27 października 2011

1 na 1 w OD&D

Notka traktująca o tym, dlaczego nie lubię grać w sandboxa w zestawie 1 gracz na 1 prowadzący w "systemie" OD&D. Granie 1 na 1 w oryginalnej wersji, wedle staroszkolnych prawideł / by the book, wg. mnie nie ma większego sensu. U Key'a się to sprawdziło, ale założę się, że czitował. ;)


Nawet przy założeniu, że PC posiada stadko Relatives i najął oddział henchów, znika podstawowa jakość rozgrywki w tym systemie: drużynowy konflikt charakterów i motywacji, które są najważniejszym czynnikiem udanej improwizki. Sędzia zaś, ma na głowie kolejny ciężar w postaci odgrywania wynajętych NPC-ów, co sprowadza się do głupawego „Dżordż #5 mówi, że go boli potylica, ale Dżozef #13 się z nim nie zgadza i trąca go tam tyczką” albo „Stój! - krzyczy do Ciebie Dżordż #7”, itd.

Solówki w żadnej mierze nie przystają do charakteru pierwszych RPG, wyrosłych na wieloosobowych planszówkach i bitewniakach z końca lat 60-tych z obowiązkowym Sędzią. Pomijając sztuczność odgrywania gromady henchów i zaistnienia kolejnej pierdółki do pilnowania przez Szefa Gry, pada cała koncepcja świata niepoukładanego pod levele / CR. Szef zaczyna podświadomie kantować na kościach czy przymykać oko na jednoosobowe decyzje w celu sztucznego przedłużenia rozgrywki. Wiecie, ten kretyński wynalazek, przeniesiony z epoki boomu na RPG i później cRPG-ów, w których PC spotyka coraz potężniejsze moby i dostaje się do trudniejszych lokacji po osiągnięciu wyższego poziomu.

Staroszkolny sandbox, w takiej konfiguracji, w ogóle nie działa. Trzeba przymykać oko na klasyczne „save or die” lub brak pomysłu grającego na sprytne omijanie losowych Balrogów czy kiepską metodę przetrwania w Dziczy. Lochy stają się mozolnymi, njuskulowymi labiryntówkami: bez respawnów mobów, z wątkiem fabularnym i jakimś jego finałem (np. bossem na końcu), prostymi mapami i brakiem burzy mózgów przy rozwiązywaniu zagadek – przy 1 PC aż chce się czasami po prostu rzucić na INT i mieć to z głowy.

Oryginalny sposób gry to 1 Sędzia na 20-50 graczy. Ok, to skład na turniejowe rozgrywki, z pomocnikami Sędziego, kilkoma stołami, etc., ale już 3-4 graczy wystarczy na sensowne granie w starym stylu. Oczywiście: ze stadkiem henchów, itd. Nawet taka mała liczba, w porównaniu do oryginalnych drużyn, to też masa emocji i konfliktów między postaciami. To więcej (niż w jedynkach) pomysłów graczy na budowanie dalszego rozwoju wydarzeń, rozwiązywaniu zaistniałych problemów, to kłótnie i pretensje o zgubieniu się w górach albo o kierunek wędrówki. Nie mówiąc już o objadaniu kompanów, zadymach o łupy i konfliktach światopoglądowych.

OD&D to gra dla kilku(nastu) osób, jedynki po prostu się w niej nie sprawdzają, wypaczają charakter oldschoolowego modelu rozgrywki. Efekt wzmocniony jest przez fakt, że gracze mają w niej prawie całkowity wpływ na rozwój wydarzeń, zazwyczaj to oni je inicjują, tworzą coś, co można nazwać fabułą post-facto. Sędzia ma gówno do powiedzenia – co najwyżej rzuci kostką i powie czy PC trafił moba i ile gp znajduje się w sakiewce zarżniętego właśnie Elminstera, itd.

