7 lipca 2011

SWEPL dla sucharów

Szybki review pierwszego, wydanego w języku polskim, generica i dodatków. Od razu dodam, że system ten nie ma nic wspólnego z retroRPG poza bazową, brp-owską ideą gry uniwersalnej (chociaż i tutaj nie jest tak do końca cacy ;) ). Przegląd skierowany jest do wyliniałych starców, turlających od lat kolorowe paciorki. Read on, bald reader!


SAVAGE WORLDS EDYCJA POLSKA
Z samym systemem zetknąłem się w czasach jego pierwszej edycji. Przeglądana wersja polska to kontynuacja tej samej idei, w fajniejszym formacie i z kilkoma zmianami mechanicznymi. Ważne – stare dodatki są kompatybilne z nowszą wersją. SW to udana wypadkowa klasycznych genericów z własnym stylem – coś pomiędzy turlaniną i kolekcjonerstwem stuffu (GURPS) a skill-manią i koherentnością mechaniki (BRP). Emerycie: jeśli nie trawisz dzieła SJG i odrzuca cię tworzenie postaci i Strike Ranks z magnum opus Chaosium – SW jest dla ciebie. System Shane'a unika bolesnych dla ramoli wad Wielkich Klasyków. Każdy polski RPG-owy suchar między Łabą, pardon, Odrą a Bugiem znajdzie między okładkami prosty i spójny system, który nie dość że łatwy w stosowaniu, to przygotowanie na nim statów NPCów jest dość szybkie i proste. Czas między przewijaniem potomstwa, obsługą żony, wizytą w placówce NFZ, a zakupami w Biedronce można więc poświęcić na wymyślanie setu / fabuły przygody. Rzeczonego schaba może trochę zaniepokoić fakt, że cechy są przedstawiane za pomocą kostek, mechanika inicjatywy wykorzystuje karty, i że istnieje coś takiego jak benki / fasolki / fuksy, ale wystarczy parę razy zagrać i zwierz łatwo się oswaja. Podręcznik jest dobrze zedytowany, trzyma się kupy (pomimo zwykłego klejenia) i zawiera wszystko co potrzebne do odpalenia any-campaign. Szkoda, że sama podstawka nie daje więcej zróżnicowanych wariantów zasad, ale jak na taką objętość książki i tak jest ok. Zabrakło też trochę większego rozdziału o tworzeniu settingów na ichnich Plot Campaigns, albo podobnego do tych z BRP czy DMG Gygaxa. Jako że jest to pierwszy generic na rynku polskim (i znając tendencje fundomu do setting+rules-in-1-book; „1 system / 1 świat”), takie treści powinny być w nim w większej ilości. Ilustracje mają różny poziom, ale z wiekiem wzrok słabszy, więc te kiepskie nie powinny powodować większego cierpienia. Koniec końców: to solidna gra, ładnie wydana, przynosząca ulgę w reumatyzmie i odmładzająca nieco zatęchłego (po lekturze np. GURPS czy Hero), genericowego ducha. Uwaga na koniec: system nie jest szybki. Nope. Sama rozgrywka wygląda „filmowo”, zasady stawiają na moją ulubioną konwencję pulp, autorzy omijają bzdety w stylu „realistyczne zasady”, ale ciepaniny (grając by the book) jest tu sporo. Niemniej, każde wapno po tete-a-tete z KC-tami, prawdopodobnie tego nie zauważy. ;) Ocena: 8/10.

