1 kwietnia 2011

Howard vs Lovecraft #1

Rozpoczynam cykl notek, nadal w ramach Roku Howarda na Inspiracjach, będący krótkimi porównaniami (w sześciu kategoriach) dwóch najważniejszych postaci Złotej Ery Pulp: R. E. Howarda i H. P. Lovecrafta. Taki kanonikowy meczyk. ;) Wybrałem kilka najważniejszych kategorii z rodzaju "dzieło i życie" i zestawiłem pod tymi aspektami dokonania obu pisarzy. Ile by nie mnożyć takich kategorii porównawczych, fajnie jest móc przyjrzeć się dwóm kanonicznym dla fantastyki postaciom, zwłaszcza, że żyli w tym samym okresie, znali się i w dużym stopniu podziwiali, opierali na podobnych autorach (Dunsany, Poe, Blackwood, Burroughs, etc.), w niektórych kwestiach myśleli podobnie, w niektórych byli skrajnymi przeciwieństwami. I obaj byli (na swój sposób) genialni.



KOBIETY / SEX
Robert był wyrośniętym dzieciakiem i neurotykiem. Dopiero pod koniec życia zaczął spotykać się z kobietą w poważniejszych celach – niestety, kiepsko trafił. Sam fakt, że dbał o swój wygląd, postawę i tężyznę fizyczną tylko wzmaga paradoks niedojrzałości względem wieku. Prawdopodobnie szybciej by zaczął tego typu kontakty, gdyby miał inną sytuację w domu (np. gdyby jego ojciec umarł wcześniej niż matka). H. P. L pod względem poglądów na kopulację to niewymawialny ufok. Uważał, że prawdziwy Aryjczyk o teutońskich korzeniach nie powinien zniżać się do tak brudnych, właściwych plebsowi i innym rasom, zwierzęcych instynktów. Pomimo faktu posiadania żony, jego temperament seksualny (czyli coś niemal niezrozumiałego i plugawego) nie zmienił się na jotę. Po prostu go nie było, lub był minimalny, a jego wydumany rojalizm i przywiązanie do martwych wzorów obyczajowych temu nie pomagały. Pocieszające, że żaden z nich nie miał jakichś dewiacji, np. nie był androfilem czy pedofilem (jak duchowny syn pewnego nudnego pisarza fantasy z UK ;) ). Tak więc: remis. BOB vs LOVEY 0:0

RASIZM
Tutaj trzeba wziąć poprawkę na czasy, w jakich żyli, bowiem ich rasizm był nieco inny, niż poglądy pewnego mało aryjskiego Austriaka czy maniaków w stylu Mr. Simmonsa. Mimo to, w porównaniu z Bobem, Lovey to toksyczne, rasistowskie ścierwo – niestety. O ile R. E. H. - o ile znacie jego opowiadania sportowe i jedno czy dwa o Conanie – nie miał problemów z umieszczaniem czarnoskórych jako pozytywnych bohaterów, to H. P. L. nawet nie starał się ukrywać pogardy dla pojawiających się zmian w podejściu do różnych ras. Co więcej, zerknijcie na Conana, któremu daleko do anglosasa czy nieskazitelnego Nadpana o teutońskim rodowodzie. Sprawę (dla H. P. L.) pogarsza fakt, że przecież Bob był typowym Południowcem, po którym można by spodziewać się takiego bełkotu, jaki serwował Lovey – Północnik. ;) Dodatkowo, czego nie było u Howarda, to denerwujący i wydumany „klasizm” Lovecrafta w stylu Bukietowej, tylko w bardziej radykalnych przejawach. Dalej: inaczej czyta się o fałszywych Shemitach, zepsutych Stygijczykach czy prymitywnych Kushytach, niż o fałszywych Żydach / Arabach, zepsutych Egipcjanach czy prymitywnych Murzynach. Że nie wspomnę o tępych Polakach, dzięki którym Lovey mógł cieszyć się wieloma wynalazkami lub osiągnięciami astronomicznymi. Ogólnie Lolcraft. BOB vs LOVEY 1:0

2 komentarze:

Key-Ghawr pisze...

Fajne teksty. Przeczytałem już ciąg dalszy tego fascynującego meczu i z okazji Prima Aprilis powiem, że zupełnie niespodziewanym zwycięzcą okazuje się ....

A co tam. Wiem, ale nie powiem! ;D

smartfox pisze...

Ej, ej, ej! Lovexraft wycofał się pod koniec życia (po jednej z podróży) ze swoich rasistowskich poglądów, wiec choć trochę może osłab przekaz, co by nie krzywdzić naszego neurotycznego samotnika po śmierci? :)