Pulpowe historie to, zazwyczaj, opowieści o jednym awanturniku – true. Charakter starych RPG-ów to jednak stadna łupanina, to gry w robienie-co-się-chce-i-gdzie-się-chce w grupie kolorowych postaci w stylu Cartera, Conana czy Cugela w eklektycznych, niepoukładanych pod levele światach science fantasy. W Original lub dwóch pierwszych RQ awanturniczy trup śle się gęsto – w rozgrywce 1 na 1 boli to jeszcze bardziej. Bez kantowania i "sekretnych modyfikatorów" się nie da – a to przeczy zasadzie Oracle Dice.

7 komentarzy:

Key-Ghawr pisze...

Skoro wywołałeś mnie do tablicy, to jestem ;)

1 na 1 w OD&D da się przeprowadzić, ale rzeczywiście trudno powstrzymać się przed chitowaniem. Tym niemniej, nie robię tego. W efekcie, tylko co 10 postać dożywa do drugiego levelu. Zazwyczaj problem rozwiązuję w taki sposób, że jedna z tworzonych przez gracza postaci jest kimś w rodzaju wiodącego protagonisty, 1-2 pozostałe to pomocnicy. Oczywiście cierpi na tym odgrywanie. W wypadku śmierci "tego głównego", rolę "bohatera" przejmuje kolejna pozostała przy zyciu postać, itd., czyli aż do śmierci wszystkich postaci, Co zdarza się prawie zawsze. Póki co, miałem tylko jedną prawdziwą kampanię w OD&D 1 na 1, w której główna i jedyna postać dojechała do 4 levelu. No coż, na bezrybiu i rak ryba...

Ojciec Kanonik pisze...

Wymiana postaci fajna, ale sobie podarowałem takie granie - albo większa ekipa, albo granie w nowszym stylu / inna ekipa. Gierki jeszcze nie wysłałem - jestem zawalony robotą.

Key-Ghawr pisze...

Spoko. Ja też jestem zawalony, co widać po mojej obecności na blogu. Może w drugiej połowie listopada coś skrobnę.

Co do grania 1 na 1, to pewnie pamiętasz, jak Gygax opisywał kiedyś solową sesję z jednym magic-userem. Jest to trudniejsze ale daje radę. W takiej konfiguracji chyba lepszy jest model dungeon albo city niż wilderness, gdzie właściwie wszystko można spotkać o dowolnej porze dnia i nocy ;)

Kors pisze...

Uwaga, leci pytanie nooba: Co to jest OD&D i Sandbox?

Ojciec Kanonik pisze...

@Key
Jeśi chodzi Ci o ta akcję z Mornardem pod Greyhawk, to gość przebiegł kilka leveli bez eksploracji ;) Mi własnie chodzi o Dzicz - lipnie to wygląda 1 na 1.

@Kors
OD&D - Original Dungeons & Dragons. Pierwsza wersja tego systemu z 1974 roku. Przedrostek wziął się z wydania Original Collectors Edition i jest używany przez retrogamerów.

Sandbox - na tym blogu jest dość dużo na ten temat, zacznij od tego:

http://bialylew.blogspot.com/2010/01/flashback-6-sandbox.html

Potem szukaj w naszej blogowej wyszukiwarce.

Parasit pisze...

"Oryginalny sposób gry to 1 Sędzia na 20-50 graczy."

W latach '70, w telewizji (USA ofkors) jakis badziew w stylu "Starsky and Hutch", APANET w powijakach w panterkę. Czlowiek mial czas wieczorami na RPG'i...
Czy tylko mnie sie wydaje to nierealne w erze internetu? No moze na jakims konwencie...

Dawno nie udalo mi sie zebrac wiecej niz 4 znajomych w jednym czasie i miejscu na jakies granie. Ba, nawet na granie po sieci sie ciezko umowic wieksza grupa.

Key-Ghawr pisze...

@ O.K.

Tak, chodzi o tą sesję z Mornardem. Rob Kuntz też miewał solowe sesje w starym Greyhawk, choć Robilar był już na wysokim levelu.

Jak pamiętam graczy ze swojej starej ekipy, zawsze mieli ciągoty do przygód w otoczeniu choć trochę urbanistycznym. Ale racja, do pełnego sandboxa lepiej mieć większą ekipę.