EVERNIGHT: NOC BOHATERÓW     
Każdy, kto pamięta erę zdychającego T$R, poczuje się przy lekturze EN jak w domu – tyle, że jest to udana parodia bezsensownych produktów i wizji z okresu różowego AD&D 2E. Korporacja Grubej Loszki robiła to ludziom na serio przez lata. Tak więc, produkt ten jest swego rodzaju humorystycznym powrotem do czasów T$Rowego Code of Ethic z pierwszej połowy lat 90-tych. Shane znakomicie rozwija Illithiadę, osadza „dalszy ciąg” w prostym, wyrazistym świecie, wrzuca to w formę dość liniowej adventure path i efektem tego jest ciekawy produkt. Fajnym pomysłem jest mechanika i karta drużyny – większość sucharów zapewne pamięta w RPG debilny zwyczaj, rodem z lat 80-tych, nazywania drużyn awanturników jakimś pompatycznym tytułem. Tutaj pasuje to znakomicie i przynosi wymierne skutki – cała mechanika jest banalna i działa. Szkoda, że autor nie poszedł za ciosem i nie rozwinął wątku Siedzib, zarządzania nimi – no ale od tego są systemy choćby z Birthright lub BECMI. Nowe rasy, „klasy” i początkowe ilustracje dobrze podkreślają klimat AD&D połowy lat 90-tych. Sama fabuła jest ok, spotkania dają dużo zabawy, zwroty akcji są odpowiednio dramatyczne, a NPC-e wyraziści. Dodatek Mr Kugiego (pozdrówka +7!) w postaci karcianego quasi-sandboxa też w porządku – znacznie wydłuża rozgrywkę i przydatność dodatku, nie zawala Sędziego masą procedur, chociaż osobiście poszedłbym na old schoolową całość (na heksach, itd.), tylko wtedy druga połowa EN byłaby nieprzydatna. Fabuła jest, koniec końców, mocno liniowa, a setting Shane'a ma w pewnym momencie ogromny potencjał na staroszkolną eksplorację. Ilustracje na poziomie podstawki, z przewagą lepszych. Wkurwia trochę czcionka tytułów i śródtytułów oraz nieopisywalnie niepokojące podobieństwo layoutu do „FR 3E”, ale poniał zamiar.  Ocena: 8+/10

ALMANACH SUPERBOHATERÓW
Pierwsza, mała kaszana. Sam dodatek zły nie jest, chociaż wolę SuperWorld do BRP. Daje sporo przydatnych informacji i zasad (znów: przydałoby się rozwinąć mechanikę Siedzib i zarządzania nimi) do grania superramolami. Ale ta korekta... Szczerze, to pierwsza rzecz w RPG, na okładce której widziałem babole! „Nowe sprzęt. Peacekeeprs. Jaszczurczą”. Dodatek jest, objętościowo, cienki w porównaniu z resztą suplementów do SWEPL, całość czarno-biała (kolor w dodatku do nowszych RPG o hirołsach jest w zasadzie wymagany), ilustracje w temacie poprawne. Setting jest na tyle szary, że ludzie i tak będą adaptować Gotham DC czy NY Marvela. Teksty Erpegisa niezłe, ale nie ufam ludziom pokolenia Komiksów Gigantów o kaczkach. ;) Dr Szyłak albo chociaż Kołodziejczak nie chcieli niczego napisać? Wiem, wiem – Advanced Smalec & Czas, ale mogło być tego więcej i lepiej, bo to faktycznie pierwszy dodatek z rodzaju „Supers” w Polsce i np. Khaki miał z nim problemy. Ocena 6/10 (dla doświadczonych maniaków trykotów +1).

