14 kwietnia 2013

(Nie)Przydatność podklas

Z punktu widzenia grających w oryginalne D&D, podklasy są całkowicie zbędne. Każdy Kleryk czy Wojownik bez problemu skrada się, rozbraja pułapki (używając mózgu gracza) i ogólnie jest git. Podobnie jest z oddaniem przy pomocy trzech archetypowych ról różnych późniejszych wymysłów w rodzaju Barbarzyńcy, Samuraja czy Assassina. W OD&D pojawiło się jednak, wbrew zdrowemu rozsądkowi, wiele podklas (subclasses). Na Inspiracjach pisaliśmy już o tym, jak wywalić Złodzieja i ograniczyć się do howardowsko-leiberowskich archetypów występujących w literaturze pulp fantasy. Niemniej, podklasy takie jak Ranger, Paladyn czy Barbarzyńca swego czasu nieźle namotały. Krótki „rewju” tychże.


Ranger – moja ulubiona klasa w D&D i AD&D. Pozytywna postać, z fajnym etosem pogranicznika, skromnym / samotniczym stylem życia, empatią do zwierząt i wyczuciem przyrody – nie do oddania za pomocą zwykłego F-M. Debiut Rangera to Strategic Review – poza AD&D, klasy tej próżno szukać w D&D. W 2E doczekał się osobnego classbooka – całkiem przydatnego. Na mój gust, Ranger – pod względem koncepcji – deklasuje (heh) większość podklas. W oryginalnym modelu rozgrywki sandboxowej jest niezbędny.

Paladyn – ciekawe rozwinięcie idei rycerza zakonnego. Tylko ludzie i tylko ci najbardziej „aryjscy”. Masa mocy, odpędzanie demonów, leczenie – generalnie, klasa zupełnie unikatowa. Paladyn pojawił się po raz pierwszy w suplemencie Gygaxa, Greyhawk. Dzisiaj nie wyobrażam sobie sensownej kampanii w świecie AD&D bez tej roli. Co ciekawe, z późniejszych edycji D&D zniknął na dłuższy czas, by pojawić się jako jedna z możliwych, wysokopoziomowych dróg rozwoju F-M w Rules Cyclopedia. W 2E stał się niemal znakiem rozpoznawczym systemu Cooka – doczekał się nawet osobnego classbooka w tej edycji.

Iluzjonista – jestem wychowany na 2E i zawsze podobała mi się koncepcja Szkół Magii Davida Cooka. W 1E autonomię Iluzjonisty, wziętego z OD&D (Strategic Review – klasa ta znikła z D&D), podkreślana była przez odrębną subclass i listą czarów. Skłaniam się jednakże ku kilkunastu szkołom specjalistycznym, inspirowanych oryginalnym Dragonlancem, i „bagażowi” mechanicznemu 2E Zeba. Wiadomo, że w sferze iluzji gnomes owns the rest. Klasa ta była, moim zdaniem, jedyną udaną próbą urozmaicenia Magic-Usera w obu grach TSR w latach 70-tych. Iluzjonista był jedynym „rozpisanym” szczegółowo specjalistą w PHB do 2E. Resztę można znaleźć w dość udanym Wizard's Handbook.

Thief-Acrobat – heh, bezsensowna profa. U mnie, w 1-2E, jeśli ktoś pakował Climb Walls, a ze skilli wybierał mountaineering, juggling, jumping, tightrope walking czy tumbling był kimś „w ten deseń”. Zupełnie zbędna i mało wyrazista podklasa, wyprodukowana przez Gygaxa, będącego na wylocie z TSR i umieszczona w jednej z największych kiszek w historii RPG: Unearthed Arcana. Klasa nie pojawiła się nigdy więcej ani w AD&D ani w D&D.

Cavalier – klasa ze wszechmiar ciekawa i oryginalna – ale tylko koncepcyjnie. Pojawiła się we wspomnianym wyżej gniocie, UA. Od czasów C-64 zawsze podobała mi się idea przeniesienia Rycerza do RPG (Might & Magic). Niestety, debilny kodeks moralny, absurdalne dopalacze mechaniczne bezsensowny design Gygaxa zarżnęły ten pomysł. Koniec końców, dobrze pomyślany F-M lub Paladyn to w zasadzie to samo, bez bawienia się w nadliczbowe klasy.

