25 czerwca 2011

Old-school by PL


Czy istnieje w Polsce jakiekolwiek oldschoolowe RPG albo chociaż jego namiastka? Czy w kraju nad Wisłą można spotkać prawdziwych weteranów naszego hobby, jak ma to miejsce u Wuja Sama? Wszak jeśli nie liczyć pogłosek o ludziach posiadających podręczniki do pierwszej edycji AD&D, w latach 70-tych gry fabularne były w naszym kraju zupełnie nieznane, a cała kultura gry kwitnąca za Wielką Wodą zwyczajnie nas ominęła. Jednakże pewne odpryski ówczesnego RPG przedostały się na nasz grunt z pewnym opóźnieniem. I chociaż nie mieliśmy megadungeon ani sandboxa, elementy old-schoolowego klimatu odnaleźć można w wydawanych w Polsce w latach 80-tych grach planszowych, paragrafowych, artykułach, itp.
  1. Jeśli chodzi o gry o tematyce fantastycznej, najbardziej „realnym” odpryskiem Zgniłego Zachodu były planszówki wydawane przez Encore, spośród których znakomita większość stanowiły pirackie przedruki gier SPI z lat 1977-1982. W obecnej dobie triumfu eurogier, wielkie płachty z heksami, drobne żetoniki i opasłe (niekiedy) instrukcje wydają się być raczej czymś topornym i przestarzałym. Paradoksalnie, ileż samozaparcia wymagało od potencjalnych graczy nauczenie się zasad Gwiezdnego Kupca czy Labiryntu Śmierci, nie mówiąc już o samej rozgrywce. Mimo braku wyrafinowanej grafiki, gry te potrafiły rozpalać wyobraźnię i angażować emocjonalnie uczestników zabawy. Spośród wszystkich gier Encore, najbliżej klimatowi wczesnych RPG był Labirynt Śmierci (oryginał wydany w 1980 roku stanowił spin-off dwóch innych planszówek SPI z końca lat 70-siątych). Do niektórych gier Encore wracam po latach z niemałą przyjemnością, zwłaszcza wspomnianej już polskiej wersji Cytadeli Krwi oraz Ratuj swoje miasto (The Creature that ate Sheboygan).

  2. Kolejnym echem tego co działa się w RPG za Żelazną Kurtyną były artykuły Jacka Ciesielskiego. Szczątkowe i enigmatyczne niekiedy opisy zachodnich gier fabularnych budziły wyobraźnię i zachęcały do tworzenia rekonstrukcji. Któż ze starszych erpegowców nie próbował rekonstruować zasad D&D (a właściwie OD&D, sądząc z opisu) na podstawie kultowego artykułu Gra fantazji? Sugerowana przez autora swoboda w kształtowaniu zasad gry i brak pseudotolkienowskich klisz inspirowały czytelników, budziły wyobraźnię i zmuszały potencjalnych graczy do kreatywności. W tej swobodzie odnajdziemy jeden ważniejszych elementów RPG lat 70-tych - tego, co obecnie robimy bawiąc się w retrogaming (w tym miejscu specjalne podziękowania dla Borejki za wkład w skanowanie i udostępnianie rzeczonych artykułów). Ten sam klimat całkowicie „fantastycznego” i „zakręconego” fantasy odnaleźć też można w słynnej grach paragrafowych Jacka Ciesielskiego ze słynnym Dreszczem na czele.

  3. Trzecim elementem układanki były polskie gry fabularne przełomu lat 80-tych i 90-tych. Przede wszystkim w tym miejscu myślę o RPG Andrzeja Sapkowskiego, które później uzyskało tytuł Oko Yrrhedesa oraz Kryształach Czasu. Dwa systemy i dwie zupełnie różne wizje RPG. Pierwsza z wyżej wymienionych gier stanowi dosyć swobodną składankę różnych elementów OD&D, Fighting Fantasy oraz Fantasy Trip/GURPSa, a druga - hybrydę AD&D i Rolemastera. Mimo, iż promowane jako system dla graczy początkujących, Oko Yrrhedesa duchem jest bardzo bliskie koncepcji D&D z lat 70-tych. Widać to nawet w książkowym wydaniu a połowy lat 90-tych, gdzie większość podręcznika stanowią jedynie wskazówki, a nie sztywne zasady. Kryształy Czasu były trochę inną grą, bardziej w duchu symulacjonistycznych RPG początku lat 80-tych. Z jednej strony, w grze Artura Szyndlera pobrzmiewają echa pierwszej edycji AD&D (widoczne przede wszystkim klasy postaci oraz dziewięciostopniowy system ustalania światopoglądu), a drugiej – liczba tabelek i modyfikatorów oraz nastawienie na element symulacji nasuwa wyraźnie skojarzenie z tym, co można odnaleźć na kartach podręczników do Rolemastera.
Czy coś w powyższych rzeczy może przydać się współczesnemu RPG-owcowi. Pomijając wartość historyczną i poznawczą, każdemu polskiemu graczowi pragnącemu zająć się retrogamingiem polecam wyrzucić z pamięci dotychczasowe doświadczenia z grami fabularnymi, zaznajomić się z prehistorią naszego RPG, wziąć do ręki jakiś stary system RPG (lub współczesny klon), odblokować potencjał własnej wyobraźni i zacząć grać...