NEMEZIS
Dude! Tak fajnie zilustrowanego dodatku w rodzimym języku dawno nie widziałem. Nie ma trzecioedycyjnych jeży (nie licząc mobów, co jest zrozumiałe), mangowego szmelcu, a layout i edycja są świetne. Wnętrze przypomina nieco layout GURPS 4E, niektóre ilustracje wzięto z podstawki, a większość ma co najmniej dobry poziom – Encu dobrze trafił, bo Tworek ze swoimi „Kronikami Mutantów” wraca do „realizmu” Easleya / Parkinsona i zamiata u nas wszystkich – poza Jarkiem Musiałem. ;) Tutaj solidna 9+. Gruby podręcznik zapełniają  informacje i nowy mechaniczny stuff, jako bonus dołączono plakat i dwie miarki. Zawartość to setting SF, z którego wydaniem jego autor borykał się od czasów Braunstein. Ogólność opisu i masa nowych mechanicznych rzeczy, to bardzo trafne podejście – jak wiadomo, nie ma nic gorszego niż kobyła w stylu lat 80+, napchana informacjami o firmowych herosach, chronologią, storylinią, bezsensowną mito/ekologią, szczegółową topografią i informacją czym sika Elminster po północy. Nemezis ogranicza się do minimalnego – ale w zupełności wystarczającego i elastycznego – backgroundu dla scenariuszy militarnych (i nie tylko). Prosty pomysł marines napieprzających lovecraftowskie gluty z kosmosu, dopełnia sporo ciekawych dodatków w stylu nowych technologii, rozwiniętej psioniki, wszczepów, organizacji, kultów, itd. Świat jest spójny i wyrazisty, a ogólna prezentacja ułatwia homebrew w tej konwencji. Jedynej rzeczy, której mi brakuje to zasady sandboxa w stylu Classic Traveller. Konkretne misje militarne czy inne tematy szybko się wyczerpują, a w PL nie było tak naprawdę dobrego setu SF o penetrowaniu kosmosu. Tradycyjny dodatek w postacie mechaniki eksploracji kosmosu ma nawet większy potencjał, niż w innych gatunkach fantastyki. UWAGA SUCHARY: w podręczniku występują wyeksponowane cycki i pośladki samic, wskazana ostrożność w trakcie kuracji kardiologicznej. Ocena 8+/10.  

PieS. Autorski sandbox SF do tego seta możecie pobrać stąd.   

6 komentarzy:

Piotr Koryś pisze...

Dzieki :)

Tweet pisze...

Łaaa, recka z jajcem napisana. Fajnie się czyta :)

Systemu sam nie skomentuję, wiele już zostało na ten temat powiedziane a Ty kilkoma frazami trafiasz w samo sedno. Za to mam parę uwag, co do wydania.

Dodatków nie miałem okazji mieć w rękach, ale kumpel kiedyś pożyczył mi podstawkę. Spodobał mi się w szczególności format - nigdy nie przepadałem za ceglanymi podręcznikami. Natomiast poirytowała mnie tendencja do wrzucania zbędnych (do tego bardzo brzydkich) grafik, które nijak się mają do tekstu na tej samej stronie. Raz śliczna grafika dobrej jakości z oryginału jest niepotrzebnie pomniejszona a parę stron dalej jakaś maszkara straszy na prawie całą stronę...
Co do tego klejenia nie byłbym taki pewien. Nie wiem czy trafiłem na wadliwy egzemplarz, ale po kilku dniach użytkowania okładka zaczęła się z lekka odklejać. Co prawda trzyma dalej, ale wygląda nieestetycznie.

Pozdrawiam!

Ojciec Kanonik pisze...

Niestety, rzadko zdarzają się jednolite estetycznie podręczniki. Chyba tylko nasze KC-ty z Jarkiem Musiałem od początku do końca były takie. Zerknij też na B/X D&D z 80 roku, tam prawie 100% ilustracji jest autorstwa Erola Otusa i podręczniki wyglądają bardzo fajnie.

Mało używam podręcznika, ale wydaje się być dobrze zlepiony. ;)

gulthank pisze...

Dzięki, że wspomniałeś o sandboxie i jednocześnie nie wspomniałeś, że jest słaby. Może to dyplomacja, może wzrok już nie ten a może nawet ten tekst się do czegoś nadaje. Tak czy inaczej dzięki albowiem mowa jest srebrem a milczenie złotem.

narsilion pisze...

W sumie Evernight to bardzo spójny produkt. Dobra parodia settingu + dobra parodia mechaniki...

Ojciec Kanonik pisze...

@gulthank
Milczenie jest złotem, omission is platinum. ;)