Barbarian – i tu zawsze miałem zagwozdkę. The Complete Barbarian's Handbook do 2E jest bardzo dobry. Syf, jaki pojawił się w nieszczęsnym Unearthed Arcana, jest zupełnie nieprzydatny i przegięty. Gygax, w międzyczasie, zdołał popełnić swego rodzaju Zły Cień czy też Robotikę (or Charakternik), a i później płodził gówno – tym podręcznikiem wspiął się na szczyt brakoróbstwa. F-M z nakładką kultury prymitywnej zupełnie się do tego nadaje.

Druid / Bard – podklasy prawie tak stare jak oryginalne D&D. Obie debiutowały w SR i suplementach. Były wytworem fascynacji Denisa Sustare kulturą celtycką. Bard i Druid nigdy nie był w kanonie klas, zawsze stanowił opcję i dopiero w 2E (nadal opcje) uzyskały status pełnoprawnych podklas (odpowiednio): podklasa Złodzieja i kapłana specjalisty. W późniejszych edycjach D&D Bard nie występował nawet w opcjach. Co ciekawe w BECMI D&D, Druid jest opcją rozwoju dla Kleryków na wysokich poziomach. Druid jest unikalną podklasą, ale wprowadzenia Barda w Advanced nie bardzo rozumiem. To co sobą prezentuje to kwintesencja awanturnictwa i nie widzę powodu, by F-M czy M-U nie potrafili zabawiać publiki, włóczyć się po świecie, poznawać wszelakie historie świata czy szmacić w burdelach.

Assassin – podklasę tę wymyślił Arneson, który nigdy nie był dobry w mechaniczne klocki. Zabójca zadebiutował w jego kampaniach z czasów pre-D&D. Później, mam wrażenie, był zapchajdziurą suplementu Blackmoor. Generalnie, każda z trzech bazowy klas może być asasynem, nie widzę problemu. Od strony mechanicznej wszystko sprowadza się na porównanie levelu Aska z levelem ofiary i rzut % na udany mord. Absurdalne. Wcale się nie dziwię „Zebowi”, że wywalił tą podklasę – pomijając ewentualność kolejnych ataków Kato-Matek – jest beznadziejna mechanicznie pod każdym względem (podobnie do późniejszego Cavaliera i Barbarzyńcy).

3 komentarze:

Shockwave pisze...

IMO pół na pół. Większość tego jest naprawdę całkowicie zbędna. Paladyn to F-M z kilkoma mocami Clerica, lub Cleric z matrycą ataku Fighting Mena. Nie potrzeba ekstra nowej klasy. Iluzionista - po prostu Magic User znający tylko czary z konkretnej szkoły. Nowa kalsa zbędna. Druid to Cleric mający specjalne warianty standardowych zaklęć. Znowu - nowa klasa nipotrzebna. Rangerów i Thiefów doskonale załatwia Specialist Raggiego - moim zdaniem jedyna sensowna i warta uwagi nowa klasa postaci, która po dodaniu wzbogaca tradycyjne trio.

Ojciec Kanonik pisze...

Może i Raggi daje radę ze Specjalistą, ale to kolejna klasa ;) Idea jednak fajna - jedna klasa załatwia większość miksów podstawowej triady.

Piotr Rasiński pisze...

A ja nigdy nie pojmowałem idei Specjalisty jako zastępstwa dla Złodzieja/Łowcy. Przede wszystkim na czym miałaby polegać tytułowa specjalizacja? na rzezaniu mieszków lub życiu w głuszy? Bardziej odpowiada mi już to co zrobił Nimsarn w Ścieżce, gdzie połączył obie klasy w Łowcę. Niby podobnie do Specjalisty, ale wytłumaczenie Nimsarna bardziej do mnie przemawia - złodziej to miejski łowca polujący na ludzkie skarby. Zmienia się więc tylko terytorium a nie idea klasy.

To tak z punktu widzenia laika w kwestii D&D. I tak zawsze uwielbiałem Paladyna choć zupełnie nie rozumiałem sensu jego istnienia. :)