20 stycznia 2016

Minecraft - fenomen

Minecraft to fenomen całego pokolenia nasto - dwudziestoparolatków, którzy zagrali w tę grę w wersji alfa / beta. Dziś to prawie trzydziestoletni gracze, którzy niespodziewali się, że brali udział w budowaniu fenomenu ludycznego na skalę początku XXI wieku. Szczerze - zazdroszczę im. Wielu wybiło się na YT, poznało fajny (mniej więcej) fundom MC. My mieliśmy Commodorki i Atarynki, automaty i puszki po zachodnich napojach, później zapóźnionego MiM-a i giełdy komputerowe. Nic więcej...

To trochę jak obserwować dzieciaki zafascynowane cRPG i siadające do d20 w 2000 roku. Oczywiście, klasyczne RPG ma się nijak do komputerowej rozrywki (i d20), ale kształtowanie pewnej mentalności, terminologii i zachowań, upodabnia minecraftowców do pokoleń roleplejowców. Nawet tutaj zdarzają się marudy, które twierdzą, że "wczesne wersje MC to nie to co dziś". :)

Expienie, respienie, expiarka, farming - to oczywiście nie przyszło z Minecraftem, a wcześniej - gdy gwiazdy YT i spece od letsplajów nie umieli czytać ani pisać. Na kanwie popularnych MMO i gier na 8-bitowce wyrosło coś, co dziś stanowi o pewnym trendzie w rozwoju gier komputerowych ORAZ gier role-playing. Sandbox.

"Mistrz Sandboxów z lat 90-tych"
jakby pominął pierwsze gry w stylu Infirmer, Dwarf Fortress, większości rogalików czy właśnie Minecraft, w swojej wyliczance otwartoświatowych piaskownic. Conajwyżej GTA to dla niego uberfenomen. Tylko czy może tam ściąć drzewo, rozebrać budynek lub samochód na części? GTA to chuj, nie sandbox. Tego typu gierek, tworzących iluzję dowolności, była cała masa (TES, BG 1, Planescape). Wyobrażacie sobie, by w sławionych przez "Mistrza Sandboxów 90", GTA czy TES wkopać się w ziemię i żyć tylko i wyłącznie tamże. Albo wywindować się pod chmury - i żyć tamże?

Minecraft to zaledwie przyczynek do indukowania oldschoolowej idei RPG "rób co chcesz, olej gościa w karczmie". Najważniejszą rolę, gra motywacja i styl grającego. Zamiar i jego wykonanie. Współczesny świat polega, niestety, na sukcesie komercyjnym. Nic nie sprzedało się lepiej (poza ruskim Tetrisem), niż Sztuka Górnicza. W ogóle, jako Hanys, "Mistrz Sanboxów 90" powinien docenić węglologiczny charakter tej gry. To pierwsza gra, która faktycznie pobiła merchantdesignem HoMM III (dodawanym do chipsów...), Angry Birds czy Simsy. To pierwsza gra komercyjna, która stare idee (nie tylko RPG 70's) "rób co chcesz" wyniosła do poziomu maluczkich i dała im pod rozwagę. Chwyciło jak ciapaty za pas z bombami.

TES i Diablo I były dobrym krokiem we właściwą stronę - otwartości i losowości. Później BG I i PS: T - ale to wciąż nie było to - fabuła preskryptowana, brak dowolnych interakcji z otoczeniem, brak wyjścia "poza mapę". Minecraft załatwia to wszystko. Jest tak dobry, jak dobry jest grający weń. Podziwiam, np. Kurtjmaca, który od czasów bety wciąż dąży (zbierając niemało kasy na cele charytatywne) do krańca świata Minecrafta.
 
No i muzyka - świetna, przy której Jeremy Soule to pisor obracający k3 akordami w kółko i na okrągło. C418 to KOMPOZYTOR, jeden z nielicznych w branży. Obok Michaela Honinga i Matta Uelmenna trzeci, który w ogóle ma coś do powiedzenia w materii dźwiękowej w grach na PC.

Pozdrówki portierowe +7  

4 komentarze:

KFC pisze...

Sandbox srandbox. Masz tak samo dużo wolności ile dali ci developerzy jak przy Diablo, Planescape czy innym GTA albo ADOMie. Tu łaskawie dali Ci szukać klocuszków i nieskończony losowy świat.
Co z tego skoro już wybudujesz sobie ten domek, drabinę do nieba, albo inną kolejkę i dalej będziesz zieeewał z nudów?
W końcu wyjdziesz na trakt w poszukiwaniu przygody, nie podejdzie do ciebie żaden questgiver, z tabelki spotkań losowych zawsze będziesz losował k6 tych samych nudnych pająków czy wybuchowych zombie, ciągle ten sam loot, żadnej karczmy po drodze.
Nuuda Panie aż zesrać się idzie.
Nikt normalny nie będzie grał w taki sandboks, chyba że lubi się bawić klockami lego, ale nie nazywajmy tego tego RPGiem i nie porównujmy do Tormenta tylko do czegoś co się zowie LEGO DUPLO czy inne COBI i bawią się tym dzieci do lat 18 ew. ich rodzice. Solo gaming dla onanistów taki sam jak pasjans czy inne sudoku.

Ojciec Kanonik pisze...

Masz rację, ale to wina ograniczeń technologicznych. Przecież nie da się przenieść klasycznego RPG na komputery. Jeszcze nie i wątpię czy kiedykolwiek tak się stanie. Co do większości zarzutów się zgadzam, ale są mody, multi, adventure maps. Jak dobrze napakujesz MC modami, to grania starczy na lata. Zresztą rozkmina "czystego" też zabiera sporo czasu. No i jest jeszcze coś, o czym pisałem - MC jest tak dobry, jak grający weń. Wszystko zależy od stylu - po zbudowaniu 1 bazy, można ja rozbudować, zbudować sto innych, mieszkać w Netherze, albo na jakimś skyblocku, itd. Możliwości jest masa, więcej niż w innych grach mnieniacych się sandboxowymi (nie liczę tych, które wyszły już po MC, tam różnie bywa).

KFC pisze...

Zabawy jest sporo fakt, można kombinować na milion sposobów, dogrywać mody i kombinować z multi ale jak sam piszesz erpega to nie zastąpi.
Szkoda, że GoblinWorks nie udało się z Pathfinderem Online, widać, jeszcze prędko nie będzie rynku na bardziej sandboksowe podejście. Gry MMO mają spory potencjał o ile nie zrobić z tego korean grind festu jak 99% gier w tym WOW. Ale kto się tego podejmie skoro to takie dojne krowy. Everquest Next też zapowiadają jako sandboxową rewolucję w MMO ale coś czuję, że wyjdzie podobnie jak z Guild Wars 2, czyli grind, grind i grind mobów. Chyba do emerytury przyjdzie nam grać analogowo i co najwyżej rollować dajsami na komórce, co nie jest bynajmniej takie złe ;)

Ojciec Kanonik pisze...

Analog uber alles everafter. Żadna cyfrowa podróba tego nie zmieni. W MMO nie siedzę, kiedyś zagrywałem się Guild Wars I - świetna rzecz. A jeszcze co porównania do DUPLO, wraz z pojawieniem się redstone'a i modów craftingowych to w sumie jest bardziej TECHNICS ;)