4 marca 2015

Gwizdek Sędziego - I love d20

Oglądając serię "How to play Pathfinder" i widząc znudzenie wprowadzanej osoby po raz kolejny doszedłem do wniosku, że d20 to gówniana mechanika dla newbie. Wszystkie v-raporty z sesji z casualami kończą się tym samym - szukaniem na karcie postaci każdego bonusu, niekończące się pytania o idiotyczne podziały rund na akcje, bezsensowne poruszanie figurkami po macie. Sam wprowadziłem masę ludzi w to hobby, widziałem gry instruktażowe na konwentach w latach 90-tych. I to było zupełnie inne RPG. I uwaga przed finalnym gwizdkiem - nie chodzi o to, z których lat pochodzi mechanika.

O wiele łatwiej jest wprowadzić kogoś zielonego w RPG przez D&D, niż przez d20, GURPS-a czy BRP. Stare B/X czy Red Box Mentzera są idealne. Mówię o pełnoprawnych RPG, nie zlepkach planszówek, bitewniaków i RPG w stylu wszystkich Beginner's Boxów czy Adventure Gamesów. Pathfinder czy d20 3/4/5E w ogóle się do tego nie nadają. To trochę jak posadzić przed sobą osobę nie czytającą fantastyki i zawalić ją szczegółami o Śródziemiu. Bez sensu.

Zanim pojawiły się maty i hype na figurkowe granie, wszyscy mieli w dupie ile dokładnie metrów mogą przejść i co jeszcze mogą zrobić. Pełna dowolność (w granicach rozsądku) sprzyja instruktażowi. Zamiast "możesz zrobić to i to, a tego nie, bo nie masz feata" funkcjonowało: "opisz co CHCESZ zrobić". W OD&D jest to jeszcze fajniejsze, bo zielony/a nie musi znać żadnych zasad poza jedną - Zrób Co Chcesz i Zobaczymy Co Z Tego Wyjdzie.

Proste porównanie tej serii z własnym doświadczeniem. Nigdy nie prezentowałem podręcznika, bo już sama grubość może zabić pierwszą ciekawość i ściągnąć na ziemię ograniczeniami, zasadami, ramami. Zwykle siadam z delikwentką, tworzymy postać z krótkim wyjaśnieniem dostępnych Ról. Przedstawiam z grubsza ogólny mechanizm rozgrywki - podział na REF-a i gracza, możliwość odgrywania postaci w dowolnym stopniu "aktorskim" (może mówić o swojej postaci w trzeciej osobie - who cares) i podkreślam, by postać była wyraźnie określona (motywacje, osobowość, wygląd). Wyjaśniam pokrótce co oznaczają wysokości atrybutów, czym jest poziom postaci, HP i jakie ma moce wybrana Rola. 10 minut max. Robi zakupy - zwykle kolejne 10 min. Zarysowuję setting - z 5 minut. Gramy.

W razie pytań o to, co na karcie (a jest tego promil, co na kartach do d20 czy BRP), szybkie wyjaśnienie. Bardzo rzadko spotykam sie z pytaniem jakie są opcje, jakie zasady. W OD&D nie ma opcji, a zasad, które powinien znać gracz jest zaledwie parę (jak działa to-hit/AC, mechanika awansu postaci, save'y, vanciański system magii). Reszta leży w nieskrępowanej idiotycznymi manewrami czy podziałami rund na stop-klatki wyobraźni i kreatywności. Świeży gracz musi wiedzieć, że w tych grach może się wyżyć, że nie musi przejmować się sztuczną mechaniką.

BRP reklamowany jest jako przyjazny nowym graczom. To prawda - ale już w samej rozgrywce; procenty mówią same za siebie. Gdy dochodzi do tworzenia postaci, nie jest już tak kolorowo. d20 w ogóle nie jest przyjazne na żadnym etapie. We wspomnianej serii dziewczę stworzyło mnicha. Z tego, co pamiętam z nielicznych sesji d20, monk to koszmarek mechaniczny. Nic dziwnego, że instruktaż walki sprowadzał się do ciągłych pytań o to, który cios i kiedy może wykorzystać. A odbijanie strzał i bazowe manewry nie docierają nawet do mnie - po 25 latach grania. Dodatkowo, nowe systemy korzystają z bagażu ponad 40 lat istnienia RPG, posługują się masą hermetycznych terminów, stosują często różne mechanizmy zrozumiałe tylko dla już grających.

Współczesne RPG nurtu głównego w ogóle nie nadaje się na wprowadzanie żółtodziobów. Ziomek z Tuby lepiej by zrobił próbując retroklona. Przy rozwiązywaniu problemów w lochach dałby wyżyć się kreatywnie nowej. Działoby się dużo więcej, a akcja pędziłaby jak zepsuty bigos przez stara babę. A tak tłumaczy jak działają skille Perception i Dungeoneering i przesuwają figurki po gridzie. Nawet nie ma miejsca na sensowny opis i (NAJważniejsze) odegranie tej pierdolonej Roli mnicha. Dziewczę słabo ukrywa ziewanie. Idiotyzm. Szczerze, gdybym tak poznawał RPG, nigdy bym w to nie wsiąknął. Takie podejście boli. Trzonem siekiery w dupę, bez wazeliny.      

5 komentarzy:

van pisze...

Bardzo mi się wpis podoba. Podobnie poprzednie. Dużo spraw sobie na nowo przemyślałem. Czekam na następne. Dzięki

Clutter_ Bane pisze...

"BRP reklamowany jest jako przyjazny nowym graczom. To prawda - ale już w samej rozgrywce; procenty mówią same za siebie. Gdy dochodzi do tworzenia postaci, nie jest już tak kolorowo."

Gdy prowadziłem WFRP na BRP (BGB + trochę Classic Fantasy), to przygotowałem sobie generator losujący cechy i profesję, według której były przyznawane skille (z równą ilością punktów na każdy). Losowanie postaci zajmowało tyle, co naciśnięcie klawisza. :)

Pozdro i dzięki za dobry wpis

Jagmin Kartmistrz pisze...

Hej,

Mam pytanie O.K. Jak, w kontekście tego wpisu, zapatrujesz się na złotą zasadę z Fate Core? Zacytuję: "Decide what you’re trying to accomplish first, then consult the rules to help you do it."

Nie chodzi mi o ocenę samego Fate, ale czy ta zasada nie wpisuje się jakoś w to o czym napisałeś?

Z góry dziękuje za odpowiedź.

Ojciec Kanonik pisze...

Hej, Jagmin

Raczej "Check the roll for random stuff and imagine it". Ale fakt, zasady po zamiarze.

Jagmin Kartmistrz pisze...

Mnie trochę dziwi współczesne podejście niektórych graczy, którzy oczekują, że gra im podsunie fikcję do ich rzutów po fakcie. Dla mnie naturalnym było, że najpierw mówię co chcę zrobić, a potem MG wskazuje na co mam rzucić.

Przez to podejście całkiem nie zwróciłem uwagi, że podczas sesji d20 mogę sugerować MP, że ten parametr mojej postaci będzie lepszy i grałem oczekując od MG wskazówek na co mam rzucić. Może dlatego mi się te sesje nie podobały. Chociaż przypominam sobie, że w WFRP dochodziło do sytuacji, gdy gracze wymuszali na MG użycie danej umiejętności swoich postaci, ale w pierwszej edycji umiejętności były bardziej kolorem niż zasadą. W drugiej pewnie już by się to nie sprawdziło.