7 lutego 2012

Back To Planescape: Zgon

Kontynuacja cyklu artykułów o tym settingu. Wcześniejsze:



Planescape to jedyny set, do którego wracam regularnie i zawsze zdumiewa mnie jego świeżość i potencjał. Pomimo licznych sesji, prowadzonych przeze mnie czy znajomego DM-a ponad dekadę temu, multiversum AD&D nadal nie nudzi i jest inspirujące jak żaden inny produkt TSR-u. Większość z settingów AD&D 2E po pewnym czasie irytowało mnie niezłymi założeniami w kiepskim wykonaniu (Al-Quadim, Forgotten Realms, Lankhmar, Ravenloft, Spelljammer, Dark Sun, Council of Wyrms) lub słabymi ideami w słabym wykonaniu (nowy Greyhawk, Mystara, Dragonlance, Red Steel, Jakandor Island). Mogę jeszcze poczytać / poprowadzić (raz na d10 lat) Birthright, Masque of the Red Death, od biedy pierwszoedycyjny Greyhawk Gygaxa. Z PS jest inaczej. „Zeb” stworzył sporo klasycznych i dobrych rzeczy dla TSR i w branży komputerowej. Nie wyszło mu Tome of Magic – rzecz najsłabsza w dorobku Cooka – ale Planescape napisał (i skompilował ze starszych źródeł) znakomicie. Powoli odbudowuję PS-ową kolekcję i zauważyłem dwie niefajne rzeczy, które  mogły wpłynąć na zamknięcie linii przez WotC.

David niewiele napisał do swojego magnum opus zanim odszedł z korporacji Lady of Food. Podstawowy box i cykl artykułów Plane Truth. Kompilował PS Monstrous Compendium I, i był konsultantem przy pisaniu Well of the Worlds oraz Uncaged: Faces of Sigil. Na resztę podręczników nie miał najmniejszego wpływu. Są one rozwinięciem jego idei i dalszą kompilacją starego materiału o planologii AD&D. Jego miejsce zajęła masa trzecioligowych „tfu-rców” z Monte Zbookiem i (omfg) Chrisem Pierdkinsem na horyzoncie. Koncertowo rozpierdolili setting, że aż się mu upadło i do dziś nie powstało – tak jak kilka lat później załatwili AD&D. Mimo tej czkawki, set trzyma (mniej więcej) ten sam poziom do podręcznika On Hallowed Grounds. Typowa dla TSR nadprodukcja i tutaj ma miejsce, ale linia tworzona była nie tak nachalnie i szybko, jak np. FR – do tego momentu chłamu było niewiele. Później (WotC) zaczynają się bzdurne Big-Eventy (The Great Modron March, Faction War), tworzy się coś w rodzaju plotu na planach, WotC-owcy dodają masę upierdliwych i niepotrzebnych szczegółów (Dead Gods, Faces of Evil). Ilość freelancerów i natłok niespójnych z oryginalną wizją podręczników rozmywa wyrazisty charakter Planescape'a. PS został dodatkowo rozbity na właściwy setting i podręczniki do ogólnego AD&D (Nine Hells, Paladin in Hell, Warriors of Heaven, itd.), co zatarło jego ID jeszcze bardziej.

Druga rzecz: w późniejszych podręcznikach i boxach linii nie ma ilustracji  DiTerlizziego i z rzadka pojawiają się okładki Ruppela. WotC przejęło TSR. Już wtedy chłopaki od małych, kolorowych kartoników wiedzieli jak zarżnąć coś naprawdę oryginalnego i wyrazistego estetycznie. Z pierwotnych grafików PS ostali się jeszcze „na chwilę” Dana Knutson (odpowiadająca za artystyczną koncepcję boxów i podręczników) oraz mapperzy: Lazzaretti i Diesel, a i to na zmianę z nowymi, co jeszcze bardziej wywołuje wrażenie estetycznej niespójności. Gdyby nie logo na okładce i charakterystyczne, zardzewiałe blachy Dany Knutson i „marmur” w środku, ostatnie podręczniki niczym nie różniłyby się od szaty graficznej „3E” (czyt. wszystkie postacie są d20 Jeżami – nie ustępując nakolcowaniem Lady of Pain). Obrazki ostatnich podręczników wyglądają nijako. Są to estetyczne symulakry naśladujące surrealistyczny styl oryginalnej produkcji.

Kiedy prowadziłem i grałem w PS od połowy lat 90-tych, nie widziałem tych rzeczy z takiej perspektywy. Graliśmy na pierwszych boxach i podręcznikach [2600, 2601, 2603, 2609] i niespecjalnie śledziliśmy, co się dzieje z linią. Wracając po latach do kolekcjonowania PS, widzę to inaczej. Rozdrobnienie oryginalnego, otwartego na DIY settingu i pojawienie się nowego pokolenia ilustratorów (WotC), którzy słabo imitowali pierwotnych artystów, mogło mieć wpływ na spadek jego sprzedaży. Setting przestał być rozpoznawalny. Pewnie „powrót do korzeni” (czyt. dekoracji) w d20 też nie sprzyjał wznowieniu linii i starzy fani mogli się, co najwyżej, zadowolić użytecznym jak TSR-owskie klamry do pasków Manual of the Planes (Jeffa „Not Again” Grubba), który z PS miał niewiele wspólnego (czyt. dekoracje).

3 komentarze:

Grzegorz pisze...

Witam

Chciałbym zapytać się o jedną rzecz której do końca nie rozumiem - czemu w Notce Back to Planescape piszesz o The Great Modron March jako 'dobrej rzeczy' natomiast, natomiast w tej notce piszesz iż ww przygoda jest bzdurnym big eventem... Czy jedno aby nie przeczy drugiemu?

Ojciec Kanonik pisze...

Bo wtedy polegałem na tetryczej pamięci o lekturze sprzed dekady, teraz mam ten podręcznik (i wiele więcej) i rekonstruuję moje spojrzenie na PS-a na nowo.

Grzegorz pisze...

Dzięki za klaryfikację :).