9 kwietnia 2011

Howard vs Lovecraft #3


Runda trzecia i podsumowanie meczu BOB vs LOVEY!


MITOTWÓRSTWO
Pod tym względem H. P. L. wyraźnie dystansuje Boba. To właśnie Cthulhu Mythos dały mu tak ważną pozycję i były jego znakiem markowym (poza elżbietańską grafomanią), a i Howard sięgał po nią, przerabiał, dodawał do swoich opowieści fantasy, etc. Sposób konstrukcji, kosmiczny wymiar, całościowy obraz, wplecenie w znane nam mity – mistrzostwo. Coś takiego powtórzą później, w tak znamienity i inspirujący sposób, tylko dwie osoby: Tolkien i Le Guin, w horrorze może Barker. U Boba warstwa teologiczna i legendy, podobnie jak liryczne wstawki, są tylko tłem dla akcji, narzędziem podkreślającym prehistoryczny / antyczny / średniowieczny klimat jego opowieści w stylu swords & sandals. Interesowały go na tyle, na ile były potrzebne w fabule, a szkoda, bo zapewne jego twory zyskałyby kolejny, ciekawy poziom (polecam Wieżę Słonia i Dolinę Zaginionych Kobiet – jest w nich czynnik „antropologiczny” i „teologiczny” - coś, czego zazwyczaj brakuje w innych jego utworach). BOB vs LOVEY 0:1 

JAKOŚĆ ŻYCIA
Obaj pisarze wywodzili się ze średniej klasy, H. P. L miał spore fory materialne na początku, ale dalsze dekady jego życia były fatalne finansowo. Jego denerwujące wady (i poniekąd zalety) – zmanierowanie na pisarza-idealistę, obrońcę klasycznych wzroców i anachroniczność literacka – stanęły na przeszkodzie tego, by żył z samego pisana „pod publikę” lub „na czasie”. Bob utrzymywał się ze swoich utworów, był za życia bardziej popularny i rozpoznawalny w światku weird. Pierwszemu wydawało się, że jest poetą w stylu Byrona, a później undergroudowym artystą (w końcu nędza w jakiej żył od lat 20-tych miała źródło w jego rojeniach o „słabym zdrowiu”), drugi miał bardziej racjonalny ogląd ograniczeń i zalet swojego talentu i, jak napisałem wcześniej w tym cyklu, pisał bez kompleksów i ambicji bycia Pisarzem. Jeszcze słowo o stosunku do swego ciała i fizyczności. Lovey był pod tym względem prawdziwym dziwakiem – odrzucała go już sama myśl o uprawianiu sportu, co znacznie pogłębiało jego wspomniane rojenia. R. E. H. był postawnym chłopiskiem z Południa, prawdziwym kowbojem i atletą, uprawiającym kilka dyscyplin i dbającym o swoją fizyczną kondycję. Te odmienne postawy do swojej fizyczności  i ich konsekwencje były istotnym czynnikiem jakości życia obu fantastów. BOB vs LOVEY 1:0

AND THE WINNER IS...
Podobnych zestawień można by dodać o wiele więcej – np.:
-        coś o inteligencji / erudycji obu pisarzy (mieli podobne wykształcenie, ale Lovey bezsprzecznie przodował w tej materii)
-        o wpływie ich tekstów na popkulturę (prawdziwe starcie pop-tytanów; daję 0:0)
-        o ich literackich uczniach i naśladowcach (1 dla Boba – choćby za Leibera i Gemmella)
-        o popularności dzisiaj (0:0, obaj dają radę; ze wskazaniem na Nieopisywalnego w Polsce)

Materiału jest dość, każda z postaci jest fascynująca, a takie garażowe zestawianie ma jak najbardziej sens w tym przypadku i jest bardzo inspirujące. Fani pewnie zestawili by na podobnych zasadach, podobne pary pisarzy: Tolkiena z Lewisem, Goodkinda z Eddingsem, Norton / McCaffrey vs Le Guin (ale by była jatka dla Andre i Anne, nawet w jednej drużynie jakoś obu dam nie widzę w takim meczu ;) ), Vance vs Moorcock, itd. Prawdopodobnie moje dalsze „komparacyje”, nieważne jak liczne, kończyłyby się ze wskazaniem na Boba. No taki bul ponowoczesnego subiektywizmu, bez nadzieji na poprawę. ;) Wynik końcowy tych 6 porównań: BOB vs LOVEY 4:1

7 komentarzy:

Krzemień pisze...

Liczyłem, że Bob wygra, należało mu się. Lubię HPLa, ale moim skromnym zdaniem był pisarzem gorszym od Boba, szufladkującym się w bluźnierczych lub grafomańskich opowiadaniach.

smartfox pisze...

Też miałem nadzieję, że REH wygra, choć znając Cię, wiedziałem, że to bdzie jak mecz w polskiej Ekstraklasie.

Po prostu, Jarlu, Fryzjer Cię kupił jako sędziego ;).

W czerwcu 75. rocznica śmierci Boba, jak się pozbierasz ze swoimi sprawami, to może zrobimy jakąś stypę? :)

Gonzo / Ancestor pisze...

No nie moge, toć to normalnie jakaś ustawka... HPL! HPL!! HPL!!! :p

Michał Dzidt pisze...

Nie wiem dlaczego ale wyobraziłem sobie REHa i HPLa w ringu MMA... Lovecraftowi mógłby pomóc tylko jakiś przywołany Niarli albo Cthulhu... nie, nie zdążyłby przetrwać 7 sekund. Low kick! Low kick! Low kick!

smartfox pisze...

W narożniku mizerna postać Samotnego Pogromcy z Providence, a na ringu już rozgrywa się Teksański Grom!!

Taaaa, to byłoby bolesne.

neurocide pisze...

Nie no... Ile Ci dali, tralalal ile Ci dali?!

Seji pisze...

Ojciec Kanonik sprzedal sie za czerwone cwieki! :P