6 lutego 2011

Początki Kampanii Greyhawk - cz.1



Czternaście lat temu, w Dragon Magazine (Annual 1997) ukazał się ciekawy artykuł Gary`ego Gygaxa. Autor podzielił się w nim swoimi wspomnieniami z pierwszych sesji kampanii Greyhawk. Ten swoisty pamiętnik pierwszych gier Gygaxa obejmuje latach 1972-1975 i obrazuje rozwój kampanii, od kolejnych inkarnacji słynnych lochów aż do tego, co znajdowało się po za ich obrębem. W kolejnym cyklu notek zdecydowałem się przedstawić obszerne fragmenty wspomnianego artykułu. Tekst jest dość długi i obfituje w różnego rodzaju dygresje, nie zawsze istotne dla głównego wątku. Niektóre z nich pozwoliłem sobie wyciąć, pozostawiając jedynie adnotację w postaci krótkiego komentarza.

Jak wiemy, samą ideę eksploracji lochów jak i wiele pomysłów mechanicznych (np. przyznawanie punktów doświadczenia, niektóre klasy postaci), Gygax podłapał od Dave`a Arnesona. W konsekwencji zrodził się pomysł wydania tej nowego rodzaju gry. Uporządkowaniem materiału Arnesona zajął się Gygax i przekuł ich koncepcje i pomysły coś, co ujrzało światło dzienne jako Dungeons & Dragons. Mimo, że Brązowe Książeczki oficjalnie ujrzały światło dzienne w styczniu 1974 roku, już od kilku miesięcy nowa gra była prezentowana w klubach wargamerów. To jednak nie jest głównym tematem niniejszej notki. Jest nim ukazanie genezy słynnej kampanii Gygaxa - kampanii, która dała początek późniejszemu World of Greyhawk (pierwsza oficjalna materiału settingowego to dopiero rok 1980). Po odejściu Gygaxa z firmy (1986), ekipie TSR-u udało się koncertowo rozwalić pierwotną wizję Greyhawku jako świata szalonych przygód, mającego stanowić tło i materiał początkowy dla twórczości poszczególnych Prowadzących. To także temat poboczny... W niniejszej notce zapoznamy się z pierwszą wizją Zamku Greyhawk i jego lochów. Rzecz jasna, co dosyć typowe dla Gygaxa, uznał on za stosowne nie wspomnieć o inspirującej roli Arnesona jako osoby, która pokazała mu swoją kampanię Blackmoor oraz dała mu szansę uczestniczenia w niej.


Mimo to, cytowowane przeze mnie fragmenty tekstu jednego z Ojców Założycieli są jednak dosyć interesujące. Wspomnienia Gygaxa ukazują ówczesny sposób myślenia o koncepcji lochów czy kampanii opierającej się na idei eksploracji podziemii. Co ciekawe, pierwszy etap kampanii opierał się niemal wyłącznie na badaniu podziemii. Tak było, aż do pamiętnej podróży Robilara do Chin... O tym jednak w kolejnych notkach.

Działo się to w końcu roku 1972, u progu zimy. Chociaż w Wisconsin było zimno i sucho, wszyscy uczestnicy Lake Geneva Tactical Studies Association spotykający się w moim domu byli radośni, jak w najwspanialszą wiosenną pogodę. Od jakiegoś czasu klub porzucił historyczne gry wojenne na rzecz Kolczugi. Teraz zamierzał podążyć w stronę różnego rodzaju gier fantasy a entuzjazm wydawał się nieograniczony. [Gracze] znali już system gry znajdujący się przed nimi na stole, rozumieli system walki i magii, rozpoznawali potwory, lecz mieli dopiero udać się w podziemne czeluście zamkowych lochów. Tak więc Don Kaye, Rob i Terry Kuntzowie, Ernie Gygax i nowo zainteresowana Elise Gygax, z niecierpliwością wyczekiwali momentu zakończenia przeze mnie pracy (…).
Od modelu zamku do podziemi Greyhawk.Późno w nocy, zanim udałem się do piwnicy, zmierzyłem mój stołowy model Zamku Bodenstadt i na jego podstawie rozrysowałem zamkowe ruiny. Wyszło źle. Zamek nie pasował dobrze do skali wykresu, którego zamierzałem używać. Zamek był kwadratowy a ja chciałem w pełni wykorzystać każdy skrawek prostokątnego papieru, który mógłby posłużyć za podstawę mapy podziemnych labiryntów istniejących już w moim umyśle (…). Ponieważ same ruiny znajdujące się na powierzchni miały mniejsze znaczenie, rozwiązałem problem po prostu wydłużając kilka ścian zamku. W pierwszej wersji Zamek Greyhawk nie miał mieć żadnych istotnych elementów na powierzchni ziemi. Jedynie trochę szczurów i pomniejszych bandytów oraz wejścia ukrytych obszarów, w których czekała prawdziwa przygoda (…) Wejścia tu i tam. Cztery pomniejsze obszary spotkań i jama, którą nieostrożni awanturnicy mogli zjechać w dół, otrzymać obrażenia i odnaleźć ukryte wejście na pierwszy poziom [lochów]. Wszystko gotowe.

