8 sierpnia 2012

RuneQuest 6: Kilka uwag


Fani Basic RolePlaying nie mogą narzekać w tym roku na wydawniczą posuchę. CoC i sam BRP mają się dobrze, Cubicle 7 i Alephtar Games także wydają, co jakiś czas, interesujące pozycje na licencji Chaosium. I Legend, kompaktowa i dobra konfiguracja „systemu-matki”. I kolejny niby-remake RuneQuesta, tym razem niby-właściwie numerowanego. To ostatnie wzbudziło we mnie podejrzenie, a po zapoznaniu się z podręcznikiem, zniesmaczenie porównywalne z przypadkiem wydania pseudo Red Boxa przez Hasbro. 

Twórcy niezbyt udanych MRQ I-II, którzy wykorzystywali markę kultowego systemu instrumentalnie i na wzór WotC, po przejściu do Moon Design starają się sprzedać mniej więcej to samo, za więcej, w niestrawnym sosie nostalgii i na fali retrogamingu. Mongoose zaś, wzorem Paizo, zachowało się w porządku w stosunku do swojej wersji BRP i wydali tą samą grę, lekko poprawioną, pod innym tytułem. Gdybym zetknął się w 2000 roku z d20 pod nazwą Pathfinder, a nie z tanią ściemą, że to D&D Arnesona / Gygaxa, pewnie łupałbym w nią do dziś, jako luźny klon / inspiracja AD&D. Dokładnie to samo widzę w przypadku Nr 6.

Twórcy poprzednich dwóch odsłon swojej wersji BRP w Nr 6 zmienili numerację edycji tak, by niezbyt rozgarnięty fan RPG nabrał się, że jest to rzekomo kontynuacja oryginalnego systemu, kaszanki pod nazwą RQ III (Avalon Hill) oraz obu edycji Mongoose. Instrumentalna jazda na nostalgii podkreśla okładka, będącą współczesną wersją oryginalnej ilustracji chaosiumowego RQ. Obrazek jest fenomenalny, ale – no właśnie – ikoniczna ilustracja Elmore'a na wizardowskim Red Boxie też taka (nadal) jest. Obie cierpią na tą samą przypadłość: nieprzystawalność ikony do treści. RQ i Nr 6 to dwie zupełnie inne gry, pomimo iż działają na podobnym systemie.

Instrumentalizm w traktowaniu ludzi znających oryginalną grę przejawia się w (bardzo dobrych!) ilustracjach wewnątrz. Powrót do pseudo-antycznego fantasy w charakterystycznym stylu Louise Perrin to chwyt poniżej pasa. Nr 6 przypomina mi projekty OSR, które kopiują i symulują jak najbliższą formę i styl oryginalnych systemów, tylko że Nr 6 ma się nijak do OSR, bo to dość uwspółcześniona wersja BRP (np. „wspierające”Pasje PC). Niemniej, brawa dla ilustratorów – znakomicie podrabiają Ms Perrin i chciałbym zobaczyć tej jakości arty inspirowane Trampierem.

Co do mechaniki, jak napisałem wcześniej, jest to dokładnie to samo co znajdziecie w produkcjach Mongoose z dodatkiem paru nowych detali, poprawek i mechanizmów. Oryginalnej Gloranthy jest tam niewiele i niezbędnym jest w zasadzie kupowanie fluffu Stafforda / Perrina do oryginalnego RQ lub współcześniejszych, bardzo dobrych, do HeroQuesta. Ale to już nie BRP. Niestety, RuneQuesta dopadła choroba zmiany RPG z hobby w biznes w połowie lat 80-tych i do dzisiaj licencja jest porozwalana pomiędzy kilka wydawnictw, które w ogóle ze sobą „nie trybią”. Avalon Hill, Chaosium, Issaries, Mongoose, Moon Design (i coś tam było jeszcze po drodze) – groteska i kpina z fana.

-         Jeśli lubicie wersję BRP (a wisi Wam oryginalna Glorantha) wydawaną przez Mongoose, kupcie o wiele tańszą Legendę, która całkiem nieźle wspierana jest kolejnymi, równie tanimi suplementami i settingami. Sam system już nie udaje, podobnie jak Pathfinder, że jest czymś innym niźli luźną inspiracją oryginałem i autorskim przekonfigurowaniem (odpowiednio) BRP / AD&D.

-         Jeśli chcecie poznać niezwykły setting Grega i przy okazji pograć na oryginalnej mechanice, warto zajrzeć na „giełdy staroci” i skompletować chaosiumowe RQ I-II, artykuły z rożnych zinów z lat 70-tych oraz posiedzieć na OSR-owych forach. Na start polecam Noble Knight Games. Wyjście, oczywiście, najlepsze, ale kasożerne.

-         Jeśli nie obchodzi Was pierwszy na świecie generic RPG, a chcecie pograć w świecie Stafforda, kupcie njuskulowy HeroQuest. W tej linii, jedynej, można dostać teksty oryginalnego twórcy, bez komercyjnej ściemy i trików, za to z jego wyczuciem i w jego klasycznym stylu. Można też uzupełnić kolekcję o kultowe Wyrmfoot's Notes, etc. 

-   Jeśli zwisa Wam zarówno Glorantha, jak i oryginalny Basic RolePlaying, lubicie wydawać kasę na atrapy z półki „new edition based on original works by XYZ”: Nr 6 jest dla Was. 

Btw. Ciekawa rzecz: BRP wydawany jest teraz w trzech osobnych liniach / wersjach.

2 komentarze:

Omlet pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Omlet pisze...

Chyba już lepiej walić konia czekając na nową edycję OpenQuesta (chociaż i on mi wisi, prawdę mówiąc, i to i pierwsza i druga edycja - GORE mi absolutnie wystarcza).
Dzięki za info - będę się wystrzegał (chociaż i tak nie planowałem kupować) :D