25 października 2015

Nieznany gatunek retrogry?

Grając w OD&D z dodatkiem Solo Dungeon Adventures doszedłem do paru przemyśleń. Wymieniłem też po drodze trochę uwag z paroma ludźmi o tego typu grze. Efektem powyższego jest: ten stary model rozgrywki jest być może zupełnie osobnym gatunkiem gier.

- Mnogość zasad. Wykorzystujemy przecież prawie wszystko z 3LBB. Dużo, dużo więcej niż w grach paragrafowych - nawet tych z lat 80-tych, na zasadach AD&D, T&T czy WFRP, nie mówiąc o prostych Fighting Fantasy czy Fantasy Trip. Porównywalnie dużo zaś do solowych bitewniaków - tylko że tu nie chodzi o same bitwy czy serie potyczek, a o eksplorację kompletnie niepreskryptowego terenu. Eksplorację, której walki są tylko jednym ze składowych elementów. No i nadal są to zasady (wskazówki, pardon me!) do gry (mniej więcej) role-playing. Ergo: na pewno nie jest to paragrafówka, nie RPG (brak czynnika towarzyskiego, odgrywania ról oraz pełnej swobody OS RPG) i nie solowa wargame.

- Swoboda wyboru. Sami tworzymy całe grupy indywidualnych postaci, ekwipujemy je. Sami decydujemy kiedy do lochów wchodzą, wychodzą i jak głęboko siedzą. Zachowaniem Najmitów rządzi Lojalność i Morale, ale w bitewniakowej walce (lub zwykłej, w głowie) mamy pełny wpływ i na nich. Zarządzamy więc zasobami materialnymi i zasobami ludzkimi, ale w innej skali niż w grach planszowych / ekonomicznych. Teren lochu generowany jest w całości losowo i rządzi się prawami podobnymi do Death Maze / Citadel of Blood. Tyle, że tu mamy dużo większą swobodę i różnorodność. Ergo: na pewno nie jest to gra ekonomiczna; ani planszowy Labirynt Śmierci czy Barbarian Prince for that matter.

- Output. Masa zasad 3LBB, generowany losowo świat, rozwój postaci - wskazuje to na jakiegoś prekursora gier komputerowych z gatunku roguelike. Tyle, że tam zazwyczaj gramy jedną postacią i mamy (lichy) fabularny cel i opisane tło. Tu wszystko działa na zasadzie perpetum mobile - kręci się i tworzy w nieskończoność. O tle i celach decydujemy my sami pod wpływem zmiennego otoczenia i zdarzeń. Często łapałem się przy grze w EoB czy Legend of Grimrock, że zlepek statów, imienia i rysunku twarzy postaci nabiera w trakcie przygód jakieś tam osobowości. Tu jest dokładnie to samo - już przy tworzeniu postaci otrzymujemy konkretnie, psychofizycznie opisaną statsami  personę. Reszta jest kwestią wyobraźni. Ergo: nie jest to protoplasta roguelike czy cRPG. Zresztą, gdzie tu komp. ;)

- PBM? Próbowałem poszukać czegoś podobnego z lat 60-tych. Jedyne, na co trafiłem, a o czym pisze w SDA Gygax, to gra za pomocą kopert (wymyśla jedna osoba, spisuje i ukrywa w kopercie, druga używa w swojej grze). Tyle, że tutaj gra się przede wszystkim solo. Ergo: nie jest to stary wargaming Play By Mail.

- Survival & Sandbox. Gygax zauważa we wstępie, że widział kampanie solowe rozgrywane w Dziczy na Vol. III. To jest oczywiste, bo 3LBB mają wpisane w zasady, EXPRESSIS VERBIS, swobodną eksplorację (wystarczy POCZYTAĆ, to ad fundomitów sandboxowych). Tylko, że w opisywanym przypadku chodziło EGG o solowy wariant połączania Outdoor Survival z 3LBB. Czyli taka planszówko-erpegiera. Tutaj bazą jest tylko i wyłącznie OD&D plus kilkanaście dodatkowych tabel SDA. Ergo: nie jest to survivalowa gra planszowa, chociaż też chodzi tu o przetrwanie i eksplorację.

- Awans postaci. rzecz mało wykorzystywana w wargamingu lat 60-tych i wcześniej. A napewno nie w takim stopniu, jak w kampanii Blackmoor i późniejszym OD&D. SDA daje możliwość wykorzystania pełnych zasad awansu, grania postaciami, które możemy rozwijać latami. Latami, ponieważ system zdobywania XP jest przecież ten sam co w OD&D, a levelowanie trwa długo. Ergo: nie istniała żadna inna gra tego typu wcześniej i później, ponieważ OD&D + SDA nie jest RPG czystej wody.

Szczerze - to fascynujący temat, chyba nigdzie szerzej nie poruszany. Nie widziałem nigdzie podobnej komparystyki, ani głębszej refleksji nad tego typu grą. Nie wiem też, czy było coś podobnego wcześniej i czym Gygax się inspirował (poza solową eksploracją Dziczy na 3LBB + Outdoor Survival).

Brak komentarzy: