16 lipca 2010

Robert Kuntz o OSR

Notkę zainspirował post Roberta Kuntza o tym, dlaczego retrogaming (granie w stare RPG) jest czymś innym od OSR i dlaczego z tym całym "Renesansem" sam się nie identyfikuje. Najciekawsze jest podsumowanie, z którym w pełni się zgadzam i mniej więcej tak mamy z moją ekipą (dotyczy to zarówno naszego zainteresowania grupami / ruchami / zjawiskami takimi jak OSR, Indie, jak i współczesnych RPG oraz większością rynku wydawniczego w ogóle) - w tłumaczeniu poniżej. Cały post tutaj



Zadzwoniłem ostatnio do starej grupy graczy, z którymi ze względu na odległość, nie miałem od lat kontaktu. Nadal grają w AD&D z paroma domowymi zasadami jak wielu innych ludzi. Powspominaliśmy sobie nasze stare, dobre czasy i zaraz potem zapytałem go o to ilu ludzi w jego okolicy gra oraz ilu nowych graczy udało im się wciągnąć przez te wszystkie lata (także w planszówki, bo oni grają we wszystko). Grupa liczyła przez ten okres zazwyczaj 4-7 osób, średnia 5 grających. Przez te lata udało im się (a jest to dość odizolowana cześć Wisconsin) zaprezentować grę 10 osobom i dwie z nich zostały w ekipie, a niektórzy z pozostałych grywają z nimi okazjonalnie. W końcu zapytałem go czy słyszał o czymś takim, jak OSR? Mój znajomy odpowiedział dokładnie tak: "Co?". Wytłumaczyłem mu o co chodzi, i wtedy stwierdził, że sobie radzili doskonale bez OSR tyle lat, ale życzy im jak najlepiej. 
Od roku, zainteresowani pewnie zauważyli, rośnie wśród retrogamerów i Grognardów zniesmaczenie czymś, co dwa lata temu ochrzczono Old School Reneissance. W ramach tego "ruchu", który powstał wśród fanów starych gier zupełnie niespodziewanie i niepotrzebnie, produkuje się kolejne retroklony, wydaje coraz to nowe czasopisma, dodatki do retroklonów, wypuszcza symulakry oraz kiepskiej jakości materiał na 3 strony za 5€ each. Sam wielokrotnie odnosiłem się do tej nowomodnej kaszanki pejoratywnie i stanowisko to podtrzymuję nadal. Zjawisko OSR jest czymś, co z początku było marginalne w retrogaminu, a teraz zupełnie zdominowało fora i strony - stworzyło nowy typ fana, Fana Retroklonów wyznającego "DiY & Share" za kasę. Taki gość zazwyczaj nie widział, a już na pewno nie grał w nic, co było przed mentzerowskim Red Boxem. Na dalszy plan odchodzi historyczna rekonstrukcja, wykopywanie starych gier sprzed czasów boomu,  dzielenie się własnym stuffem za free, a na pierwszy ograniczanie się do nostalgii, chęć zarobku, bezmyślne wykorzystywanie starych gier do tworzenia własnych marek, etc. O Dragonsfoot sprzed prawie 10 lat nikt już nie pamięta, a James z Grognardii przyznał, że OD&D po raz pierwszy zaczął prowadzić rok temu i szybko przeskoczył na OSR-owe podróbki. Liczy się powielenie po raz setny tych samych zasad z początku lat 80-tych lub rozrysowanie podziemia, które nie mają nic wspólnego z faktycznymi początkami hobby. Nie jest jednakże aż tak źle, niektóre nowe projekty są dobre, a odkrycia i rekonstrukcje rzeczowe (DatD, LL, Fight On!). Coraz więcej ludzi - weteranów RPG, albo fanów classic gamingu, którzy po prostu lubią grać w stare gry, nie kręcą ich szczeniackie manifesty i ideologia, nie identyfikują się z jakimkolwiek "ruchem", "definicjami" i "teorią RPG", przestaje utożsamiać się z tym dziwnym tworem. Kuntz jest tutaj jednym z ostatnich przykładów.

Ja swoje pojmowanie Retrogamingu wyłożyłem jasno w zeszłym roku. Temu to, co opisywał Key-Ghawr, jest dla mnie kompletnie z boku i nie dotyczące mojego hobby, jakim jest retrogaming RPG, a bardziej istotne dla kogoś, kogo ciekawi co to jest OSR. Retrogaming to granie w stare gry RPG. Piszcząc stare, mam na myśli lata 60/70-te, w których RPG było trochę inne niż w 80, zupełnie inne niż 90, i kompletnie niepodobne do tego, co jest dzisiaj. Kropka. Żadnych teorii, żadnych złożonych warunkowań, definicji tożsamości i założeń programowych. Dlatego nie mam żadnych "Problemów ze Starą Szkołą", a wszystkie flejmy i manifesty, które mnie kompletnie nie obchodzą, na Zachodzie dotyczą właśnie OSR, nie retrogamingu jako takiego. Ktoś albo lubi i gra w stare gry (retrogamer), albo nie - bez względu na nowe trendy i zjawiska, jak OSR. Tyle. 

P. S. Kuglarz zebrał swoje doświadczenia i sandboxowe pomysły w setting do Savage Worlds. Neurocide popełnił ciekawą notkę, pn. To nie jest hobby dla starych ludzi  - coś w tym jest, ale zapomniał o retrogamingu (czyli graniu w stare gry <- wiem, to upierdliwe) i o takiej małej opcji, jak olewanie nowinek, które celują w dzisiejszą młodzież i granie w to, co grało się będąc samemu szczylem. ;)

2 komentarze:

neurocide pisze...

Nie do końca zapomniałem gdyż jak pisałem: "Ratunek jest albo w dobrze ogranych za szczenięcych lat systemach, albo grach starszych, takich których karta postaci mówiła więcej niż przeciętnej długości recenzja" - fakt, że nie wywaliłem wprost terminu retrogaming, no ale też mi o to szło. Powstrzymałem się, bowiem jeśli uznać retrogaming i granicę na lata 60/70 to nie mam w tej kwestii doświadczeń.

kuglarz pisze...

Raport z kolejnej sesji sandboxowej. Tym razem leciałem tylko na abstraktach.

http://kuglarz-spamuje.blogspot.com/2010/07/raport-z-sesji-5.html