Kiedy skończyłem konstrukcję podziemi, miały one dziewięć poziomów. Opatrzyłem je nazwami, takimi jak: 1# Koszary, 2# Magazyny, 3# Cele, 4# Komnaty Tortur, 5# Plątanina (oryg. „Maze” – słowo to oznacza po prostu labirynt o wyjątkowo pogmatwanych kształtach - K-G), 6# Labirynt, 7# Katakumby, 8# Krypty, 9# Arena. Był jeszcze najniższy poziom („Niewidzialny Potwór”), w którym bohaterowie mogli otrzymać swoją nagrodę oraz początek następnej przygody. O tym jednak później. Jak dotąd, rozrysowany został jedynie pierwszy poziom. Kolejnego dnia, cały wolny czas zajęło mi rysowanie. Poziom ten miał wiele korytarzy i pokojów (…). Będąc początkującym Mistrzem Podziemi, nie przygotowanym na mające nastąpić plądrowanie, umieściłem w nim jedynie około dwudziestu spotkań. (…) Pospiesznie skończyłem robić notatki dotyczące potworów i skarbów znajdujących się na pierwszym poziomie podziemi Zamku Greyhawk, podczas gdy gracze z niecierpliwością oczekiwali mnie w jadalni.
W tym miejscu Gygax wyjaśnia pochodzenie nazwy Greyhawk, która upamiętniał imię Czarnego Jastrzębia, indiańskiego wodza żyjącego na terenach Wisconsin około 1800 roku. Jedyna interesująca informacja w niniejszym akapicie dotyczy ogólnej wizji settingu –świata, który miał stanowić paralelę naszej Ziemi, także pod względem geograficznym. Stąd w autorskiej wizji World of Greyhawk występowały Chiny, a na nocnym niebie dojrzeć można było planetę Mars – co tłumaczy liczne w OD&D nawiązania do twórczości Borroughsa.


Pierwsi odważni awanturnicyWczesnym wieczorem, pierwsi awanturnicy rozpoczęli eksplorację ruin Zamku Greyhawk. Wszyscy bohaterowie byli ludźmi (żadnych elfów, krasnoludów i hobbitów! K-G). Rob i Terry odgrywali wojowników – Robilara i Terrika. Don i Ernie byli magic-userami – Murlyndem i Tenserem. Elisé byłą kleryczką (jak widać, brak również złodziei; tych, w późniejszych okresach kampanii, gracze wynajmowali w mieście, w zależności od potrzeby - K-G). Niestety zgubiłem jej kartę postaci i nie potrafię przypomnieć sobie imienia jakie wybrała. Grupa ta zabiła kilka szczurów, odnalazła prowadzące w dół schody i niosąc płonące pochodnie, weszła do podziemi. A co to za hałas? Początkowo często używałem iluzorycznych dźwięków lecz szybko okazało się, że zamiast przeszkadzać, tylko pomagały one graczom. W każdym bądź razie, wszyscy byli podenerwowani i mieli oczy szeroko otwarte. Bez zaskoczenia: dół ominięty, wiele eksploracji i robienia map oraz, spośród wielu mieszkańców podziemi – grupa koboldów, zdziesiątkowana i zmuszona do ucieczki, a wielka skrzynia skarbów pełna miedzianych monet wyciągnięta na zewnątrz. Ku wielkiemu rozczarowaniu graczy, którzy mieli ją za najlepszy łup, okazała się kupą drobiazgów.

Kilka godzin później, kiedy skarby zostały policzone i podzielone, punkty doświadczenia przyznane a plany następnej wyprawy ukończone, gracze zapytali mnie: „więc kiedy następna przygoda”? Zasugerowałem potrzebę kilku dni na ukończenie następnego poziomu, a odpowiedzią było – „jutro!” oraz – „tak, jutro!” (…)
Tak więc Gary zmuszony do pracy przez rządną przygód kompanię, do późna w nocy rozrysowywał kolejny poziom podziemi. Zamierzał także nadać grze jakąś nazwę. W tym celu zapisał kilka propozycji na kartce papieru. Kwestię ostatecznego wyboru poddał pod głosowanie swoim dzieciom, a najmłodsza córka, Cindy, dokonała decydującego wyboru. Następne sesje D&D przyciągały kolejnych graczy, których liczba rosła. W przeciągu kilku tygodni, Gary zakończył konstrukcję Zamku Greyhawk.

Dokonałem tego w relatywnie krótkim czasie. Podążałem za ogólnie wytyczonym planem, a grupa, która każdego tygodnia powiększała się o kilku graczy, wędrowała i swawoliła na kolejnych poziomach. Mimo zwiększenia z kolejnymi poziomami lochów siły i liczby potworów, częstotliwości i śmiertelności sztuczek i pułapek, umiejętność gry i arsenał broni wyprzedzał moje postępy jako Mistrza Podziemi. (…) Będąc zdolnymi graczami, Rob, Ernie oraz, do pewnego stopnia, Terry, wkrótce prowadzili postaci na najwyższych poziomach doświadczenia. Po kilku godnych zapamiętania przygodach na głębszych poziomach lochów (…), ta trójka dotarła najniższego ówcześnie poziomu podziemi zamku (a tam czekały niespodzianki, o których będzie mowa następnym razem - K-G)

Brak komentarzy: