24 stycznia 2012

Konkurencyjność

[...] brnołem  [...]
--- Joasia von Schwarzelochberg

Kilka luźnych obserwacji o kilkakrotnym już w historii hobby upadaniu rynku RPG. Oba flagowe systemy TSR tylko kilka razy ustąpiły piedestału innym grom i zazwyczaj działo się to w okresach komercyjnego kryzysu RPG. Po dziś dzień czwarta edycja D&D (BECMI Mentzera) oraz pierwsza edycja AD&D są niedoścignione pod względem sprzedaży w epoce boomu na RPG pierwszej połowy lat 80-tych. Symulakry w postaci d20 i Pathfindera zbliżyły się do tego rekordu i są nadal komercyjnie bezkonkurencyjne, ale przedmiotami tej notki są, jak zwykle, oryginalne wersje systemu Arnesona / Gygaxa.

W latach 70-tych, O/A D&D miało silną konkurencję. Wbrew potocznej opinii nie był to EoPT, który wydawało przecież TSR, a sam system / setting był raczej do czytania i studiowania, niż grania. T&T też nie, bo to trochę inna gra, bardziej stawiająca na solo adventures. Mowa o Wielkiej Trójce, jak nazywano w US i UK trzy najważniejsze w tamtym okresie gry RPG: AD&D, RuneQuest i Traveller. W listach do Dragona znaleźć można epistoły fanów, którzy domagają się tekstów do dwóch ostatnich gier. Kask dyplomatycznie stwierdza, że jak pojawią się teksty do tych gier, to trafią na łamy pisma o AD&D. Tania ściema spowodowała powstanie Different Worlds i kilku innych czasopism. Sprzedaż RQ w tamtym czasie to kilka tysiecy egzemplarzy miesięcznie - przez bite kilka lat. Traveller, choć nie pierwszy SF RPG, szybko wyrobił sobie markę nowatorskim systemem, ciekawym settingiem i jednym z najlepszych zbiorów zasad do kosmicznego sandboxa. Chociaż dane sprzedaży nadal nie są w pełni dostępne, obie gry z powodzeniem konkurowały ze spasionym dzieckiem EGGa (chociaż wątpię, by miały nad nim przewagę - gry te nie wbiły sie tak w popkulturę, jak Advanced).

Trójka zmieniała się dynamicznie w latach 80-tych. Rozwałka nowoczesnego i spójnego dotychczas RQ i nadprodukcja Millera w Travellerze szybko wysadziły je z siodła na rzecz gier nowszych. W tej dekadzie ciężko jest wskazać konkretny system, którego sprzedaż była porównywalna do Red Boxa i 1E. Na pewno było to Call of Cthulhu, pewnie Rolemaster, Hero, Palladium, być może pierwsze edycje GURPSa, Warhammer, itd. Rynek bardziej tolerował sieczkę wewnątrz T$R, niż u konkurencji. Sytuacja mogła wyglądać trochę jak dzisiaj: d20, długo nic, i reszta RPG. Druga połowa tej dekady to niezliczona ilość systemów, nowych firm i projektantów - wszystko się nieco rozmyło, podzieliło i bezpośrednio wpłynęło na kryzys RPG w połowie lat 90-tych.

Lata 90-te to okres "rewolucji" storytellingowej i indyczej. Nowe pokolenie, nowe gusta, nowe sposoby pisania podręczników i kolejna zmiana założeń samych RPG. White Wolf poważnie uszczuplił bazę fanów T$R, zwłaszcza, że megakorpy wypuściły kaszanę nazwaną szumnie 2E (to heroiczne i różowe, z masą pudełek i tobołków graczy). Spóźniona reakcja na MADD, idiotyczna (jak sama Pani Prezes) strategia wydawnicza, nijakie zawieszenie między niepoprawnym i dziwnym old schoolem, a nowszymi rozwiązaniami, komercyjny sukces karcianek, cRPG i bitewniaków. Tego typu rzeczy szybko dobiły T$R (i kilka innych firm też). Dzieciaki chciały "chlania krwi" i kropek, chciały mieć śrubki zamiast kostek i mechanikę, która "wspiera" niczym 3 m. tyczka namiot. Ok, była jeszcze moda na Diceless RPG, ale wątpię, by dziełko Wujcika miało jakiekolwiek znaczenie komercyjne. Pamiętam różne rankingi z tamtego okresu, gdzie poza Wampirem (bo tylko ta gra zaliczyła wysokie pułapy komercyjne, dużo dalej był Werewolf), GURPSem 3E i Alternity, niewiele więcej się liczyło. AD&D padło i już się nie podniosło. Stare D&D doczekało się sześciu / siedmiu edycji i także poszło w piach, a większość ludzi w tamtej dekadzie nawet nie wiedziała jak ta gra w ogóle wygląda. Dzisiaj sytuacja się powtarza niemal symetrycznie, tylko jakby mniej konkurentów do tego zepsutego tortu.

Druga połowa lat 90-tych przypomina mi trochę sytuację obecną. Starsi fani odpływają z hobby, bo go w ogóle nie poznają i zostają przy starych rzeczach. Młodzi rekrutują się z zupełnie innego medium, same RPGs nie mogą specjalnie poszczycić się wpływem na popkulturę - poza sentymentalnymi nawiązaniami do idei z lat 70/80. Same są pod silnym wpływem wspomnianego medium (MMO, planszówki, adaptacje debilnych seriali, itd.). Indyki przez ponad dekadę nie zrobiły większej rewolucji (np. na miarę Chaosium w 70/80's i White Wolfa w 90's). Jak czytam, że SJG trzyma się dzięki Munchkinom, to... Historia lubi się powtarzać, tzw. "D&D" leży i kwiczy, Pathfinder zdeklasował "to coś", bo to sentymentalny trip pokolenia d20, a nie ludzi grających w oryginalne wersje systemu EGG / DA. Jak to bywa z modami, ta też minie, a Pathfinder raczej się nie obroni - "system nie wspierany, to martwy system", ta idiotyczna historycznie, ale komercyjnie prawdziwa sentencja w końcu "zagra". Jeśli idzie o mainstream / popkulturę - RPG są w znowu w komercyjnej dupie. Cudów, znaczy się, szturmu nie ma. No chyba że Mistrzunio wyda Furię i Craptikę 2E.

7 komentarzy:

Key-Ghawr pisze...

Szkoda, że nie zrobiłeś "predykcji" na temat nadchodzącej piątej edycji tzw. D&D by WizBro. W grudniu 2012 r. do kin wchodzi ekranizacja "Hobbita", co wróży chwilowy wzrost zainteresowania "fantasy" w mainstreamie. Coś a la LotR na początku poprzedniej dekady. Może przełoży się się to choć trochę na chwiowy wzrost popularności RPG (tak na d4-1 lat)?

Ojciec Kanonik pisze...

Czas pokaże, dla mnie D&D nie ma od 95 roku, AD&D od 99 r, Tolkienem spawam jak von Prawaczek nerd-jadem, to i nie bardzo mnie to już interesi.

Key-Ghawr pisze...

A myślałem, że D&D dla Ciebie kończy się na Originalu, a setami Mentzera dla dzieci i casuali się brzydzisz ;)

Ojciec Kanonik pisze...

E nie, B/E jest ok. RC do 10 lvla też. Brzydziłbym się, gdyby te gry nie były dla casuali / dzieci tylko dla hanysowej UC von Zdupenberg. ;) Zresztą Red Box jest jednym z najlepiej napisanych starterów do RPG w historii, nie?

Key-Ghawr pisze...

Wiesz, czasami mnie nachodzi myśl, czy nie cierpimy przypadkiem na pewne "rozdwojenie". Z jednej strony, pragnęlibyśmy widzieć RPG elitarnym hobby dla dla dojrzałych graczy, tak jak w połowie lat 70-tych. Z drugiej jednak strony, tak jakby mamy sentyment do czasów, kiedy RPG było u szczytów popularności i miło by było również w Polsce zobaczyć gry fabularne sprzedawane na stacjach
benzynowych, zupełnie jak u Wuja Sama w latach 80-tych.

Ojciec Kanonik pisze...

Masz rację, chociaż Robotica czy Wolsung w Biedronce to by było trochę nie teges dla Biedronki. ;)

Key-Ghawr pisze...

"Oko Yrrhedesa"! Come Back!!!!!