20 komentarzy:

Gonzo / Ancestor pisze...

Piękne czasy przed publikacja Oka Yrhedesa w Fenixie... Oldskool to do Ciesielskiego po nim to juz tylko komercha... :-) W chwili gdy w Ksiegarni u Izy mozna bylo kupic kostki do RPG cos sie zmienilo, duch oldskoola ulecial bezpowrotnie... Krysztaly Czasu to koszmar dla MG a nie system do prowadzenia :-) Ponarzekałem, mogę już iść...

Key-Ghawr pisze...

No cóż, Księgarnia u Izy i tym podobne rzeczy mnie ominęły, jako iż wychowałem się w niewielkim mieście na Podkarpaciu. Pamiętam, że na początku lat 90-siątych robiłem kostki z bloku technicznego. Tylko k20 sprawiało duże problemy. Na Fenixa się nie załapałem - pozostawał Ciesielski i Labirynt Śmierci. A gdy w końcu zdobyłem angielską wersję AD&D i polską WFRP nastąpiłą era regułomanii, dodatkomanii i settingomanii.

Na szczęcie jest OD&D :D

Gonzo / Ancestor pisze...

No ja mam nadal swoje zywicowe i modelinowe kostki. Pamietam, ze k12 bylo wiekszym wyzwaniem niz k20. Magazyn Razem, ech...

Key-Ghawr pisze...

Ja miałem k12 z planszówki "Przekleństwo mumii" (to był chyba rok 1991 albo 1992). Później pojawiło się k10 w grze "Robin Hood". Niestety, kartonowe kostki już dawno się rozleciały, a oryginalne artykuły Ciesielskiego pochłonęły mroki historii (chyba mam jeszcze ten z Jokera). Na szczęście Borejko skanuje co trzeba.

Inkub pisze...

Pff, stare pierdziele;)

Gonzo / Ancestor pisze...

Zaczalem grac w rpg w 1988 w ferie zimowe w pierwszej klasie liceum. Zadne planszowki, poza przelotną fascynają "Magią i Mieczem" mnie juz nie ruszały, RPG bylo ponad wszystko! Poza tym chyba nawet nie mialem swiadomosci tego ze w tych grach byly takie kostki. :-)

Key-Ghawr pisze...

@ Inkub
Trzeba mieć fantazję, dziadku ;)

@ Gonzo
Ja zacząłem troszkę później, ale z drugiej strony jestem kilka lat młodszy i, jak pisałem, małomiasteczkowa atmosfera utrudniała wejście w RPG. Generalnie rzecz biorąc: 1989 - gry Encore i MiM, 1991-93 - próby rekonstrukcji D&D na podstawie wspomnianych artykułów, 1994 - AD&D i WFRP (dopiero wtedy trafiłem na regularnych graczy, wcześniej próbowałem zainteresować kolegów z bloku, ze szkoły oraz brata - sesje były raczej sporadyczne).

Nimsarn pisze...

Odpowiem na sostnie pytanie Key-Ghawr'a.
Czy coś z powyższych rzeczy może się przydać...
Moim zdaniem powinno się wznowić - ponownie wydać Oko Yarry... a to z uwagi na owe właśnie wskazówki. Brak w współczesnym RPG tego typu rzeczy jak na przykład rozdział o wiele mówiącym tytule "Dwie ręce".

Co do planszówek i starych artykułów J.Ciesielskiego to mają właściwe tylko wartość historyczną. Ale jak już jesteśmy przy J.C paragrafówki również można by wznowić :D

Key-Ghawr pisze...

@ Nimsarn

"Oko" do wnowienia - zdecydowanie. Gra musiała by być jednak solidnie promowana i wspierana dodatkami (grrrr) gdyż inaczej większość współczesnych RPG-owców nie będzie wiedziała co z tym zrobić.

Co do artykułów, to miło sobie wyobrazić, że ma się do dyspozycji jedynie te teksty i na tym budować swoją swoją erpegową "twórczość" ;)

Gonzo / Ancestor pisze...

Przeczytalem wczoraj "Oko" jeszcze, wydanie Maga z 1995. Jest rozszerzone w stosunku do tego z Fenixa...

