24 sierpnia 2012

Rewolucja Palenie Gastrofaza

Nie ma sensu ściemniać młodym fanom naszego hobby, że bazowe idee RPG powstały na supertrzeźwo. 

Dobre, przełomowe RPG nie powstało na kanwie trzeźwych sesji, zawsze było wspierane Czymś Z Zewnętrznych Światów. Arneson z Ba(r)kerem wspomagali „mówienie dziwnymi głosami” i sandboxowe improwizki Marią Konopnicką. Kask z Gygaxem, pływającym w pewnym momencie z kochanką w hollywoodzkim jakuzi, wcinali Brązowy Cukier i „czytali” Guntera Grassa. Stafford, „fresh-baked RPG fan”, wyjeżdżając na różne obozy naukowe do Chile, z pewnością zbadał dogłębnie działanie peyotlu i chicha. Mistrz Hargrave, po powrocie z wietnamskiej rozpierdolki, gdzie filmował resztki swoich kolegów w plastikowych workach, ostro „wspierał” sesje psychotropami. Kropka Hagen srogo się sponiewierał bezalkoholowym i wymyślił z Tweetem wampiryczny psikus, bazujący na storytellingowych ideach tego drugiego. Dzisiaj wystarczy poczytać brednie Rona Edwardsa, by dojść do wniosku, że facet jest fanem Kamila Baczyńskiego i Stefana Jaracza. A u nas? Ściana milczenia jest nie do przebicia, a alkohol i dragi to mocne tabu wśród erpegowców. Rodzime produkcje w rodzaju Złego Cienia, Robotiki czy Charakternika po prostu nie mogły powstać na trzeźwo. Smutne jest to, że w różnych biografiach i historycznych opracowaniach o RPG pomija się „libertyńskie” wstawki, które są nieodłącznym elementem całego zjawiska. Nie pisze się o ludziach, a o firmach i wyidealizowanych celebrytach. Prymitywna heroengeschichte, niestety. Większość takich informacji zamiatana jest pod dywan i wypływają one tylko na forach lub między wierszami, rzadziej w podręcznikach (vide antygygaxiańskie wtręty w wiadomym dodatku do pierwszoedycyjnego Greyhawk). Na zakończenie, od mła, mały hołd dla „słabostek” tych, którzy robili wszelakie rewolucje w RPG:

3 komentarze:

dzemeuksis pisze...

Czyli jednak jest ziarno prawdy w tym pierdoleniu.

cszubinski pisze...

Uno - ćpanie to gówno. Secundo - wzmaga kreatywność. Tertio - nie pisz na locie. Niby zajebiście się pisze a na trzeźwo czujesz się deko zażenowany. Pozdro.

Ojciec Kanonik pisze...

:D