "fałszywie skromny", albo w ogóle nie chcieli siebie oceniać. :) Dzisiaj też stosuję (nie zawsze) opcję "skok o level tylko z nauczycielem" - jest ona obecna także w DMG do 2E.