15 listopada 2010

Traveller - słów kilka


Jak pisałem kilka miesięcy temu, Science Fiction zainteresowałem się dosyć niedawno. Choć może zabrzmi to niezwykle (albo wręcz kuriozalnie) literatura jak i gry przynależne do tej odmiany fantastyki w dalszym ciągu stanowią dla mnie pewne novum. Jako, że dysponuje bardzo małą ilością czasu, który mogę poświęcić na lektury niezwiązane z pracą zawodową, każdą z nowości cieszę się jak dziecko. Kto wie, może wcześniej zainteresowałbym się SF, gdybym jako młodszy stażem RPG-owiec miał możliwość zetknąć się z systemem umożliwiającym przeżywanie przygód w głębokim kosmosie.

Niestety, gry RPG w klimatach SF nigdy były w Polsce szczególnie popularne. Na naszym rodzimym rynku dominują systemy, których wizja świata osadzona została w stosunkowo bliskiej przyszłości – Cyberpunk, Neuroshima. Tych o tematyce kosmicznej nigdy nie było wiele. W kraju nad Wisłą wydano jedynie dwa – Mechwarriora i Gasnące Słońca. Nie mieliśmy żadnej inkarnacji Travellera ani GURPSa z dodatkiem Space (bez dodatków zresztą też). Wygląda na to, iż w ojczyźnie Lema gry fabularne opowiadające o eksploracji kosmosu nie cieszyły się zainteresowaniem. A przecież w kosmosie jest ciemno, a może być nawet i mroczno, jeśli ktoś się uprze. No dobrze, dość ironizowania.

W kolejnym cyklu artykułów chciałbym podjąć się porównania dwóch odsłon Travellera, jednego z najstarszych RPG w klimacie SF – klasycznego Black Boxa (1977) z wersją Mongoose (2008). Jako początkujący w tej materii, nie poznałem jeszcze dogłębnie historii kolejnych edycji omawianego systemu. Chociaż kupiłem kilka PDF-ów starych podręczników, moje doświadczenie z Travellerem bazuje wyłącznie dwóch wersjach systemu – najstarszej i najmłodszej. Żeby było zabawniej, nie zaopatrywałem się w dodatki (jak na razie), co wynika z mojej programowej niechęci do bycia dojonym przez takie bądź inne firmy. Dobra wiadomość brzmi jednak tak, iż zarówno 3LBB (w tym miejscu skrót oznacza Małe Czarne Książeczki) jak i podręcznik do Mongoose Traveller są w pełni samowystarczalne. Niczego nie brakuje (już słyszę głowy wytykające brak opisu świata). Tak, mnie oficjalny opis Third Imperium nie jest do niczego potrzebny. Wolę poskładać kampanię z różnych inspiracji literackich i własnych pomysłów.

Autorem oryginalnej wersji Travellera był Marc Miller. Mimo udzielenia kilku różnych licencji, dzięki którym skonwertowano grę na potrzeby innych mechanik (zob. GURPS-Traveller, T20), twórca starał się panować nad kształtem swojego dziecka. Aż do upadku GDW w 1996 roku, firma ta oprócz „aktualnych” wersji systemu, cały czas utrzymywała na rynku podstawkę do klasycznej edycji gry. Aktualnie wszystkie odsłony wydane niegdyś przez GDW dostępne są w formie ładnie wydanych reprintów (w tym osobno ładnie wydany podręcznik podstawowy).

Trzon Classic Travellera stanowią trzy małe książeczki: Chcacters and Combat, Starships oraz Worlds and Anventures. Wprawne oko od razu dostrzeże analogię do OD&D. Nie chodzi tu tylko o samą formę wydania, lecz także filozofię gry. Podobnie jak w przypadku dzieła Gygaxa i Arnesona, pierwotną ideą było stworzenie w miarę uniwersalnego systemu SF. Stąd w Czarnych Książeczkach nie znajdziemy ani opisu świata, ani bestiariusza, listy obcych ras czy setki stron opisujących z detalami różnych rodzajów sprzętu. Jeśli dla twórców OD&D głównym źródłem inspiracji były posieści i opowiadania w stylu Pulp Fantasy, to wydaje się, że dla Marca Millera stało się nim przede wszystkim Hard Science Fiction. Pamiętajmy, że Traveller ukazał się na krótko przez premierą Gwiezdnych Wojen (i całym szałem z tym związanym). Pod względem otwartości gry, jest on systemem old-schoolowym pełną gębą (z innymi elementami wygląda to trochę inaczej, ale o tym w kolejnych notkach). Myślę, że idee Marca Millera najprościej opisać posługując się cytatami zaczerpniętymi z pierwszej edycji gry.

Traveller porusza znany powszechnie temat Science Fiction – koncepcję rozwijającej się technologii, która pozwoli na sięgnąć gwiazd i zasiedlić światy orbitujące wokół nich. Jednakże głównym problemem [dla ludzkości] stanie się komunikacją. Zarówno na poziomie politycznym, dyplomatycznym, handlowym czy prywatnym zostanie zredukowana do poziomu XVIII wieku, zredukowana stosownie do szybkości środków transportu.
W Travellerze poruszanie się przez hiperprzestrzeń jest powolne (do kilku parseków na tydzień podróży, zależnie od stopnia przejętego przez Referee rozwoju technologicznego). Żadnego natychmiastowego przesyłania wiadomości na drugą stronę galaktyki (konieczność dostarczania informacji przez kurierów). W tym ujęciu kosmos jawi się jako pogranicze pełne tajemnic i niezbadanych światów).

