15 maja 2011

Sandbox Sells?

Ten oldschoolowy model grania zaczął być rekonstruowany i przybliżany szerszej rzeszy fanów RPG (mam tu na myśli, przede wszystkim, Points of Light Conleya, Wilderlands JG do d20 i Kingmaker do Pathfindera) od dość niedawna. Co ciekawe, tendencja ku otwartości i losowości zajęła też swoje miejsce w grach na PC. Począwszy od GTA, Test Drive, serii TES czy Mount & Blade, tendencje takie są dość popularne, ale co z tego, skoro komputerowy SB nadal jest nudny, ograniczony wciąż prymitywną technologią i skryptami?


Współcześni gracze, nazwę ich Pokoleniem d20, nie różni się w zasadzie od drugiego pokolenia, zaczynającego od menzterowskiego Red Boxa. Tak jak wtedy, SB jawi się jako coś niezbyt grywalnego, coś co nie zawiera z góry narzuconych wątków fabularnych i motywacji postaci. Podobnie jak w RPG 80's, mainstreamowa rozgrywka uproszona jest do questowania, taktycznej walki i konkretnej historii do wykonania. SB, jeśli już się gdzieś pojawia, oswajany jest przez prosty mariaż z formami dziś przyjętymi (i dającymi zarobić – o tym dalej).

Duży potencjał SB i pierwotne założenie Dave'a (będące jednym z największych walorów RPG), że można zrobić wszystko i udać się podczas rozgrywki, gdzie się chce, są nadal atrakcyjne, ale chyba słabo przyswajalne dla ludzi, którzy weszli do RPG przez cRPG/MMO lub WoDziarskie / indycze nastawienie na bardzo konkretne, „mechanicznie wspierane” story. Pamiętam, że kiedyś Furiath pisał o wtórności RPG – i to, wg mnie, bierze się właśnie z tego, że nadal łatwiejszy jest „styl scenariuszowy” i „określona konwencja / gatunek” settingu. Zamknięte koło. Proste i wygodne – nie wymaga większej kreatywności od PC i umiejętności ciągłej improwizacji u GM.

SB sprzedawał się dobrze na początku istnienia RPG. Większość systemów miała go wpisanego w podstawki, JG specjalizowało się we własnym, rozbudowanym Hex System. Dzisiaj większość mainstreamowych systemów, co jest dość dziwne w czasach d20, 4E czy WFRP 3E, posiada więcej zasad do eksploracji, niż gierki z lat 90-tych. Samo podejście jest jednak takie samo – są to rzeczy zbędne, opcjonalne, a autorzy nie do końca wyjaśniają jak w coś takiego grać. Wychodzi ładna atrapa, która niczemu nie służy poza zwiększeniem objętości podręcznika (i jego ceny).

W blogosferze, projektach OSR-owców i niektórych dodatkach / podstawkach do współczesnych RPG jest jednak coraz więcej rekonstrukcji, ludzie próbują tej formy grania w postaci z lat 70-tych, ale wydaje mi się, że jest to (niezmiennie od 40 lat) na poziomie: „SB u mnie w domu – tak, SB jako rynkowy produkt – nie”. Potwierdza to regułę, że oldschoolowe idee sprawdzają się znakomicie w indywidualnych kampaniach z określonym typem gracza, ale nigdy nie przyjmą się komercyjnie. A przetworzone w hybrydy i inne psikusy, szybko padają lub są jeszcze bardziej niezrozumiałe i nieatrakcyjne. Typowe, autorkowe: DIY for Yourself. Tak wyglądał oryginalny Greyhawk (ten z mapą Chicago i przejściem do Chin w Underworld), Blackmoor, T&T, Glorantha, etc. Autorzy musieli zmienić własne kampanie tak, by były atrakcyjne dla ludzi spoza ich grona – jak pokazała historia (np. kaszana w stylu RQ III wzwyż), tak przetworzone światy zdechły były lub są produktem, który nie przypomina zupełnie oryginalnych kreacji przystosowanych do SB. Suma: „sandbox raczej nie sprzedaje” - może to i lepiej. ;)

4 komentarze:

Darcane pisze...

Z postem (jak raczej rzadko) całkowicie się zgadzam. W sumie też nie mam nic przeciwko, by SB się "nie sprzedawał". Tyle, że z drugiej strony niesie to za sobą poważną konsekwencję. Mianowicie osoba (tak, jak ja), która chciałaby grać w SB ma spore problemy ze znalezieniem jakichś wskazówek. Tych bardziej praktycznych niż teoretycznych.

kuglarz pisze...