Najblizsze temu co widzialem ostanio to jest White Box. Tyle ze Sapek dodaje porady. Swoją drogą zawsze miałem podejrzenia ze to nie dokonca on to pisal, albo oparl sie mocno o cos innego. Wspomina o inspiracji jakąś grą S.Jacksona i odnioslem wrazenie, ze w zlym swietle stawia D&D.

Wydawac by się moglo ze to prosty system, nic bardziej mylnego. Twierdze ze jest to system dla wyrobionego MG kotry chce wprowadzic mlodych do zabawy. Poczatkujący prowadzący pęknie przy probach obiektywnego prowadzenia. Wszystko pozostaje w kwestii interpretacji MG, mlodzi tego nie ogarną... Pamietam swego czasu, gdy "Oko" czytalem po raz pierwszy, ze to wlasnie mi sie nie podobalo, oczekiwalem konkretow w tabelkach, brakowalo mi zyciowego doswiadczenia i chyba po prostu wiedzy by samemu w zbalansowany sposob zbudowac chocby tabele wag dla przedmiotow.
Dzis te niedopowiedzenia są dla mnie największą zaletą "Oka".
Co do mechaniki, to jest proste ale tez nie pozwala MG na chwile odpoczynku, bardzo wymagające, Autor wprawdzie podpowiada jak interpretowac wyniku z rzutu kostek ale poczatkujacy MG wyzionie ducha po pierwszej dluzszej walce albo wpadnie w schematycznosc opisu.

Dobrze jest po latach odswierzyc sobie "Oko", nie nudzilem sie przy lekturze, ktora dala mi sporo do myslenia i podsuneła sporo pomyslow, ktore wykorzystam przy prowadzeniu gier opartych o White Boxa.

Dabliu pisze...

@Gonzo / Ancestor@ "Wydawac by się moglo ze to prosty system, nic bardziej mylnego. Twierdze ze jest to system dla wyrobionego MG kotry chce wprowadzic mlodych do zabawy. Poczatkujący prowadzący pęknie przy probach obiektywnego prowadzenia. Wszystko pozostaje w kwestii interpretacji MG, mlodzi tego nie ogarną..."

Nie mogę się z tym zgodzić. Nie licząc różnych paragrafówek, planszówek i jednego artykułu w Top Secret, moim pierwszym prawdziwym kontaktem z RPG był mini-system Sapka "Tym, którzy pierwszy raz..." (czyli późniejsze Oko Y...), opublikowany w 7 numerze Magii i Miecza (wiosna '94 roku). Właśnie kończyłem wtedy 14 lat i nie miałem nikogo, kto wprowadziłby mnie w RPGi. Zacząłem prowadzić "Tym, którzy..." młodszemu bratu i kilku kumplom, którzy też nigdy dotąd nie mieli kontaktu z RPG i - choć z pewnością nie wykorzystywaliśmy pełni możliwości tej zabawy - grało się przednio i nie miałem żadnych problemów z prowadzeniem. Nie sądzę więc, że "młodzi tego nie ogarną", chyba że będą to młodzi już zindoktrynowani przez D20 i temu podobne...

Gonzo / Ancestor pisze...

@Dabliu,

7 nr MiMa byl kluczowym dla RPG w Polsce, przez lata sprzedawal sie najlepiej z racji wlasnie introgamingu od Sapka i generatora przygod ktory i dziś świetnie się sprawdza.

We wpisie na moim blogu rozwinąlem odrobine te mysl, ktora tu zbyt lakonicznie przedstawilem: http://blackgromstudio.blogspot.com/2011/06/oko-yrrhedesa-co-warte-po-latach.html

Tez wspominam swoje pierwsze pogrywki i zasady tworzone na bazie trzech zdan Ciesielskiego. Dzis po latach gralbym/prowadzil/tworzyl zdecydowanie inaczej. Czy lepiej, nie wiem. Niestety tego ducha odkrywnia czegos nowego juz nie ma, dlatego nostalgicznie, podswiadomie wracam do oldskoolowych rozwiązan...

Na szczescie, moje dzieciaki coś kombinują. Jeszcze troche i to oni beda mi prowadzic :-)

Inkub pisze...

E tam, panowie, odkrywacie Amerykę. Wiadomo, że po latach, bogatsi o doświadczenia życiowe i "growe" inaczej byście prowadzili. A co do "Oka...". Też uważam, że ma w sobie i dziś potencjał. Wydać to ponownie w wersji książkowej, tak żeby to można było wprowadzić do księgarń, trochę promocji i poszłoby... :)
@Key Gawhr - o przepraszam, dziadkiem nie jestem, jeszcze;) Pierdzielem owszem:) Wiecie, że większość tych komentarzy, a i sama notka, to świetnie wpisuje się w nurt "A za moich czasów, panie dzieju, to całkiem lepiej było, nie to co teraz":)

Gonzo / Ancestor pisze...

A co nie jest tak?
Dzis kupujesz w EMPIKU kostki od typa ktory nie wie doczego to jest...

