12 sierpnia 2010

Koniec OGL?

Ostatnio zrobiło się w OSR małe zamieszanie w kwestii, która mnie od lat interesuje: czy do rekonstruowania czegokolwiek potrzebujemy fajansiarskiego OGL? Odkąd dorzucałem to tu, to tam jakiś swój materiał (np. do Megadungeon Jamesa Maliszewskiego), lub dyskutowałem o niezbędności elementów niedozwolonych przez tą licencję (np. z Finchem o konieczności dodania tytułów klasowych w S&W), w końcu pojawiała się uwaga: "nie możesz, bo tego nie obejmuje licencja". Doskonale to rozumiem, ale to kompletny idiotyzm, który jest głównym czynnikiem tego, jak wyglądają retroklony (czyli w 99% podle i nijako). Paradoksalnie, korzystanie z OGL (które jest w zasadzie zgodą na konstruowanie klonów pod d20 - nawet nie "D&D 3E+") oddala tak naprawdę od tego, co było w podręcznikach z lat 70-tych.


Zamieszanie wynikło z powodu tego, że jeden OSR-owiec napisał i dodał do sklepu płatny moduł [12$ hardcopy, 3$ PDF], wyglądający identycznie, jak moduły do AD&D 1E z połowy lat 80-tych oraz zawierający logo "AD&D". Nawet gdyby był darmowy, prawdopodobnie zostałby zabanowany, a autor mógłby mieć prawne problemy. Stąd wzięły się te wszystkie wygodne wytrychy w postaci Original Editions / Advanced Editions, itd. Moduł można obejrzeć tutaj - posiada nawet ilustrację Easleya na okładce, inicjały TSR w rogu i naprawdę wygląda jak produkt z tamtej epoki. Pytanie: co zrobi WotC? Dla mnie jest to zupełnie ok, bo nie widzę tak naprawdę powodu, by nie robić podobnych symulakr, które (abstrahując od treści - chodzi mi o sam wygląd i wykorzystanie oryginalnej mechaniki bez uciekania się do zamienników) są o kilkaset lat świetlnych bliżej do prawdziwej rekonstrukcji, niż którykolwiek z retroklonów (oczywiście, poza Labyrinth Lordem). 

Co mnie osobiście cieszy: pojawiają się jednak głosy, które są wyrazem poparcia dla takiej akcji - widać, że niektórzy OSR-owcy mają dość pieprzenia się z idiotycznym i zupełnie nieprzydatnym dla tego typu projektów OGL. Wg mnie, to ogromny krok w przód. Na O/A/B D&D się nie zarabia. Te produkty nie są nawet częścią drugiego obiegu - są antykami, kompletnie poza głównym rynkiem RPG i interesami WotC czy sklepów internetowych, zarabiających tylko na nowościach RPG. Gdyby nie monopolistyczna, anty-hobbystyczna i korporacyjna polityka Gygaxa pod koniec lat 70-tych, D&D działałoby prawdopodobnie na tych samych zasadach co Noc Żywych Trupów i wszystkie zombie Romero. Byłaby "dobrem popkulturowym", a nie znakiem handlowym - ot, oczywista oczywistość. Tutaj tekst, który kompiluje część dyskusji. Ciekawe co będzie dalej - kibicuję pełnym symulakrom i nowym retroklonom bez OGL.

9 komentarzy:

Omlet pisze...

Fuck OGL - od dawna działa mi na nerwy.
Ciekawe czy do mnie też się przypierdolą za "Dungeons & Dragons" na okładce, szczególnie jak zrobię wersję drukowaną via Lulu...

Omlet pisze...

Ewentualnie wszystkie darmowce można będzie pisać pod pseudo i nawet umieszczać hasła typu "jebać OGL" na okładce :D
Chyba sam tak zacznę robić jeżeli wreszcie mi się zachce coś jeszcze pisać (poza płatnym badziewiem które skrobię od jakiegoś czasu)...

Ojciec Kanonik pisze...

Z prawnego punktu widzenia powinni, ale to zależy ile tego sprzedasz, czy w ogóle to namierzą, etc. Generalnie możesz mieć problem, ale wątpię w takie akcje - przynajmniej na razie, gdy są to dopiero początki - nie zabanowali przecież stron z Gray Book i AD&D 3E.

Key-Ghawr pisze...

Ha! Nie jestem prawnikiem, ale zastanawia mnie kiedy (w myśl prawa autorskiego) OD&D stanie się dobrem ogólnie dostępnym. By the way, a może by tak dać do Lulu 3LBB by zrobiło tani print (tani, przynajmniej w porównaniu z oryginałem - Collectors Edition nie schodzi poniżej 150 US) ;) Gdyby WizBro miało trochę oleju w głowie, dawno trzepało by kasę na print on demand - przynajmniej podstawek do OD&D, AD&D, B/X i BECMI/RC.

A w podręczniku do LL nie wiem po co ta cała szopka z umieszczaniem licencji. Przecież ten klon nie ma kompletnie nic wspólnego z D20 (nawet brak logo d20 na okładce).

Key-Ghawr pisze...

Aha. Skoro jesteśmy w temacie, to załączam link do starej już notki Dana Proctora. http://uhluhtcawakens.blogspot.com/2010/07/product-vs-service-and-brand-dilemmas.html

Ojciec Kanonik pisze...

Fajna notka. Oliwy do ognia dolał ostatnio (znowu) Rob Kuntz stwierdzając, że retroklony są niepotrzebne, a nawet jeśli, to nie na OGL. Z pierwszą częścią się nie zgadzam (bo skąd ma się brać nowa krew?), z drugą jak najbardziej.

Key-Ghawr pisze...

Zobacz jeszcze to.
http://www.hackslash.net/?p=924

Trochę z iinej beczki ale sam wykres interesujący.

Key-Ghawr pisze...

I jeszcze jedno. Retroklony SĄ potrzebne (tak jak mówisz - nowa krew). Zresztą już zaczyna się pojawiać odzew na S&W Whitebox PL (barrdzo niewielki, to fakt). Odnoszę wrażenie, że wielu potencjalnym polskim retrogamerom nie chce się grzebać w zagranicznym necie i prowadzić wykopalisk tudzież czytać klonów w oryginale. Tak więc brawa dla tych, którzy znaleźli czas na zaangażowanie się w projekt S&W PL.

Ojciec Kanonik pisze...

Wg danych WotC z marca, w D&D gra 6 milionów ludzi, z czego tylko 1,5 miliona w 4E - hyh.