A ja się nie zgodzę. To, że ktoś jeszcze nie zrobił z SB modelu biznesowego nie oznacza, że jest to niemożliwe.

W obecnej chwili jest to rzadko używany model gry ale nie widzę powodu dlaczego nie miałby ewoluować i zacząć się sprzedawać? Być może wielu grognardów byłby nieszczęśliwych z powodu popularności SB ale dla dobra hobby warto walczyć o tzw. "powszechność".

RPG w kontekście biznesowym wydawało się kiedyś absurdem, a obecnie wiele szkoleń prowadzę z wykorzystaniem elementów z gier czy nawet budując fantastyczne tło fabularne dla tzw. "case'ów". Kiedyś znadzie się ktoś kreatywny i wykorzysta piaskownicę w szerszym kontekście, może uda się komuś wydać casualową grę w stylu SB i wtedy dopiero wydawnictwa RPGowe się obudzą? Różnie może być, nie ma co skreślać scenariusza tylko dlatego, że wydaje się być mało prawdopodobny...

smartfox pisze...

@ Darcane
Nie jest tak źle. Sporo anglojęzycznych blogów poświęconych jest oldskulowemu graniu. O sandboksie znajdziesz sporo informacji. Można zainwestować w obie części "Points of Light" Conleya (Bat in the Attic - blog Roba, to kopalnie wiadomości o SB). Na naszym gruncie też można poczytać co nieco to takim modelu gry. Najwięcej tutaj, ale także na blogu Kuglarza, Paladyna, u mnie również.

@ Kuglarz
Hmmm, pytanie, czy sandbox wykorzystany biznesowo będzie nadal sandboksem. W zasadzie problem jest taki, że suplementy będące sandboksowymi modułami w zasadzie nie piszą, jak grać. Do tego trzeba samemu dotrzeć. Idąc tylko z linią suplementu, będziesz się bawić w generowanie losowych spotkań, gubiąc ich sens i przeznaczenie.

narsilion pisze...

Nie tylko z sandboxem, ale z całym rpg jest tak, że nie tworzy rynku. A raczej - samo sobie rynek natychmiast zarzyna.
Przykładem może być tak tutaj regularnie zjeżdżany Warhammer. Pierwsza edycja wyszła w ciul dawno temu, a prawdę mówiąc, nie zestarzała się ani trochę. Gdybym akurat nie wygrał (sic!) kompletu podręczników do drugiej edycji, pewnie bym nawet na nią nie zwrócił uwagi. Po prostu w Warhammera się grało, i tyle. Nawet dodatków człek za bardzo nie kupował, bo po co zaprzątać sobie głowę jakimiś Jeszcze-Bardziej-Szczegółowymi-Opisami-Miejsc, które w podręczniku głównym opisane były akurat tak, żeby zostawić dla MG miejsce na własne pomysły.
Jako rynek, ja i moja ekipa byliśmy straceni, na ładnych parę lat. Dostałem kompletny produkt i nie potrzebowałem więcej.
Problem z RPG jest taki, że zabawa ta jest dokładną odwrotnością tzw produktów FMCG, czyli szybkiego zbywania. Jest hobby na dobrą sprawę niezależnym od jakiegokolwiek producenta czy wydawcy. Wszystko czego potrzeba to trochę wyobraźni.
A Sandbox? Na moje oko jest takim "produktem nieprzyjaznym dla wydawcy" do kwadratu. Przechodzi renesans na skutek rozpowszechniania się mody na old schoolowe granie, ale nie przewiduję dla niego wielkiej miłości ze strony wydawców.
Ile przygód, kampanii czy dodatków kupiliby ludzie, nie grając metodą sandboxa, który zastępuje z powodzeniem masę matriału?
Wydaje mi się, że rynek wydawniczy idzie teraz niestety raczej w stronę przerabiania erpegów na dobra choć trochę szybko-zbywalne. Mamy podręczniki w kawałkach (osobno bestiariusz itd) mamy settingi w odcinkach, mamy kampanie zamiast settingów itd. No i karcianko-planszówki zamiast erpegów, bo to trudniej podrobić, no i jest szansa: a nuż jakieś karty skillów poginą i delikwent będzie musiał dokupić drugi box albo chociaż boosterka :). Cóż, jak ktoś to lubi...