3 listopada 2012

George R. R. Martin o BRP

Niemałym zaskoczeniem dla mojego retrogamizmu było odkrycie pamiętnikarstwa tegoż autora o Basic RolePlaying w III tomie (Wędrowny Rycerz) jego Retrospektyw.

Zaczyna się od tego, że nie załapał się na złotą epokę THE D&D. Niejaka Parris wprowadziła go na początku lat 80-tych do grupy grającej w Zew Cthulhu. Tu następuje fajny opis działań ekipy – aż mi się tęskno zrobiło za sesją w tej wersji BRP. Jak przyznaje Martin, szybko odkrył uroki Sędziowania w innej grze Chaosium: SuperWorld. Wymienia swoje postacie w tej grze, wspomina też o share-world działającym na d100 (Thieves World) i wydanych później na jego wzór w GURPS Wild Cards.

Później pierdoli coś o kotach, więc straciłem zapał i chęć drążenia dalszych bukw. W każdym razie, każdy szanujący się archeolog RPG powinien rzucić okiem na ten wstępniak, bo jest w nim kilka konstruktywnych wspominków o sesjach sprzed 30 lat. Każdy fan prozy tego kolesia, będący zarazem fanem RPG, też powinien tam zajrzeć, gdyż okazuje się, że BRP miało jakiś tam wpływ na budowanie jego tożsamości pisarskiej.

3 komentarze:

Krzemień pisze...

Akurat po ilości trupów w jego książkach można się domyślić, że jeśli grał w RPG to jakieś BRP ;P

Seji pisze...

W cyklu "Wild Cards" pojawiaja sie postacie wzorowane na bohaterwach sesji prowadzonych przez Martina.

Av pisze...

Rzeczywiscie w jego prozie jest cos rpgowego. Prowadzi swoich bohaterow jak MG, nie holubi ich jak to pisarze maja w zwyczaju, a raczej bezwglednie wykorzystuje przeciwko nim ich slabosci.

Pamietam sesje na BRP zaraz po dlugiej kampanii na Savage Worlds. Po dwoch godzinach rozdzielania punktow i wyliczania premii, prawie od razu doszlo do walki. 10 minut pozniej druzyna byla już martwa. Ta mechanika jest zabojcza niczym dyskusje na pewnym renomowanym serwisie o fantastyce.