3 stycznia 2011

Grognardzenie na Nowy Rok

Wszystkie cytowane [zielone] wulgaryzmy i precjoza są autorstwa Rafała Olszaka z Wydawnictwa [Bez Linku].


Nowy rok, wkrótce nowa dekada, więc co taki podstarzały i „sfrustrowany pojeb RPGowy” jak ja będzie robił „dla ludzi, którzy na to zasługują” (moich graczy) w najbliższej przyszłości? Trochę pisałem o tym przy okazji projektów do Basic RolePlaying, ale nie samym BRP „samozwańczy fandom żyje”. W ogóle, za dużo sesji - chociaż znacznie mniej niż te naście lat temu - kończy się szybko w tym wieku apatią i człowiek zaczyna myśleć tylko o "nowych spodniach". Stworzyłem sandbox do oryginalnego RuneQuesta. Zabawna rzecz, jak po przeryciu ton tekstów J. Campbella, M. Mead i odświeżeniu B. Malinowskiego i C. Geertza, Glorantha powędrowała w stronę QuestWorld (takie wieloświatowe rozwinięcie RQ i wzór dla prymitywniejszego AD&D Planescape czy innego nudnego TORG-a). Mitologia Stafforda jest genalna i w pełni "modowalna". Nie chcąc za bardzo uszczegóławiać tła SB, połączyłem dwa mity i kilka społeczności z Mist Worldem Marsha i dalej zdam się na graczy. No ale „muszę mieć ostre wyjebanie”, bo znowu o BRP napisałem.

Chciałbym skończyć wreszcie SB w OD&D. Trwa już ponad dwa lata, kilkadziesiąt długich sesji. Muszę wymienić dekoracje, wyczyścić hombrew i zrobić nowe. Świat koniecznie nowy, bo trochę zatęchł „storytywizmem” i innymi „arioszkami śmierdzioszkami”. :/ W ogóle to niezły temat na tekst: co dzieje się po dłuższym czasie z kampanią sandboxową, jak się ją prowadzi, jak radzić sobie ze zmianami, jak wygląda jej "energetyka" i kształt po latach, etc. - myślę, że obserwacje moje i Smartfoxa pewnie się pokrywają w tej materii.

Tyle że jak zacząłem działać nad kolejnym SB i jakimś setem (inspirowanym, rzecz jasna, pulpowym science fantasy i grami w stylu M & M oraz Wizardry), to mi się objawiło, że mam na myśli AD&D 2E, a powinienem przecież skupić się na czymś innym – np. kupieniu sobie "nowych spodni". Damndzizas+8… Nic to – 40 stron się napisało, są statki kosmiczne działające na weird science, lordowie baatezu produkujące w tajnych fabrykach tanarri dla celów propagandowych, są kosmiczni paladyni z pistoletami radowymi, Księżniczki z Nieopisywalnej Dziczy o trzech piersiach i siedmiu zadkach, etc. Nawet Urodzona Cipa, Lolak, JeBiedrone i Wstążkosłój gdzieś tam się przewiną w Random Encounterach. Taki odpowiednik marvelowskiej Fantastic Four. Tyle, że nadal nie mam spodni, a te nieszczęsne 2E są mało retro. Na celowniku pojawił się więc Encounter Critical – najlepsza symulakra sprzed 2-3 lat, i po wymieszaniu z Arduin, trochę może z Travellerem oraz Metamorphosis Alfa chyba byłaby dobrym silnikiem do grania. I znów – lepiej zrobić to już na BRP, niż wkuwać i miksować kolejne cienie i klony OD&D. W kwestii RPG, jeśli nic ciekawego nie zostanie wykopane, zapowiada się rok stetryczałego grognardzenia na wszystko i grania w Originala i BRP. Znowu. ;)

2 komentarze:

Key-Ghawr pisze...

A może wyrwiesz się z otępienia i myśli o spodniach za pomocą czegoś bardziej wiosennego i family friendly. Zamiast nieopisywalnej dziczy - jakieś liniowe, heroiczne i settingowe AD&D (najlepiej FR lub DL)? Albo chociaż retro B&B? Wiesz, jak wstawisz sobie do domu przysłowiową kozę, by później się jej pozbyć, napewno zrobi Ci się lżej na sercu ;)

Ojciec Kanonik pisze...

Kolego, ja właśnie od czasu do czasu prowadzę taki njuskul - ze scenariuszem, na konkretnych zasadach i to jest ok odskocznia, ale nie zasadnicza kampania. W sumie sięgnąłem do JG Wilderlands of High Fantasy i mi się spodobało. Dwa, trzy zdania na opis hexa, mnóstwo ciekawych miejsc, wszystko działa pod Originalem. Być może pójdę w tą stronę. ;)