Hoho, za naszych czasow to albo jechales po nie do Hamburga, wyprawa zycia... albo robiles z modeliny...

I co? Kiedys nie bylo fajniej?
:D

Inkub pisze...

Wole isc po kostki nawet do Empiku i kupic od kolesia, ktory nie ma o nich pojecia, niz jechac do Hamburga:) leniwy jestem:)

Key-Ghawr pisze...

Nie myslałem, że ta skromna notka wywoła rozbudowaną dyskusję. Trochę naprostuję pewne rzeczy.


Nigdzie nie twierdziłem, że w epoce schyłkowego PRL-u w polskim RPG wszystko było lepsze niż obecnie. Brak było dostępu do gier, kostek, trudno o możliwość kontaktu z innymi miłośnikami RPG, itd. Tym niemniej miało to też pewne zalety, a przede wszystkim nacisk jaki trzeba było kłaść na rolę własnej wyobraźni, a nie tylko poleganie na gotowych produktach (tą fazę przechodziłem w II poł. lat 90-tych).

Oczywiście, mój obecny styl prowadzenia/grania jest sumą wielu doświadczeń i różni się od tego co robiłem 20 lat temu. Tym niemniej, lektura dawne artykuły czy chociażby lektura "Oka" czy OD&D daje mi większego kopa niż większość tego co można odnaleźć we współczesnych magazynach RPG-owych, czy starej Magii i Mieczu. I mimo, że nie zamierzam odtwarzać jej w niewolniczy sposób, rzeszłość stanowi dla mnie istotne źródło inspiracji.

W swojej notce starałem się przede wszystkim dokonać próby klasyfikacji tego, co można by uznać za przejawy polskiego old-school RPG. Czy trafnie, niech ocenią i uzupełnią to inni i najlepiej wiekiem starsi ode mnie gracze/prowadzący.

Dziwnym trafem, większość inspirujących mnie obecnie rzeczy w naszym hobby znajduję w starych grach. Wiele "rewolucyjnych" dokonań było już u zarania naszego hobby - złote zasady, odgrywanie potworów i inteligentych zwierząt, etno-settingi, gry o prostej mechanice i jak i symulacyjne potworki (C&S, by nie szukać daleko), gry fantasy, quasimitologiczne, sf, horror, systemy oparte na klasach postaci jak i umiejętnościach... Zamiast mielić kolejne wariacje na temat, wolę poszukać oryginałów.

Dabliu pisze...

@Key-Ghawr
"Nie myslałem, że ta skromna notka wywoła rozbudowaną dyskusję."

U mnie wywołała głównie potrzebę sięgnięcia po stojące na półce, zakurzone "Oko Yrrhedesa", co z kolei dodatkowo wzmocniło we mnie chęć powrotu do RPG, a w rezultacie przyczyniło się do tego, że sam zacząłem blogować...
Zapraszam - http://science-fantasy.blogspot.com/
:)

Yarivandel pisze...

Trafiłem na ten wpis szukając tekstów dotyczących "Oka Yrrhedesa".

Dobrze wiedzieć, że jest więcej takich rpg-owych weteranów. Z mojego środowiska graczy niewielu pozostało aktywnych.

Ja zacząłem pod koniec lat 80-ych grając w planszówki Sfery. To była wielka fascynacja i niesamowite przeżycia. Brat mojego przyjaciela miał pościągane z USA podręczniki do AD&D2e i powoli zaczęło mi świtać że tam się kryje więcej niż piękne ilustracje. Pierwsza sesja w AD&D była w 1993 a następnym momentem przęłomowym właśnie nr 7 MiM. Potem to już z górki, WFRP, Cyberpunk, Shadowrun, Call of Cthulhu, Świat Mroku etc. Jeśli ktoś bywał "u Izy" to większość materiałów AD&D2e od nich znajduje się na mojej półce :) Aktualnie po kilkuletniej przerwie próbuję reanimować autorski mod AD&D2e i prowadzę stare kampanie i przygody. Z nutką sentymentalizmu. Niedawno byłem z wizytą w amerykańskich sklepach rpg i sporo przywiozłem, głównie staroci.

Jeśli ktoś zainteresowany to zapraszam na bloga:
http://yarivandelswondrousjourneys.blogspot.com/

Jestem bardzo zainteresowany systemem gry Sandboxowej. Z pewnością poczytam większość Waszych materiałów. Czy w Wawie ktoś prowadzi takie Sandoboxy?

Ojciec Kanonik pisze...

Yarivandel - na temat grania w SB w Wawie pogadaj z Paladynem z blogu: http://scrollofskelos.blogspot.com/

lub ze Smartfoxem (graja przez Skype): http://smartfox.wordpress.com/

Yarivandel pisze...

Ojcze, niech błogosławieństwo po tysiąckroć spłynie na twoje imię.