Traveller z konieczności stanowi jedynie ramą opisującą najbardziej istotne problemy nieskończonego uniwersum. Co oczywiste, reguły, które mogłyby opisać każdy aspekt i każdą możliwą akcję byłyby znacznie większe od tych trzech książeczek. Grupa zaangażowana w scenariusz lub kampanię może uczynić swoje przygody bardziej wyrafinowanymi, uszczegółowionymi, bardziej interesującymi dzięki wkładowi własnej wyobraźni. Co oczywiste, największe brzemię spoczywa na prowadzącym, który musi tworzyć całe światy i społeczeństwa, w których mogliby działać gracze. Jednym z najbardziej interesujących źródeł mogących pomóc w tym zadaniu jest literatura Science Fiction. Niemal wszystkie kwestie wzmiankowane w opowieściach bądź artykułach można zaadaptować na potrzeby Travellera. Orbitalne miasta, wojny atomowe, społeczeństwa obcych, zagadki, tajemnice – niemal wszystko może się zdarzyć. Ogranicza nas jedynie wyobraźnia.


Co do edycji wydanej Mongoose Publishing to wydaje mi się, że jej autorzy podnieśli rękawicę rzuconą przez Marca Millera i sprostali zadaniu stworzenia gry wiernej swemu poprzednikowi. Ogólna zawartość nowego podręcznika podstawowego pokrywa się zasadniczo z zakresem podjętym w 3LBB i mimo zmian pewnych reguł, nowa mechanika zaskakuje kompatybilnością w stosunku do zasad pierwszej edycji. Przypomnijmy, że pod tym względem znacznie gorzej zaprezentowały się obie nowe odsłony Runequesta.

W kolejnych notkach postaram się dokonać dokładniejszej analizy komparatystycznej poszczególnych elementów systemu obu omawianych edycji gry i wskazać istotne podobieństwa i różnice występujące między nimi.

7 komentarzy:

Paladyn pisze...

Widzę Key, że Twoje zainteresowania idą po trze tak samo jak moje. Mam nadzieję w te sobotę zacząć krótką kampanię s-f, ale na zasadach praktycznie nie znanego w Polsce Alternity. Czekam na Twoje przemyślenia, nie ma nic lepszego, jak dobre inspiracje!

Key-Ghawr pisze...

Powiedzmy, że szukam czegoś nowego. Ponadto SF RPG (w wersji kosmicznej) to w naszym kraju zaupełnie nieuprawiane poletko.

Podręczniki do Alternity widziałem swego czasu, coś z 11 lat temu. Nie kupiłem. Z tego co wiem, to Wizardzi testowali tu zręby mechaniki D20. Czy to grywalne? Nie mam pojęcia. Chętnie przeczytam jakieś wnioski lub reckę.

Ja Travellera zamierzam prowadzić w przerwie świątecznej, więc trochę czasu na przygotowania i przemyślenia mi zostało.

Paladyn pisze...

Tak, Alternity to w pewnym sensie poprzednik d20, ale zdecydowanie lżejszy. Moim skromnym zdaniem to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, system s-f. Inna rzecz, że mam do niego ogromny sentyment.

Jak do tej pory prowadziłem raz, nie dokończywszy kampanii, a grałem dwa i świetnie się bawiłem. Tutaj masz mój raport, a o obecnych przygotowaniach i przebiegu bedę pisał na bieżąco: http://scrollofskelos.blogspot.com/2009/08/lost-in-space-alternity.html

Ojciec Kanonik pisze...

Stare 3 Czarne Książeczki są w pytę, ale ja przymierzam się do SF na Basic RolePlaying. Jedyne SF jakie jestem w stanie w ogóle przeczytac i ma jakąkolwiek dla mnie wartość, to etno-SF Ursuli K. Le Guin - babcia rulez. Własnie wpasowałem w kampanię kilka planet i Ligę międzygalaktyczną z trylogii Hain (Świat Rocannona, et al).

Key-Ghawr pisze...

3 Czarne mają kilka dziwact, głównie na poziomie technologii a ponadto koszmarną tabelę modyfikatorów walki (a la AD&D 1st ed lub pierwszy suplement do OD&D). Mongoose też nie jest ideałem ale uważam go za porządnie zrobioną edycję i wierną oryginałowi (nie tak jak nowe RQ). Jest tam kilka fajnych pomysłów.

SF czytuję od niedawna i mam jeszcze dużo lektur na półce. Obecnie poczytuję trochę Heinleina i Asimova (kupiłem właśnie czwarty tom serii "Roboty", którego mi brakowało na półce). Do tego etno-SF le Guin nie dotarłem (zresztą nie cierrrrpię jej stylu, chyba niemal tak jak Ty Tolkiena :) )

I hope You`ll be BAAAAACK. Soon :)

Ojciec Kanonik pisze...

Mają dziwactwa, temu wolę BRP - czystszy i równie inspirujący. Co do Le Gę, wiesz, Trollkien nie dostał nagrody im. Franza Kafki. ;)

smartfox pisze...

Grałem na T:NE i fajnie szło. Teraz poczytywałem wersję od Mongoose i wydawała się nawet lepsza, bez niepotrzebnych komplikacji.

Ogólnie wychodzi, że w tym towarzystwie to ja jestem esefowym nerdem :). Zasadniczo moje ciągłe granie w fantasy to nieporozumienie i naciski graczy :). Ja to bym głównie między gwiazdami pomykał:).

A tak swoją drogą Jarl, na BRP to nawet adaptację Naszej Klasy byś zrobił i Zmierzchu:). Nie ma o czym mówić.